Dziękujemy! Rejestracja zakończona pomyślnie.
Skorzystaj z linku z wysłanego e-mailem na adres
komputer - Sputnik Polska, 1920
Piszą dla nas
Opinie i analizy najważniejszych wydarzeń z Polski i ze świata. Czytaj komentarze ekspertów na tematy gospodarcze, polityczne i społeczne na stronie Sputnika.

17 września po białorusku

© Sputnik . F. Levshin / Idź do banku zdjęćPolscy i radzieccy żołnierze na Białorusi, rok 1944
Polscy i radzieccy żołnierze na Białorusi, rok 1944 - Sputnik Polska, 1920, 16.09.2021
Subskrybuj nas na
Z całą pewnością nowe święto na Białorusi motywowane jest między innymi rolą, jaką ta data odgrywa w naszej historiografii, ale czy to właśnie nie powód by zadać sobie pytanie o sens naszej polityki w kierunku wschodniego sąsiada?

Niegojąca się rana w plecach

Zanim jednak o Białorusi, krótko warto sobie przypomnieć czym w istocie jest data 17 września w tzw. polskiej polityce historycznej, bo jednak funkcjonuje obecnie jako co najmniej klucz do zrozumienia dziejów Rzeczypospolitej. Oczywiście z naszej perspektywy, narodu który wówczas jako pierwszy chwycił za broń w walce z hitlerowskimi Niemcami i ich agresywnymi planami podbojów, wejście Armii Czerwonej na tereny polskie było czymś przykrym, a co więcej dokonało się w porozumieniu z nazistami i wbrew istniejącemu paktowi o nieagresji między Polską, a ZSRR. Tyle na ten temat fakty.
I o ile w czasach PRL milczano na ten temat, albo zawile go tłumaczyło, o tyle w III RP temu zagadnieniu nadano kluczową rangę. Ma ono np. być dowodem tego, że z Rosją nie możemy być sojusznikami oraz że mamy sprzeczne interesy. Powtarza się to jak mantrę, a jednocześnie pomija wspólne zdobycie Berlina, powrót na ziemie piastowskie czy 600 tysięcy żołnierzy radzieckich poległych podczas wyzwalania Polski spod hitlerowskiej okupacji, ukierunkowanej na wyniszczenie biologiczne narodu polskiego.
Godło Białorusi - Sputnik Polska, 1920, 10.02.2021
Polityka
Białoruś: 17 września „Dniem Jedności Narodowej”?
Nic to, 17 września jest obecnie ważniejszy niż 1 września, rzekomo dlatego, że Moskwa za niego nie przeprosiła. Swoją drogą ciągle nie poznaliśmy zasady, wedle której takie przeprosiny powinny mieć miejsce, i jak daleko wstecz powinny sięgać. Gdy Szwedzi przeprosili nas za Potop, to żartom nie było końca, z kolei śp. Lech Kaczyński lubował się w przepraszaniu Czechów. Z drugiej strony rosyjscy prezydenci dość wyraźnie przepraszali za Katyń, a nam jest ciągle mało. Bądź tu mądry czytelniku.

Aspektem, który przy naszym rozumieniu 17 września, w kontekście białoruskim, jest bodaj najważniejszy, to nasza pamięć zbiorowa, w której dokonuje się symboliczny koniec polskich Kresów Wschodnich. Używamy tego zupełnie neutralnie, ale na Ukrainie i Białorusi te pojęcia budzą kontrowersje i opisywane są jako nomenklatura polskiego imperializmu.

Żądanie, czy nawet aktywny żal za utratą Lwowa i Grodna to dla naszych wschodnich sąsiadów groźba ekspansji. Przyczyn tego jest kilka, natomiast trudno zaprzeczyć, że takie nastroje w Polsce od czasu do czasu występują. I choć marzycieli w stylu Sommera piszącego rok temu o „odzyskanie Grodna w razie wzrostu niepokojów na Białorusi” nie jest dużo, to jednak na Wschodzie słychać ich dużo lepiej niż u nas.

Tymczasem u sąsiada

Dla Białorusinów 17 września symbolizuje zjednoczenie kraju. Tej wschodniej części, będącej przedtem częścią ZSRR, jak i zachodniej, w ramach II RP. Tu oczywiście powstaje pytanie: dlaczego za właściwe państwo białoruskie należy uznawać właśnie tamtejszą republikę radziecką? Zawsze można argumentować, że twór był przecież niesuwerenny. Szkopuł w tym, że II Rzeczpospolita w ogóle białoruskiej administracji nie wydzieliła, a samo pojęcie białoruskiej tożsamości było rugowane z przestrzeni publicznej.
Kolejnym pytaniem jest to, czy gdyby historia potoczyła się inaczej, tzn. scalenia tych ziem dokonałaby strona polska po pokonaniu ZSRR, to czy dziś Białorusini również odebraliby to jako „zjednoczenie"? Jednak rozpatrywanie tego – w kontekście, który omawiamy – nie ma przecież sensu.
To prawda, że białoruska tożsamość narodowa jest młoda, owszem. I właśnie dlatego poszukuje swoich momentów historycznych tam, gdzie jest to możliwe. My w Polsce wyobrażamy sobie, że tożsamość państwowa obywateli I Rzeczypospolitej ma jakiś potencjał na rozciągnięcie jej na Ukrainę, Litwę czy Białoruś, ale zapominamy o tym, iż w historiografii tamtych państw i narodów, albo ten okres nie istnieje, albo jest traktowany jako przejaw polskiej ekspansji, wówczas silnie jeszcze związanej z religią katolicką.
Po drugie, zarówno I RP jak i II RP, oceniane bywają często jako państwa w gruncie rzeczy arystokratyczne (co w wypadku I RP jest przecież prawdą), gdzie wąska elita żyła z pracy mas chłopskich. To, co dla nas Polaków jest rzeczywistością tamtych czasów, a więc spora część polskojęzycznej szlachty, przez Ukraińców i Białorusinów jest odbierane jako pasożytnictwo na ich przodkach.

