Dziękujemy! Rejestracja zakończona pomyślnie.
Skorzystaj z linku z wysłanego e-mailem na adres
komputer - Sputnik Polska, 1920
Piszą dla nas
Opinie i analizy najważniejszych wydarzeń z Polski i ze świata. Czytaj komentarze ekspertów na tematy gospodarcze, polityczne i społeczne na stronie Sputnika.

Elektrownie pracują – prąd drożeje

© Sputnik . Ilya PitalevGenerator prądu z samoczynnym zapłonem w bunkrze na Altufijewskiej Szosie w Moskwie.
Generator prądu z samoczynnym zapłonem w bunkrze na Altufijewskiej Szosie w Moskwie. - Sputnik Polska, 1920, 29.11.2021
Subskrybuj nas na
Elektrownie pracują ostatnio jak szalone, więc prąd drożeje. To są proste skutki technologii, w której ponad 70 proc. energii powstaje ze spalania węgla: 45-procentowy udział ma węgiel kamienny, reszta pochodzi z wykorzystania brunatnego. Wbrew pozorom nie chodzi o gwałtowną zwyżkę kosztów wydobycia paliw czy wielkie podwyżki pensji w górnictwie.
Winna jest Unia i jej pomysły na poprawę jakości powietrza – czyli coraz ostrzejsza walka z emisją CO2. Od początku roku wciąż zmieniają się założenia Systemu ETS (redukcji wydzielania szkodliwego dla klimatu gazu).
Inaczej mówiąc, maleje ilość uprawnień do emisji CO2 (ile można trucizny wypuścić przez komin) – redukcja wynosi dziś 2,2 proc. rocznie, choć w styczniu zakładano tylko 1,74 proc.
Najbardziej zapalczywi obrońcy klimatu chcą zwiększenia tej redukcji do ponad 4 proc. – Ponieważ uprawnieniami można handlować na rynku UE – tłumaczy analityk finansowy w „Dzienniku Bałtyckim” – to liczy się, ile tych uprawnień jest. Ponieważ ich ilość spada, to cena stale rośnie. Z kolei „Wprost” podaje, że 22 listopada za wyemitowanie tony CO2 trzeba było zapłacić 70 euro, co według kursu z tego dnia oscyluje wokół 330 zł (jeszcze 19 listopada – to dane Polskich Sieci Elektroenergetycznych – za tonę trzeba było zapłacić 325,25 zł/69,43 euro).
A jeszcze wcześniej, we wrześniu mówiono o rekordzie: przekroczeniu 60 euro za tonę, co oznaczało, że uprawnienia w tym roku zdrożały o 85 proc. Jak widać z cyferek, niedawny rekord padł – i to jest fatalna wiadomość dla zapalających wieczorem żarówkę.
Budowa Nord Stream 2 - Sputnik Polska, 1920, 28.11.2021
Gospodarka
USA chcą uniknąć nowych sankcji wobec Nord Stream 2?

Im więcej produkują tym gorzej

„Business Insider” cytuje szczegóły z raportu Polskiej Grupy Energetycznej (PGE). W ubiegłym tygodniu cena megawatogodziny (MWh) na europejskiej giełdzie przekroczyła 754 złote – w styczniu płacono około 200 zł. Jest oczywiste, że to nie elektrownie tak sobie wymyśliły, tylko muszą płacić horrendalne sumy za emisję CO2. Największy producent szkodliwego gazu, właśnie PGE, wyprodukował go w ostatnich miesiącach o 23 procent więcej – prawie 18 mln ton CO2 – podano w raporcie finansowym spółki.
Tak wyszło z dobrej pracy elektrowni. Siłownia w Bełchatowie dała 6 proc. więcej prądu, Rybnik i Opole, opalane węglem kamiennym, po szybkich remontach dały aż 42 proc. energii więcej w trzecim kwartale (licząc rok do roku). Zaszalał Turów, gdzie ostatnio zwiększono moc produkcji o 53 procent. Uzyskano taki wynik dzięki skróceniu remontów o prawie 3 tysiące godzin – tak to się liczy w tym biznesie. Teoretycznie chwalebne, ale nowy blok będzie wysyłać w powietrze rocznie około 2,7 mln ton szkodliwego gazu – mimo najnowszych technologii.
Gdy wszystko zsumowano, wyszło, że PGE zapłaci w trzecim kwartale tego roku ponad dwa miliardy złotych za emisję CO2 w porównaniu do 1,4 mld zł rok temu w tym samym okresie. To rośnie lawinowo i nie należy się łudzić, że będzie taniej.
Prognozy cen uprawnień do emisji CO2 zakładają skokowy wzrost w 2023 w odniesieniu do 2022, średnioroczny spadek w latach 2024-2025 na poziomie 6,5 proc. oraz średnioroczny wzrost w latach 2026-2029 na poziomie 12,7 proc. Dla 2030 roku przewiduje się niewielki spadek w odniesieniu do 2029, a w kolejnych latach stabilne wzrosty o ok. 4 proc. rocznie do 2040 roku - czytamy w cytowanym raporcie kwartalnym PGE.
Nie chcemy krakać, ale ekolodzy mają duże apetyty na zmniejszanie emisji szkodliwego gazu, więc będą mocno naciskać na jego ograniczanie.

