Dziękujemy! Rejestracja zakończona pomyślnie.
Skorzystaj z linku z wysłanego e-mailem na adres
komputer - Sputnik Polska, 1920
Piszą dla nas
Opinie i analizy najważniejszych wydarzeń z Polski i ze świata. Czytaj komentarze ekspertów na tematy gospodarcze, polityczne i społeczne na stronie Sputnika.

Gorączka fotowoltaiczna. Trochę zysków dużo kłopotów

© Fotolia / svitekdPanele słoneczne
Panele słoneczne - Sputnik Polska, 1920, 29.03.2021
Subskrybuj nas na
Entuzjaści głoszą: już niedługo zielona rewolucja będzie domeną nie tylko właścicieli domków jednorodzinnych, ale także każdego mieszkania – panele fotowoltaiczne staną na każdym balkonie, albo przymocuje się je pod oknem. Paranoja czy realna groźba?

W dawno minionych czasach na dachach betonowych budynków rósł las choinek anten telewizyjnych. Potem zamieniono je na „zbiorcze” - jedna antena i kable do wszystkich mieszkań. Potem przyszedł czas na „talerze” – niezależne anteny satelitarne wystające z każdego mieszkania. Władza z tym walczyła, bo bała się dostępu do wrażych źródeł informacji, a architekci płakali nad kompletnym niszczeniem projektów elewacji budynków. Moda minęła wraz z rozwojem telewizji kablowej – za odpowiednią cenę można oglądać programy z całego świata.

Teraz architekci będą mieli następny zgryz – fotowoltaika w każdym mieszkaniu. Kiedy rząd ogłasza kolejne podwyżki opłat za energię elektryczną – najsprytniejsi będą z tym walczyć i zmontują sobie własny prąd.

Balkonowe elektrownie

Statystyki mówią, że w Polsce fotowoltaikę na dachu ma już pół miliona domów. Czyli połowa tego, co zakładały rządowe plany do roku 2030. Jednak nawet wtedy do zagospodarowania pozostanie 4,7 mln domów – tyle w kraju zostałoby budynków jednorodzinnych bez fotowoltaiki. Ci z bloków zazdroszczą willowym kominków, więc może by tak sobie zamontować panel fotowoltaiczny... W internecie można oglądać obrazki wieżowców z panelami przyczepionymi do barierek balkonów, a nawet zewnętrznych ścian, pod oknem. Kompletna zgroza – przy dużym wietrze taka konstrukcja może się urwać... I jaki to ma sens?

Ulica w Wenecji - Sputnik Polska, 1920, 31.10.2020
Społeczeństwo
Niepowtarzalna okazja: domy na sprzedaż w cenie hamburgera
Lokatorzy mieszkań nie mogą liczyć na jakieś dotacje, które przysługują willowym za wprowadzanie zielonej energii. Fachowcy policzyli, że przy najbardziej optymalnych warunkach: balkon długo oświetlony słońcem i najtańsza instalacja fotowoltaiczna – można zaoszczędzić 25 procent na rachunkach z elektrowni. A nakłady w inwestycję zwrócą się gdzieś za dwadzieścia lat. Już zupełnym drobiazgiem wydają się problemy z przesyłaniem prądu z balkonu do mieszkaniowej sieci elektrycznej – te starsze mogą tego nie wytrzymać. Tu trafiamy na ogólnokrajowy problem: czy ogólnokrajowy system energetyczny to wytrzyma?

Boom na farmy i dachowe elektrownie

Balkonowi producenci prądu nie mogą liczyć na odsprzedaż nadmiaru wytworzonej energii. Ale willowi już tak, a farmy fotowoltaiczne mają z tego żyć i dużo na tym zarabiać. Takie są dyrektywy unijne dla ratowania klimatu. Tylko to nie takie proste. Kilka lat temu wprowadzono w Polsce przepisy blokujące stawianie wiatraków wytwarzających prąd. Nikt tego głośno nie powiedział, ale można się domyślać, że za tym edyktem stało lobby górnicze i energetyczne – dla nich to kłopot i utrata zysków. Dziś już raczej nie obronią się przed fotowoltaiką na skalę przemysłową.

Za farmy uznaje się instalacje, które wytwarzają przynajmniej 1 MW prądu. A to oznacza wiele paneli słonecznych na hektarach ziemi.

Budynek Sejmu RP w Warszawie - Sputnik Polska, 1920, 07.08.2020
Opinie
Lokatorzy żądają ustawy reprywatyzacyjnej – wideo
Oczywiście na nieużytkach lub gruntach najniższych klas. Choć różnie z tym bywa u właścicieli prywatnych. Skarg okolicznych mieszkańców nie ma, a zarobić można. Pod warunkiem, że w okolicy jest jakaś profesjonalna (czytaj państwowa) sieć energetyczna. Deweloperzy szukają w całym kraju, ostatnio padło na Podkarpacie, gdzie zabudowanych ma być panelami ponad 3 tysiące hektarów. Ten nagły rozwój fotowoltaiki przyprawia energetyków zawodowych o zimne dreszcze.

Sieć tego nie wytrzyma

W Polsce sieć do przesyłu prądu była budowana jako sieć pasywna, jednokierunkowa, w której prąd płynął od dużych elektrowni do odbiorców. Elektrownie fotowoltaiczne – farmy – produkują prąd nieregularnie. Podobnie w przypadku mikroelektrowni, instalacji prosumeckich (tych na dachach willi lub w ogródkach). Jesienią 2020 roku w Polsce było ponad 350 tysięcy mikroinstalacji fotowoltaicznych; na początku 2018 – niecałe 30 tys. To oznacza, że ich właściciele raz dostarczają prąd do sieci, a innym razem go pobierają, i zmiany dostarczania lub pobierania są mało przewidywalne. Jeśli takich instalacji są setki tysięcy, to sieć trzeba przebudować z jednokierunkowej na dwukierunkową, aktywną, scyfryzowaną, dostosowaną do nowych warunków. Bo inaczej nie będzie ona dobrze funkcjonować.

Warszawa - Sputnik Polska, 1920, 13.03.2021
Polska
Nowy Ład dla Polski: jak PiS chce rozwijać kraj po pandemii?
Oczywiście modernizacja to olbrzymie wydatki, często też czasochłonne. Ale to nie tylko pieniądze są główną barierą. Zarządzający sieciami muszą sięgnąć do kieszeni, a tymczasem ich zyski się kurczą. Im więcej osób samodzielnie wytwarza własny prąd, tym mniej osób go kupuje. Spadek zainteresowania przekłada się na większe rachunki tych, którzy korzystają z tradycyjnych rozwiązań. Już dziś zakłady energetyczne często odmawiają podłączenia do sieci planowanych elektrowni fotowoltaicznych. W 2019 odmów było 400, siedem razy więcej niż w 2018  –  wynika z danych Urzędu Regulacji Energetyki. Słowem: chętnych jest więcej, niż możliwości na to pozwalają.

Co ze złomem?

Pierwotnie żywotność paneli szacowano na 15 lat, dzisiejsze mają działać dużo dłużej. Ale i tak kiedyś trzeba będzie je wyrzucić. Gdzie? W Polsce (podobnie zresztą jak w większości krajów Unii) nie ma specjalnych przepisów dotyczących instalacji fotowoltaicznych, czy raczej ich utylizacji. Traktowane są jak.... zużyte telewizory, pralki, lodówki.

Tu warto przypomnieć, że Polska, jako jedyna w Europie, wprowadziła drastyczne kary dla przedsiębiorców za nieosiągnięcie poziomów zbierania zużytego sprzętu elektrycznego. Unijna dyrektywa nie nakłada obowiązku na przedsiębiorców tylko na państwa. Polska wprowadziła opłaty produktowe, które – zdaniem fachowców – są nieproporcjonalnie wysokie i nie przystają do realiów gospodarczych.

W skrócie: unijni specjaliści wymagali, aby recykling zużytych urządzeń wagowo odpowiadał temu, co jest wprowadzane na rynek – znaczy – ile ludzie kupili nowego sprzętu (w kilogramach). W naszym kraju dodano do tego sprzętu panele fotowoltaiczne. Ale te cholery nie psują się przez dwadzieścia lat – więc złomu nie ma - znaczy się przepisowej utylizacji nie ma i przez lata nie będzie. Jak policzyli fachowcy od recyklingu – aby wykonać roczną normę niby zniszczonych paneli trzeba skasować 700 tysięcy pralek – połowę rocznej sprzedaży. Albo zerwać ludziom panele z dachów – tego nawet Wielki Bareja by nie wymyślił...

Od fotowoltaiki nie uciekniemy, za daleko to zaszło. Chyba nikt się tego nie spodziewa, a dziś trochę brakuje mądrych głów, które by tę nowoczesność ogarnęły...

Aktualności
0
Od najnowszychOd najstarszych
loader
Na żywo
Заголовок открываемого материала
Aby wziąć udział w dyskusji,
zaloguj się lub zarejestruj się
loader
Czaty
Заголовок открываемого материала