07:20 19 Październik 2017
Warszawa+ 10°C
Moskwa+ 6°C
Na żywo
    Wycieczka

    Polacy w Rosji. Część druga: Eleonora

    © Zdjęcie: E.B.
    Krótki link
    Iwona Vinnik
    Polacy w Rosji (13)
    2843161147

    Historia o emigracji w dzieciństwie, kompleksie pochodzenia, ostatecznym pogodzeniu się ze sobą i swoją przynależnością etniczną oraz powrocie do korzeni. O tym, jaką drogę należało przejść, by zrozumieć siebie.

    Eleonora urodziła się w Taszkiencie w 1994 roku. Pochodzi z rodziny o wielkiej różnorodności etnicznej, więc sama przyznaje, że ma pewne problemy z określeniem przynależności do którejś z nich.

    — Za czasów ZSRR kluczowym było pojęcie «przyjaźni narodów», w wielu krajach Azji Środkowej obok ludności etnicznej współżyli ze sobą przedstawiciele wielu narodowości. Ktoś osiedlił się tam jeszcze przed rewolucją, ktoś został deportowany z kraju ojczystego — jak wielu członków mojej rodziny. Wiem, że przodkowie babci osiedlili się tam pod koniec XIX wieku. Pamiętam, że w klasie miałam Uzbeków, Koreańczyków, Osetinów, Ormian, Tatarów i oczywiście Rosjan. Niestety po wielkiej katastrofie geopolitycznej, czyli rozpadzie Związku Radzieckiego i coraz to gorszej sytuacji gospodarczej, rozpoczęła się wielka fala emigracji po otwarciu przez wiele państw programu repatriacji.

    Jako że moja rodzina miała pochodzenie, w 2004 roku znaleźliśmy się w Polsce. Od tego czasu do ubiegłego roku mieszkałam we Wrocławiu, po niedługim czasie zapuściłam korzenie i pokochałam ten kraj, jego tradycje, historię i ludzi, ich skłonność do narzekania i zdolność do wielkich poświęceń. Mimo tego, że język rosyjski jest moim ojczystym, nie miałam z tym krajem większego związku i nie planowałam wyjazdu do niego. Tak się złożyło, że poznałam swojego obecnego narzeczonego, który jest Rosjaninem, i po pół roku znajomości wyjechałam w nieznane mi miejsce. Od roku mieszkam w Moskwie i cały czas przyzwyczajam się do nowej rzeczywistości — opowiada Eleonora.

    Morze Czarne w Anapie. Łabędzie przylatują o tej samej porze, by turyści ich nakarmili, a potem odlatują na spoczynek.
    © Zdjęcie: E.B.
    Morze Czarne w Anapie. Łabędzie przylatują o tej samej porze, by turyści ich nakarmili, a potem odlatują na spoczynek.

    —  A co na to Twoja rodzina, jak zareagowali na ten, można rzec, powrót do korzeni?

    — Oczywistym jest fakt, że Rosja nie wypada za dobrze na tle takich krajów emigracyjnych jak Niemcy czy Wielka Brytania, więc spotkałam się ze sceptyczną, a wręcz przepełnioną współczuciem i dystansem reakcją. Szczególnie że działo się to w trakcie największej nagonki na Rosję i w ciągu ostatnich dwóch lat kraj ten nie cieszy się zbytnią popularnością. Długo zaprzeczałam i przekonywałam siebie i innych, że tak nie jest, ale niestety w wielu Polakach tkwi głęboko zakorzeniona rusofobia. Może przyczyna tkwi w tym, że nasze narody są bardzo podobne do siebie, tylko nie chcemy tego przyznać? Moim zdaniem mimo europejskich zapędów większości Polsce jest dużo bliżej do Wschodu niż Zachodu i popularne hasła typu „Rosja to stan umysłu" oraz pogardliwy stosunek do tego kraju tego faktu nie zmienią. Chciałabym, by w przyszłości Polska otworzyła się na Wschód, bo to wielki rynek zbytu i możliwości.

    — Więc na przekór wszystkim zdecydowałaś się wyjechać. Czy miałaś jakieś obawy na temat swojej przyszłości w „nowym" kraju?

