Dziękujemy! Rejestracja zakończona pomyślnie.
Skorzystaj z linku z wysłanego e-mailem na adres
komputer - Sputnik Polska, 1920
Piszą dla nas
Opinie i analizy najważniejszych wydarzeń z Polski i ze świata. Czytaj komentarze ekspertów na tematy gospodarcze, polityczne i społeczne na stronie Sputnika.

Rozenek socjalistą!?

CC BY-SA 3.0 / Zboralski / Andrzej Rozenek, poseł Polski polityk Andrzej Rozenek (SLD)
Polski polityk Andrzej Rozenek (SLD) - Sputnik Polska, 1920, 15.12.2021
Subskrybuj nas na
Na polskiej parlamentarnej lewicy znów coś się dzieje. Czyli się dzieli. Dzieli się, by znów się połączyć. W Polsce najczęściej to nie partie mają swoich posłów, ale jaśnie ważni posłowie mają partie.
Jest taki dowcip: człowiek dzwoni do księgarni i pyta, czy mają jakąś książkę o historii lewicy w Polsce po roku 1989? W odpowiedzi proszą go o podanie numeru telefonu komórkowego, bo wyślą mu ją SMS-em. To oczywiście przesada. Potrzebny byłby co najmniej MMS, który ma większą pojemność, jeśli chodzi o liczbę znaków.
Żarty żartami, ale kondycja, a zwłaszcza poziom lewicy w Polsce od lat się nie zmienia. A kiedyś liczny elektorat ani myśli do niej wracać. Jak wielu twierdzi, lewicy po prostu nie ma. Taki ewenement na skalę co najmniej Europy – kraj w którym nie ma lewicy.
Nie pozrzucał jej z helikopterów do morza jakiś Pinochet, ale po prostu jej nie ma. Nie bez powodu więc w bieżącej kadencji klub parlamentarny ugrupowań, które z list SLD weszły do Sejmu, nazwano słowem – Lewica. Bo jakby ktoś miał wątpliwości, nadal twierdził, że lewicy nie ma, to oni niedowiarkom mówią – jak to nie ma, jak jest?! I jak się okazało nie było to ich ostatnie słowo.
Bóle jednoczenia
Po dwóch latach wzajemnej miłości między nie przepadającymi za sobą lewicami (Czerwono-tęczowo-fioletowymi), doszło do zjednoczenia dwóch z tych trzech kochających się formacji. Miłość sobie wyznali i przyrzekli Włodzimierz i Robert. Jak twierdzi wielu działaczy SLD, członków nowej partii o nazwie Nowa Lewica, całkowicie arbitralnie wybierał sam Włodzimierz Czarzasty. Ci, którzy jego władzę w partii i kierunki obranej polityki podważali, znaleźli się na marginesie. Samo zjednoczenie trudno uznać jednak za sukces.
Włodzimierz Czarzasty - Sputnik Polska, 1920, 19.03.2021
Polska
Miller odchodzi z SLD i ostro krytykuje Czarzastego: Zachowuje się jak błazen
W ciągu mijającego roku komitet Lewicy, gdyby ta w kolejnych wyborach wystartowała w takiej samej formule, na jego początku przekraczał nawet 10% poparcia. W połowie roku poparcie spadało do 8%. Po powstaniu z połączenia Wiosny i SLD nowej partii, Nowa Lewica, komitet Lewicy odnotował poparcie na poziomie 9%. I choć Czarzasty komentował, że poparcie rośnie, a ich potencjał to 20%, nikt poważny tego na pewno nie powie. Potencjalnie wyborców o lewicowych poglądach w Polsce jest pewnie więcej niż te 20%, ale nie są to wyborcy tej lewicy. Dziś głosują oni na PiS, który wydaje im się bardziej lewicowy.
Poparcie dla Lewicy po zjednoczeniu Wiosny i SLD nie wzrosło, bo samo zjednoczenie dla wyborców tych partii, a zwłaszcza Wiosny, stało się dowodem na to, o czym już wszyscy mówili, że od początku podzieli się po to, aby się później połączyć. Już raz tak było, że Robert Biedroń nie dostał satysfakcjonującego go miejsca na listach SLD, to poszedł do Palikota, który u siebie dał mu jedynkę.
Ruch Palikota z Sejmu wyleciał w 2015 podobnie jak SLD. Ruch Palikota przestał istnieć, ale SLD przetrwało. Znów nie było dla Biedronia w nim miejsca. A że w międzyczasie zbudował sobie pozycję i szeroką rozpoznawalność, nie musiał już szukać kolejnego Palikota, ale sam się nim stał i założył Wiosnę. Do nowej partii przyszli też z SLD tacy obrotowi jak Gawkowski. Wiosna stała się dobrą kartą przetargową w rozmowach z SLD.
Po udanym dosyć starcie w wyborach do Parlamentu Europejskiego SLD musiało się już z nim i jego Wiosną liczyć. Wiośniarze do Sejmu weszli z list SLD, a po tegorocznym kongresie zjednoczeniowym, Biedroń został współprzewodniczącym Nowej Lewicy. To na pewno jego sukces.
