komputer - Sputnik Polska, 1920
Piszą dla nas
Opinie i analizy najważniejszych wydarzeń z Polski i ze świata. Czytaj komentarze ekspertów na tematy gospodarcze, polityczne i społeczne na stronie Sputnika.

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz: „Kryzys pozwolił na odbudowanie jedności tzw. Zachodu”. Doprawdy?

© Sputnik . Kiriłł Kalinnikow / Idź do banku zdjęćWąsacz na "Wyspie marzeń", Moskwa
Wąsacz na Wyspie marzeń, Moskwa - Sputnik Polska, 1920, 02.02.2022
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz jest jedną z niewielu osób publicznie aktywnych w Polsce, które rzeczywiście mają pewne pojęcie o współczesnej Rosji i procesach wokół niej zachodzących. Była wiceminister spraw zagranicznych i ambasador w Federacji Rosyjskiej dziś jest w opozycji, wspierając ekspercko partię Szymona Hołowni.
I pewnie byłaby w stanie wypowiedzieć wiele sensownych myśli na temat polskiej polityki wschodniej, gdyby nie zaangażowanie polityczne, którego wydaje się być zakładniczką.

Czym jest „Ukraina”

Ostatnio Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz wysunęła tezę, że powrót Rosji do podmiotowej roli w polityce międzynarodowej, przypieczętowany propozycjami Moskwy w sprawie układu gwarantującego bezpieczeństwo w Europie Środkowo-Wschodniej , jest w istocie przejawem jej słabości. Żadnych argumentów na poparcie tej tezy nie prezentuje. Twierdzi tylko, że na Kremlu chcą odbudowy imperium z czasów radzieckich, a w byłych republikach wręcz przeciwnie – nikt nie chce wpływów Rosji.
Do byłej ambasador nie dociera najwyraźniej prosta prawda: to nie życzenia i preferencje społeczeństw określają strategiczne kierunki w polityce zagranicznej, szczególnie w przypadku krajów nie będących podmiotami, lecz przedmiotami stosunków międzynarodowych.

Ukraińców nikt nie pytał, ani nie pyta o to, z kim Kijów ma zawierać sojusz, a od kogo trzymać się na dystans.

Teza, że „Ukraina chce zbliżenia z USA, a z Rosją nie” brzmi szokująco infantylnie. Czym bowiem jest owa „Ukraina”? Czy Pełczyńskiej-Nałęcz chodzi o władze ukraińskie? W tym przypadku niezbyt liczą się ich życzenia. Bo od samego początku zostały zainstalowane przez graczy zewnętrznych. Czyżby pani ambasador zapomniała już o słynnych ciasteczkach i nieco mniej słynnych nagraniach amerykańskiej zastępcy sekretarza stanu Victorii Nuland z Kijowa z 2014 roku? One mówią wszystko: Ukraina jest nie tylko państwem upadłym (nie kontroluje swego terytorium, nie gwarantuje bezpieczeństwa, przede wszystkim socjalno-ekonomicznego własnym obywatelom), ale na dodatek jej nominalne władze zależą całkowicie od swoich zagranicznych mocodawców.
Mężczyzna z laptopem - Sputnik Polska, 1920, 09.01.2022
Świat
USA chcą zostawić Rosję bez smartfonów i laptopów. Powodem Ukraina
A może Pełczyńska-Nałęcz pod pojęciem „Ukraina” rozumie ludność tego terytorium? Jeśli tak, warto byłoby odwołać się do jakichś badań opinii publicznej. Jakoś o nich w tekście byłej pani ambasador nie przeczytamy. Żadnych faktów. Tylko impresje autorki, intuicje, które osobom na takim poziomie wiedzy i doświadczenia zwyczajnie nie przystoją.

