Dziękujemy! Rejestracja zakończona pomyślnie.
Skorzystaj z linku z wysłanego e-mailem na adres
Stoisko agencji informacyjnej Sputnik na XX Międzynarodowym Forum Gospodarczym w Petersburgu 2016 - Sputnik Polska, 1920
Opinie
Opinie na temat najważniejszych wydarzeń z Polski i ze świata. Czytaj analizy i komentarze ekspertów o sprawach politycznych, gospodarczych i społecznych na portalu Sputnik.

Z Turka przyjaciela nie zrobisz? Polska szuka nowych sojuszników – wideo

© Sputnik . Jewgienia Nowożenina / Idź do banku zdjęćHistoryczny festywal Czasy i epoki - Wojna rosyjsko-turecka 1877–1878
Historyczny festywal Czasy i epoki - Wojna rosyjsko-turecka 1877–1878 - Sputnik Polska, 1920, 01.07.2021
Subskrybuj nas na
Polska szuka nowych sojuszników, ale nie na Zachodzie. Jeszcze w 2014 roku Radek Sikorski mówił, że stosunki polsko-tureckie trwają trzy razy dłużej, niż istnieją Stany Zjednoczone. Wygląda na to, że Warszawa o tym pamięta.
Ostatnio częstymi gośćmi Ankary są wysocy rangą polscy politycy. „Rzeczpospolita” pisze, że w ten sposób Polska chce pozyskać przestrzeń do manewru. Wszak Berlin promuje Nord Stream 2, a Waszyngton w tej sprawie z Warszawą się nie liczy.
Czy obserwujemy próbę przeciągnięcia Turcji na wschodnią flankę NATO?
Rozmawiamy na ten temat z politologiem, doktorem Leszkiem Sykulskim.
Na stronach „Rzeczpospolitej” Jędrzej Bielecki wspomina Bukaresztańską Dziewiątkę – grupę państw na wschodniej flance NATO, do której Polska chce teraz dołączyć także Turcję. Co można powiedzieć o Bukaresztańskiej Dziewiątce w porównaniu z innymi polskimi inicjatywami – Trójmorzem czy Grupą Wyszehradzką? Nie wspomnę już o Partnerstwie Wschodnim…
– Musimy spojrzeć na Bukaresztańską Dziewiątkę jak na stowarzyszenie dziewięciu państw Europy Środkowo-Wschodniej, które zainteresowane są pogłębianiem współpracy militarnej wewnątrz samego Sojuszu Północnoatlantyckiego, co w samym Sojuszu nazywane jest wschodnią flanką NATO. Są to państwa, które leżą na pomoście bałtycko-czarnomorskim, czyli – licząc od północy – mamy kraje bałtyckie: Litwa, Łotwa, Estonia; potem Polska, Czechy, Słowacja; są tu także Węgry, Rumunia i Bułgaria.
Jest to inicjatywa zarówno prezydenta Polski Andrzeja Dudy, jak i prezydenta Rumunii Klausa Iohannisa. Za początek tej inicjatywy uważa się spotkanie dziewięciu państw w Warszawie w lipcu 2014 roku.

Kontekst międzynarodowy, powiedziałbym nawet – geostrategiczny, był kluczowym katalizatorem tej inicjatywy – chodzi o wydarzenia zarówno na Krymie w lutym i marcu 2014 roku, jak i później – w Doniecku i Ługańsku. Głównym celem tej inicjatywy jest wzmocnienie wschodniej flanki NATO oraz zapewnienie stabilności i bezpieczeństwa krajów Europy Środkowo-Wschodniej, a także rozwój militarny.

