komputer - Sputnik Polska, 1920
Piszą dla nas
Opinie i analizy najważniejszych wydarzeń z Polski i ze świata. Czytaj komentarze ekspertów na tematy gospodarcze, polityczne i społeczne na stronie Sputnika.

Czy Polska mogłaby być krajem neutralnym?

© flickr.com / US Army Europe ImagesPolska - flaga NATO
Polska - flaga NATO - Sputnik Polska, 1920, 07.02.2022
Gdy niemal cała polska klasa polityczna potrząsa szabelką, dziennikarze rozgrzewają wojenną histerię, a państwo gotuje się do wojny, moje tytułowe pytanie może się wydawać nie na miejscu i czasie. Ale czy też nierozsądne? Niedobre dla Polski?
W 1914 roku niemiecka socjaldemokracja zagłosowała za udzieleniem kredytów dla wojska. Dzięki temu Keiser mógł rozpocząć I wojnę światową. Kilka dni temu podobnie polska socjaldemokracja (sejmowy klub Lewica, czyli Nowa Lewica i Razem) zagłosowała za „kredytami” dla… ukraińskiej armii, by ta mogła prowadzić działania w Donbasie, bo przecież bądźmy realistami, nie przeciw Rosji. Podobieństwo jest aż nazbyt uderzające. Ciarki przeszły mi po plecach, bo czy nie lepiej byłoby ogłosić swoją neutralność w tym konflikcie?
Swoje désintéressement przed angażowaniem się w ewentualny konflikt między Ukrainą i Rosją wyrażają już Węgry i Chorwacja. Niezbyt zainteresowane eskalacją napięcia są też Niemcy. A już na pewno nie wojną. Polska zaś tworzy antyrosyjski sojusz Ukraina-Polska-Anglia, w skrócie UPA, który w przeciwieństwie do pierwowzoru ma być tym razem Demokratyczny, czyli w skrócie – DUPA?
Ale czy my, w naszym polskim interesie, nie moglibyśmy, a może wręcz powinniśmy, pójść jeszcze dalej niż Chorwaci czy Węgrzy? Co złego byłoby w tym, gdybyśmy byli państwem neutralnym?
Godło organizacji w siedzibie głównej NATO w Brukseli, Belgia - Sputnik Polska, 1920, 12.01.2022
Polityka
Wiceszef MSZ Polski brał udział w Radzie Rosja-NATO. „Nie ma zgody na kontrolowane strefy wpływów”

