Dziękujemy! Rejestracja zakończona pomyślnie.
Skorzystaj z linku z wysłanego e-mailem na adres
komputer - Sputnik Polska, 1920
Piszą dla nas
Opinie i analizy najważniejszych wydarzeń z Polski i ze świata. Czytaj komentarze ekspertów na tematy gospodarcze, polityczne i społeczne na stronie Sputnika.

Ekonomiczny płaskoziemca z „Gazety Wyborczej”

© Sputnik . Alexey Vitvitsky / Idź do banku zdjęćWarszawa
Warszawa - Sputnik Polska, 1920, 06.10.2021
Subskrybuj nas na
Swego czasu był obyczaj, aby podczas niwelowania terenu zostawiać nienaruszony słupek ziemi, zwany „świadkiem” – pokazujący z jakiego poziomu zaczynano i ile pracy zostało wykonane. Redaktor Gadomski z „Gazety Wyborczej” jest takim świadkiem dla okresu pierwotnej akumulacji kapitału z początku lat 90. Nie jest to świadectwo pochlebne.
Karol Modzelewski powiedział kiedyś, że różnica między kapitalizmem zachodnim i polskim polega na tym, że na zachodzie Europy kapitalizm zbudował się sam, spontanicznie, z chęci zysku – a u nas budowano go odgórnie, nie bacząc na straty.

Skamielina z ery KLD

Straty wynikały z dogmatyzmu, opartego na przekonaniu, że wszystko co prywatne jest lepsze niż państwowe – co pociągało za sobą absurdalny fetysz prywatyzacji. Skarb państwa tracił wartościowy majątek, setki tysięcy ludzi traciły pracę, Polska traciła kontrolę nad swoją gospodarką w wielu kluczowych obszarach. Ale oczywiście byli i tacy, którzy czerpali z tego zyski – i byli to ci, którzy kupowali za grosze majątek wypracowany przez 50 lat Polski Ludowej, a także ci, którzy otrzymywali od tych zakupów prowizje. Legalne – sztandarowym przykładem tego zjawiska był Jan Kulczyk zwany w niektórych kręgach „Wielkim Prowizjonerem” – oraz nielegalne, mniej uprzejmie, zwane łapówkami.
Liderami procesu prywatyzacji była formacja polityczna, która – na szczęście – dawno już wylądowała na śmietniku historii. Nosiła ona ambitną nazwę Kongres Liberalno-Demokratyczny, a przez lud prosty ochrzczona został mianem „liberałów- aferałów”. Liderem tego ugrupowania – warto przypomnieć, bo mało kto już to dziś pamięta – był Donald Tusk. Witold Gadomski – dzisiejszy apolityczny publicysta ekonomiczny „GW” – był jego posłem.
O ile jednak poglądy Donalda Tuska nieco ewoluowały, a przynajmniej uwzględniały realia, czyli powszechną niechęć społeczną do przemian własnościowych – czego dowodem było zdjęcie prywatyzacji ze sztandarów Platformy Obywatelskiej – red. Gadomski jest bezcenną skamieliną tamtego ponurego czasu. W muzeum historii naturalnej winien leżeć koło Leszka Balcerowicza. We dwóch mieliby całą półkę dla siebie – po wielkim kryzysie 2007 roku przykładów tak pierwotnej myśli friedmanowskiej w świecie ekonomii trzeba szukać ze świecą.
Dlatego wykwity intelektu red. Gadomskiego zawsze zwracają moją baczną uwagę. Są straszliwe i komiczne zarazem – całkiem jak teorie płaskoziemców.
Zbigniew Ziobro - Sputnik Polska, 1920, 01.10.2021
Piszą dla nas
Dobra jest kasa z Ziobra

Widziane z jaskini

Ostatnio red. Gadomski wypełzł ze swojej intelektualnej jaskini, żeby dać odpór lewactwu z „Krytyki Politycznej”.
Red. Jakub Majmurek napisał ciekawy komentarz do szalenie nagłośnionej w antyrządowej prasie mapy pisowskiego nepotyzmu w spółkach skarbu państwa. Twierdził w nim – trafnie i odważnie – że długofalowy efekt tego skądinąd godnego podziwu dziennikarskiego śledztwa może być niebezpieczny ze społecznego punktu widzenia. Albowiem daje argumenty tym, którzy chcą sprywatyzować wszystko do cna, bynajmniej nie z troski o dobro wspólne.
„Materiały o tym, jak poszczególni politycy rządzącej partii budują sobie feudalne domeny w nominalnie należących do nas wszystkich spółkach, doskonale sprawdzają się jako przykład dla kogoś, kto chce przekonać opinię publiczną, że nie ma czegoś takiego jak uczciwie zarządzana własność publiczna, wolna od mechanizmów korupcyjnych, a przynajmniej korumpujących. Im dłużej będzie rządził PiS, tym ten antypaństwowy backlash okaże się silniejszy” – pisze Majmurek.
Gadomski zatrząsł się z oburzenia – mimowolnie zapewne (neoliberalni doktrynerzy z zasady nie są zbyt bystrzy) – już w leadzie udowadniając trafność tez publicysty „KryPola”: „Co zrobić, by w przyszłości nie powtórzył się bezczelny skok polityków obozu władzy na państwowe spółki? Recepta wydaje się oczywista: sprywatyzować”. Tezę tę dla pewności Gadomski powtarza pod koniec tekstu: „Możliwe jest rozwiązanie realne i oczywiste – prywatyzacja praktycznie wszystkich spółek, także tych, które z jakiegoś powodu nazywane są >strategicznymi<”.

