Stoisko agencji informacyjnej Sputnik na XX Międzynarodowym Forum Gospodarczym w Petersburgu 2016 - Sputnik Polska, 1920
Opinie
Opinie na temat najważniejszych wydarzeń z Polski i ze świata. Czytaj analizy i komentarze ekspertów o sprawach politycznych, gospodarczych i społecznych na portalu Sputnik.

„Utopić Rosjan w narkotykach”: jak Ukraina rozpętała wojnę hybrydową

© Depositphotos / StevanovicigorCzłowiek pod wpływem narkotyków
Człowiek pod wpływem narkotyków - Sputnik Polska, 1920, 08.06.2022
W 2014 roku do Rosji napłynęła fala syntetycznych narkotyków: mefedron i alfa-PVP. Tak zwane sole i speedy stały się wśród młodych ludzi tak samo popularne jak heroina w latach 90-tych. Grupa ChemProm, w której skład wchodzili głównie obywatele Ukrainy, produkowała i wysyłała tygodniowo do 500 kg nowomodnych syntetyków.
W 2017 roku rosyjskie organy ścigania zlikwidowały ChemProm.
Ten duży syndykat produkcji syntetycznej zarabiał rocznie około 2 mld rubli (ok. 138 mln zł). Podobne tajne zakłady produkcyjne z dobrze rozwiniętą siecią logistyczną działają do dziś w całej Rosji, pracują tam zazwyczaj Ukraińcy. Porozmawialiśmy z rosyjskimi stróżami prawa i skazanymi handlarzami narkotyków, odsiadującymi wyroki w więzieniach w różnych miastach kraju, aby dowiedzieć się, dlaczego Ukraina stała się wylęgarnią tego biznesu i głównym dostawcą syntetycznych narkotyków do Rosji oraz co mają z tym wspólnego ukraińskie służby bezpieczeństwa.

Wojna hybrydowa

– Co wiecie o mefedronie i alfa-PVP?
– Poza tym, że są to niebezpieczne narkotyki, nic.
– Więc zacznijmy od początku...
Mniej więcej w ten sposób rozpoczęła się nasza rozmowa w jednej z moskiewskich kawiarni z Aleksandrem, funkcjonariuszem organów ścigania, zajmującego się walką z narkotykami w Rosji, byłym oficerem, który ma doświadczenie bojowe i od ponad 15 lat walczy z międzynarodowym handlem narkotykami....
Przez ostatnie osiem lat Aleksander i jego koledzy uważali siebie za uczestników nowej, niewypowiedzianej wojny hybrydowej, w której narkotyki stały się bronią ich wroga.
– Handel narkotykami już wtedy był jednym z najtrudniejszych do wykrycia przestępstw, a odsetek złapanych dilerów nie przekraczał 5-10 proc. ogólnej liczby. A po wybuchu działań wojennych w Donbasie rosyjskie organy ścigania zaczęły rozwiązywać nie więcej niż 1-2 proc. takich przestępstw – opowiada nasz rozmówca.
– Co to ma z tym wspólnego?
– Wzrosła liczba przestępstw. Od 2014 roku z Ukrainy napływają syntetyczne narkotyki, mefedron i alfa-PVP, tzw. sole, a sami Ukraińcy są gotowi je tu produkować i rozpowszechniać.
– A co mówią Twoi koledzy z Ukrainy?
– Ukraińskie organy ścigania prawie całkowicie zerwały z nami kontakt, myślę, że ta ekspansja narkotykowa nie rozpoczęła się bez ich wiedzy; wypowiedzieli nam oni swego rodzaju wojnę hybrydową, która trwa już od ośmiu lat.