Głos w dyskusji, której nie ma

To co teraz napiszę, dla wielu czytelników, owładniętych paranoją „rosyjskiego zagrożenia”, będzie na pewno argumentem za tym, że jestem „ruskim agentem”. Przecież neutralność oznaczałaby na początek przede wszystkim wyjście ze struktur NATO i nieangażowanie się w żadne inne sojusze. Zadanie, by wprowadzić taki pomysł do polskiej debaty, przez jakąkolwiek siłę w przyszłości (teraz takowej brak), jest bardzo trudne. Gdy o wyjściu z NATO mówił Mateusz Piskorski jako przewodniczący partii Zmiana, zapłacił za to trzema latami więzienia bez wyroku, a jego partii sąd odmówił rejestracji.
To jednak tylko teoretyczne rozważania publicysty nad polską racją stanu i być może ABW się mną nie zainteresuje… Partia Zmiana, odważnie postulując wyjście Polski z NATO, nie zajmowała się jednak tym, jak wyobraża sobie pozycję naszego kraju po wyjściu. Opowieści o tym, jak należy żyć dobrze ze wszystkimi sąsiadami, choć oczywiste, to jednak trochę banalne, nie wyjaśniają tego, jak zagwarantować nam pokój, który przecież nie zależy w świecie wyłącznie od naszych chęci. Ten tekst jest próbą, głosem w dyskusji, której nie ma, jak to zrobić?
Mamy w Europie dwa państwa o trwałej neutralności uznawanej przez wszystkie pozostałe państwa kontynentu. To od wielu wieków Szwajcaria, a de iure od Kongresu Wiedeńskiego w 1815 roku i Austria od 1955 roku. Państwa te, jako neutralne, miały nawet problem w tym, by do Unii Europejskiej przystąpić, która nie jest przecież paktem militarnym, ale jakoś członków po jakiejś stronie konfliktów angażuje, choćby w sankcje. Austria wstąpiła do Unii, ale Szwajcarzy w kolejnych referendach taką możliwość odrzucali, tak bardzo ceniąc sobie swój status państwa neutralnego. Szwajcarzy z tego samego powodu po wielu wewnętrznych dyskusjach, przystąpili do ONZ dopiero w 2002 roku.
Prezydent Andrzej Duda - Sputnik Polska, 1920, 03.02.2022
Polska
Duda jedzie do Brukseli i Berlina rozmawiać o Ukrainie
Mamy też takie państwa jak Irlandia, Szwecja, czy Finlandia, które same siebie uważają za neutralne, nie są członkami żadnych sojuszy wojskowych, a inni to po prostu szanują. Szanują, choć gwarancji prawno-międzynarodowych nikt nie dawał. W ich przypadku jest to możliwe w dużej mierze choćby ze względu na geograficzne położenie na krańcach Europy. Przez ich terytoria zazwyczaj nie muszą maszerować obce armie, by się ze sobą zetrzeć. A z tym położeniem różnie bywa. Przed I i II wojną światową, neutralnym krajem była Belgia. Jednak za jednym i drugim razem przez jej terytorium przemaszerowali Niemcy w drodze na Francję. Nie w każdym więc wypadku taka neutralność się sprawdza.
Żeby się sprawdziła, neutralne państwo musi mieć własną dobrą i silną armię, gotową bronić jego niepodległości i suwerenności, dobre stosunki z sąsiadami, a sąsiedzi nie mogą mieć interesu, by to państwo napaść. A nawet więcej – ewentualna agresja musi się wiązać dla agresora z bardzo dużymi problemami.

Po co nam sojusze?

Gdyby nie różni wariaci, których wśród naszych polityków nie brak i szaleńcy, którym marzy się mocarstwowa pozycja Polski, teoretycznie i my moglibyśmy stać się normalnym krajem.
Biorąc pod uwagę fakt, że w naszej historii żadne sojusze z Zachodem nigdy nam nic nie dały i przed samą wojną i utratą niepodległości nie uchroniły, zapytajmy, czy może nie tędy droga, by realizować własne interesy i chronić swoje bezpieczeństwo?

Polska jest krajem średniej wielkości. Jej terytorium nie pokonuje się w 5 minut jak terytorium Belgii. Przekraczając nasze granice, by się zetrzeć z innym naszym sąsiadem, agresor musi się uwikłać w wojnę z nami. Jeśli będziemy na to przygotowani, to nawet długotrwałą. I ewentualny agresor musi mieć tego świadomość. Dlatego armia jest potrzebna.

Istnieje u nas taki stereotyp, że w naszym geograficznym położeniu (między młotem a kowadłem, Niemcami i Rosją) sojuszników musimy szukać daleko. Te sojusze zawsze w chwili próby jednak zawodziły. Czy się komuś to podoba, czy nie, tylko sojusz ze Związkiem Radzieckim, w ramach Układu Warszawskiego, zapewnił nam 40 lat pewnego, trwałego pokoju i rozwoju. Po upadku PRL znów wróciła retoryka, że jesteśmy między dwoma wrogami. Ale nawet jeśli tak jest, to może nie wybierajmy ciągle tego samego rozwiązania czyli nierealnych sojuszy? Zawiodły w przeszłości, to zawiodą i teraz.
Spotkanie Siergieja Ławrowa i Anthonego Blinkena w Genewie - Sputnik Polska, 1920, 22.01.2022
Piszą dla nas
Wojenne fantazje

Komu przeszkadzałaby nasza neutralność?

