Dziękujemy! Rejestracja zakończona pomyślnie.
Skorzystaj z linku z wysłanego e-mailem na adres
komputer - Sputnik Polska
Piszą dla nas
Opinie i analizy najważniejszych wydarzeń z Polski i ze świata. Czytaj komentarze ekspertów na tematy gospodarcze, polityczne i społeczne na stronie Sputnika.

Zły budżet przykryty kiepskim budżetem

Subskrybuj nas na
Budżet państwa to nie tylko przekładanie pieniędzy z szuflady do szuflady, ale też konkretne skutki gospodarcze i społeczne jego planowania. O czym premier „zapomniał” poinformować na Facebooku.

Niedawno Mateusz Morawiecki za pośrednictwem mediów społecznościowych zaprezentował projekt przyszłorocznego budżetu.

Newsa podchwyciło niszowe Polskie Radio 24, Sputnik też go prezentował. Oczywiście media społecznościowe to może być platforma do rozmowy ze społeczeństwem, ale ogłaszanie jednej z najważniejszych dla życia kraju informacji wymaga chyba innej oprawy. Ponieważ dużo liczb przedstawiono już we wspomnianym materiale, wspomnijmy tylko, że deficyt budżetu przekroczy 80 mld zł, co oznacza, zgodnie z europejskim sposobem rozliczeń – ponad 64 proc. PKB, co oznacza z kolei, że podobnie jak w tym roku, zostanie przekroczona konstytucyjna Stabilizująca Reguła Wydatkowa. Resort finansów nie zostawia złudzeń: jeżeli pandemia przyciśnie to i deficyt wzrośnie.

Samochód na odcinku drogi z ograniczeniem prędkości 80 km/godz - Sputnik Polska
Piszą dla nas
Co się przyśniło premierowi
Bez podwyżek i bez pracy

Rząd właśnie przygotował projekt „urzędnik minus”, czyli w przyszłym roku pracownicy administracji nie dostaną żadnych podwyżek. Nie będzie też nagród uznaniowych, które dotąd, dla słabo opłacanych biuralistów, stanowiły ważny składnik rocznych dochodów. Oczywiście przewiduje się nagrody za „szczególne osiągnięcia czy zachowania”, ale jak mówią związkowcy dostaną je tylko „swoi”.

Bez podwyżek muszą się obejść też sędziowie, prokuratorzy i reszta zatrudnionych w tej „branży”. Ograniczony zostanie fundusz socjalny, czyli mówiąc wprost: świąteczne paczki będą bardzo skromne, a na wakacje i do sanatoriów, to raczej za własne pieniądze. To jakoś można przeżyć, jeżeli ma się nadal pracę. A jeśli nie...

Według rządowych projektów etaty stracą ludzie w ministerstwach, urzędach wojewódzkich, ZUS-ie, KRUS-ie, NFZ-cie. Będą zwolnienia grupowe z krótszym okresem wypowiedzenia i mniejszymi odprawami – tak postanowiono w „tarczach antykryzysowych”. Najpierw „wylecą” ci, którzy dożyli obniżonego wieku emerytalnego – prezentu od PIS.

Bezrobocie wzrośnie

W tym miejscu warto dodać spostrzeżenia niektórych ekonomistów: nawet, jeśli w przyszłym roku trochę wzrośnie PKB, to wzrośnie też bezrobocie, bo firmy nie będą w stanie finansować dalszych skutków zarazy. Potwierdzają te przypuszczenia badania europejskie. Tzw. prognozowany indeks PMI dla polskich firm (zamówienia, sprzedaż, zakupy, zapasy, zatrudnienie, ceny) jest dużo niższy niż dla naszych europejskich sąsiadów. Jeszcze inne ekspertyzy mówią wręcz o katastrofalnym wzroście zadłużenia polskich firm, tak w przemyśle jak i w usługach – wychodzi ponad 20 procent więcej w porównaniu do roku 2019. Niewypłacalność i bankructwa spowodują, że rejestrowane bezrobocie wzrośnie nawet do 7,5 proc.

Prezes Trybunału Konstytucyjnego Andrzej Rzepliński - Sputnik Polska
Piszą dla nas
Lex Morawiecki. Trybunałem w przedsiębiorców
Tu trzeba dotknąć ulubionego przez premiera tematu płacy minimalnej. Naturalnie – im ktoś więcej zarabia – tym większa danina dla budżetu. O ile zarabia... Zdaniem wielu ekonomistów podnoszenie płacy minimalnej w kryzysie to duży błąd. Jeżeli to takie genialne rozwiązanie – pyta prof. Marian Noga z Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu – to, dlaczego premier wycofał się z zapowiedzi trzech tysięcy złotych płacy minimalnej i proponuje 2800 zł. To wyraźny fałsz – mówi profesor – bo zaprzecza podstawom ekonomii. Płaca jest zyskiem dla pracownika, ale kosztem dla pracodawcy. A przy kryzysie gospodarczym najważniejsze dla państwa jest zmniejszanie kosztów a nie kiełbasa wyborcza... Jeżeli wzrośnie płaca minimalna to pracodawcy będą zatrudniać na pół etatu, a reszta „pod stołem”. I mocno ograniczą załogę. Kto na tym zyska?

No tak, ale jak tu zmniejszać wydatki, kiedy kontynuacja przekopu Mierzei Wiślanej pochłonie przynajmniej 700 mln zł (optymistyczne założenie), a dalszy ciąg obchodów stulecia odzyskania niepodległości przez nasz kraj – prawie 20 milionów. Ale to chyba było w 2018 roku...

