Dziękujemy! Rejestracja zakończona pomyślnie.
Skorzystaj z linku z wysłanego e-mailem na adres
komputer - Sputnik Polska, 1920
Piszą dla nas
Opinie i analizy najważniejszych wydarzeń z Polski i ze świata. Czytaj komentarze ekspertów na tematy gospodarcze, polityczne i społeczne na stronie Sputnika.

Z miast na prowincję – będzie łatwiej albo i nie

© flickr.com / Les HainesPrawie 1/3 Ukraińców chce wyjechać z kraju
Prawie 1/3 Ukraińców chce wyjechać z kraju - Sputnik Polska, 1920, 21.11.2021
Subskrybuj nas na
Młodzi wracają w swe rodzinne strony, bo nie wytrzymują ciśnienia ekonomicznego dużych miast, bo stracili pracę, bo boją się zostać sami w czasie pandemii, gdy życie towarzyskie – głównie to studenckie – skończyło się. Teraz niby odżywa, ale na jak długo – tego nikt nie wie. Wielu chce też być blisko matki i ojca, bo a nuż coś ich dopadnie.
Co z tego wszystkiego wyniknie? Przez media przewijają się relacje, w których młodzi zwierzają się z pierwszych obserwacji po powrocie do swoich stron, do domów rodziców czy dziadków, do środowisk, z których chcieli się przecież wyrwać. A teraz wracają, nierzadko z podkulonym ogonem. Jak to bywa w społecznościach: jednym ta sytuacja odpowiada, a inni nie mogą dać sobie rady z nagle zmieniającą się rzeczywistością.

Tu mi odpowiada

Przykłady długich opowieści znajdujemy w „Przeglądzie” czy „Gazecie Wyborczej”. Aleksandra wróciła z Warszawy do Lublina, bo mimo że w stolicy mieszkała ponad dekadę, miała tu i przyjaciół, i pracę, i mieszkanie, dały o sobie znać pandemiczne lęki o bliskich. Zdalna praca sprawiła, że w Warszawie nic jej nie trzymało. Swoje mieszkanie na Żoliborzu wynajęła i wróciła na Lubelszczyznę.
– Przyzwyczajam się. Życie jest inne, spokojniejsze. Pewnie i możliwości mniej, oferta kulturalna i rozrywkowa jest inna, ale i tak trwa pandemia, więc równie dobrze mogę siedzieć w domu w Lublinie, jak w Warszawie – ocenia.
Daniel wrócił ze stolicy do Olsztyna. Nie chciał, ale nie miał wyjścia. Podczas pierwszego lockdownu stracił pracę w restauracji. Szukał innej – bezskutecznie. Przez miesiąc jeździł jako kurier, ale nie dawał rady fizycznie. Do rodziców wrócił, gdy skończyły mu się pieniądze. Znalazł pracę w lokalnej restauracji. Z poczuciem, że w razie kolejnego lockdownu, utraty pracy czy choroby ma gdzie spać i co jeść.
Pociąg Pendolino na dworcu we Wrocławiu - Sputnik Polska, 1920, 19.11.2021
Piszą dla nas
Spóźniony jak polski pociąg
Kaśka zjechała ze stolicy do Rzeszowa:
– W Warszawie płaciłam za przedszkole prywatne 2 tys. zł, tu niecałe 500 zł. Standard opieki jest znakomity. W dodatku do przedszkola mam 500 metrów. Na miejscu są dziadkowie, więc w razie choroby córki łatwiej mi się zorganizować. Lekarze są tańsi i mają krótsze terminy, a dojazd gdziekolwiek nie oznacza stania przez godzinę w korku. W dodatku, zarabiając zdalnie w Warszawie, mogę coś sobie odłożyć.
Michał wrócił na wieś, do rodziców. Pracuje jako kierowca:
- Wynajmowałem mieszkanie w Zamościu, studiowałem w Lublinie. Już w pandemii zacząłem pracować jako kierowca, więc często wyjeżdżam. Nie opłacało mi się utrzymywać mieszkania za tysiąc złotych z hakiem, z którego korzystam przez kilka dni w miesiącu. Wróciłem do rodziców i układ jest optymalny – mam gdzie spać, mogę spędzać czas z rodzicami, ale jednocześnie nikt sobie nie przeszkadza. Dzięki temu mogę oszczędzać na własne mieszkanie.
Para przeniosła się z Krakowa w okolice Żywca.
- Przed pandemią planowaliśmy z chłopakiem, że kupimy mieszkanie w mieście. Ale teraz zastanawiamy się, czy jednak nie zostać na wsi. W Krakowie ceny wcale nie idą w dół, kredyty drożeją i trzeba stać w korkach. Kiedyś mieszkała tu garstka ludzi, mieli pola dziedziczone z pokolenia na pokolenie. Teraz wielu młodych wraca, bo dostają w spadku działki. My też możemy mieć od rodziców ziemię albo dom do remontu. Mamy oszczędności, może nawet udałoby się dozbierać lub wziąć mniejszy kredyt? Na wsi byłoby nam łatwiej mieć coś swojego, lepszego niż klitka w Krakowie lub większe mieszkanie z ogromnym długiem do spłacenia.
Rodzina z walizkami na lotnisku  - Sputnik Polska, 1920, 06.11.2021
Piszą dla nas
Rzucić wszystko i wracać do Polski?
Opowiada Ewa.
- Mieszkałam w Krakowie ze względu na pracę. Gdy zaczęła się zdalna, stwierdziłam, że wrócę do domu, zawsze raźniej być w kupie i bardziej się opłaca. Pocieszałam się, że to tylko na rok, dwa.