Jedność, której nie ma

Zdaniem Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz kryzys pozwolił na odbudowanie jedności tzw. Zachodu. Doprawdy? Wydaje się, że jest wręcz odwrotnie. Kontynentalna Europa, na czele z Niemcami i Francją, głosi potrzebę dialogu i porozumienia z udziałem Moskwy, intensyfikacji formatu normandzkiego, a przede wszystkim pokojowego rozstrzygnięcia istniejących sprzeczności.
Blok anglosaski (Wielka Brytania, w pewnym stopniu Stany Zjednoczone) wraz ze swoimi satelitami środkowoeuropejskimi (Polska, Litwa, Łotwa, Estonia) dmą w wojenne trąby, dążąc za wszelką cenę do konfrontacji z Rosją. Przywódcy szeregu innych krajów (Węgry, Chorwacja) otwarcie zaś deklarują, że w żadne awantury związane z Ukrainą wciągnąć się nie dadzą. Czy nadal pani ambasador widzi tu jedność?
Amerykańscy i węgiersy wojskowi w czasie ćwiczeń na Węgrzech - Sputnik Polska, 1920, 29.01.2022
Polityka
Węgry odrzuciły ofertę USA. Nie chcą dodatkowych jednostek wojskowych w kraju
Poza wszystkim innym, taka jedność byłaby symptomem, jak się swego czasu wyraził prezydent Francji, „śmierci mózgu”. Dobrze, że jedności nie ma. Źle, że Polska znalazła się w partii wojny, która szkodzi nie tylko własnemu bezpieczeństwu, ale też i Ukrainie.
Mówili o tym ostatnio przedstawiciele administracji ukraińskiego prezydenta, wskazując, że wojenne pohukiwania i sianie paniki spowodowały już wymierne straty na rynkach finansowych i w gospodarce kraju, szacowane na kilka miliardów dolarów. Ot, taki prezent od „przyjaciół” Ukrainy z Waszyngtonu i Londynu, wspieranych przez anglosaski wsad na kontynencie, czyli Warszawę, Wilno, Rygę i Tallinn.

Strategiczne fantazje

Na koniec Pełczyńska-Nałęcz objawia nam trzy „strategiczne prawdy”, które w połowie wydają się raczej fantazjami. Pierwsza głosi, że Rosja jest niebezpieczna. Kłóci się wprawdzie z wcześniejszą tezą, że jest rzekomo słaba. Stoi też w sprzeczności z logiką i zdrowym rozsądkiem. Współczesna Rosja nigdy nie zgłaszała jakichkolwiek roszczeń pod adresem Polski. Nie jest zatem dla nas, nawet w najmniejszym stopniu, zagrożeniem.
© Zdjęcie : Michał JózefaciukByła ambasador Polski w Moskwie Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz
Była ambasador Polski w Moskwie Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz - Sputnik Polska, 1920, 02.02.2022
Była ambasador Polski w Moskwie Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz
„Prawda” druga, o dziwo, częściowo pokrywa się z rzeczywistością. Była ambasador twierdzi, że Niemcy obawiają się „wzięcia przywództwa” i ta ich słabość jest groźniejsza od siły. Ma rację, Berlin jest bardzo zachowawczy. Ale nie w tym sensie, który mu przypisuje. Niemiecki rząd już dawno mógłby grać na suwerenność i wyzwolenie się spod wpływów anglosaskich, ale z różnych względów obawia się prowadzenia rzeczywiście niezależnej i zgodnej z interesami całego kontynentu polityki zagranicznej, szczególnie w stosunku do Rosji. I to jest jego słabością, a nie – jak sugeruje Pełczyńska-Nałęcz – rzekome złudzenia co do Moskwy.
Ostatnia „prawda” jest przerażająca. Ale w sumie dość bliska rzeczywistości. Pełczyńska-Nałęcz twierdzi, że „my sami możemy bardzo niewiele”. Jest optymistką, bo my sami nie możemy w polityce międzynarodowej nic. A dlaczego? Bo niemal cała polska klasa polityczna z jednej strony cierpi na fobie i brak realizmu, a z drugiej – ochoczo oddaje się do pełnej dyspozycji anglosaskich koordynatorów naszej części Europy. Dopóki to się nie zmieni, wszelkie próby racjonalnej dyskusji o polskiej polityce wschodniej będą skazane na porażkę.
Aktualności
0
Aby wziąć udział w dyskusji,
zaloguj się lub zarejestruj się
loader
Czaty
Заголовок открываемого материала