Dziękujemy! Rejestracja zakończona pomyślnie.
Skorzystaj z linku z wysłanego e-mailem na adres
komputer - Sputnik Polska, 1920
Piszą dla nas
Opinie i analizy najważniejszych wydarzeń z Polski i ze świata. Czytaj komentarze ekspertów na tematy gospodarcze, polityczne i społeczne na stronie Sputnika.

Tylko spokój nas uratuje

© Sputnik . Alexey Kudenko / Idź do banku zdjęćMedytacja z pupilem
Medytacja z pupilem - Sputnik Polska, 1920, 18.07.2021
Subskrybuj nas na
Mam nową teorię w sprawie logiki działań władzy: Kaczyński poważnie lęka się merytorycznej opozycji. Robi więc wszystko, żeby wyprowadzić ją z równowagi, zmusić do lamentu, którego większość obywateli nie chce już słuchać. I wtedy znowu będzie mógł powiedzieć suwerenowi: widzicie, jak to jest? My tu reformujemy Polskę, a oni tylko histeryzują.
Temu służył ciąg zdarzeń z ostatniego tygodnia – kiedy tzw. Trybunał Konstytucyjny pod wodzą humorystycznej magister Przyłębskiej i ponurego prokuratora Piotrowicza raz orzekł, a raz de facto obiecał orzec (sprawa jest odłożona do 3 sierpnia), że rząd PiS nie musi słuchać TSUE.

Kolegium ds. Piotrowicza

Podpuszczaniu opozycji służyła nie tylko merytoryczna strona działań, ale także decorum – z Piotrowiczem, rugającym Adama Bodnara w sposób, który powściągliwemu zazwyczaj sędziemu Hermelińskiemu przywiódł na myśl kolegia do spraw wykroczeń z późnego PRL, gdzie skądinąd Piotrowicz czuł się na pewno jak u siebie w domu.
Do tego doszła akcja przeciw TVN, firmowana przez posła Suskiego, który ma to do siebie, że mówi to, co myśli, bo inaczej nie potrafi. Stąd jego wyznanie na zjeździe klubów „Gazety Polskiej”, że „jeśli się uda tę ustawę przeprowadzić” to „będziemy mieli jakiś tam wpływ na to, co się dzieje w tej telewizji”.

Mało kto miał wątpliwości co do tego, że taki cel autorom projektu przyświeca, ale szczerość wyznania posła-sprawozdawcy zwala z nóg. Mam przeczucie, że Kaczyński specjalnie powierzył to zadanie orłowi intelektu w postaci posła Suskiego, licząc na to, że wcześniej czy później coś takiego palnie. A wtedy opozycja zawyje – no bo jakże mogłaby nie zawyć.

Ekscytacja szkodzi

To wszystko jest, w moim przekonaniu, obliczone na dokładnie ten efekt: wyprowadzenie przeciwnika politycznego z równowagi, wprawienie go w stan niezdrowej ekscytacji, gdzie nie ma już miejsca na merytoryczną dyskusję. Ta technika sprawdza się od sześciu lat – kiedy to wrzaski antypisu, odsądzające władzę od czci i wiary, ani razu nie stanęły jej na przeszkodzie do wygrania kolejnych wyborów.
Siedziba stacji telewizyjnej TVN w Warszawie, Polska - Sputnik Polska, 1920, 09.07.2021
Piszą dla nas
Kto podskoczy Wielkiemu Bratu
W Rzeszowie wywodzący się z lewicy Konrad Fijołek, mimo wsparcia całej opozycji przyjął zupełnie inną technikę: merytorycznej dyskusji o przyszłości, przedstawiania pozytywnego planu dla miasta, przy deklaracjach współpracy z pisowską panią wojewodą – i wygrał bez trudu, w pierwszej turze, mimo że przeciwko sobie miał nie jednego, a dwóch kandydatów obozu władzy.

Hołownia wróci do łask

Również dziwaczna kariera Szymona Hołowni – showmana bez politycznego życiorysu, którego główną cechą jest zręczna mowa i dystansowanie się od krwawej walki na gołe pięści, jaką stała się rozprawa między PiS i PO – wskazuje, że wyborcy nie chcą dłużej słuchać tego samego, co słyszeli przez ostatnie 6 lat.
Marsz Hołowni po władzę na opozycji został chwilowo zatrzymany przez zmianę na czele PO – ale jestem dziwacznie przekonana, że „efekt Tuska” nie potrwa zbyt długo. Po okresie żałosnego przywództwa Borysa Budki, powrót Tuska – który, czego by o nim nie mówić, jest politykiem z prawdziwego zdarzenia – mógł niewątpliwie podnieść wyznawców opozycji na duchu, przywrócić Platformie trochę utraconego zaufania.
Ale na dłuższą metę wyborcy myślący o przyszłości zauważą, że Tusk mówi to samo, co Budka – i tak naprawdę nie ma nic do powiedzenia o tym, jaka ma być Polska po PiS-ie. A wtedy uznają, że wizja Hołowni – kompletnie niekonkretna, ale pozytywna – w połączeniu z jego zdroworozsądkowym, niehisterycznym przekazem, przemawia do nich bardziej.
Polscy kibice, Warszawa - Sputnik Polska, 1920, 12.07.2021
Polityka
Tusk, Kaczyński, Ziobro, Trzaskowski czy Hołownia? Polacy wybrali najbardziej wpływowego polityka