    — Bałam się, że będzie to krok do tyłu. Jak by nie patrzeć, wyrwałam się z bloku wschodniego, i po tylu latach miałam do niego wrócić. Był to z jednej strony powrót, a z drugiej strony wiedziałam o tym kraju tyle co nic. Był taki czas, kiedy bardzo chciałam czuć się stuprocentową Polką, chodziłam na manifestacje, a nawet zmieniłam nazwisko na polskie, po części dlatego, że wstydziłam się jego rosyjskiego wydźwięku. Mój piętnastoletni brat zrobił to samo, bo w klasie często nazywany był „Ruskiem", „szpiegiem Putina" itp. Do tego obraz Rosji w polskich mediach i nieprzerwane pranie mózgu odcisnęło swoje piętno nawet na mnie. Dlatego omijam wiadomości na temat Rosji i ogólnie temat polityki zagranicznej szerokim łukiem. 

    Jestem też osobą bardzo związaną z otoczeniem i ciężko znoszącą zmiany, więc nie było mi łatwo. Przez pierwsze kilka miesięcy obwiniałam narzeczonego o wszystko — odległości, rozłąkę z przyjaciółmi, samotność i wszystkie wady tego miasta. Wiele razy chciałam zerwać zaręczyny i dopiero teraz rozumiem, ile on miał wyrozumiałości w stosunku do mnie. Emigracja to wielki ciężar psychologiczny i nie każdy potrafi go udźwignąć, wielu popada w depresje i tkwi w martwym punkcie. Poczucie przynależności do wspólnoty z tą samą historią i tradycjami to ważny aspekt w życiu każdego człowieka.

    Z piosenkarką Uliashą, którą poznałam na Wiśle. Dzięki niej w roli przewodnika zobaczyłam wreszcie plac Czerwony.
    © Zdjęcie: E.B.
    Z piosenkarką Uliashą, którą poznałam na Wiśle. Dzięki niej w roli przewodnika zobaczyłam wreszcie plac Czerwony.
     — Co podoba Ci się w Rosji, co denerwuje, czego brakuje?

    — Brakuje mi polskiego hipsterstwa, poczucia humoru i związków frazeologicznych. A także małych odległości, swobody poruszania się w środkach komunikacji miejskiej i oczywiście moich bliskich. W Moskwie życie biegnie w zupełnie innym tempie, wszystko jest większe, szybsze, bardziej hałaśliwe, bardziej intensywne. Metro bardzo często przypomina mrowisko, jak masz szczęście, to do pracy jedziesz godzinę, a osoby posiadające samochód nie korzystają z niego przez korki. Pogoda w porównaniu z Polską jest okropna, całą zimę przesiedziałam w domu, w listopadzie prawie nigdy nie ma słońca. Ludzie żebrzący w metrze i pociągach nieraz wpędzają mnie w poczucie winy, mimo że zdaję sobie sprawę z tego, że większość należy do siatki przestępczej.

    Na tle Moskiewski Uniwersytet Państwowy, który ukończył mój narzeczony.
    © Zdjęcie: E.B.
    Na tle Moskiewski Uniwersytet Państwowy, który ukończył mój narzeczony.

    — Więc w skrócie — ciężko przeżyłaś zmianę kraju.

    — Tak na początku widziałam to miasto, do maja tego roku nawet nie byłam na Placu Czerwonym. Potem dotarło do mnie, że skupiam się głównie na wadach, a niedoskonałość jest przecież częścią otaczającego nas świata. Powoli zaczęłam wychodzić do ludzi, odkrywać przepiękne miejsca (a tych jest w Moskwie bardzo dużo). Podniecającym przeżyciem było ujrzenie na własne oczy miejsc związanych z kulturą rosyjską (Patriarsze Prudy, gdzie stracił głowę bohater najsłynniejszej powieści Bułhakowa; dom, w którym mieszkał Puszkin, i jego pomnik z Natalią Gonczarową; teatr na Tagance, gdzie swego czasu występował Wysocki; teatr Bolszoj, na deskach którego Maja Plisiecka wcielała się w rolę łabędzia).

