Dziękujemy! Rejestracja zakończona pomyślnie.
Skorzystaj z linku z wysłanego e-mailem na adres
komputer - Sputnik Polska, 1920
Piszą dla nas
Opinie i analizy najważniejszych wydarzeń z Polski i ze świata. Czytaj komentarze ekspertów na tematy gospodarcze, polityczne i społeczne na stronie Sputnika.

Pułapka dla fotowoltaików

© Sputnik . Valeriy Melnikov / Idź do banku zdjęćWęgiel
Węgiel - Sputnik Polska, 1920, 20.08.2021
Subskrybuj nas na
Na rekultywowanych terenach po części Kopalni Węgla Brunatnego Adamów (Wielkopolskie) ukończono montaż 155 tysięcy modułów na farmie fotowoltaicznej. Instalacja jest największą farmą słoneczną w Polsce, a inwestor zaplanował już jej rozbudowę.
Za kilka lat moc modułów zostanie zwiększona z 70 do 1000 megawatów (MW). To projekt wpisujący się w strategię odchodzenia od węgla brunatnego w energetyce.
Zespół Elektrowni Pątnów Adamów Konin (ZE PAK), do którego należy kopalnia ma poważne ambicje – już rozpoczęto prace przy rozbudowie farmy do 250 MW, docelowo ma być cztery razy więcej. Całość ma być połączona z hydrolizerem do produkcji zielonego wodoru. Chodzi o uzyskiwanie paliwa w sposób ekologiczny. W ZE PAK prowadzone są prace związane z kilkoma projektami wodorowymi. Pierwszym z nich jest budowa wytwórni wodoru wraz z infrastrukturą towarzyszącą na terenie elektrowni Konin, a także budowa stacji tankowania wodoru na terenie Warszawy i Konina. I to by było tyle dobrego, jeśli mowa o gwałtownym rozwoju fotowoltaiki.

Zdążyć przed końcem roku

Oczywiście w Polsce powstaje wiele innych farm z panelami słonecznymi o wymiarach przemysłowych. Ale przeciętnemu Kowalskiemu fotowoltaika kojarzy się z tym, co montuje na dachu czy w ogródku. A montuje na potęgę. W 2020 roku padł rekord. Do sieci elektroenergetycznej przyłączono ponad 320 tysięcy mikroinstalacji fotowoltaicznych o łącznej mocy ponad 2 tys. MW. A cała moc zainstalowana fotowoltaiki w Polsce wynosiła blisko 5 GW (5 tysięcy MW). Instytut Energetyki Odnawialnej podaje, że nasz kraj jest na czwartym miejscu w Unii Europejskiej pod względem przyrostu nowych mocy w fotowoltaice – wyprzedzają nas jedynie Niemcy, Holendrzy i Hiszpanie. Ale tego ani energetyka zawodowa ani rządzący nie przewidywali. I kłopotów z tym związanych.
Na początku wprowadzania fotowoltaiki rządzący proponowali dość interesujące zachęty. Obywatel montował sobie instalacje za pieniądze własne lub za niskooprocentowany kredyt.
Jeżeli zużywał prąd na własne potrzeby, to jego zysk – bo miał darmową energię. Jeżeli instalacja była większa to nadmiar prądu mógł przekazywać operatorowi krajowemu. Interes polegał na tym, że w nocy czy zimie (kiedy panele nie działają) można było za darmo odebrać do 80 procent przesłanej wcześniej energii.
Teraz rządzący doszli do wniosku, że nie stać ich na takie podarki. Handel fotowoltaicznym prądem będzie odbywał się według zasad krajowej giełdy energii. Nowe przepisy mówią, że prosument (czyli indywidualny dostawca) – który jednocześnie produkuje i konsumuje energię – będzie musiał nadwyżkę energii sprzedawać, a później odkupić za cenę nawet dwukrotnie wyższą niż cena sprzedaży. Oznacza to wyższe rachunki. Według specjalistów właściciel średniej instalacji zapłaci rocznie nawet do 1,5 tysiąca złotych. Przepisy wchodzą w życie od nowego roku i będą dotyczyć (przynajmniej taki jest zapis) tylko nowych instalacji. Stąd dziś szaleństwo montowania paneli. Tak obywatele pokazują, że nie są frajerami, ale też, że dbałość o odnawialną energię nie jest im obojętna. Lecz na wszystkie dobre pomysły znajdzie się sposób...
Montażysta przeprowadzający planowany remont linii wysokiego napięcia - Sputnik Polska, 1920, 16.07.2021
Gospodarka
Energetyczny most z Kaliningradem? Naimski: „To jest niemożliwe z powodów prawnych”