Werbowanie

Według danych rosyjskiego Głównego Centrum Informacyjno-Analitycznego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Federacji, w latach 2014-2021 za przestępstwa narkotykowe w Rosji zatrzymano ok. 7200 obywateli Ukrainy.
Artiom, mieszkaniec Doniecka, również wpisuje się w te statystyki. Obecnie odsiaduje wyrok za narkotyki w kolonii karnej nr 9 pod Orenburgiem, a kiedy ma czas, patrzy na wznoszące się wysoko w niebo i przelatujące nad orenburskim stepem jastrzębie. W 2014 roku, kiedy ukraińska armia stała w pobliżu Doniecka, słyszał tylko wybuchy i widział śmierć. Kiedy patrzeć na to obojętnie stało się nie do zniesienia, wstąpił w szeregi walczących oddziałów.
Kilka lat później Artiom odszedł ze służby i próbował odnaleźć się w życiu cywilnym. Jednak jego losy potoczyły się inaczej, ostatecznie trafił do kolonii karnej nr 9 pod Orenburgiem.
– Siedziałem na podwórku, nieznana osoba napisała do mnie na VKontakte i zaproponowała pracę jako kurier w Rosji. Pensja była dobra, 40 tysięcy, mogłem przeżyć dwa miesiące, dokładnie półtora miesiąca, i utrzymać całą rodzinę. Zgodziłem się, a osoba, która ze mną korespondowała, kazała mi jechać do Ługańska – wspomina mężczyzna.
Jak dodaje, w Ługańsku przeprowadzono z nim krótką rozmowę i wysłano do Rosji, dopiero tam dowiedział się, że będzie przewoził narkotyki. A potem nastąpił przewidywalny finał: aresztowanie, sąd i więzienie.
Historia Artioma, który został zwerbowany jako handlarz narkotyków, jest bardzo podobna do historii innych skazanych za narkotyki Ukraińców. W ukraińskich miastach, w autobusach i sklepach, na dworcach kolejowych i w Internecie – wszędzie można było trafić na ogłoszenia o pracy w Rosji. Nieznani ludzie oferowali Ukraińcom pracę kurierów za duże pieniądze. Osoba, która dała się nabrać na tę przynętę, kontaktowała się z pracodawcą telefonicznie lub przez Internet i otrzymywała zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną do kawiarni.
Poszukiwacza pracy witało zazwyczaj dwóch twardzieli, którzy obiecywali sowite wynagrodzenie, jeśli wykona on pewną pracę w Rosji. Przekazywali pracownikowi pieniądze na przejazd i wynajem mieszkania, dawali mu smartfon z zaszyfrowanym komunikatorem ConverMe, gdzie znajdowały się już dane kontaktowe kuratorów. Niczego nie podejrzewający nowy pracownik ruszał do Moskwy, gdzie miała się rozpocząć jego przygoda.
Po przybyciu do rosyjskiej stolicy kazano mu zrobić zdjęcia przed dworcem kolejowym w Kijowie, złożyć wniosek o wydanie karty bankowej na swoje nazwisko, a następnie udać się do jednego z wybranych przez kuratorów miast, wynająć tam mieszkanie i czekać na dalsze instrukcje. Jakie instrukcje? Znaleźć tzw. zakładkę z narkotykami, podzielić ją na pojedyncze dawki i „przełożyć” na potrzeby dystrybucji detalicznej. Od tego momentu już rozumiejący sytuację Ukrainiec rozpoczynał swoją karierę.
Laboratorium - Sputnik Polska, 1920, 08.04.2022
Świat
Zatrzymani: SBU jest zaangażowana w nielegalną sieć laboratoriów narkotykowych w Rosji

Śladami SBU

Oprócz schematu rekrutacji, przepytywanych przez nas ukraińskich handlarzy narkotyków łączy jeszcze jedna cecha. Kiedy zaczynasz ich pytać o to, kto oferował im pracę, jakie dokumenty okazywali i kto ich nadzorował w Rosji, skazani stają się nerwowi i wycofani, ale po krótkiej przerwie nadal mówią, że w nielegalnych interesach brali udział funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa Ukrainy.
Ten sam Artiom z Doniecka opowiada, że podczas rozmowy w Ługańsku rekruter pokazał mu legitymację SBU i wyjaśnił, że szuka ludzi do prowadzenia biznesu narkotykowego w Rosji. Artiom nie podaje szczegółów, które pozwoliłyby na zidentyfikowanie tego funkcjonariusza SBU. To zrozumiałe, bo na Ukrainie czekają na niego bliscy, a on boi się o ich życie.
Andriej, który niedawno wyszedł z więzienia, spokojniej mówi o swoich kontaktach z ukraińskimi służbami bezpieczeństwa, choć prosi, by nie podawać jego nazwiska. Andrej ma około czterdziestu lat, urodził się i wychował na Ukrainie, a następnie, jak wielu innych, przeprowadził się do Rosji, założył rodzinę, otworzył własną firmę i był typowym człowiekiem z klasy średniej, dopóki w 2014 r. nie dotknęły go problemy finansowe.
Przez cały ten czas utrzymywałem jakieś kontakty z ludźmi z Ukrainy, w tym z osobą, o której za chwilę opowiem. W tym czasie był on podpułkownikiem Służby Bezpieczeństwa Ukrainy - Władimir Storczak. W 2014 r. byłem na Ukrainie, spotkaliśmy się i rozmawialiśmy. Odwiedziłem go i tam poznałem Dmitrija, którego wcześniej nie znałem. Przedstawił mi się jako aktywny pracownik tajnych służb, a gdy kontynuowaliśmy rozmowę, zaproponował, żebym zajął się przewozem ładunków w Rosji - wspomina Andriej.
Wkrótce stało się jasne, o jakim transporcie była mowa. Andriej musiał przewozić syntetyczne narkotyki - od 5 do 200 kilogramów - z jednego miasta do drugiego oraz robić zakładki. Jednak kariera Andrieja jako kuriera hurtowego zakończyła się w dość standardowy sposób: został zatrzymany w Kurganie podczas jednego z lotów w 2015 r., sąd skazał go na 7 lat kolonii o podwyższonym rygorze, ale prawie 8 miesięcy temu został warunkowo zwolniony, wrócił do rodziny, znalazł dobrze płatną pracę i woli nie myśleć o swoim dawnym życiu.
Na pytanie, dlaczego nie zrezygnował z udziału w nielegalnym biznesie, Andriej zacytował niemal słowo w słowo swojego opiekuna Dmitrija z SBU: "Nie zapominaj, że twoi rodzice mieszkają na Ukrainie, teraz i tak będziesz to robił i zawsze będziesz pamiętał, że oni są tutaj, a ty tam. A ich zdrowie i życie będzie zależało od tego, jak wykonasz nasze polecenia".
- Oczywiście nie podobał mi się taki dialog. Ale biorąc pod uwagę to, co mi powiedziano, nie miałem praktycznie żadnych możliwości - wspomina Andriej.
Inni Ukraińcy, z którymi rozmawialiśmy, również wspominają, że w odpowiedzi na ich próby wyjścia z narkotykowego biznesu ich opiekunowie albo przypominali im o konieczności zwrotu pieniędzy, albo wprost grozili im, wysyłając np. zdjęcie domu ich rodziny.
Badanie i produkcja szczepionki przeciwko COVID-19 w laboratorium Narodowego Instytutu Badawczego Epidemiologii i Mikrobiologii im. Gamalei - Sputnik Polska, 1920, 26.05.2022
Świat
Ławrow: będziemy domagać się od USA wyjaśnień w sprawie laboratoriów biologicznych na Ukrainie