Do tej pory mieliśmy cztery zjazdy Bukaresztańskiej Dziewiątki. Takie wstępne spotkanie, które jeszcze nie było formalnym szczytem, odbyło się w Warszawie w lipcu 2014 roku, natomiast pierwszy oficjalny szczyt odbył się w 2015 roku w Bukareszcie. Kolejny miał miejsce w 2018 w Warszawie, następnie w Koszycach w 2019 roku, a w tym roku obserwowaliśmy szczyt 10 maja, ponownie w Bukareszcie.
Szczyt V4 w Katowicach - Sputnik Polska, 1920, 30.06.2021
Polityka
Morawiecki o V4: Z naszym zdaniem liczą się wszyscy
Zapytał mnie Pan o inne inicjatywy, takie jak chociażby Grupa Wyszehradzka czy koncept Trójmorza. Warto podkreślić, że powstają cały czas nowe projekty, jak na przykład Centralna Piątka, czy format C5 plus, który obserwujemy od czerwca 2020 roku. Mam na myśli platformę współpracy Austrii, Czech, Słowacji, Słowenii i Węgier. Pokazuje to, że w ramach tej szerokiej inicjatywy państw Trójmorza powstają inne, mniejsze. Do tego należałoby dodać Trójkąt Sławkowski, czyli porozumienie Czech, Słowacji i Austrii z 2015 roku oraz format warneński.
Sądzę jednak, że obecnie tym najważniejszym formatem, od sześciu-siedmiu lat realizowanym w Polsce, jest inicjatywa Trójmorza, która historycznie nawiązuje do idei Międzymorza, ale z bardzo istotnymi różnicami. Jedną z nich jest niewłączenie do tego formatu Białorusi i Ukrainy. Możemy oczywiście powiedzieć, że przecież powstał Trójkąt Lubelski – nowa inicjatywa, która ma przyciągać Ukrainę. Ale z uwagi na to, że Ukraina nie jest członkiem NATO, nie może być członkiem Bukaresztańskiej Dziewiątki. Natomiast tym, co niewątpliwie łączy te wszystkie porozumienia – począwszy od Trójkąta Lubelskiego, przez Bukaresztańską Dziewiątkę, a skończywszy na inicjatywie Trójmorza – jest poczucie zagrożenia ze strony Federacji Rosyjskiej. To jest wyraźnie artykułowane przez czołowych polityków skupionych w powyższych sojuszach. Przede wszystkim przez polskich.
Andrzej Duda w Gruzji - Sputnik Polska, 1920, 29.06.2021
Gospodarka
Prezydent na Forum Regionów Trójmorza. Chwalił sukcesy gospodarcze regionu
Pozwolę sobie przypomnieć, że 12 maja 2020 roku prezydent Polski, pan Andrzej Duda, zatwierdził Strategię Bezpieczeństwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej, która mówi, że największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa RP jest polityka, którą prowadzi Federacja Rosyjska. Zatem mamy do czynienia z zagrożeniem ze strony Federacji Rosyjskiej, które uległo wzmocnieniu. Myślę, że takim pierwszym punktem była wojna sierpniowa 2008 roku i kwestia niepodległości Abchazji i Osetii Południowej, potem oczywiście rok 2014 i odbywające się 16 marca referendum na Półwyspie Krymskim, następnie powstanie Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej. Wspomniane wydarzenia były czynnikami katalizującymi te inicjatywy.
W związku z tym, patrząc na samą Bukaresztańską Dziewiątkę, myślę, że należy uwzględnić cały kontekst geostrategiczny. Dodam tylko, że samo powstanie Trójkąta Lubelskiego jest kolejną inicjatywą dyplomatyczną po porażce Trójkąta Kaliningradzkiego. Przypomnę, że to przedsięwzięcie – realizowane przez Radosława Sikorskiego – było próbą nawiązania dialogu, czy bardziej poprawnie trialogu, między Republiką Federalną Niemiec, Rzeczpospolitą Polską i Federacją Rosyjską.
Zresztą Radosław Sikorski nawet niespecjalnie próbował tu nawiązywać do koncepcji Trójkąta Warszawskiego. Mało kto już dziś pamięta, że na początku lat 90. była taka inicjatywa, której ojcem chrzestnym był profesor Longin Pastusiak. Była to próba może nie tyle odpowiedzi, co wyjścia naprzeciw wyzwaniom lat 90., jeśli chodzi o „szarą strefę bezpieczeństwa” na terenie Europy Środkowej, odpowiedzią na koncepcję Trójkąta Petersburskiego, który łączył Francję, Niemcy i Rosję.
W zamyśle Polska chciała stworzyć taką inicjatywę dyplomatyczną trialogu między Niemcami, Polską a Rosją. Z tego też niewiele, niestety, wyniknęło. Uważam, że tego typu zrzeszenia są bardzo potrzebne – tak jak i Trójkąt Weimarski, czy wcześniej Trójkąt Warszawski – w celu łagodzenia napięć, które powstają w przestrzeni geostrategicznej na terenie Europy Środkowo-Wschodniej.

