Dziękujemy! Rejestracja zakończona pomyślnie.
Skorzystaj z linku z wysłanego e-mailem na adres
Kapral Wojtek:
niedźwiedź, który walczył z faszyzmem, pił piwo i jadł papierosy
II wojna światowa była największą katastrofą w historii ludzkości, zniszczyła i zmieniła życie setek milionów ludzi na całym świecie. Kataklizm wpłynął nie tylko na politykę, ekonomię i samą egzystencję ludzi, ale także na los zwierząt. Dziś opowiemy o życiu niedźwiedzia, który walczył z Polakami i Brytyjczykami przeciwko nazistom, kochał piwo, papierosy i przyjacielską walkę.
W lutym 1944 roku oddział polskich żołnierzy przybył z Egiptu do Neapolu. Byli to żołnierze armii Andersa - formacji wojskowej utworzonej na terytorium ZSRR z polskich jeńców wojennych i więźniów politycznych schwytanych po okupacji Polski. W 1942 roku armia Andersa przeniosła się z ZSRR do Iranu, gdzie później została przekształcona w 2 Korpus Polski w ramach armii Wielkiej Brytanii. We wrześniu 1943 roku rozpoczęła się operacja desantowa sił koalicji antyhitlerowskiej we Włoszech i brytyjsko-amerykańskie wojska potrzebowały wsparcia na Półwyspie Apenińskim.


Przyjmując statek z Polakami, brytyjski urzędnik Archibald Brown sprawdził listę i wywołał nazwisko: „kapral Wojtek”. Nikt nie zareagował. Brown spojrzał w dokumenty: nie, nie pomylił się, kapral Wojtek rzeczywiście widniał na liście, wskazano numer osobisty wojskowego i książeczkę płatności.

Polski żołnierz i kapral Wojtek
Wtedy do Browna podszedł polski pułkownik, który dowodził oddziałem, i pokazał klatkę z niedźwiedziem w środku. Wskazał na zwierzę i powiedział: „Oto on - kapral Wojtek”.
Służba Wojtka w polsko-brytyjskiej armii rozpoczęła się wiosną 1942 roku w Iranie, gdy grupa żołnierzy natknęła się na miejscowego pastuszka z misiem w torbie. Żołnierze postanowili zabrać niedźwiedzia ze sobą i wymienili go na czekoladę, szwajcarski nóż i kilka innych drobiazgów.

Żołnierze zaczęli karmić Wojtka skondensowanym mlekiem, owocami, marmoladą i miodem. Niedźwiedź szybko rósł i wkrótce zaczął naśladować otaczających go ludzi, pijąc piwo z butelki i próbując palić papierosy. Chociaż Wojtek raczej jadł papierosy, niż je palił.
Polacy, którzy stracili dom, najpierw trafili do Gułagu, a następnie setki kilometrów od okupowanej ojczyzny. Kontakty z niedźwiedziem urozmaicały im codzienność. Walczyli z nim na żarty, organizowali pojedynki bokserskie, z których Wojtek zawsze wychodził zwycięsko, nie używając śmiercionośnych kłów i pazurów.

Z czasem niedźwiedź osiągnął dwa metry wysokość i wagę 220 kilogramów, więc nie mógł już uchodzić za malucha. Żołnierzom trudno było udowodnić urzędnikom w portach, że Wojtek jest tylko domowym zwierzakiem. Do tego momentu ludzie bardzo przywiązali się do zwierzęcia i ostatecznie postanowili zabrać go na służbę.

Niedźwiedź Wojtek został więc kapralem Wojtkiem z osobistym numerem, dokumentami płatniczymi i oficjalnym zaopatrzeniem.

Po bitwie o Monte Cassino 22 Kompania Zaopatrywania Artylerii, w której służył Wojtek, przyjęła nowy herb: sylwetkę niedźwiedzia niosącego pocisk w łapach.

Polacy nauczyli niedźwiedzia nosić skrzynie z ciężkimi pociskami moździerzowymi. Podczas bitwy o Monte Cassino, jak twierdzą naoczni świadkowie, Wojtek pod ciągłym ostrzałem artyleryjskim dostarczał na linię frontu ładunki moździerzowe. Według legendy sam zgłosił się na ochotnika, podchodząc do ciężarówki z amunicją i wyciągając łapę, by wziąć jedną ze skrzynek.

Należy zaznaczyć, że w mniej heroicznych chwilach Wojtek próbował wymigiwać się od pracy i częściej wybierał do noszenia puste pudełka po amunicji.
Po zakończeniu wojny część polskich żołnierzy postanowiła wrócić do Polski, gdzie ustanowiono lojalny reżim ZSRR, a część udała się do Wielkiej Brytanii, obawiając się powrotu do Gułagu. Wojtek również został uchodźcą i przez pewien czas mieszkał w obozie w Szkocji. Tam stał się gwiazdą, brał udział w wiejskich tańcach, świętach, imprezach i koncertach.

Ostatecznie niedźwiedź został zdemobilizowany i wysłany do zoo w Edynburgu. Od czasu do czasu odwiedzali go jego koledzy, którzy bez lęku przechodzili przez ogrodzenie i częstowali go piwem i papierosami. Słysząc język polski, Wojtek siadał na ziemi i unosił łapę, jak w wojskowym pozdrowieniu.
Pomnik Misia Wojtka w Szczecinie
W 1958 roku w socjalistycznej Polsce rozpoczęła się kampania na rzecz „powrotu” Wojtka, chociaż nigdy nie był w Polsce. Żołnierze armii Andersa, niegdyś opiekunowie niedźwiedzia, kategorycznie odmówili.

Pod koniec życia kapral Wojtek nie był już tak przyjazny jak za młodu. Wpłynęło na to zarówno samotne życie w niewoli, jak i choroby kości, przez które bardzo cierpiał. Zmarł Wojtek 2 grudnia 1963 roku.
Aktualności
0
Od najnowszychOd najstarszych
loader
Aby wziąć udział w dyskusji,
zaloguj się lub zarejestruj się
loader
Czaty
Заголовок открываемого материала