Dziękujemy! Rejestracja zakończona pomyślnie.
Skorzystaj z linku z wysłanego e-mailem na adres
komputer - Sputnik Polska, 1920
Piszą dla nas
Opinie i analizy najważniejszych wydarzeń z Polski i ze świata. Czytaj komentarze ekspertów na tematy gospodarcze, polityczne i społeczne na stronie Sputnika.

Gdyby głupota umiała latać…

© Sputnik . Alexandr Kryazhev / Idź do banku zdjęćJezioro "Burlinskoje" w Kraju Ałtajskim
Jezioro Burlinskoje w Kraju Ałtajskim - Sputnik Polska, 1920, 25.07.2021
Subskrybuj nas na
O Bramie Smoleńskiej, obecnie na pograniczu Białorusi i Rosji, uczymy się w podręcznikach historii w szkole podstawowej. W 1995 roku historię na UW ukończył niejaki Mariusz Błaszczak spod Warszawy. 26 lat później jako minister obrony narodowej uznał, że Polska kupi ciężkie amerykańskie czołgi za równie ciężkie pieniądze polskich podatników.
A stacjonować będą one i strzec naszego spokojnego snu właśnie w okolicach Bramy Smoleńskiej, czyli pomiędzy górną Dźwiną a górnym Dnieprem.

Rzut okiem na mapę

Na Starym Mieście w Krakowie jest ulica Smoleńsk. Są tam też liczne bramy, ale to bramy do okolicznych kamienic. Raczej nie dałyby radę tam dotrzeć ciężkie czołgi Abrams A1A2 ważące ponad 60 ton. Chyba, żeby ulicę wyburzyć, ale trudno powiedzieć, co na to lokalni mieszkańcy.
W biogramach Mariusza Błaszczaka czytamy, że ukończył on studia wyższe. Skoro tak, musiał uprzednio przebrnąć przez szkołę podstawową, a następnie średnią i zdać maturę. Prawdopodobnie na każdym szczeblu swojej edukacji musiał zetknąć się z pojęciem Brama Smoleńska. Na lekcjach geografii, ale przede wszystkim na swojej ulubionej historii, gdzie zapewne opowiadano o wielkiej wojnie ojczyźnianej przeciwko Napoleonowi, a już na pewno o II wojnie światowej. Czasem ktoś może cierpieć na różnego rodzaju schorzenia upośledzające pamięć, lecz z reguły osoby dotknięte taką przypadłością nie sprawują funkcji publicznych, bo może być to katastrofalnie niebezpieczne. Ewentualnie, w sytuacjach kryzysowych czytają uprzednio przygotowany przez doradców tekst z kartki lub promptera.
Abrams M1A2C - Sputnik Polska, 1920, 24.07.2021
Piszą dla nas
Abramsy przyjadą nad Wisłę
Błaszczak o amerykańskich Abramsach mówi: „Będą stacjonowały na równinie nazywanej przez strategów bramą smoleńską. Ciągnie się ona od wschodniej Rosji po Polskę”. Udowodnił, że ma poważne kłopoty nie tylko z geografią polityczną (nie identyfikuje granic państw), ale też z geografią fizyczną, bo uznaje, że Brama Smoleńska to obszar sięgający wschodniej Rosji. Czyli, według niego, Abramsy kupowane przez polskie władze stacjonować będą na obszarze od Białorusi aż po rosyjskie wybrzeże Pacyfiku, pewnie gdzieś pod Władywostokiem.
Amerykański czołg M1 „Abrams” podczas ćwiczeń wojskowych - Sputnik Polska, 1920, 17.07.2021
Polska
Błaszczak o Abramsach: Dadzą nam przewagę nad ewentualnym agresorem

Człowiek jest omylny

Każdy z nas może się przejęzyczyć, również politycy. To całkiem ludzka rzecz. Uświadamiając sobie swój błąd, można wszystko obrócić w żart i od razu się poprawić. Błaszczak zdecydował się nie komentować własnego idiotyzmu. Zamilkł. W międzyczasie zaś służby prasowe jego resortu najpierw cytowały jego wypowiedź na oficjalnych mediach społecznościowych, by wkrótce po salwach śmiechu mediów i opozycji, wpis z tym cytatem usunąć.

Tu mamy trzy możliwości: albo w MON siedzą ludzie zapatrzeni i zasłuchani w każde słowo Błaszczaka, traktujący go jak wyrocznię i bojący się wskazać mu na pomyłki; albo w resorcie pracują ludzie o horyzontach nie szerszych niż horyzonty ich szefa; albo ktoś w ministerstwie uznał, że Błaszczaka nie lubi i stwierdził, że pokaże publicznie jego poziom intelektualny.

Każda z tych sytuacji jest dla Polski potencjalnie niebezpieczna. Wyobraźmy sobie bowiem konsekwencje uznawania wywodów szefa resortu obrony za coś więcej niż kabaretowy dowcip. Wyobraźmy sobie też, że na czele istotnego przecież ministerstwa stoi człowiek dysponujący intelektem i wiedzą poniżej poziomu szkolnego minimum programowego. Człowiek taki może w każdej chwili wydać dowolne polecenie, nawet najbardziej absurdalne. I nikt z jego współpracowników nawet się nie zająknie, a każdy tylko z entuzjazmem pokiwa głową. Głupota i konsekwentne przy niej trwanie prowadzić może do niewyobrażalnych tragedii.
Amerykańska technika wojskowa w drodze na manewry NATO Defender 2020 - Sputnik Polska, 1920, 22.07.2021
Opinie
Amerykańskie Abramsy bez przetargu i offsetu. Czyżby Polska grała w ciemno?

Syndrom szerszego zjawiska

Sytuacja z Błaszczakiem to nie jedyny przykład. Tylko w ostatnich dniach słyszeliśmy prezydenta Andrzeja Dudę mówiącego o sojuszu polsko-japońskim z czasów wojny, a mającego tytuł profesora doradcę rządu ds. polityki zagranicznej Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego opowiadającego o analogiach między porozumieniem w sprawie Gazociągu Północnego a porozumieniem monachijskim z 1938 roku. Nie ma sensu sięgać po wypowiedzi starsze, bo można by nimi zapełnić całą książkę.

Problem polega na selekcji kadrowej w polskich partiach politycznych.

Oszałamiająca kariera stoi tam otworem wyłącznie przed ludźmi najbardziej intelektualnie miernymi, często wręcz wykazującymi poważne deficyty umysłowe. Mają oni jedną zaletę: nie tylko brak zdolności do samodzielnego myślenia, ale do jakiegokolwiek myślenia. To przydaje się w sytuacjach wymagających wykonywania wszelkich poleceń partyjnej góry. Nawet tych sprzecznych z prawem i elementarnym rozsądkiem. Z punktu widzenia kierownictwa bywa to dość wygodne. Problem jednak zaczyna się wtedy, gdy poziom tych ludzi skazuje Polskę na bycie kabaretem we współczesnym świecie. I gdy jej obywatelami rządzą ludzie zdecydowanie słabsi intelektualnie od nawet najsłabszych pod tym względem grup społeczeństwa.
Aktualności
0
Od najnowszychOd najstarszych
loader
Aby wziąć udział w dyskusji,
zaloguj się lub zarejestruj się
loader
Czaty
Заголовок открываемого материала