komputer - Sputnik Polska, 1920
Piszą dla nas
Opinie i analizy najważniejszych wydarzeń z Polski i ze świata. Czytaj komentarze ekspertów na tematy gospodarcze, polityczne i społeczne na stronie Sputnika.

Karna żaba za Turów

CC BY-SA 3.0 / Julian Nyča / Kopalnia Turów na pograniczu Polski, Niemiec i Czech
Kopalnia Turów na pograniczu Polski, Niemiec i Czech - Sputnik Polska, 1920, 06.02.2022
To kończy całą sprawę – ogłosił premier na konferencji prasowej po podpisaniu umowy polsko-czeskiej w sprawie kopalni Turów. Jednak, jak pouczali oficerowie studentów na studium wojskowym – jest w mylnym błędzie. To dopiero początek bardzo skomplikowanej i kosztownej operacji, z karami unijnymi w tle.
Polska natychmiast przelała miliony euro Czechom, a ci poinformowali Komisję Europejską, że na razie nie mają więcej pretensji. Więc rząd wystosował petycję do trybunału europejskiego (TSUE). Bizness Insider cytuje fragment pisma polskiego pełnomocnika w postępowaniach przed organami sądowymi UE i trybunałem EFTA.
„Mając na względzie, że w chwili obecnej pozostaje w mocy postanowienie wiceprezesa Trybunału z dnia 20 września 2021 r. w sprawie C-121/21 R, proszę o wykreślenie sprawy C-121/21 z rejestru Trybunału w możliwie najkrótszym terminie, tak, aby zapobiec dalszemu naliczaniu kar w wysokości 500.000 euro dziennie nałożonych na Rzeczpospolitą Polską na mocy ww. postanowienia, które w związku z zawarciem ugody stało się bezprzedmiotowe”.
Kopalnia Turów na pograniczu Polski, Niemiec i Czech - Sputnik Polska, 1920, 04.02.2022
Polska
Morawiecki: Przekazaliśmy Czechom 45 mln euro, to kończy sprawę Turowa