Opłacalność usługi gaśniczej

Gadomski ma do Majmurka pretensję o to, że nie wyjaśnia, dlaczego idea prywatyzacji wszystkiego jest niedobra. „Najwyraźniej pisząc do lewicowych czytelników „Krytyki Politycznej", uważa, że w jego >bańce< komunikacyjnej to sprawa oczywista, aksjomat, którego nie ma sensu udowadniać” – ironizuje, po raz kolejny demonstrując fascynującą odporność na rzeczywistość.
Nie, Panie Redaktorze, nie tylko w lewicowej bańce ludzie rozumieją, że są takie funkcje państwa, które nie powinny być poddawane logice zysków. Że uczenie, leczenie, ratowanie życia nie może być zależne od tego, czy jakiś prywatny właściciel szkoły, pogotowia czy remizy uzna, że „świadczenie usługi edukacyjnej”, „medycznej” lub „gaśniczej” jest opłacalne, czy też z rachunku ekonomicznego wyjdzie mu, że lepiej wynajmować salę na wesela.
Nocny klub - Sputnik Polska, 1920, 27.09.2021
Piszą dla nas
Mazurek nie Dąbrowskiego
Ale to nie tylko kwestia szkół i szpitali. Także w sferze przedsiębiorczości obecność państwowej konkurencji jest niezwykle pożyteczna ze społecznego punktu widzenia – przede wszystkim dlatego, że „psuje rynek” prywaciarzom.
Obecność na rynku silnych, dużych podmiotów, które przestrzegają prawa pracy i układów zbiorowych, oferują pracownikom etaty ze wszystkimi tego skutkami, takimi jak pełne ubezpieczenie, płatne urlopy, zwolnienia, odprawy emerytalne itp. – podnosi poprzeczkę dla tych, którzy chcieliby wzbogacić się na wyzysku, zatrudniając ludzi na umowach śmieciowych, płacąc im grosze, nie płacąc składek na ZUS i NFZ, zakazując zakładania związków zawodowych.

Bańka friedmanowska

Poza tym – jak trafnie zauważył kiedyś bezcenny w swojej szczerości Janusz Korwin-Mikke – celem istnienia przedsiębiorstwa nie jest produkowanie czegokolwiek, świadczenie jakichkolwiek usług, zaspokajania jakichkolwiek potrzeb, dawanie komukolwiek pracy: jedynym celem jest przynoszenie zysku właścicielowi.
Państwo jako właściciel musi kierować się inną logiką: nie zamknie znienacka elektrowni, kiedy prąd stanieje, nie przeprowadzi zwolnień masowych, żeby poprawić bilans, nie obniży wynagrodzeń, żeby zwiększyć swój zysk – ponieważ poza względami finansowymi musi brać pod uwagę także względy społeczne. Jeśli nie bierze, wyprowadza ludzi na ulicę i wtedy żywot takiego państwa – a dokładnie formacji tym państwem rządzącej – nie trwa za długo.
Oczywiście zdarzają się wyjątki od tej reguły – zdarzają się formacje rządzące, które mają gdzieś niepokoje społeczne, podobnie jak zdarzają się prywatni właściciele i szefowie korporacji, którzy nie są bezwzględnymi, chciwymi psychopatami – ale jest jakiś powód, dla którego tzw. kraje dobrobytu z zasady mają potężny sektor publiczny.
Ten temat redaktor Gadomski podsumowuje jednym zdaniem, przytaczając przykład publicznej norweskiej spółki Equinor (d. Statoil), której szef wspinał się na szczyt zarządu przez 23 lata pracy w firmie i jego stanowisko nie jest w żaden sposób zagrożone przez zmiany władzy: „Czy da się taki model skopiować w Polsce? Oczywiście nie”. Czemu nie i dlaczego oczywiście – red. Gadomski nie wyjaśnia. W jego friedmanowskiej bańce wszyscy to wiedzą – choć jest to, jak już wspomniałam, bańka raczej mikroskopijna.

Obrzydliwe słowo „ubóstwo”

Żeby do końca dobić Majmurka, Gadomski cytuje zalecenia OECD i MFW w sprawie ograniczenia roli państwa w polskiej gospodarce. Obie te organizacje to kluby bogatych, które nie przywiązują nadmiernej wagi do społecznych aspektów czy skutków wzrostu gospodarczego. Inaczej, niż np. Organizacja Narodów Zjednoczonych.
Pomnik księdza Henryka Jankowskiego, Gdańsk - Sputnik Polska, 1920, 29.09.2021
Piszą dla nas
Od „Śpiących” do Jankowskiego
3 lata temu, specjalny sprawozdawca ONZ ds. skrajnego ubóstwa i praw człowieka, Philip Alston w poruszającym raporcie dotyczącym wpływu przemian własnościowych na prawa człowieka, ostrzegał przez „tsunami niekontrolowanej prywatyzacji, które przekształciło argumenty na rzecz redukcji deficytu fiskalnego w ideologię rządzenia dewaluującą dobra i usługi publiczne”. Alston wprost oskarżył instytucje takie jak MFW i Bank Światowy o przyczynienie się do wzrostu skrajnego ubóstwa na świecie poprzez wymuszanie na ubogich krajach prywatyzacji wszystkiego, co może być opłacalne i pozostawianie w rękach państwa wyłącznie działań deficytowych.
Jak podejrzewam, red. Gadomski nie czytał tego raportu. Najpewniej odstraszyła go marksistowska fraza „skrajne ubóstwo” w tytule.
Aktualności
0
Od najnowszychOd najstarszych
loader
Aby wziąć udział w dyskusji,
zaloguj się lub zarejestruj się
loader
Czaty
Заголовок открываемого материала