Sami Białorusini są tu w jeszcze o tyle „gorszej” sytuacji, że w przeciwieństwie do Ukrainy, nie mają nawet możliwości odwołania się do jakichś zwartych ówczesnych grup, jak Kozacy Zaporoscy. Historia Białorusi, w rozumieniu samych obywateli tego państwa, jest historią tamtejszej ludności prawosławnej, rosyjskiego świata i Związku Radzieckiego.

A przy tym dodajmy to, co już pojawiło się na wstępie: polityka III Rzeczypospolitej w stosunku do niepodległej Republiki Białorusi, spowodowała tylko całkowite odcięcie się od ewentualnych możliwości integracji z Zachodem, w tym także z polską historiografią. To o tyle absurdalne, że z Białorusinami nie mamy właściwie żadnej historycznej zadry.
Nie było tam zbrodni w rodzaju tej wołyńskiej, białoruski nacjonalizm etniczny był i jest marginalny i nigdy przez to nie zdołał przyjąć formy zauważalnie wymierzonej w polskość. Po wielu latach kabaretowych prób obalania rządów Aleksandra Łukaszenki prowadzonych z Warszawy, w końcu „udało się” osiągnąć tylko tyle, że Białoruś zaczyna budować swoją państwowość na wzorcach nie dających się pogodzić z tymi polskimi.

Białoruski 11 listopada?

O ile przyjąć za obowiązującą tezę, że momentem narodzin nowoczesnej białoruskiej państwowości jest utworzenie Białoruskiej Republiki Radzieckiej (a nie jest to pozbawione sensu, wszakże to leninowska polityka korienizacji zaczęła w ogóle upowszechniać poczucie białoruskości), to 17 września można porównać z naszym 11 listopada, ewentualnie np. z Powstaniem Wielkopolskim lub którymś z Powstań Śląskich. Geopolitycznie rzecz biorąc, są to momenty w których dany twór uzyskuje teren do którego posiada roszczenia, a dzięki temu rośnie jego potencjał jako państwa. Tylko tyle i aż tyle.
Przy czym uczciwie dodajmy, że obecna narracja historyczna na Białorusi jest nieco przesadna w stosunku do tego jak traktowano ich przodków w II RP. Po pierwsze były w tej materii różne etapy, bo przecież przez te dwadzieścia lat ciągle ścierały się ze sobą koncepcja federacyjna i inkorporacyjna, po drugie zdeklarowani Białorusini stanowili ponad 50% ludności zaledwie w kilku powiatach (a więc nie była to jeszcze tożsamość rozwinięta i trudno tu mówić o „masowych prześladowaniach”), a po trzecie wyzysk i panoszenie się Jaśnie Panów dotyczyły jednak całego kraju i polski lud roboczy w podobnym stopniu pracował na warstwy uprzywilejowane.
Niemniej jednak to samo mogą powiedzieć nam inni o zaborach: że w Niemczech uczyliśmy się gospodarować, w Petersburgu sukcesy odnosili polscy inteligenci, a w Austro-Węgrzech to nawet Mickiewicza czcić pozwalali. Mimo to mówimy o „zaborach” i to się raczej nie zmieni.
Czechosłowacki czołg LT vz.35 podczas operacji Barbarossa. - Sputnik Polska, 1920, 03.07.2021
Piszą dla nas
„Nota”: historia tajnego ukraińskiego czołgu, który mógłby stać się „zabójcą” rosyjskiej „Armaty”
A jednak i tak ma prawo pojawić się żal, jeżeli do Białorusinów ma się szczerą sympatię i życzy im jak najlepiej. Bo nawet będąc antyimperialistą, ale przecież też Polakiem, trudno przełknąć iż dla kogoś jedna z dat naszej porażki w Wojnie Obronnej 1939 roku, może być rocznicą narodowego święta. Białoruś w ten sposób dokonała bodaj ostatecznego wyboru: integrować będzie się z Rosją, Wschodem i w ogóle z tym, co nazywa się tam „ruskim mirem”. Stało się to jednak w dużej mierze „dzięki” presji wywieranej z Warszawy.
Przyjęty po 1989 roku konfrontacyjny model stosunków z Federacją Rosyjską i pretensjonalność kolejnych polskich władz wobec rządów wschodnich sąsiadów skutkują albo ich ostatecznym zniechęceniem do Polski, albo odrodzeniem antypolskiego nacjonalizmu. Gdzieś tu musi być chyba błąd…
Aktualności
0
Od najnowszychOd najstarszych
loader
Na żywo
Заголовок открываемого материала
Aby wziąć udział w dyskusji,
zaloguj się lub zarejestruj się
loader
Czaty
Заголовок открываемого материала