Tanio już było

Jako się rzekło, ceny energii elektrycznej na giełdach rosną, choć każde państwo inaczej to sobie liczy dla rynku hurtowego i indywidualnego. Jeszcze możemy się pocieszać, że w Europie jest drożej, bo skaczące ceny gazu i słabe wiatry, napędzające wiatraki produkujące prąd spowodowały, że prąd kosztuje więcej w całej Unii. W niektórych krajach prawie trzy razy więcej niż u nas. Ale przewaga Polski nad innymi rynkami maleje. Dziś płacimy 163 euro za MWh. Niższe ceny są już na Litwie, Łotwie (135,77 euro) i w Estonii (131,75 euro).
Choć oczywiście nasza cena jest konkurencyjna w Unii i eksport rośnie. Byle się na tym nie pośliznąć... Bo jak można przeczytać w serwisie „green-news.pl” rosnące gwałtownie ceny uprawnień emisji CO2 oznaczają, że do energii produkowanej w elektrowniach węglowych dopłaca się od 300 do 350 zł za MWh. Jest to cena, jaką gospodarka i poszczególni odbiorcy ponoszą za brak zastępowania węgla innymi źródłami energii na przestrzeni lat – komentuje serwis.
Baterie słoneczne na polu - Sputnik Polska, 1920, 18.10.2021
Piszą dla nas
Schizofrenia fotowoltaiczna
Naturalnie elektrownie nie są przedsiębiorstwami charytatywnymi i muszą swoje koszty przerzucić na odbiorców – czyli na obywateli. Bo przecież jeżeli drożeje prąd dla przemysłu i szerokiej branży spożywczo-rolniczej, to też my za to zapłacimy. W drugim kwartale 2021 roku średnia cena sprzedaży energii wyniosła 255,99 zł/MWh – na tyle oszacował ją Urząd Regulacji Energetyki (URE).
Teraz na naszej giełdzie energii kontrakty są notowane po ponad 465 zł/MWh. Więc fachowcy szacują, że w przyszłym roku rachunki za domową energię pójdą w górę nawet o 20 procent. Tego domagają się wytwórcy i URE pewnie przyzna im rację. W domach ogrzewanych prądem nowe wyliczenia będą kosztowały przynajmniej kilkaset złotych rocznie więcej.

Przygotowujemy się do zimy

Systemowe wyłączenia prądu to u nas raczej rzadkość. A w Europie traktują temat poważnie. W Austrii minister obrony przygotowała specjalny spot: jak sobie radzić, gdy zabraknie elektryki. W Niemczech też przed tym ostrzegają. Więc, jak donosi „Gazeta Wyborcza”, i nasi się do tego przygotowują. Ze sklepów znikają agregaty prądotwórcze. Odnotowujemy wzmożoną liczbę zapytań oraz zamówień. Kupujący rzeczywiście motywują zakupy strachem przed ewentualnym blackoutem, ale też napiętą sytuacją geopolityczną oraz sytuacją na rynku energetycznym - informuje specjalista z „Proton-Polska.pl.”. Podobnie opowiadają szefowie różnych marketów ze sprzętem technicznym i budowlanym.
Dziennikarze sprawdzili, ile trzeba wydać, by mieć własną elektrownię. Koszt agregatu, który zasili dom jednorodzinny o powierzchni 120-250 metrów kwadratowych, może wahać się między 4 a 15 tysięcy złotych. Jeśli wystarczy nam agregat jednofazowy, będzie taniej. Mocny agregat trójfazowy to już większy wydatek, a taki sprzęt może być często potrzebny do uruchomienia ogrzewania elektrycznego, na przykład trójfazowej pompy ciepła. Ekspert z Instytutu Obywatelskiego pociesza, że poważne wyłączenia mogą grozić państwom, gdzie energetyka opiera się na importowanym gazie. My tam mamy swój węgiel, więc tylko truć będą więcej i rachunki staną się nie do zniesienia...
Sputnik jest już w Telegramie! Dołącz do naszego kanału i jako pierwszy otrzymuj ciekawe informacje o tym, co się dzieje na świecie! Więcej na temat możliwości aplikacji Telegram.
Aktualności
0
Od najnowszychOd najstarszych
loader
Aby wziąć udział w dyskusji,
zaloguj się lub zarejestruj się
loader
Czaty
Заголовок открываемого материала