Lęki prezesa

Tego właśnie Kaczyński się boi. Opozycji, która w wiarygodny sposób będzie mogła powiedzieć: będziemy kontynuowali słuszne kierunki polityki obecnego rządu, skorygujemy te, które uważamy za niesłuszne. To dużo więcej, niż powtarzana także przez PO obietnica, że „nie zabierzemy 500+”, podszyta pewną pogardą i powracającą narracją o „rozdawnictwie na koszt przyszłych pokoleń”.
Do tego, żeby wiarygodnie przedstawić taką wizję: nie musicie wybierać między państwem demokratycznym i państwem opiekuńczym, bo w XXI wieku należy wam się jedno i drugie – trzeba być w stanie powiedzieć, że PiS zrobił coś dobrego.
Nie tylko w ramach „rozdawnictwa”, ale generalnie w sferze pryncypiów polityki społeczno-gospodarczej, obliczonej na działania prorozwojowe, zmniejszanie nierówności, przywracanie choćby minimalnej progresji podatkowej. To wszystko nie przejdzie przez gardła harcownikom antypisu – toteż ich obietnice o „zachowaniu 500+” brzmią głucho.
Prowadząc tak ekstremalnie konfrontacyjną politykę w obszarze „reformy sądownictwa”, Kaczyński zapewnia, że żaden polityk opozycji nie będzie w stanie powiedzieć o rządzie nic dobrego z obawy przed zlinczowaniem. Co ustawia ich dokładnie w tym miejscu, gdzie Kaczyński chce ich mieć: na pozycji „totalnej opozycji”.

Zbędność Lewicy

Dodatkowo – kupując poszczególnych posłów, przejmując Kukiza, odzyskując renegatów – prezes dąży do zapewnienia sobie stabilnej większości, dzięki której nie będzie już musiał negocjować np. z Lewicą poparcia dla prospołecznych elementów polityki rządu. Platformerska narracja w tej sprawie była jednoznaczna – Lewica to zdrajcy, którzy sprzedali się wrogowi – ale reakcja społeczna była zgoła przeciwna: 66 procent Polaków uznało, że lewicowa koalicja postąpiła słusznie, głosując za Funduszem Odbudowy pod warunkiem przekazania części środków na ważne dla niej cele, takie jak tanie mieszkania czy wsparcie szpitali powiatowych. Znów: ten sondaż dowodzi, że opozycja zyskuje, przechodząc z pozycji totalnych na merytoryczne. Kaczyński nie ma żadnego interesu w tym, żeby jej pomagać.
Mechanizm tej strategii wydaje się dość prosty: przy obecnej temperaturze sporu, polityka odrzuca wszystkich, z wyjątkiem najtwardszego, najbardziej zaangażowanego emocjonalnie elektoratu. Twardych Kaczyński ma więcej.

Jeśli opozycja ma mieć szanse na wygranie wyborów, musi znaleźć sposób na zawołanie do urn ludzi, którzy nie mają zwyczaju głosować, bo polityka ich brzydzi. A żeby tak się stało, musi przestać grać w grę Prezesa i zacząć mówić normalnie. Spokojnie, racjonalnie, bez histerii.

Nikt nie wyprowadzi nas z Unii

Na początek byłoby na przykład dobrze przestać wrzeszczeć, że Kaczyński wyprowadzi nas z Unii. Bo to po prostu bzdura. PiS będzie oczywiście siłował się z Brukselą, sprawdzał, na ile sobie może pozwolić, może zapłaci jakieś kary za niewykonywanie postanowień TSUE. Może straci jakiś kawałek unijnych dotacji – bo przecież nie całość.
Ale Kaczyński doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że potrzebuje dobrej sytuacji gospodarczej, względnego dobrobytu, żeby móc realizować swoje obsesje na odcinku wyrywania Polski z żelaznego uchwytu postkomunistycznego układu.
Że dopóki ludziom będzie się żyło lepiej niż gorzej, to ma szanse wygrywać wybory, bo dla większości społeczeństwa liczy się ich dzień codzienny, poczucie bezpieczeństwa finansowego, pewność, że mają za co nakarmić dzieci, a szeroko pojęta demokracja, wolność i prawa człowieka są pewną nadbudową, która na co dzień mało do nich przemawia. Wyjście z UE byłoby dla gospodarki zabójcze – toteż jestem pewna, że Kaczyński nigdzie się nie wybiera.
Założymy się?
Aktualności
0
Od najnowszychOd najstarszych
loader
Aby wziąć udział w dyskusji,
zaloguj się lub zarejestruj się
loader
Czaty
Заголовок открываемого материала