Zastanówmy się więc, w sytuacji, gdy nie jesteśmy członkiem NATO, jaki interes miałby nasz zachodni sąsiad, by na nas napaść? Polska gospodarka już i tak jest w rękach niemieckich. Mniejszość niemiecka występuje u nas w ilościach śladowych. Nie ma kogo tu „wyzwalać”. Po co im wojna z Polską, jak wszystko już mają bez wojny? Żeby w czasie wojny ucierpiała fabryka Opla czy Volkswagena? Oczywiście tak jak my obecnie żądamy od Niemiec reparacji wojennych, tam też mogą teoretycznie odżyć tendencje rewizjonistyczne i pomysły odzyskania wschodnich Landów. Ale po pierwsze (razem z Niemcami) jesteśmy członkami Unii Europejskiej, a po drugie w Niemczech nie ma żadnych realnych sił zainteresowanych takim pomysłem. Po co im wojna, jak mają, co chcą bez wojny? Celem teoretycznym takiego niemieckiego ataku musiałaby być więc Rosja. Tędy musieliby przejść, gdyby mieli jakiś nowy plan Barbarossa. Ale Niemcom taka wojna nie jest potrzebna i na nią ich nie stać. Bundeswehra to nie Wertmacht, a i on osiemdziesiąt lat temu okazał się na Rosję za słaby.

A Rosja? Pomijając zdanie chorych na rusofobię polskich polityków, ta byłaby jeszcze bardziej zainteresowana w neutralnej pozycji naszego kraju. Łącznie z daniem nam na to prawnych gwarancji. Po naszym wyjściu z NATO, ich rakiety oddaliłyby się przecież jeszcze bardziej od jej granic, czego Rosja oczekuje. Federacja Rosyjska obiektywnie nie ma żadnych, nawet czysto teoretycznych pretensji do ani jednego skrawka naszej ziemi. Nie ma tu też żadnej zwartej mniejszości rosyjskiej, którą można by wyzwalać i liczyć na jej wsparcie. W podbijaniu Polski ma taki sam interes jak Chiny, czy Australia.

Nawet w wypadku teoretycznej agresji Niemiec, które chciałyby odzyskać swoje ziemie wschodnie, zainteresowana w tym, by nas wspierać w obronie przed takim atakiem jest właśnie Rosja, która też jest w posiadaniu jednego niemieckiego Landu, Prus Wschodnich. Ale i w odparciu rosyjskiej agresji, która jest jeszcze bardziej absurdalna niż niemiecka, zainteresowana byłaby i Unia Europejska, ale w szczególności Niemcy, by bronić naszych… niemieckich fabryk w Polsce. A także i NATO, obojętnie czy do niego należymy, czy nie. Skoro sojusz interesuje Ukraina, to tym bardziej interesowałaby neutralna Polska.
Powiedzmy to sobie wyraźnie. Naszej niepodległości nic współcześnie nie zagraża.
Flaga NATO - Sputnik Polska, 1920, 25.11.2021
Polityka
Duda chce większej obecności NATO na wschodniej flance

Co dałaby nam neutralność?

