komputer - Sputnik Polska, 1920
Piszą dla nas
Opinie i analizy najważniejszych wydarzeń z Polski i ze świata. Czytaj komentarze ekspertów na tematy gospodarcze, polityczne i społeczne na stronie Sputnika.

„Wyborcza” dobija Leppera

© Sputnik . Leonid SwiridowAndrzej Lepper
Andrzej Lepper - Sputnik Polska, 1920, 06.08.2021
„Gazeta Wyborcza”, z właściwym sobie taktem, uczciła 10 rocznicę śmierci Andrzeja Leppera tekstem o jego długach i pijaństwie. W tej publikacji sprzed dekady czuć było – i czuć nadal – słabo skrywane Schadenfreude. Oto cham dostał, co mu się należało: wlazł nam na salony w gumiakach i skończył na sznurku od snopowiązałki.
Tekst „GW” to przedruk reportażu zatytułowanego „Ostatnie 48 godzin Andrzeja Leppera”, opublikowanego po raz pierwszy 16 sierpnia 2011 – choć redakcja nie uznała za stosowne umieścić tej informacji w nagłówku. Racząc Czytelników dziś, dekadę po śmierci przywódcy Samoobrony, opowieścią o tym, jak Lepper zamykał się w pokoju i chlał oraz pożyczał pieniądze i nie oddawał – redakcja „GW” usiłuje po raz kolejny zamordować polityka, do którego upadku przyczyniła się kilkanaście lat temu, bynajmniej nie w służbie prawdy.

Zhańbiona cześć Anety K.

Nagonka na Leppera jako drapieżnika seksualnego, zorganizowana wtedy przez „GW” okazała się zwykłym linczem, nie mającym żadnego oparcia w faktach. Pamiętny tekst Marcina Kąckiego „Praca za seks” – opowieść o tym, jak Lepper i inni działacze Samoobrony gwałcili niewinną zdesperowaną Anetę Krawczyk – w części dotyczącej Leppera był kompletnie dęty. Biedna ofiara seksualnej brutalności okazała się panną, która postanowiła zemścić się na całej partii za kochanka, który nie porzucił dla niej żony, choć tak naprawdę nie miała czerwonego pojęcia, czy to on, czy ktoś inny jest ojcem jej dziecka. Lepper został za „seksaferę” skazany w pierwszej instancji – ale sąd apelacyjny uchylił ten wyrok w całości, zarzucając mu obrazę zasad postępowania dowodowego.
Sąd I instancji przyjął założenie, że Krawczyk mówi prawdę a Lepper kłamie – i konsekwentnie ignorował fakty, które mogły jej zaprzeczyć. Np. Krawczyk mówiła, że tego a tego dnia Lepper gwałcił ją jak zwykle i tak samo wyglądał, podczas gdy w tym akurat czasie szef Samoobrony miał złamany obojczyk i gips od szyi do pasa.
Zeznawała, że molestował ją w biurze w Tomaszowie, podczas gdy cała Polska widziała go w TVP w programie „Forum” na żywo. Opowiadała, że zmusił ją do seksu w hotelu poselskim w Warszawie – podczas gdy bilet i dane LOT potwierdzały, że akurat był w samolocie do Gdańska. I tak dalej...
Andrzej Lepper - Sputnik Polska, 1920, 05.08.2021
Piszą dla nas
Jak Lepper nie zdążył zapisać się do PiS

Bo dorwał się do władzy

Także po śmierci szefa Samoobrony, „Gazeta Wyborcza” „chamowi” nie odpuściła. Poza tekstem – z takim taktem przypomnianym w czwartek – pojawił się też pełnometrażowy paszkwil gazetowej specjalistki od spraw wiejskich, Krystyny Naszkowskiej, która wydała z siebie tren, będący powtórzeniem tez, które obowiązywały w publicystyce „GW” na temat szefa Samoobrony od początku jego działalności: „Był awanturnikiem politycznym, który choć zrobił karierę na gadaniu o biedzie innych, faktycznie służył tylko sobie. Obrażał i oskarżał swoich przeciwników bez żadnych zahamowań, kpił z autorytetów, za nic miał prawo i struktury demokratycznego państwa. Jego obecność w parlamencie i to, że zasiadł na fotelu wicemarszałka Sejmu było jak policzek dla ludzi wierzących w słuszność demokratycznych wyborów. Wykorzystywał media, by nagłośnić swoją sprawę, związek zawodowy, partię Samoobrona. Wszystko po to, by wreszcie dorwać się do władzy”...

Zauważyliście, że np. Tuskowi – ani nawet Kaczyńskiemu – nikt nie robi zarzutu, że „wykorzystał swoją partię, żeby dorwać się do władzy”? Generalnie, fakt, że politycy zmierzają do uzyskania władzy nie jest uważany za coś szczególnie niemoralnego – może dlatego, że definicją partii politycznej jest „grupa ludzi dążąca do zdobycia i utrzymania władzy”. Polityk nie dążący do władzy jest jak pływak, który boi się wody.

Ale do Leppera ta zasada się nie odnosiła. Albowiem wara chamstwu od salonów.

Wersal wczoraj i dziś

Ukochanym przez mainstream cytatem z Andrzeja Leppera, przywoływanym za każdym razem, kiedy trzeba było uzasadnić obrzydzenie wsiochem na Wiejskiej, było pamiętne „Wersalu już tutaj nie będzie”. Nikt nie przytaczał drugiej części tego zdania, która brzmiała: „bo ludzie na chleb nie mają”. Zaryzykuję twierdzenie, że głód jest racjonalnym powodem do zaatakowania Wersalu. Był w 1799, ale także w 1997.
Andrzej Lepper był bohaterem mojej bajki. Pod wieloma względami był to polityk zupełnie wyjątkowy. Niesamowicie zdolny, obdarzony naprawdę błyskotliwą inteligencją, charyzmatyczny i niepozbawiony wdzięku. Ale jednocześnie taki jak lud, który reprezentował: pracowity, zawzięty, kiedy można, elastyczny, kiedy trzeba, genetycznie zaprogramowany na przetrwanie w niesprzyjających warunkach społecznych. Był jedynym w historii III RP autentycznym przywódcą autentycznego ludowego buntu. Dlatego stosunek do Leppera i Samoobrony zawsze był dla mnie swego rodzaju testem na lewicowość. Jakoś nie ufam lewicowcom, którzy w obliczu gniewu ludu krzywią się z obrzydzeniem.
Aktualności
0
Aby wziąć udział w dyskusji,
zaloguj się lub zarejestruj się
loader
Czaty
Заголовок открываемого материала