Dziękujemy! Rejestracja zakończona pomyślnie.
Skorzystaj z linku z wysłanego e-mailem na adres
Stoisko agencji informacyjnej Sputnik na XX Międzynarodowym Forum Gospodarczym w Petersburgu 2016 - Sputnik Polska, 1920
Opinie
Opinie na temat najważniejszych wydarzeń z Polski i ze świata. Czytaj analizy i komentarze ekspertów o sprawach politycznych, gospodarczych i społecznych na portalu Sputnik.

Atomowa gorączka jak syndrom sezonowej choroby

© Sputnik . Igor Zarembo / Idź do banku zdjęćBałtycka Elektrownia Atomowa
Bałtycka Elektrownia Atomowa - Sputnik Polska, 1920, 21.10.2021
Subskrybuj nas na
Сzy Polska potrzebuje elektrowni jądrowej? Ile to może kosztować i kto za to zapłaci? Jaką ofertę zagraniczną przyjmie rząd i czy dopuści prywatnych polskich inwestorów? Te pytania ponownie są przedmiotem ostrych dyskusji.
Rząd kolejny raz przekonuje - Polska potrzebuje własnej energii jądrowej. Strategia energetyczna Warszawy przewiduje, że w 2033 r. uruchomiony zostanie pierwszy blok polskiej elektrowni jądrowej o mocy ok. 1-1,6 GW. Kolejne bloki mają być wdrażane co 2-3 lata, a cały program atomowy zakłada budowę 6 bloków o mocy do 9 GW. Polski rząd oczekuje, że partner w programie jądrowym obejmie także 49 proc. udziałów w specjalnej spółce, zapewni odpowiednie finansowanie i będzie uczestniczył w budowie i eksploatacji elektrowni jądrowej.
Pierwsze bloki podobno mają pojawić się w jednej z dwóch lokalizacji: Lubiatowo-Kopalino lub Żarnowiec w woj. pomorskim.

Kolejna hossa na polskim rynku jądrowym

Najbogatsi polscy biznesmeni też deklarują chęć inwestowania w rozwój energetyki jądrowej.
Polska firma chemiczna Synthos, należąca do miliardera Michała Sołowowa oświadczyła, że wspólnie z Orlenem planuje wybudować małe reaktory jądrowe w Polsce do 300 MW mocy. Pierwszy mógłby powstać już w 2030 r. Z kolei media zelektryzowała wiadomość, że Zygmunt Solorz-Żak i jego koncern ZE PAK wraz z węgierską grupą MWM miałyby się stać udziałowcami Bałtyckiej Elektrowni Jądrowej w obwodzie kaliningradzkim. W tyle nie zostaje również kolejny z grona najbogatszych Polaków, a mianowicie Sebastian Kulczyk, który wyraził chęć udziału w „atomowej przygodzie”.
Elektrownia atomowa we Francji - Sputnik Polska, 1920, 13.07.2021
Polska
„Mamy z polskim rządem podobną wizję atomu”. Kto zbuduje Polakom elektrownię jądrową?
We wrześniu do wyścigu o pierwszą instalację atomową włączył się także KGHM, który podpisał porozumienie z amerykańską firmą NuScale Power. Pierwsza elektrownia może zacząć działać już za osiem lat.

Gwiazdozbiór ofert

Tymczasem w lutym 2021 r. weszła w życie polsko-amerykańska międzyrządowa umowa o „współpracy w celu rozwoju programu energetyki jądrowej wykorzystywanej do celów cywilnych oraz cywilnego przemysłu jądrowego w Rzeczpospolitej Polskiej". Na jej mocy firmy Westinghouse i Bechtel mają przedstawić w ciągu 18 miesięcy polskiemu rządowi ofertę w oparciu o reaktor AP1000.
Kolejną ofertę współpracy przy budowie reaktorów jądrowych polski rząd otrzymał od francuskiego koncernu energetycznego EDF. Pierwszy z nich mógłby ruszyć już w 2033 r. Reaktory miałyby łączną moc zainstalowaną od 6,6 do 9,9 GWe. Inwestycja kosztowałaby - w zależności od liczby bloków - 150-220 mld zł.
„Preferencyjne warunki” budowy elektrowni jądrowych planuje złożyć polskiemu rządowi w I kwartale 2022 r. południowokoreańska firma Korea Hydro & Nuclear Power (KHNP)
Ale Polacy nie są jeszcze przekonani do atomu. Jak wynika z badania UCE Research dla Business Insider Polska, jedynie 38,8 proc. dorosłych Polaków popiera budowę elektrowni atomowej w kraju. Ponad 60 proc. nie chciałoby, aby taki obiekt znajdował się w pobliżu ich miejsca zamieszkania.