W tym kontekście myślę, że od 2014-2015 roku mamy do czynienia z pewną ciągłością w polskiej polityce zagranicznej, czyli konsolidowaniem państw Europy Środkowo-Wschodniej właśnie w duchu przeciwstawiania się Federacji Rosyjskiej.

W tym kontekście myślę, że od 2014-2015 roku mamy do czynienia z pewną ciągłością w polskiej polityce zagranicznej, czyli konsolidowaniem państw Europy Środkowo-Wschodniej właśnie w duchu przeciwstawiania się Federacji Rosyjskiej.
Jak można określić obecną geopolityczną rolę Polski? Czy kierunek wschodni jest przyczółkiem obrony przed – cytuję tu Radosława Sikorskiego – „rewizjonistycznym imperium rosyjskim w autorytarnym sojuszu z Chinami”?
– W przypadku Chin, to tutaj nie byłbym taki przekonany, jeśli chodzi o konsolidację polskiej polityki. Myślę, że polscy politycy, polscy decydenci nie za bardzo wiedzą, jaką jeszcze przyjąć strategię wobec tych wyzwań geopolitycznych, które stoją przed całym Sojuszem Północnoatlantyckim.
Sprzęt wojskowy podczas defilady z okazji 70. rocznicy zwycięstwa w II wojnie światowej w Pekinie - Sputnik Polska, 1920, 23.06.2021
Chiny: Pekin nie będzie ubiegać się o hegemonię na świecie
Są zresztą spore rozbieżności, jeśli chodzi o stanowisko wobec Chin, co było doskonale widoczne podczas ostatniego szczytu Sojuszu Północnoatlantyckiego w Brukseli, który obserwowaliśmy 14 czerwca tego roku. W deklaracji końcowej w stosunku do Chin nie padło określenie „zagrożenie”, tam padło określenie anglojęzyczne „challenge”, czyli wyzwanie. Zupełnie inaczej niż w stosunku do Federacji Rosyjskiej, która jest już tradycyjnie określana jako zagrożenie dla państw Sojuszu Północnoatlantyckiego. Myślę, że te dylematy mają zwłaszcza tak zwane „stare” państwa Unii, stare państwa Europy, używając tutaj określenia Donalda Rumsfelda (to dyplomacja amerykańska wprowadziła podział na „starą” i „nową” Europę, czyli na te państwa Europy, które wstąpiły do NATO przed 1999, i te państwa, które przystąpiły później).

Sądzę, że państwa zarówno „starej” Europy, jak i część państw „nowej” Europy, na przykład Węgry, nie chcą pójść na konfrontację z Chinami, chcą rozwijać kontakty gospodarcze i dlatego Sojusz Północnoatlantycki nie zajął jeszcze oficjalnego stanowiska w kontekście potencjalnej konfrontacji militarnej, na przykład Stanów Zjednoczonych z Chińską Republiką Ludową. Moim zdaniem ta kwestia będzie niezwykle istotnym – jeśli nie najważniejszym – punktem szczytu madryckiego, który odbędzie w 2022 roku.

