Dziękujemy! Rejestracja zakończona pomyślnie.
Skorzystaj z linku z wysłanego e-mailem na adres
Forbes: porażające perspektywy rosyjskiej gospodarki zdenerwują rusofobów - Sputnik Polska
Gospodarka
Najnowsze wiadomości gospodarcze z Polski i ze świata. Czytaj aktualne informacje i komentarze ekspertów o gospodarce, przemyśle, biznesie i finansach.

Baltic Pipe kontra Nord Stream 2. Przepychanki w gazie

Subskrybuj nas na
Prawie nie ma dnia aby w mediach polskich, europejskich ale też amerykańskich nie ukazywały się jakieś enuncjacje na temat potężnej inwestycji, jaką jest układanie gazociągu Nord Stream 2 na dnie Bałtyku. Ogólnie rzecz biorąc ścierają się dwie frakcje: jedni są za drudzy przeciw.

Jedni twierdzą, że to inwestycja czysto biznesowa, drudzy, że to czysta polityka. Jedni wskazują na gazowe potrzeby Europy Zachodniej i łatwe ich zaspokojenie, drudzy na uzależnienie, czasem mowa o wręcz militarnym, od dostawcy gazu z Rosji. Polska kiedyś dość obojętnie patrząca na pierwszy projekt Nord Stream, dziś ostro protestuje przeciw budowie dubeltowego, praktycznie bliźniaczego Nord Stream 2.

Protesty i oferty

Posłowie prawicowi właśnie złożyli w Sejmie projekt uchwały, w której wzywają rząd Niemiec do zaprzestania budowy inkryminowanego gazociągu. Ma to być podkreślenie polskiego stanowiska na rzecz „pełnej solidarności państw członkowskich Unii Europejskiej”.

Gazociąg Baltic Pipe - Sputnik Polska
Polska
Duda: Rusza budowa Baltic Pipe
Kilka dni temu Piotr Mueller, rzecznik rządu stwierdził, że jeśli Berlin zrezygnuje z kończenia Nord Stream 2, to Polska jest gotowa zapewnić Niemcom dostęp do szykowanego gazociągu Baltic Pipe. Cytując rzecznika: Polska w imię solidarności jest gotowa udostępnić też infrastrukturę budowaną z myślą o własnym bezpieczeństwie energetycznym. Ale ta oferta ma haczyk, żeby nie powiedzieć poważny hak. Jeżeli Polska odda część możliwości przesyłowych na potrzeby Niemiec, to o tyle zmniejszą się dostawy do naszego kraju. Nie wiemy, czy ktoś to policzył, pewne jest jednak, że wcześniejsze bilanse tego nie zakładały. I nie wiadomo, co z tego wyniknie dla gospodarki, a także możliwości oferowania błękitnego paliwa na eksport. Warto więc, choć pobieżnie spojrzeć na projekt Baltic Pipe.

W szufladzie

Pomysł, aby kupować gaz ziemny ze złóż norweskich, zakiełkował w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. I nie chodziło o powody polityczne, a o zasady techniczno-strategiczne: na wszelki przypadek zawsze warto mieć drugie źródło zasilania i drugą, niezależną linię przesyłową paliwa. Dodajmy: bardzo ważnego choćby dla przemysłu nawozów sztucznych i tworzyw sztucznych, hutnictwa, produkcji najróżniejszych szyb, ale też szklanek i kieliszków, nie mówiąc o gotowaniu zupy i ogrzewaniu domów przez miliony obywateli.

Założenia przewidywały, że Norwegowie sfinansują większość kosztów rury, a Polska zorganizuje rynek zbytu – dla siebie i południowych sąsiadów. Dostawcy postawili podstawowy warunek: rurą popłynie przynajmniej 10 miliardów metrów sześciennych gazu, aby miało to sens ekonomiczny. Ale ci na południu policzyli, że bardziej im się opłaca sprowadzać gaz rosyjski przez istniejące rury i nie weszli do interesu. U nas też entuzjazm do północnego dostawcy opadł, wszak niedawno uruchomiono gazociąg z Jamału. Projekt trafił do szuflady.

Na marginesie: bardzo nieliczni specjaliści wskazywali, że jeżeli komuś kiedyś przyjdzie do głowy prowadzenie gazociągów pod Bałtykiem z północy na południe i ze wschodu na zachód, to powstanie konflikt interesów: gazociągi, ze względów bezpieczeństwa, nie mają prawa krzyżować się, ani dołem, ani górą. Polacy przestali się tym interesować, a Rosjanie, jeżeli w ogóle, w ciszy snuli swoje plany.

 

Bałtycka rura

Projekt Baltic Pipe odżył w 2007 roku kiedy to PGNiG i Gaz-System (operator sieci przesyłowych w kraju) podpisały porozumienie z duńskim Energitet.dk (tamtejszy operator gazociągów) o budowie „Bałtyckiej Rury”. Szybko okazało się, że pieniędzy z tego nie będzie i dano sobie spokój. Do pomysłu wróciły obecne władze w roku 2016.

Z tym samym duńskim operatorem ustalono, że opłacalność inwestycji zaczyna się od przesyłu 10 mld m sześciennych gazu rocznie. Łączny koszt to ponad półtora miliarda euro, połączenie polsko-duńskie: 280 mln euro. Połowę pokryje Gaz-System. Gaz ma docierać z szelfu norweskiego, gdzie w odwierty zainwestował Lotos i PGNiG.

Także z projektowanego gazociągu Skanled, który ma łączyć Norwegię, Danię (ma własne złoża) i Szwecję. Ma to istotne znaczenie, bo złoża na Morzu Północnym powoli wyczerpują się.

Projekt gazociągu Baltic Pipe  - Sputnik Polska
Gospodarka
Baltic Pipe dostał zielone światło: to „uniezależnienie się od dostaw gazu ziemnego z Rosji”
Polsko-duńską rurę o długości 275 kilometrów ma budować włoska firma Saipem, odnoga konceru ENI. Ta firma była liderem konsorcjum realizującym powstawanie gazoportu w Świnoujściu. Jako anegdotę można przytoczyć fakt, że budowa gazoportu miała wiele kłopotów i opóźnień, ale Włosi tak sprytnie skonstruowali umowę, że za potknięcia nie zapłacili ani grosza kar.

Trochę gorzej wyszło im w Algierii, gdzie za przekręty i łapówki stołki stracił zarząd firmy, a włoski wymiar sprawiedliwości do dziś ma jakieś pretensje. Co ciekawe, ta sama spółka brała też udział w budowie pierwszego Nord Stream, łączącego Niemcy i Rosję. Ot takie włoskie dolce vita...

Tylko z obowiązku dziennikarskiego przytaczamy skrócone dane techniczne projektu Nord Stream 2. Rurociągi długości 1200 km połączą wybrzeże bałtyckie w obwodzie leningradzkim z niemieckim wybrzeżem w okolicach Greifswaldu. Zakładana przepustowość to 55 miliardów metrów sześciennych gazu rocznie.

Aktualności
0
Od najnowszychOd najstarszych
loader
Aby wziąć udział w dyskusji,
zaloguj się lub zarejestruj się
loader
Czaty
Заголовок открываемого материала