Magazyn obowiązkowy

Z prądem to jest tak, że trudno go magazynować. Naturalnie energetycy mają różne sztuczki, ale dotyczą one przemysłowych instalacji i przesyłu. W przygotowywanym przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska projekcie ustawy o Odnawialnych Źródłach Energii znalazł się zapis, który nakłada na prosumentów (czyli producentów energii) obowiązek jej magazynowania.
Jeśli przepisy te wejdą w życie zgodnie z zapowiedzią, czyli już od przyszłego roku, wielu posiadaczom paneli fotowoltaicznych na swoich domach mina zrzednie. Koszt takiego magazynu nie jest bowiem mały. Jak podają eksperci, w zależności od mocy czy rodzaju akumulatora, cena waha się od 6 do nawet 20 tysięcy złotych. Który właściciel paneli słonecznych będzie chciał zainwestować dodatkowe kilka czy kilkanaście tysięcy w magazyn energii?
Żeby nie było, że rządzący to krwiopijcy – w przepisach przewiduje się możliwość dopłat do magazynów. Nie wiadomo ile, ale mowa jest o widełkach 25 – 50 proc. A wartość złotówkowa zależeć będzie od średnich cen rynkowych. I tu jest poważny haczyk.
Magazyny energii to po prostu zestaw akumulatorów (baterii) z całą skomplikowaną instalacją; z komputerem włącznie. Cena zależy od producenta i zastosowania najróżniejszych zabezpieczeń. To bardzo ważne, bo z prądem i jego przekazywaniem nie ma żartów. Doskonale wiedzą to firmy montujące panele fotowoltaiczne. Uczciwi fachowcy przestrzegają, że oszczędność przy kupowaniu marnych zestawów, choćby z Chin, może skończyć się pożarem. Nie inaczej, jeśli nie gorzej jest z montowaniem kiepskich magazynów prądu.
Tankowanie samochodu na stacji paliw w obwodzie moskiewskim - Sputnik Polska, 1920, 16.07.2021
Gospodarka
Polaków czeka drastyczny wzrost cen benzyny i węgla
Najbardziej wydajne i popularne są baterie litowo – jonowe. Ale eksperci przestrzegają: bardzo trzeba dbać o jakość wykonania urządzenia i kontrolę samego procesu uwalniania energii, inaczej może dojść do tragedii. Energia zgromadzona w 10 kilogramach tego typu baterii odpowiada w przybliżeniu 1 kg trotylu. Aż strach pomyśleć... A poważni sprzedawcy c mówią wprost: każde takie urządzenie powinno przed dostarczeniem do klienta przejść skomplikowane badania i testy. Tyle, że u nas nie ma na to przepisów... Więc pojawiają się na rynku urządzenia nawet za dwa tysiące złotych, z gwarancją pracy nawet przez 15 lat. To oczywista fikcja – mówią fachowcy.
Pytanie – jak rządzący będą wybierać te „ceny rynkowe”, aby ustalać wielkość dopłat do magazynów. Bo jeśli uwzględnią sprowadzany badziew, to dla odpowiedzialnego kupującego nie będzie tanio, a dla oszczędnych – nie będzie bezpiecznie.

Baterie haraczem dla energetyki

Fachowcy wiedzą, że krajowa energetyka nie była przygotowana na inwazję fotowoltaiki. Nie wdając się w szczegóły – ogólna sieć tego nie wytrzyma. Aż 76 proc. linii wysokich i średnich napięć ma ponad 25 lat, a 37-42 proc. nawet ponad 40 lat. Ich przebudowa to setki miliardów złotych i dziesiątki lat. Energetycy (czytaj: rządzący) tych pieniędzy nie mają, choć w naszych rachunkach za prąd aż roi się od różnych opłat na utrzymanie elektrowni, sieci, przesyłu... Magazyny prywatnych producentów mają pomóc w odciążaniu sieci i okiełznać żywioł dbających o ekologię. Na zdrowy rozum obywatela nie powinno obchodzić funkcjonowanie Głównych Punktów Zasilania czy transformatorów – najbardziej cierpiących przez dostawy prądu od właścicieli fotowoltaiki. Od nowego roku jednak to oni będą musieli finansować te urządzenia. Bo o profesjonalnych, państwowych magazynach energii jakoś słabo słychać.
Tu anegdota. W amerykańskim Kansas lokalna firma dystrybucyjna energii wymyśliła, że prywatni producenci prądu muszą płacić 25 dolarów miesięcznie za korzystanie ze „wspólnych drutów”. Sprawa oparła się o sądy i fotowoltaicy wygrali. A firma dystrybucyjna musi zwracać haracz. Ale to w USA, gdzie mają jakieś takie dziwne prawa...
Aktualności
0
Od najnowszychOd najstarszych
loader
Aby wziąć udział w dyskusji,
zaloguj się lub zarejestruj się
loader
Czaty
Заголовок открываемого материала