Wór pieniędzy

Umowa zakłada, że Polska zapłaci 25 mln euro (114 mln zł według bieżącego kursu średniego NBP) rekompensaty na rzecz kraju libereckiego za obniżenie wód podziemnych przez działanie kopalni Turów, dodatkowe 10 mln euro (45 mln zł) dostanie Ministerstwo Środowiska Czech i jeszcze kolejne 10 mln euro dorzuci krajowi libereckiemu Fundacja Polskiej Grupy Energetycznej (PGE) – właściciela kopalni. To wszystko ma dotrzeć na określone rachunki bankowe w ciągu dziesięciu dni roboczych od podpisania umowy, czyli do 17 lutego tego roku.
Polska zobowiązała się także dokończyć budowę bariery, która zapobiegnie odpływowi wód podziemnych z Czech do Polski. Uzgodniono też budowę wału ziemnego, który ma zabezpieczyć mieszkańców czeskiego regionu przed zanieczyszczeniem powietrza, hałasem i pyłami.
Jak wynika z dziennikarskich ustaleń portalu money.pl, szacunkowy koszt budowy samej bariery podziemnej to około 17 mln zł i poniesie go PGE. Ale to wierzchołek góry lodowej. Dopiero mająca powstać komisja transgraniczna określi jak długa ma być to bariera, a może kilka i w których miejscach. Zbudować trzeba też stacje monitorujące zjawiska migracji wody, pyłów, uciążliwości hałasów. Państwowa telewizja podawała, że to wszystko z wpłaconych odszkodowań. A to kłamstwo, bo koszty poniesie PGE – czytaj budżet, czytaj my wszyscy. Cóż, za bałagan robiony u sąsiadów trzeba zabulić...
Jeszcze więcej za kary nałożone przez trybunał unijny. Jak wylicza money.pl od 20 września 2021 roku do 3 lutego 2022 roku minęło 136 dni. To oznaczałoby łączną karę w wysokości 68 milionów euro – 500 tysięcy dziennie – łącznie ponad 300 milionów zł. Tylko nie zapominajmy, że ten sam trybunał nałożył kary za funkcjonowanie Izby Dyscyplinarnej. W sumie mamy już do zapłaty ponad 725 mln zł.
Jeżeli komuś wydaje się, że można to automatycznie anulować, to jest „w mylnym błędzie”. Jeżeli faktycznie w porozumieniu polsko-czeskim istnieje zapis, że warunkiem jego wejścia w życie jest utrata mocy postanowienia o zastosowaniu unijnego środka tymczasowego (czyli kar za niestosowanie się do wstępnych wyroków), rozumiane jako odstąpienie od kary w całości, porozumienie może nigdy nie wejść w życie – stwierdza w rozmowie z BI były prezes PGE. I zwraca uwagę, że żadna ze stron porozumienia nie jest decydentem w sprawie zastosowania środka tymczasowego. Zobowiązania podejmowane przez strony w tym zakresie są przysłowiowym "darowaniem Niderlandów przez Zagłobę".
Jak mówi w rozmowie z money.pl profesor, specjalista ds. prawa europejskiego i były wiceszef MSZ, nałożone na Polskę kary są niezależne od porozumienia z Czechami i ewentualnego wyroku TSUE. One wynikają z niewykonania przez rząd w Warszawie ustanowionych przez Trybunał środków tymczasowych. Dodaje, że co do zasady nie można podważyć tego, że Polska naruszała prawo, nie wykonując środka tymczasowego.
- I za to ukarał nas finansowo TUSE, nie za łamanie prawa w odniesieniu do kwestii merytorycznej Turowa, bo ta kwestia dopiero wymaga rozstrzygnięcia - tłumaczy.
Praga. Czechy - Sputnik Polska, 1920, 31.01.2022
Polska
Duda odwołał polskiego ambasadora w Czechach

Gierki prawne

Polska naruszyła prawo Unii przedłużając o sześć lat termin obowiązywania koncesji na wydobywanie węgla brunatnego w kopalni Turów bez przeprowadzania oceny oddziaływania na środowisko - ocenił ostatnio rzecznik generalny TSUE Priit Pikamäe. To ważny etap w sporze Polski i Czech, który toczy się przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej. "Na podstawie polskiej ustawy z 2008 r. termin obowiązywania koncesji na wydobywanie węgla brunatnego może zostać jednokrotnie wydłużony do sześciu lat bez przeprowadzania jakiejkolwiek oceny oddziaływania na środowisko” - czytamy w opinii rzecznika. Dalej – w skrócie.
W 2019 r. operator złożył wniosek o przedłużenie terminu obowiązywania koncesji dla kopalni Turów o sześć lat. W styczniu 2020 r. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska (RDOŚ) we Wrocławiu wydała decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach dla przedsięwzięcia polegającego na dalszej eksploatacji złoża węgla brunatnego do 2044 r. i zaraz nadała jej rygor natychmiastowej wykonalności. A minister klimatu natychmiast to klepnął.
Czesi się wściekli i wnieśli sprawę do TSUE. Rzecznik generalny Trybunału podkreśla, że tak poważna inwestycja ma ogromny wpływ na środowisko i musi podlegać stosownym przepisom o ocenie jej wpływu na tenże obszar.

Działania bez należytego uwzględnienia swoistych cech charakterystycznych dla każdego przedsięwzięcia, mogącego mieć znaczące skutki dla środowiska, należy uznać za niezgodne z wymogami wynikającymi z dyrektywy OOŚ. Ponadto, zdaniem rzecznika generalnego, to polskie uregulowanie narusza wymogi proceduralne w dziedzinie oceny oddziaływania na środowisko.