„Przyszłość jawi się jeszcze gorzej”

„Wszystkie rozważania dotyczące elektrowni jądrowej są bardzo, ale to bardzo, spóźnione” - przekonuje w rozmowie ze Sputnikiem polski polityk, były wiceminister gospodarki Jerzy Markowski.
„Kolejne rządy, od właściwie roku 2000, zapowiadają budowę elektrowni jądrowej. Tylko żaden rząd nie powiedział niczego ani o lokalizacji, ani o technologii, ani o systemie finansowania.
Problem polega na tym, że Polska miała w 60% gotową elektrownię jądrową w Żarnowcu. Została zlikwidowana w roku 1992 na podstawie referendum lokalnego. Wtedy decydentom, a konkretnie ministrowi przemysłu i handlu Tadeuszowi Syryjczykowi wydawało się, że w Polsce jest tyle energii elektrycznej, że starczy na kilka tysięcy lat, i nie trzeba będzie budować niczego nowego – mówi Jerzy Markowski.
Rzeczywistość, niestety, jest inna – dodaje.
„Zapotrzebowanie na energię rośnie, i chwilami jest wyższe, niż możliwości produkcyjne polskiego systemu elektroenergetycznego, co powoduje, że energię elektryczną importujemy. W ubiegłym roku zaimportowaliśmy prawie 10% niezbędnej Polsce energii elektrycznej. Przyszłość jawi się jeszcze gorzej, bowiem obserwujemy wszyscy problemy z elektrownią Turów, które mogą skutkować tym, że w wyniku 6-7% mocy zainstalowanej wypadnie z systemu energetycznego. Obserwujemy kłopoty dotyczące elektrowni Bełchatów, która, jeżeli nie otrzyma dostępu do złoża „Złoczew”, straci następne 20% mocy zainstalowanej” – stwierdza rozmówca.
Jego zdaniem w Polsce deficyt energii elektrycznej niewątpliwie nastąpi, bo nie są odbudowywane ani elektrownie węglowe, ani elektrownie na węgiel brunatny. Ekspert uważa, że wszelkiego rodzaju alternatywna energetyka nie daje tej możliwości, której potrzebuje polski system energetyczny.

Prywatni inwestorzy a bezpieczeństwo energetyczne państwa

„Dobrze będzie, jeżeli elektroenergetyka alternatywna, tak zwana „czysta”, to znaczy wiatr, słońce, pokryje wzrost zapotrzebowania w stosunku do dzisiejszych potrzeb. A co z pokryciem potrzeb, wynikających z zużycia się bloków energetycznych, wyłączeń kolejnych elektrowni” – tłumaczy Jerzy Markowski.
Jest przekonany, że elektrownie jądrowe budować trzeba.
Tylko słowo „trzeba” obowiązuje w Polsce od około 20 lat, a nic się nie zmienia. Kiedyś mieliśmy swoje własne badania, które, zresztą, bazowały na radzieckiej technologii, dzięki istniejącemu do dziś laboratorium w Świerku pod Warszawą. Ale specjaliści i naukowcy albo już wyjechali, albo umarli, więc, skazani jesteśmy na zagraniczne technologie i inwestorów. Kim oni będą, nie wiem, bo to już jest bardziej gra polityczna niż technologiczna
Jerzy Markowski
Były wiceminister gospodarki RP
Zdaniem rozmówcy Sputnika, jeżeli ma to być blok energetyczny rzędu tysiąca megawat, „który będzie coś znaczył w polskim systemie energetycznym”, to musi być inwestycją Skarbu Państwa. Natomiast, jeśli chodzi o zdolności produkcyjne rzędu 200-400 megawat, to można mówić o inwestycjach prywatnych. Ekspert uważa, że skala takich inwestycji jest niewielka. Dochodzi natomiast inna kwestia: surowce energetyczne dla elektrowni jądrowej Polska ma kupować za granicą. Kwestia odpadów, to oddzielny temat - dodaje Jerzy Markowski.

Kto zapłaci?