Wracając do cytatu z Radosława Sikorskiego, który Pan przytoczył, myślę, że takie podejście do Federacji Rosyjskiej, podejście, które widzi w Rosji tylko i wyłącznie wroga, jest bardzo szeroko rozpowszechnione wśród polskiego establishmentu politycznego. Oczywiście nie jest tak, że ten jeden pogląd dominuje wśród polskich polityków. Sądzę, że ten stosunek – jeżeli chodzi o szczegóły – jest bardziej zniuansowany. Natomiast, biorąc pod uwagę chociażby ostatnie akty strategiczne związane ze Strategią Bezpieczeństwa Narodowego, widać, że Rosja jest traktowana jako główny przeciwnik.
Pytał Pan, jaka jest pozycja geopolityczna Polski obecnie. Bardzo trafnie, bardzo obrazowo i plastycznie określił ją doktor George Friedman, znany analityk, specjalista od spraw bezpieczeństwa międzynarodowego, zajmujący się geopolityką i geostrategią, który w 2016 roku na forum chicagowskiej Rady Spraw Globalnych powiedział, że Stanom Zjednoczonym potrzebny jest „kordon sanitarny w Europie Środkowo-Wschodniej”, który będzie elementem nacisku z jednej strony na Republikę Federalną Niemiec, z drugiej – na Federację Rosyjską.
I widać, że konsekwentnie, właściwie od roku 2015, różnego rodzaju kanałami dyplomatycznymi Amerykanie próbują skonsolidować to, co obecnie nazywa się „inicjatywą Trójmorza”. Czyli dwanaście państw pod egidą amerykańską, które z jednej strony prowadzą bardzo interesujące i bardzo wartościowe projekty infrastrukturalne, jak chociażby VIA Carpatia, ale z drugiej strony ten wymiar polityczny jest bardzo silnie eksponowany.
Swiatłana Cichanouska - Sputnik Polska, 1920, 28.01.2021
Świat
Pierwsze posiedzenie Trójkąta Lubelskiego. Cichanouska wśród uczestników
Gdyby to było rzeczywiście poważne przedsięwzięcie geopolityczne o wymiarze strategicznym, nawiązujące do historycznej inicjatywy Międzymorza, to Ukraina byłaby częścią tego bloku. Natomiast zaproszono ją do, że tak powiem, mniejszej rangi organizacji dyplomatycznej, jaką jest Trójkąt Lubelski. Myślę, że tutaj rola Polski, z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych, jest rolą instrumentalną, mającą na celu taktyczny nacisk na Niemcy i na Federację Rosyjską. Kiedy jednak przychodzi do prowadzenia poważnej polityki, a widzieliśmy to chociażby podczas szczytu Biden – Putin 16 czerwca, to polska strona jest pomijana.

Znamienny był tu wywiad, który ukazał się na stronie internetowej dziennika „Rzeczpospolita”, z ministrem spraw zagranicznych, profesorem Zbigniewem Rauem, który wprost przyznał, że strona amerykańska w żaden sposób nie skonsultowała z polskim MSZ-em zniesienia sankcji na Nord Stream 2 AG, czyli na spółkę budującą gazociąg na dnie Bałtyku. Ta decyzja Departamentu Stanu z 19 maja pokazuje wyraźnie, że kiedy przychodzi do wielkiej strategii, kiedy przychodzi do bardzo dużych interesów, interesy państw średnich i małych są przez administrację amerykańską pomijane.