Mieszkam z rodzicami. Nie każą mi dzielić rachunków, za pokój nie płacę, coś tam dorzucam z własnej woli. Nie muszę sama zajmować się gotowaniem ani zakupami, robimy to na zmiany. Zawsze są jakieś zapasy, co zwiększa poczucie bezpieczeństwa. Od czasu przeprowadzki zdążyłam sprawić sobie własny samochód. Dwa razy w tygodniu jadę do miasta na zakupy, do kosmetyczki, do lekarza.

Tylko ciężko przyzwyczaić się, że tu ludzie wszystko widzą. Sąsiadka pyta mnie, co to miałam za spotkanie, bo przyjechało do nas kilka samochodów. No właśnie...
Посетители кафе на улице South Bank в Лондоне, Великобритания - Sputnik Polska, 1920, 11.10.2021
Piszą dla nas
Młodzi długi olewają

Trochę duszno

W „Gazecie Wyborczej” można znaleźć też wyznania tych, dla których powrót do rodziny to prawie nieszczęście. Przekonują się szybko, gdy zamiast po krótkiej wizycie wyjechać – zostają na stałe.
- Wspólny czas? Hermetyczny i ciężki klimat, socjalizacja w formie ograniczonej, ciężko wyczuć, czy domownicy mają ochotę na rozmowy. Gdy jedzie się do mamy na herbatę, jest miło, ale gdy musi się z nią mieszkać – to niszczy relacje. Ciężko nagle pomieścić się w małym domu kilku pokoleniom o różnych gustach. Taki przyziemny przykład: rodzice lubią tradycyjne jedzenie, a my jesteśmy weganami – musimy sami przygotowywać sobie obiady i najczęściej jadamy osobno.
Studentka socjologii i anglistyki – zajęcia zdalnie.
- W stolicy wynajmowałam typowo studenckie mieszkanie, za pokój płaciłam 1000 złotych miesięcznie. Pandemia pozbawiła moich rodziców dochodów na kilka miesięcy, nie miałam za co żyć.
Wracając do miasteczka, czułam się bezradna – to dziura. Tu nie ma pracy, a stawka łapówki, jaką trzeba dać, by dostać posadę w gminie, szkole czy ośrodku zdrowia, jest jawna – od 10 do 20 tysięcy. To jest miasto rządzone przez ludzi połączonych więzami krwi, jedna wielka klika. Spotkałam się z chłopakami, których dawno nie widziałam, kiedyś myślałam, że to osoby, które zawojują świat. Ale oni zostali, cieszą się, że mają po 3 tysiące na rękę, mieszkają u rodziców, starcza na alkohol, papierosy, inne palenia, od czasu do czasu pojadą nad wodę.
Miasteczko jest ich bezpieczną bańką, w mieście trzeba wiele z siebie dać, coś sobą reprezentować. A tu wszyscy są z jednej szkoły, klasy, skazani na siebie, nie trzeba się starać. Jak skończę za kilka miesięcy zdalne studia, poszukam pracy w Warszawie. Z mieszkaniami w stolicy jest teraz łatwiej, ceny spadły, duży wybór, fajne lokalizacje. Czuję, że w miasteczku życie mi przez palce przecieka.
Seniorzy grają w lotto w salonie - Sputnik Polska, 1920, 12.11.2021
Piszą dla nas
Emerytury, obligacje, inflacja
Opowiada Katarzyna.
- Skończyłam studia administracyjne, mieszkałam w Nowej Hucie, w kawalerce za 1500 złotych miesięcznie; pracowałam w banku, w weekendy rozwijałam pasje – motoryzację i wyścigi. Przyszedł wirus, straciłam pracę, oszczędności szybko topniały. Trzeba wracać do M. – myślałam. Czułam się tragicznie. Największy i jedyny, oprócz budżetówki, pracodawca to cementownia, która nas truje, bo jako paliwo alternatywne spala opony.
Okna czasami nie da się otworzyć, wszędzie ciemnoszary pył, na domach, samochodach. Przez trzy miesiące szukałam pracy – zdalnej i stacjonarnej, myślałam, że zwariuję. Sąsiadki, znajome matki, zaczepiały mnie na ulicy: „a co robisz?”, „po co przyjechałaś?”. „No straciłam pracę, COVID, byłam przyjęta ostatnia, pierwsza do odstrzału”. Na to sąsiadka: a moja córcia to dalej sobie siedzi w Warszawie, widocznie jesteś mało zaradna... Właściwie mogłabym tu zostać, bo znalazłam nową pracę, zdalną. Ale dla własnego zdrowia psychicznego tego nie zrobię. Już szukam mieszkanka w Krakowie, bo strasznie tęsknię za wolnością...

Czas stresu

Naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego w swoim raporcie mówią wprost: najważniejszą przyczyną migracji młodych jest strach. O przyszłość, o siebie, o bliskich. Pojawiły się wypowiedzi ekspertów porównujące stres przeżywany i indywidualnie, i kolektywnie, społecznie, do tego z okresu wojny. Wiele osób zgłasza nasilone objawy psychopatologii, takie jak ciągły lęk, obniżenie nastroju, przewlekłe napięcie. A wtedy o systematycznej nauce czy rzetelnej pracy trudno mówić. Dla jednych ratunkiem będzie powrót do domu, ale dla innych – wręcz przeciwnie...
Opinia autora może być niezgodna ze stanowiskiem redakcji.
Sputnik jest już w Telegramie! Dołącz do naszego kanału i jako pierwszy otrzymuj ciekawe informacje o tym, co się dzieje na świecie! Więcej na temat możliwości aplikacji Telegram tutaj.
Aktualności
0
Od najnowszychOd najstarszych
loader
Aby wziąć udział w dyskusji,
zaloguj się lub zarejestruj się
loader
Czaty
Заголовок открываемого материала