Kto za młodu nie był socjalistą, to na starość nim będzie?
W zjednoczeniu nie tylko nie wzięła udziału partia Razem, ale jak wiadomo niektórym zjednoczyć się nie pozwolono. Nowych legitymacji partyjnych nie dostało wielu członków SLD. O ile członków struktur regionalnych można zupełnie pominąć, bo kto ich zna i kogo poza tymi członkami oni interesują, to w nowym wcieleniu SLD nie znalazło się miejsce dla Andrzeja Rozenka. A ten ma swoje niemałe ambicje. Chciał nawet kandydować na przewodniczącego Nowej Lewicy. Nie udało się, wyleciał.
Poza Nową Lewicą szansy na reelekcję nie ma, bo która inna partia go przyjmie na listę? Dodajmy, listę biorącą mandaty. Nie chcą go w NL, to metodą na Biedronia postanowił zbudować własną formację. Jak mu się uda, NL będzie musiała się z nim liczyć jak wcześniej z równie ambitnym Biedroniem. Zbudowanie Partii Pana Rozenka mogłoby być dosyć trudne, sięgnął więc z kolegami i koleżankami też pozostającymi z Czarzastym w złych stosunkach, po szyld PPS.
Właśnie powstało parlamentarne koło Polskiej Partii Socjalistycznej. W jego skład w Sejmie oprócz Rozenka weszli Robert Kwiatkowski i Joanna Senyszyn. W skład nowego koła weszli też Przewodniczący Rady Naczelnej PPS Wojciech Konieczny i wicemarszałkini Senatu Gabriela Morawska-Stanecka, która swój mandat uzyskała z poparcia Wiosny. W rezultacie klub Lewicy nie ma już ani jednego senatora, a PPS aż dwóch! Dlaczego w ogóle PPS? A dlaczego nie?
Niemiecki kanclerz Bismark, powiedział kiedyś takie zdanie – „kto za młodu nie był socjalistą, na starość może być tylko świnią”. Ale może pruski kanclerz się mylił i ktoś w dojrzałym wieku, choć nigdy socjalistą nie był, nagle do tego dojrzeje?
Być może członkowie tej najstarszej polskiej partii politycznej poczuli wiatr w żaglach, bo ich partia znów ma swoje koło w Sejmie. Panów posłów i senatorów. Ostatni raz takie koło istniało w kadencji 1997-2001 i miało wtedy trzech członków. Czy mają powody do radości? PPS jest partią marginalną, często mówi się - kółko historyczne, które i kiedyś i obecnie swoją obecność w Sejmie zawdzięcza wyłącznie SLD.
Trudno powiedzieć, że w Sejmie powstała nowa siła po jego lewej stronie, bo tego koła nie stworzyli socjaliści. Trudno przecież posądzić o socjalistyczne poglądy Roberta Kwiatkowskiego, Joannę Senyszyn a już na pewno nie Rozenka. Trzeba mieć jednak świadomość, że to posłowie tego koła będą teraz twarzami PPS i to oni będą nadawać tej partii ton. Nie odwrotnie.
W Polsce najczęściej to nie partie mają swoich posłów, ale jaśnie ważni posłowie mają partie. To partie słuchają ich a nie oni partii. A już szczególnie w takiej sytuacji, gdy partia jest małą, niewiele znaczącą strukturą. Jaki to będzie ton? Łatwo się domyśleć.
Czego można się spodziewać po antyklerykalnej dewotce Senyszynowej, palikotowym sierocie Rozenku, czy postkomunistycznym kapitaliście Kwiatkowskim, i restrukturyzatorce kopalń w czasach rzadów AWS i SLD Morawskiej-Staneckiej? Przecież oni obok socjalistów nawet nie stali.
Od Korwina do Pużaka
Ktoś powie, że każdy ma prawo do zmiany poglądów. W zasadzie tak. Młody człowiek może błądzić, dojrzewać, kształtować swój światopogląd. Gdy robi to człowiek dojrzały, a zmiana jest tak fundamentalna, to powinna budzić podejrzenia.
6 lat temu Andrzej Rozenek nie był już młodym, kształtującym się człowiekiem. Miał już za sobą 4 lata poselskiej działalności w Ruchu Palikota, gdzie dał się poznać jako zatwardziały liberał. Znany głownie z antyklerykalizmu i działalności na rzecz legalizacji posiadania marihuany. W rozmowie z Wyborczą z marca 2015 roku swoje poglądy jasno wyłożył. Znają je na pewno socjaliści z PPS, ale chyba ich to nie obchodzi, bo ważniejsze jest to, że partia ma nie tyle nowego członka, ile posła! A więc znów się liczy!