W swoim wystąpieniu na forach społecznościowych premier na pewno nie brał pod uwagę wypłacenia około 10 miliardów złotych odszkodowania dla rolników w związku z zakazem uboju rytualnego. Bo dopiero teraz posłowie frakcji rządzącej nad tym pracują. Trzeba się spieszyć, bo wieś mocno wzburzona...

Podatki

Centralna sala 4. bloku energetycznego z reaktorem BN-800 w elektrowni atomowej w Biełojarsku - Sputnik Polska
Piszą dla nas
Nagłe wzmożenie w atomie: Polska energetyka w gęstym lesie wśród przyjaciół
Jeśli nawet jest to czarnowidztwo (choć oparte na twardych danych), to ratowanie firm chyba nie polega na podwyższaniu podatków. A tu ostro puka dyskutowany ostatnio wśród posłów (tak tych przy władzy jak i opozycyjnych) pomysł na oskubanie spółek komandytowych. Bez skomplikowanych szczegółów: takie spółki zakładają partnerzy czy członkowie rodzin, aby płacić mniejsze podatki i mieć mniejszą odpowiedzialność finansową w razie plajty. Czy się to komuś podoba, czy nie – ta formuła istnieje w całym cywilizowanym świecie przedsiębiorców. Jeżeli nałoży się na te spółki dodatkowe podatki, to zamkną swoją działalność. I powtórzmy: kto będzie miał z tego korzyść?

Rządzący przysięgali, że nie będzie żadnych nowych podatków, ale taki „malutki” od sprzedaży detalicznej będzie obowiązywał już od stycznia. O tych od deszczu, sprowadzanych samochodów, czy posiadania psów już wspominaliśmy.
Przykrywka

Dociekliwi postawią pytanie: po co premier tak nagle wystąpił w mediach społecznościowych z tak ważnym (chciałoby się je poważnie traktować) projektem funkcjonowania gospodarki? Szukający sensacji odpowiedzą: bo coś chciał przykryć. Dla wyjaśnienia trzeba powiedzieć, że dzień przed wpisem premiera na FB odbywało się burzliwe posiedzenie Sejmu, gdzie dyskutowano nad poprawkami do tegorocznego budżetu, a kilka godzin później nad... projektem przedstawionego przez premiera budżetu na następny rok. Swoją drogą nie zazdrościmy posłom, szczególnie opozycji, nie dostającym szczegółowych wytycznych, łamania głowy nad tak ogromną ilością liczb opisujących zupełnie różne sprawy.

Znak dla stacji ładowania smochodów elektrycznych - Sputnik Polska
Piszą dla nas
Nie szybko i nie polskie. Auto elektryczne ze Śląska
No, ale najpierw musieli zająć się tegorocznymi finansami, a te wyglądają fatalnie. Jeszcze pół roku temu rządzący triumfalnie ogłaszali pierwszy od dziesięcioleci zrównoważony budżet – to znaczy bez deficytu. A potem było już tylko z górki. Pandemia to nie przelewki, wiadomo było, że będzie kosztować i że wymaga różnych działań, także przy poprawianiu budżetu. Ale ministrowie zajęci byli kampanią prezydencką, więc nie zawracali sobie głowy finansami. Jak to oceniali przedstawiciele obozu rządzącego „nie było potrzeby organizowania na ten temat posiedzeń rządu”. Wyszło, że tegoroczny deficyt budżetu sięgnie prawie 110 miliardów złotych, takiej dziury w XXI wieku jeszcze nie notowano. Przedstawiciel resortu finansów wyjaśniał, że 40 mld. zł pochłonęło zwalczanie zarazy, a 60 mld. ratowanie gospodarki. Gdzieś zadziało się 10 miliardów, ale co tam...

Ktoś może zapytać: tyle środków dla tak wspaniale, według rządzących, rozwijającej się „nowej zmiany”? Jeden z ekonomistów, zresztą pełniący kiedyś ważne funkcje w resorcie finansów wskazuje, że „skala manipulacji, kreatywności i nieprzejrzystości w kasie państwa osiągnęła niebotyczne rozmiary”. To – zdaniem ekonomisty – może prowadzić do poważnej nierównowagi w finansach państwa. Dla porządku – podobną opinię wyrazili też specjaliści Najwyższej Izby Kontroli.

Gazociąg Baltic Pipe - Sputnik Polska
Piszą dla nas
Baltic Pipe kontra Nord Stream 2. Przepychanki w gazie
Posumowaniem może być ocena Dariusza Rosatiego, byłego ministra finansów: w ciągu dwóch lat zadłużenie Polski zwiększy się o 500 miliardów złotych – takiego tempa zadłużania (chodzi np. o zagraniczne kredyty czy obligacje oferowane na rynkach światowych) nie było w historii kraju. Czy takie opinie pobudziły premiera do wystąpienia w mediach społecznościowych z pomysłem przyszłorocznego budżetu? I przykrycia tych smutnych wyliczeń tegorocznego?

Porządek prawny jest taki: teraz oba projekty budżetów trafią do Senatu, potem znów do Sejmu, potem do podpisu prezydenta, a w końcu obudzimy się w nowej rzeczywistości przed kasą...

Aktualności
0
Od najnowszychOd najstarszych
loader
Na żywo
Заголовок открываемого материала
Aby wziąć udział w dyskusji,
zaloguj się lub zarejestruj się
loader
Czaty
Заголовок открываемого материала