Wydaje mi się, że w Polsce coraz większa liczba polityków, intelektualistów, dziennikarzy zaczyna zdawać sobie sprawę, że te trendy, które widzimy na zapleczu Partii Demokratycznej w Stanach Zjednoczonych, są nakierowane nie tyle na reset z Federacją Rosyjską, ile na zmianę polityki amerykańskiej. Raczej „ocieplenie” pewnych relacji na rzecz zagwarantowania sobie przez Stany Zjednoczone stabilności strategicznej w relacjach z Federacją Rosyjską, pewnej stabilności strategicznej na sporej połaci Eurazji. I myślę, że takim znamiennym dokumentem jest list, opublikowany przez portal Politico w sierpniu 2020, w którym 103 amerykańskich ekspertów, byłych dyplomatów, między innymi w Rosji, ekspertów do spraw stosunków międzynarodowych wzywało do reorientacji polityki amerykańskiej względem Rosji. Nie było tam mowy o żadnym wielkim resecie, raczej o zmianie akcentów.
Ukraina również chce odgrywać rolę tarczy NATO na Wschodzie. Czy nie stwarza to konkurencji z Polską? Do tej pory Polska pozycjonowała się raczej jako „adwokat Ukrainy w Europie".
– To jest taki fundament polityki, którą prowadziła administracja Aleksandra Kwaśniewskiego. Nawet wśród części politologów powstało w Polsce takie pojęcie jak „doktryna Kwaśniewskiego”, która wyrażała się słowami: „Nie ma niepodległej Polski bez niepodległej Ukrainy”. I myślę, że tę politykę, realizowaną w latach 1995-2005 przez Sojusz Lewicy Demokratycznej w koalicji z PSL-em, można nazwać funkcją „adwokata Ukrainy”.
Warszawa - Sputnik Polska, 1920, 04.04.2021
Świat
Ukraina nakłada sankcje na firmy z Polski
Niemniej jednak to się powoli zmienia i myślę, że rok 2014, a właściwie przełom roku 2014 i 2015 pokazał dobitnie, że Polska nie jest traktowana jako partner, jako strategiczny sojusznik przez sporą część elit politycznych Ukrainy. Sądzę, że punktem przełomowym, pozwalającym nam mówić w taki sposób właśnie o tych relacjach, są rokowania rozejmowe, które w końcu 2014 i na początku 2015 roku odbywały się w białoruskim Mińsku. To nie Polska była negocjatorem. Tutaj rozmowy toczyły się w formacie normandzkim: Rosja, Francja, Niemcy, Ukraina były rozgrywającymi, a mediatorem był prezydent Łukaszenka.
Warto oczywiście mieć na uwadze, że dziś to dążenie Ukrainy do członkostwa chociażby w MAP (Membership Action Plan), czyli w planie na rzecz członkostwa, jest jednym z najważniejszych celów polityki zagranicznej administracji Wołodymira Zełenskiego, jest takim papierkiem lakmusowym.
W jaki sposób Polska jest traktowana przez Ukrainę? Jak wyglądają w ogóle relacje polsko-ukraińskie?
– Patrząc na to, w jaki sposób Polska próbuje wspierać aspiracje do członkostwa Ukrainy w NATO, widać, że jest to niezbyt skuteczne. Myślę, po szczycie 14 czerwca prezydent Wołodymyr Zełenski oczekiwał więcej – przede wszystkim konkretnych ram czasowych: kiedy zostaną podjęte konkretne kroki na rzecz członkostwa Ukrainy w MAP. Takich zapewnień nie było. Jens Stoltenberg, jako sekretarz generalny NATO, jak i inni politycy Sojuszu nabierają wody w usta i, można powiedzieć, scedowali tę sprawę na szczyt madrycki w przyszłym roku.
Zapytał mnie Pan, czy Ukraina nie jest tutaj konkurentem dla Polski. Myślę, że w Polsce nikt z establishmentu politycznego różnego nurtu nie traktuje Ukrainy jako konkurenta w ramach szeroko pojętej wspólnoty atlantyckiej. Chociaż to pojęcie ma dziś wiele rys. I nie chodzi tylko o kwestie rozbieżności dotyczących polityki względem Chińskiej Republiki Ludowej, ale także – i jest to bardzo istotne – względem Turcji.
Systemy rakietowe S-400 - Sputnik Polska, 1920, 10.06.2021
Polityka
Departament Stanu USA: Zakup S-400 jest sprzeczny z zobowiązaniami Turcji w NATO
Wiemy doskonale, że od roku 2017 relacje między Waszyngtonem a Ankarą są napięte z uwagi na umowy, które podpisał prezydent Erdogan. Chodzi o zakup rosyjskiego sprzętu, między innymi o systemy S-400.