I nie ma tu znaczenia, że rząd polski, po wybuchu afery wycofał przepis o dowolnym przedłużaniu koncesji wydobywczych bez oceny środowiskowej. Po prostu było to post factum.
Dużej pikanterii sprawie przydaje właśnie ogłoszona decyzja Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Przychylił się on do skargi organizacji ekologicznych i uchylił rygor natychmiastowej wykonalności dla decyzji środowiskowej wydanej spółce PGE dla kopalni odkrywkowej węgla brunatnego Turów. Oznacza to, że dzisiaj nie ma przedłużenia koncesji na wydobycie do 2044 r. Czyli kopalnia ma koncesję tylko do 2026 r., a właśnie tę zakwestionowali Czesi, bo nie była konsultowana z nimi. Teraz się wycofali, ale problem nadawania koncesji bez oceny wpływu na środowisko pozostał – przynajmniej w pamięci organów unijnych.
Kopalnia KWB Turów - Sputnik Polska, 1920, 19.01.2022
Polska
Polska traci miliony euro przez Turów

Po co jedliśmy tę żabę?

Żaba uważana jest przez Francuzów za przysmak, ale ta utknęła w gardle rządzących Polską. Tak przynajmniej uważa komentator ekonomiczny „Rzeczpospolitej”. Sugeruje, że gdyby problemy z kopalnią odkrywkową węgla brunatnego działy się gdzieś w środku kraju, to miejscowa dyrekcja pod naciskiem lokalnych posłów szybko by go rozwiązała. Potwierdzają to nasze obserwacje sprzed lat. Gdy kopalnia w Bełchatowie wysysała podziemne wody wybudowano długi betonowy kanał, którym wypompowywana z odkrywki woda docierała do okolicznych wiosek i miasteczek. A tam już pobudowano rurociągi. Ludzie przestali narzekać, tym bardziej, że wodę mieli za darmo.
Ale tu mieliśmy do czynienia z zagranicznym sąsiadem, którego, według rządzących dzisiaj polityków, można lekceważyć. I rządzący popełniali błąd za błędem.
Dziennikarze przypominają, że sprzeciw wobec poszerzenia odkrywki i pozbawienia mieszkańców Czech wody pitnej pojawił się już w 2019 roku. Wtedy Czesi wyceniali koszty inwestycji niezbędnych do sprowadzenia z Gór Izerskich wody, której pozbawi ich odkrywka, na ponad 10 milionów złotych. Uważali, że koszty te powinna ponieść strona polska. Czy ta kwota wystarczyłaby, żeby dogadać się z Czechami? Tego nigdy się nie dowiemy, lecz negocjacje są zawsze tańsze niż wojna.
Punktuje to były prezes PGE, który za rządów koalicji PO-PSL odpowiadał za modernizację Turowa prowadzoną od 2005 r. Miał to być nowoczesny kompleks energetyczny - o ochronie klimatu wtedy nie wspominano. Wylicza on: rok temu Czesi występowali z roszczeniem 50 mln euro. Obniżenie kwoty o 5 mln kosztowało polskiego podatnika (na dziś) 69 mln euro kary zasądzonej na mocy wyroku TSUE – komentuje w rozmowie z Business Insider i dodaje, że w jego ocenie "spór mógł i powinien być zakończony przed nałożeniem kar na Polskę".
Otwarte pozostaje pytanie: kto odpowie prawnie za wyrzucenie w błoto, w bezsensownym sporze, setek milionów złotych naszych podatków...
Opinia autora może być niezgodna ze stanowiskiem redakcji.
Sputnik jest już w Telegramie! Dołącz do naszego kanału i jako pierwszy otrzymuj ciekawe informacje o tym, co się dzieje na świecie! Więcej na temat możliwości aplikacji Telegram tutaj.
Aktualności
0
Aby wziąć udział w dyskusji,
zaloguj się lub zarejestruj się
loader
Czaty
Заголовок открываемого материала