Stronę finansową budowy elektrowni jądrowej w Polsce omówił ze Sputnikiem polski ekonomista, były członek Rady Polityki Pieniężnej prof. Marian Noga.
Rozmówca przypomniał, że program rządowy przewiduje budowę trzech bloków o łącznej mocy 4800 megawatów, każdy po 1600 megawatów.
„Mówi się, że cała elektrownia kosztowałaby 21 mld euro. Pozostaje tylko problem zgody społeczeństwa na taką budowę” – powiedział Marian Noga.
Wirtualny strumień cząsteczek uranu Rosja - Sputnik Polska, 1920, 29.09.2021
Nauka i tech
W Rosji powstaje wirtualny reaktor jądrowy
Według niego kolejną bardzo skomplikowaną w Polsce sprawą jest to, że taka budowa byłaby prowadzona przez dwie, a nawet trzy kadencje Sejmu. A kadencja to cztery lata. Czyli między 8 a 12 lat. Rozmówca uważa, że ewentualna zmiana składu Sejmu, a tym bardziej rządzących, spowoduje, że realizacja programu budowy elektrowni jądrowej może być modyfikowana w zależności od różnych wizji.
Jestem makroekonomistą. Zajmuję się tym blisko 50 lat i powiem w ten sposób: Unia Europejska stawia na energię jądrową, i pieniądze z Unii do Polski wpłyną. Trzeba tylko spełnić pewne uwarunkowania związane z praworządnością – twierdzi rozmówca.
Jest on przekonany, że rząd na pewno zdecyduje się na zmianę ustaleń w wymiarze sprawiedliwości, zlikwidowana zostanie Izba Dyscyplinarna i wtedy Polska dostanie pieniądze.

Optymistyczne prognozy. Oby się ziściły

„Ile potrzebujemy? Bardzo łatwo to policzyć. Pomijając, czy to będą kredyty, czy bezzwrotne subwencje, razem tych pieniędzy ma być 770 mld złotych na siedem lat, to znana sprawa. To jest nieco ponad 100 mld złotych rocznie. Ta ewentualna roczna dotacja czy pożyczka unijna w przeciągu siedmiu lat pokryje koszty finansowe całej elektrowni. Na razie mówimy o jednej elektrowni, bo na pewno nie będzie ich na razie więcej” – mówi prof. Noga.
Wyjaśnia, że na następny rok w budżecie państwa przewidziano 485 mld złotych dochodu. I w tych 485 mld 100 mld pochodzi ze środków unijnych. Przytacza również kalkulacje specjalistów ds. energetyki, którzy obliczyli, że elektrownia oparta na węglu kamiennym o mocy 4800 megawatów kosztuje najwyżej 10 mld euro, a jądrowa - 21 mld euro, czyli jest dwa razy droższa.
„W kategoriach – co jest tańsze, co jest droższe – nie ma, co dyskutować. Byłbym tutaj optymistą, jeżeli chodzi o stronę finansową” - zaznacza.
Prof. Noga nie widzi problemu, aby prywatne firmy uczestniczyły w realizacji programu energetyki jądrowej.
My w Polsce mamy już chyba od 15 lat PPP, czyli partnerstwo publiczno-prywatne. Tak, że w ramach tego aktu prawnego można by było myśleć o udziale prywatnych przedsiębiorców w energetyce jądrowej
Marian Noga
Ekonomista, były członek Rady Polityki Pieniężnej Polski

Spojrzenie z zewnątrz

Warto tu przytoczyć również opinie rosyjskich ekspertów. Aleksander Frołow, wicedyrektor Rosyjskiego Instytutu Energetyki Narodowej ocenia ewentualny wybór amerykańskiego inwestora.
„W zasadzie powstanie elektrowni jądrowej można nazwać racjonalną decyzją - Polska potrzebuje energii jądrowej. Ewentualny wybór Warszawy na korzyść Stanów Zjednoczonych rodzi pytania, ponieważ teraz w dziedzinie energetyki jądrowej Stany Zjednoczone poważnie ustępują Rosji, Francji i Korei Południowej” – powiedział Frołow.
Jego zdaniem planowana umowa może okazać się nie mniej korzystna dla Stanów Zjednoczonych niż dla Polski.
Biorąc pod uwagę, że polska gospodarka jest de facto dotowana i uzależniona od zastrzyków z budżetu europejskiego, mamy bardzo specyficzny projekt, w którym Stany Zjednoczone chcą wesprzeć własną energetykę jądrową kosztem Unii Europejskiej – powiedział ekspert.
Z kolei, dyrektor organizacji non-profit wspierającej rozwój nauki, technologii i edukacji jądrowej „AtomInfo-Center” Aleksander Uwarow ironizuje:
„Są rzeczy, na które można patrzeć bez końca, np. ogień, płynąca woda i jak Polska buduje elektrownię jądrową…".
Sputnik jest już w Telegramie! Dołącz do naszego kanału i jako pierwszy otrzymuj ciekawe informacje o tym, co się dzieje na świecie! Więcej na temat możliwości aplikacji Telegram tutaj.
Aktualności
0
Od najnowszychOd najstarszych
loader
Aby wziąć udział w dyskusji,
zaloguj się lub zarejestruj się
loader
Czaty
Заголовок открываемого материала