Można by tu zatem nakreślić taki „protokół rozbieżności”. Pokazuje to, że jest sporo kwestii dyskusyjnych, sporo kwestii spornych. Natomiast jeżeli chodzi o samą Ukrainę i polski establishment polityczny, zwłaszcza ten z kręgów decyzyjnych, to Ukraina nie jest postrzegana w kategoriach rywala.
Czy po przyjęciu do NATO popieranych przez Polskę Ukrainy i Gruzji możemy spodziewać się w najbliższym czasie dalszej ekspansji Sojuszu na wschód?
– Tak. Myślę, że pojęcie „ekspansja NATO na Wschód” jest pojęciem bardzo charakterystycznym dla narracji rosyjskiej, dla narracji strategicznej. W samym Sojuszu Północnoatlantyckim, także w Polsce, mówi się o przyjmowaniu kolejnych członków, o poszerzaniu Sojuszu Północnoatlantyckiego. Oczywiście warto wziąć pod uwagę optykę rosyjską, to, w jaki sposób Rosja traktuje zbliżanie się Sojuszu Północnoatlantyckiego do linii, nazwijmy ją, geostrategicznej – Petersburg-Rostów nad Donem. Sądzę, że inicjatywa Niemiec i Francji, dotycząca zorganizowania szczytu z Władimirem Putinem, szczytu Rosja – Unia Europejska, jest takim wyjściem naprzeciw nie tyle optyce rosyjskiej, co pewnej koncyliacji, jeśli chodzi o chęć porozumienia w zakresie budowy architektury bezpieczeństwa międzynarodowego, uwzględniającego interesy wszystkich państw regionu.
I w tym kontekście, moim zdaniem, należy się spodziewać, że Stany Zjednoczone będą traktowały ewentualne poszerzenie NATO na Wschód jako element negocjacji z Federacją Rosyjską. Wiemy doskonale, że ten kontekst geostrategiczny jest dzisiaj szalenie istotny, powiedziałbym nawet, kluczowy. Mam na myśli ten wielki konflikt hegemoniczny między Stanami Zjednoczonymi a Chińską Republiką Ludową.
Ukrainki witają żołnierzy NATO chlebem i solą - Sputnik Polska, 1920, 11.06.2021
Świat
„Jeśli Ukraina stanie się członkiem NATO, to poza Rosją ból głowy będzie mieć również Turcja”
Stany Zjednoczone poszukują partnerów, poszukują sojuszników, zaczynają montować wielką koalicję antychińską, co było świetnie widoczne między 11 a 12 czerwca. Mam na myśli szczyt G7 w tym roku. Niewątpliwie takie uzyskanie życzliwej neutralności ze strony Federacji Rosyjskiej byłoby wielce pożądane przez kręgi rządowe, kręgi decyzyjne w Stanach Zjednoczonych. Myślę, że ewentualna kwestia rozszerzenia NATO na Wschód – jakiekolwiek działania na rzecz Membership Action Plan, w przypadku choćby Ukrainy, czy kwestia rozmów o członkostwie, jeżeli chodzi o Gruzję – będą elementem gry dyplomatycznej i nacisku na Rosję.
Czy Polska jest w stanie prowadzić wielowektorową grę dyplomatyczną, nie ryzykując poniesienia strat w relacjach z krajami o odmiennych interesach politycznych i gospodarczych? Jakie posiada w tej grze atuty?
– Polska jest w stanie prowadzić politykę wielowektorową. Natomiast wymaga to dwóch elementów: po pierwsze, zmiany myślenia strategicznego, zmiany pewnego podejścia do kultury strategicznej w Polsce. I myślę, że pierwsze takie symptomy można już w Polsce zaobserwować. Coraz więcej kręgów intelektualnych, organizacji pozarządowych, ale także zaplecza eksperckiego partii, które zasiadają w Sejmie, zaczyna mówić o polityce wielowektorowej. Także całkiem niemała część opozycji w Sejmie mówi już o konieczności prowadzenia polityki zróżnicowanej, wielotorowej, wielowektorowej, jakkolwiek byśmy ją nazwali. Coraz większa liczba osób wykształconych, zaangażowanych politycznie, widzi, że przysłowiowe siedzenie tylko przy jednym stoliku, czy też granie na jednym tylko fortepianie, jest błędem w dzisiejszych czasach. Drugim elementem są zmiany pewnych struktur państwowych. Z badań Instytutu Pamięci Narodowej wynika jasno, że Polska po roku 1989 w sposób bardzo ścisły związała się ze Stanami Zjednoczonymi. I nie chodzi tu tylko o wspólnotę euroatlantycką. Zatem aby prowadzić politykę wielowektorową, ten ścisły sojusz z USA musiałby być nieco rozluźniony. I nie mówię absolutnie o wychodzeniu z Sojuszu Północnoatlantyckiego czy o zrywaniu relacji ze Stanami Zjednoczonymi, mówię o pewnym rozluźnieniu.