W wywiadzie tym Rozenek, po rozpadzie Ruchu Palikota, tak ten rozpad diagnozował, zżymając się na lewaków, z którymi Palikot w pewnym czasie się kumał: „Raz przytulaliśmy lewaka Piotra Ikonowicza, za chwilę przyjęliśmy liberalnego Łukasza Gibałę z PO, z fajnym programem, po czym znowu Anka Grodzka mówiła, że trzeba zwiększyć uprawnienia pracownicze i zmienić kodeks pracy. A kropkę nad i postawił Palikot, który nagle przeprosił za nasze poparcie dla podniesienia wieku emerytalnego do 67 lat. A przecież to była rozsądna i przedyskutowana w partii decyzja.” I kontynuował: „Gdybyśmy w listopadzie 2011 r. przyjęli kurs na partię liberalną, dzisiaj mielibyśmy kilkanaście procent. Partię prawie taką jak PO, ale bardziej zdecydowaną”.
Przelicytowaliby bardziej zdecydowanie 67 Tuska na więcej? 70? W tym samym wywiadzie mówił też całkowicie poważnie, że: „Jestem jednak przekonany, że jest w Polsce miejsce dla partii liberalnej światopoglądowo i gospodarczo, a la wczesny Janusz Korwin-Mikke”. Jeśli dać wiarę jego przekonaniom i temu, że takiej partii właśnie szukał, czy oznacza to, że znalazł ją pod postacią PPS? Żeby nie było żadnych wątpliwości, że może się przejęzyczył, sprecyzował, co miał na myśli: „Ja się odwołuję do propozycji Korwina o podatku liniowym, upraszczaniu procedur, ograniczaniu biurokracji. Państwa skandynawskie mogą sobie pozwolić na wielki socjal, bo pracowały na to całe pokolenia. Norwegia ma ropę i gaz, a my węgiel, do którego dopłacamy. Najpierw musimy rozruszać gospodarkę, a to się da zrobić tylko obniżaniem podatków”.
6 lat temu idolem jego był Janusz Korwin Mikke, a dziś powiesił sobie w domu portret Pużaka? Pewnie tak, przecież jest teraz socjalistą! W czasach Ruchu Palikota byłem w pokojach klubu tej partii w Sejmie. Przy biurku Rozenka wisiał portret Che Guevary, ale taki inny, popkulturowy. Zamiast czerwonej gwiazdy na berecie miał zielony liść marihuany. Pużak miał długie wąsy. Teraz u Rozenka ma pewnie zamiast nich liście trawki? Elektorat lewicowy go nie interesował. Twierdził wtedy, że ten już jest zagospodarowany przez PiS i bardziej opłaca się szukać miejsca po prawej, liberalnej gospodarczo stronie, proponując też liberalnym wyborcom PO bardziej liberalny światopoglądowo program, niż ma Tusk (aborcja, trawka, małżeństwa jednopłciowe). No cóż, teraz jest socjalistą, to i pewnie jest za podatkową progresją?
Były premier Polski Leszek Miller. Moskwa, 2017 - Sputnik Polska, 1920, 10.10.2018
Polska
Miller o Rozenku: „albo on, albo ja"
Gdyby Rozenek wzorem swego guru z poprzedniej partii założył Partię Pana Rozenka (PPR), i wtedy dopiero z PPS się połączył, to nowa partia z całą pewnością nazwałaby się PZPR. Jeśli tylko by się to opłacało. Wydaje się, że na pytanie o to, jakie ma poglądy polityczne i gospodarcze, może teraz odpowiedzieć: a jakie państwo sobie życzą? Nowa „siła” w Sejmie jest póki co jedynie kołem. Żeby założyć klub potrzebnych jest 15 posłów. Koło w Sejmie ma mniej więcej takie możliwości i takie prawa, jak koło gospodyń wiejskich w gminie.
Na konferencji prasowej nowi „socjaliści”, prezentując samych siebie, wystosowali zaproszenia do innych posłów NL i do lewicy pozaparlamentarnej, zachęcając ich, że u nich jest demokracja i nie ma Włodzimierza. Wiedzą też, że musi być ich więcej. Pozostały dwa lata na to, by Włodzimierz dostrzegł sens wzięcia ich na swoje listy. Muszą jeszcze wielu ludzi skaptować i pojawić się w sondażach, by udowodnić swą siłę, jak zrobił to Biedroń. W przeciwnym razie w 2023 roku znajdą się za burtą. Już widzę te tłumy podążające za Rozenkiem z czerwoną flagą w dłoniach.
Pytanie tylko, co po tej wolcie zostanie z samego PPS? Skrót PP? Polska Partia … i trzy kropki do wypełnienia?
Opinia autora może być niezgodna ze stanowiskiem redakcji.
Sputnik jest już w Telegramie! Dołącz do naszego kanału i jako pierwszy otrzymuj ciekawe informacje o tym, co się dzieje na świecie! Więcej na temat możliwości aplikacji Telegram tutaj.
Aktualności
0
Od najnowszychOd najstarszych
loader
Aby wziąć udział w dyskusji,
zaloguj się lub zarejestruj się
loader
Czaty
Заголовок открываемого материала