Laboratoria śmierci

Ludzie z SBU nie tylko opanowali i usprawnili proces wysyłania handlarzy narkotyków do Rosji, ale także produkcję samych narkotyków.
Ten sam syndykat narkotykowy ChemProm, który działał w 14 regionach Rosji (został zlikwidowany w 2017 roku, 47 z 67 zatrzymanych członków grupy było obywatelami Ukrainy - przyp. red.), produkował od 150 do 500 kilogramów substancji tygodniowo. W ostatnich latach Federalna Służba Bezpieczeństwa i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zlikwidowały ponad 500 laboratoriów, dzięki czemu można obliczyć, ile ich wyprodukowano i ile osób mogło zostać otrutych - wyjaśnia Aleksander, funkcjonariusz organów ścigania.
Jak wyjaśnili funkcjonariusze organów ścigania, Ukraińcy zakładają laboratoria w regionach przygranicznych i przemycają narkotyki do Rosji lub organizują ich produkcję i dystrybucję już na terytorium Rosji. Na przykład w 2019 roku w samym tylko obwodzie biełgorodzkim przechwycono z obiegu 62 kg narkotyków, w tym 7 kg "syntetyków". W 2020 roku liczba ta wzrosła prawie 9-krotnie, do 534 kilogramów, z czego ponad połowę (343 kg) stanowiły "syntetyki". W 2021 r. ilość przechwyconych narkotyków uległa dalszemu podwojeniu - do 1,66 tys. kg. Udział "syntetyków" wynosił już ponad trzy czwarte - 867 kilogramów. Według Aleksandra, laboratorium, które osiągnęło maksymalną zdolność produkcyjną może dostarczać do 30 kg narkotyków (do 300 000 pojedynczych dawek) w ciągu doby. Równocześnie koszty wynajmu pomieszczeń, sprzętu chemicznego i odczynników są minimalne.
Jednym z tych "chemików", jak nazywa się producentów narkotyków, był pochodzący z obwodu kirowogradzkiego Aleksander, który kilka lat temu założył podziemne laboratorium w obwodzie moskiewskim, a obecnie oczekuje na proces w moskiewskim areszcie śledczym "Wodnik". Nie można go nazwać ofiarą okoliczności: na Ukrainie był już sądzony za produkcję narkotyków. Na pytanie, kto i w jaki sposób zaproponował mu powrót do narkotykowego biznesu i wyjazd do Rosji "w celu zarobienia pieniędzy", odpowiada bardzo niechętnie i niekonsekwentnie. Mówi, że pracę zaproponował mu Roman, absolwent akademii SBU, ale nie pamięta innych szczegółów.
Podobnie jak inni Ukraińcy, Aleksandr przeszedł rozmowę przed wysłaniem do Rosji, ale w tej hybrydowej wojnie nie wyznaczono mu zwykłej roli, więc zwykła rozmowa w kawiarni z kuratorami nie wystarczyła. Przyszły "chemik" został wysłany do hostelu w centrum Kijowa, gdzie musiał poddać się badaniu poligraficznemu.
Będąc już w Rosji, Aleksander szybko kupił wszystko, co było potrzebne do założenia laboratorium, korzystając ze wszystkich instrukcji, które otrzymał od swojego przełożonego za pośrednictwem komunikatora, dotyczących tego, co i jak należy "warzyć".
Gotowy "produkt ukrywał" w lasach, skąd mefedron odbierał i ponownie ukrywał kurier hurtowy na zlecenie innych kuratorów, a dopiero potem "przesyłkę" otrzymywał kurier detaliczny, który dzielił narkotyki na małe porcje i rozprowadzał po mieście. Schemat został opracowany w taki sposób, aby producenci i dystrybutorzy nigdy się ze sobą nie stykali. Jednak szczególnie wyróżniający się kurierzy mogli awansować do pracy w laboratorium.
Jak zorganizowane są sklepy z narkotykami w darknecie? Mają właścicieli, kuratorów, osoby odpowiedzialne za dystrybucję i produkcję. Zasadniczo na wszystkich etapach płacą grosze, a większość tych pieniędzy trafia do tych na górze nie wiadomo gdzie - wyjaśnia Aleksander.
Pojemnik z radioaktywną substancją - Sputnik Polska, 1920, 14.04.2022
Rosja
Amerykańskie laboratoria na Ukrainie. Potwierdzono naruszenia Konwencji o zakazie broni biologicznej

Narkotyki jako broń

Kto otrzymywał pieniądze ze sprzedaży narkotyków? Z pewnością nie był to zwykły Ukrainiec, który przyjechał w imieniu swoich kuratorów. Był tylko pracownikiem najemnym, który w 2015 r. zarabiał ok. 20-40 tys. rubli (1,4 - 2,8 tys. zł)miesięcznie. W tym okresie sprzedał od 1 do 10 kg narkotyków (od 10 tys. do 100 tys. pojedynczych dawek), których cena detaliczna wynosiła od 1300 do 2000 rubli za gram. Super zyski ze sprzedaży narkotyków dostawali ukraińscy "generałowie" - faktyczni właściciele sklepów internetowych - oraz ich patroni spośród funkcjonariuszy SBU, którzy otrzymywali pieniądze za pośrednictwem QIWI i portfeli Bitcoin.

Pieniądze ze sprzedaży narkotyków były wypłacane za pośrednictwem ukraińskiego systemu bankowego, w którym dominującą rolę odgrywał PrivatBank. Przymykając oko na wybór dealerów narkotykowych w Kijowie lub rekrutując ich niezależnie, SBU otrzymywała część tych dochodów i wykorzystywała je do finansowania prawicowo-radykalnych struktur, takich jak Prawy Sektor (organizacja zakazana w Rosji) czy Azow - powiedziało źródło w służbach bezpieczeństwa.

Kuratorzy mieli jednak inne cele, oprócz superzysków. W rozmowach z kurierami niektórzy z nich wprost mówili, że ich celem jest sprawienie, aby rosyjska młodzież "utonęła w narkotykach". Można założyć, że związek między ukraińskimi służbami specjalnymi a bumem narkotyków syntetycznych w Rosji jest przypadkowy i wynika z teorii spiskowych, ale w historii świata istnieją przykłady rozprzestrzeniania narkotyków przez władze państwowe do innych krajów w celu osiągnięcia celów politycznych. W XIX wieku były to na przykład wojny opiumowe w Chinach. Był to konflikt nie o terytorium, lecz o rynki, a jego przyczyną była nierównowaga w bilansie handlowym. Wielka Brytania chciała eksportować towary do Chin, ale dynastia Qing prowadziła politykę izolowania imperium od wpływów zagranicznych. Brytyjczycy nie mieli lepszego pomysłu niż próba sprowadzenia indyjskiego opium do Chin i zwiększenia w ten sposób zysków finansowych swojej kolonii, przy jednoczesnym przekonaniu władz chińskich do współpracy.
Po wprowadzeniu ograniczeń przez Unię Europejską strona pl.sputniknews.com, a także strony Sputnik Polska na Facebooku i YouTube nie są dostępne w UE. Blokadę można ominąć, korzystając z aplikacji VPN na urządzeniu mobilnym lub komputerze. Natomiast nasze materiały wideo można znaleźć w serwisie Odysee. Zostań z nami!
Aktualności
0
Aby wziąć udział w dyskusji,
zaloguj się lub zarejestruj się
loader
Czaty
Заголовок открываемого материала