    Myślę, że aklimatyzacja w Rosji zajęła mi około ośmiu miesięcy. Nadal sprawia mi trudność ogarnięcie wszystkiego, ale działam z dużo większą pewnością siebie. No i nie muszę co chwilę spoglądać na mapę.

    — Jak teraz wygląda Twój normalny dzień w stolicy Rosji?

    — Póki co poszukuję pracy (w Moskwie trzeba przygotować się na wiele etapów rozmów kwalifikacyjnych i na to, że HR często przeprowadza rozmowy dla podbicia statystyk), mimo to prowadzę dość intensywny tryb życia. Zdałam niedawno rosyjską maturę, potem biegałam składać dokumenty na uczelnie, robię też prawo jazdy i na dniach ukończyłam kursy wizażu. Najczęściej wstaję z samego rana, zbieram się jak najszybciej, nie zawsze mam czas zjeść, wybiegam z domu na elektriczkę, średnio jadę godzinę-półtorej do celu. Wejście i wyjście, jak i sama podróż metrem są męczące. Czasem frustrujące jest to, że na załatwienie jednej sprawy schodzi mi cały dzień. Wracam najczęściej bardzo zmęczona, a trzeba jeszcze zająć się domem, nie mówiąc już o takich luksusach jak kąpiel i życie towarzyskie. Od roku nie mogę zgadać się ze znajomą na spotkanie, bo mieszka na drugim końcu miasta. Jest nawet taki mem: „Odwiozłem mamę na lotnisko. Dotarła do Pragi szybciej niż ja do domu".

    Bardzo lubię na Moskwę ponarzekać, choć tak naprawdę podoba mi się intensywność i tempo tego miasta — tutaj zwyczajnie nie ma miejsca na nudę!

    Blokowiska w Moskwie są nużące, ale jak zasłonimy prawe okno, to mamy widok tylko na las i konie, które często skubią tam trawkę.
    © Zdjęcie: E.B.
    Blokowiska w Moskwie są nużące, ale jak zasłonimy prawe okno, to mamy widok tylko na las i konie, które często skubią tam trawkę.

    — A jak traktują Cię tutejsi?

    — Przez długi czas izolowałam się od ludzi, ponieważ bardzo tęskniłam za Polakami. Miałam też problem z płynnością i elokwentnym wypowiadaniem się w języku rosyjskim. Bardzo pomógł mi udział w Festiwalu Polskich filmów w Moskwie „Wisła". Poznałam wiele osób, otworzyłam się na ludzi i teraz bardzo szybko zdobywam znajomych, co jest bardzo przyjemne. Codziennie staram się porzucać strefę komfortu i widzę, że to działa!

    Ludzie na ogół są tu wycofani, trochę nieufni i zdystansowani, dla kogoś z Zachodu to może wyglądać na gburowatość, ale tak naprawdę Rosjanie potrzebują trochę czasu, by się rozkręcić i rozluźnić. Pamiętam, jak raz jechaliśmy w elektriczce z narzeczonym i byliśmy bardzo głodni, a pani siedząca naprzeciwko nas jadła czeburieka (pozycja obowiązkowa w menu rosyjskiego studenta). W pewnym momencie zauważyła ona moje tęskne spojrzenia i sięgnęła do torby, wyciągając dwa wielkie czeburieki, by nas poczęstować, jakbyśmy byli dobrymi znajomymi.

    — A jak ogólnie zmieniło się Twoje życie po przeprowadzce do Rosji — na lepsze czy gorsze? Czy planujesz kiedyś wrócić do Polski?

    — Trudno jest mi odpowiedzieć na to pytanie, bardzo dojrzałam w ciągu ostatniego roku, co oczywiście uczyniło moje życie lepszym i bardziej szczęśliwym. Sądzę jednak, że przeprowadzka miała bardzo duży wpływ na rozwój mojej osobowości, więc tak — życie zmieniło się na lepsze.

    Co do powrotu, to na chwilę obecną wystarczają mi odwiedziny parę razy w roku, cały czas myślę, co zrobić, by wpadać tu częściej (głównie problem transportu).

    — Czy gdybyś miała możliwość cofnięcia się w czasie — podjęłabyś decyzję o przeprowadzce jeszcze raz?