Myślę, że jedna z ostatnich, dosyć kontrowersyjnych w polityce zagranicznej decyzji, którą podjął rząd Zjednoczonej Prawicy w Polsce, a mianowicie zakup od Republiki Tureckiej bezzałogowych statków powietrznych Bayraktar w wersji TB2, jest swego rodzaju sondowaniem reakcji Stanów Zjednoczonych oraz reakcji w samej Polsce.

Uważam jednak, że tego typu działania będą nieskuteczne, dopóki nie dojdzie do głębokiej restrukturyzacji polskich służb specjalnych. Mam na myśli badania Instytutu Pamięci Narodowej i dyskusję, którą Instytut Pamięci Narodowej w Polsce całkiem niedawno rozpoczął. Chodzi o to, czy polski wywiad cywilny – a konkretnie Departament pierwszy MSW – z okresu PRL został „przejęty przez amerykańskie służby specjalne”. Z badań pracowników Instytutu Pamięci Narodowej wynika, że te ścisłe związki między Polską a Stanami Zjednoczonymi mają swój bardzo ważny łącznik w postaci właśnie wywiadu cywilnego. Dlatego bez dogłębnej restrukturyzacji służb specjalnych w Polsce – zarówno agencji wywiadu, jak i agencji bezpieczeństwa wewnętrznego – trudno mówić o poważnej polityce wielowektorowej.

We współczesnych procesach międzynarodowych dochodzi do policentryzacji świata. Mamy dziś do czynienia z tworzeniem się nowych centrów siły. Stany Zjednoczone – jako dotychczasowy hegemon – słabną, tracą swoją pozycję globalnego dystrybutora dóbr publicznych, takich jak chociażby bezpieczeństwo. Przestają być hegemonem niekwestionowanym. Mamy do czynienia z innymi państwami – mocarstwami regionalnymi, które są w stanie kształtować architekturę bezpieczeństwa międzynarodowego w swoim najbliższym otoczeniu bez oglądania się na Stany Zjednoczone, bez oglądania się nawet na system multilateralny. Myślę, że przykład Republiki Tureckiej, Chińskiej Republiki Ludowej, Indii, Federacji Rosyjskiej jest tutaj bardzo znamienny. Sądzę, że do polityki wielowektorowej w Polsce jest jeszcze bardzo daleka droga. Natomiast taki przełom w myśleniu w Polsce nastąpił. I cały czas trwa.

Aktualności
0
Od najnowszychOd najstarszych
loader
Aby wziąć udział w dyskusji,
zaloguj się lub zarejestruj się
loader
Czaty
Заголовок открываемого материала