W przygotowywanym projekcie białoruskiej konstytucji jedną z konstytucyjnych zasad ma być wyrzeczenie się przemocy w rozstrzyganiu sporów z innymi krajami. Mimo, że Białoruś pozostaje w sojuszu wojskowym z Rosją, który jest gwarancją jej niepodległości, Białoruś przyjmuje taką quasi neutralną postawę. Nie odżegnując się od wypełnienia swoich sojuszniczych obowiązków, gdy sojusznika napadnie inny kraj, czy do obrony samej siebie, deklaruje jednak w nowej konstytucji, że „Republika Białorusi wyklucza agresję militarną ze swojego terytorium”. Jak Rosjanie zapragnęliby napaść na Polskę i zdobyć Warszawę, to Białorusini by z nimi nie mogli współpracować. Czemu taki zapis nie może się znaleźć w naszej konstytucji?
Teoretycznie wszyscy członkowie ONZ, którzy podpisali Kartę Narodów Zjednoczonych, zadeklarowali, że wyrzekają się siły w rozwiązywaniu konfliktów z innymi państwami. Jednak mało komu, a zwłaszcza USA, przeszkadza to we wszczynaniu kolejnych wojen. Na innych ONZ może nałożyć sankcje, ale czy za jakąkolwiek z wojen sankcje te obciążyły Waszyngton? Co innego jednak, gdyby taki zapis znalazł się w naszej konstytucji, obwarowany wewnętrznymi gwarancjami, chroniącymi nas przed szaleńcami - politykami, którzy dorwą się do władzy i zaczną machać szabelką. Bo przecież od lat największym zagrożeniem dla nas jesteśmy my sami. Wtedy nasi żołnierze nie bawiliby się w najemników w amerykańskich wojnach, ale braliby udział jedynie w pokojowych misjach pod egidą ONZ.
Korzyści z neutralności trudno wyliczyć. To neutralna Warszawa miałaby szanse stać się siedzibą OBWE zamiast Wiednia. To w Warszawie a nie w Helsinkach, czy Sztokholmie odbywałyby się rożne pokojowe konferencje. To z naszego kraju wychodziłyby inicjatywy dotyczące pokoju. Przestalibyśmy być strefą zgniotu, a stali się miejscem, które łączy Wschód i Zachód. Być może to jedyna rozsądna propozycja, która dałaby nam trwały pokój?
Polska polityka zagraniczna w ostatnich trzydziestu latach to mieszanina niekompetencji i żenady. Ale mieliśmy i my w swojej historii dyplomatów na miarę Ławrowa. Szczerych patriotów zatroskanych o los naszej ojczyzny, potrafiących myśleć realistycznie i zgodnie z polską, a nie obcą racją stanu. Po przyjęciu Niemiec do NATO i rozmieszczeniu tam broni atomowej nacelowanej między innymi w nasz kraj, polski minister spraw zagranicznych, Adam Rapacki, przedstawił na forum ONZ w 1957 roku plan utworzenia w Europie Środkowej strefy bezatomowej. Plan przewidywał, że Amerykanie zabiorą swoją broń nuklearną z Niemiec a Związek Radziecki zabierze swoją z terytorium Polski. Nie był to, co prawda, pomysł na neutralność, który dawałby nam gwarancje, że nie dojdzie do agresji na nasz kraj z dowolnego kierunku, ale ustrzegłby nas od stania się nuklearnym pobojowiskiem w przypadku wojny między dwoma przeciwstawnymi blokami wojskowymi. Widmo ewentualnej wojny konwencjonalnej też odsuwał, bo siła naszej armii, którą wtedy mieliśmy, plus wojska radzieckie i sojuszników, wystarczająco odstraszały przed takim napadem na nasz kraj. Strefa bezatomowa miała obejmować jedne i drugie Niemcy, Polskę i Czechosłowację.
Flagi Ukrainy i NATO - Sputnik Polska, 1920, 04.02.2022
Opinie
UPA ma zastąpić NATO?
Zachód plan odrzucił, bo nie był zainteresowany propozycjami pokojowymi. Jedynym obiektywnie zainteresowanym wojną w Europie graczem są Stany Zjednoczone. Ta nie toczyłaby się przecież na ich terytorium, a po jej zakończeniu, podobnie jak po II wojnie światowej, tonąca w długach amerykańska gospodarka dostałaby potężny impuls „odbudowując” Europę z wojennych zgliszczy. Tu zarobiliby znacznie lepiej, niż przy odbudowie Iraku, który zniszczyli nie tak dawno.
Czy naprawdę musimy stać po tej czy innej stronie w nie naszych konfliktach? Uważam, że nie, bo najlepiej byśmy stali po stronie Polski.
Opinia autora może być niezgodna ze stanowiskiem redakcji.
Sputnik jest już w Telegramie! Dołącz do naszego kanału i jako pierwszy otrzymuj ciekawe informacje o tym, co się dzieje na świecie! Więcej na temat możliwości aplikacji Telegram tutaj.
Aktualności
0
Aby wziąć udział w dyskusji,
zaloguj się lub zarejestruj się
loader
Czaty
Заголовок открываемого материала