    Nie lubię myśleć o wycofywaniu decyzji, życie nie ma backspace'u i wierzę w to, że nic się nie dzieję bez przyczyny. Wyzbyłam się kompleksu „ruskowatości" i zrozumiałam, że jestem obywatelem świata.

    Nie patrzę wstecz, myślę o tym, jak wyciągnąć najwięcej z możliwości, które oferuje mi ten kraj i to miasto. Podołałam wielu wyzwaniom i dzięki możliwościom tego miasta zrozumiałam, że widzę siebie w jakimś kreatywnym zawodzie. Podziwiam rosyjską stylistkę Lottę Volkovą, która podbija świat mody, i Ulianę Sergeenko, której projektów nie powstydziliby się najwięksi projektanci.

    Dzisiaj trendy rodzą się na Zachodzie, a jest to smutne, ponieważ zapomnieliśmy o naszym folklorze i kulturze. I dotyczy to zarówno Polaków, jak i Rosjan. Nasza kultura to nie tylko kaszkiety z cekinami w stylu disco-polo. Wierzę, że pewnego dnia odzyskamy swoją dumę.

    Jedno z niewielu zdjęć pl. Czerwonego w mojej kolekcji. Nie fotografowałam się nawet na jego tle, bo to oczywiste.
    © Zdjęcie: E.B.
    Jedno z niewielu zdjęć pl. Czerwonego w mojej kolekcji. Nie fotografowałam się nawet na jego tle, bo to oczywiste.
    Brakuje mi gotowania, ale niestety robię to odświętnie przez brak czasu.
    © Zdjęcie: E.B.
    Brakuje mi gotowania, ale niestety robię to odświętnie przez brak czasu.

    — Przejdźmy do poważniejszych, kontrowersyjnych, rosyjskich tematów, szczególnie lubianych w Polsce. Co sądzisz o rosyjskim prezydencie? Czy taki Putin straszny, jakim go malują?

    — Zawsze musi paść to pytanie. Na pewno jest osobą kontrowersyjną, ciężko jest rozgryźć jego prawdziwe zamiary. Można mieć o nim swoje zdanie, lecz niezależnie od tego, jakie jest, Putin zasługuje na szacunek.

    Bawi mnie, gdy zachodnie media piszą o ciemiężonym narodzie rosyjskim — 90% Rosjan go uwielbia! W każdym większym centrum handlowym jest stoisko z koszulkami z Putinem, kubkami z Putinem, obudowami dla iPhone'a z Putinem. Za jego rządów Rosjanie odzyskali wiarę w swój kraj, właśnie po objęciu przez niego władzy w Rosji gwałtownie wzrósł poziom życia. Ciekawe jest to, że jego ratingi wzrosły właśnie po 2014 roku. Niedawne wydarzenia bardzo zjednoczyły obywateli tego kraju i jeśli kiedyś narzekali oni na Rosję, to obecnie trwa wielki wzrost patriotyzmu i odrzucenie zachodnich wartości. Rosjanie to bardzo dumny i silny naród. 

    — Gdzie było Ci lepiej pod względem poziomu życia?

    W Polsce za najniższą krajową kupisz więcej jedzenia niż w Rosji, ale nie opłacisz już rachunków. Tutaj z kolei czynsz wynosi ok. 50 złotych. Ogólnie ceny się równoważą, choć po spadku kursu rubla trzeba oszczędzać. Niestety nie mogę zbytnio porównywać, ponieważ Wrocław i Moskwa to miasta całkiem innego poziomu.

    — No i na koniec sankcje — legendarne puste półki w rosyjskich sklepach. Co powiesz na ten temat?

    Przyjechałam po wprowadzeniu sankcji, więc nie wiem, jaka sytuacja panowała przed nimi. Ceny wzrosły o 20-30%, niektóre towary z importu, jak odzież i kosmetyki, podrożały o połowę, przysłowiowych pustek na półkach nie widziałam. 

    Tematy:
    Polacy w Rosji (13)

    Zobacz również:

    Polacy w Rosji. Część pierwsza: Ania
    Kierunek Rosja!
    Tagi:
    PolacyWRosji, blog, emigracja, Uzbekistan, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz