21:32 19 Październik 2018
Na żywo
    Gdańsk

    Polacy w Rosji: Koszmary o lekcjach rosyjskiego zaprowadziły mnie do Moskwy...

    © Fotolia / Mike
    Krótki link
    Iwona Vinnik
    Polacy w Rosji (13)
    3478

    Dorastał w latach 80. Sympatią do Rosji bynajmniej nie pałał, a lekcje rosyjskiego jeszcze do niedawna męczyły go w koszmarach. „Życie bywa przewrotne" - mówi Jacek. I to na tyle przewrotne, że pechowego 13-tego wylądował w Moskwie. Co go tam czekało? Poznajcie jego historię -nasyconą optymizmem i humorem.

    Samolot linii lotniczych Aeroflot zniża się do lądowania na lotnisku Szeremietiewo w Moskwie
    © Sputnik . Maksim Blinov
    — Jak tutaj trafiłeś?

    Z zawodu jestem architektem, wyspecjalizowanym w projektowaniu i realizacji wielkich obiektów i kompleksów komercyjnych. W kraju skończyłem właśnie realizację kolejnego takiego potworka i nie bardzo wiedziałem, co dalej. Z jednej strony chciałem zostać w kraju, ale z drugiej kraj mnie też strasznie zmęczył. Po kilku latach pracy po kilkanaście godzin dziennie, w toksycznym otoczeniu, i prowadzeniu własnej działalności, rozejrzałem się dookoła i poczułem potrzebę zmiany wszystkiego: otoczenia, ludzi, jakości życia

    Jak to często bywa, gdy się chwilowo nie ma pomysłu, życie samo zaczyna pisać scenariusz. Odezwał się do mnie head hunter w imieniu jednej z największych firm nieruchomościowych i rozpoczęliśmy konwersację, która koniec końców doprowadziła mnie do Moskwy.

    Ja pochodzę z rodziny o mieszanych polsko-niemieckich korzeniach, rodzina mojej żony zaś z terenów dzisiejszej Białorusi i Wielkopolski. Taka polska historia rodzinna, bo ona tak naprawdę nigdy nie jest czarno-biała albo tylko jednonarodowościowa. Reakcja ze strony mojej rodziny była spokojna, wiedzą, że mnie nosi. W oczach Mamy mojej żony widziałem jednak cień obawy. Cóż, u nich jednak byli w rodzinie Sybiracy z armii Andersa…

    Dorastałem w Gdańsku, w latach 80. byłem nastolatkiem. Były to czasy stanu wojennego, gazetek powielanych na ksero, pieczątek robionych z kartofla i wielkiej niechęci do wszystkiego, co ze wschodu. Moja szkoła stała kilkaset metrów od domu Wałęsów. W wolnych chwilach czasami rzucało się kamieniami w radiowóz, jak zawsze pod nim warujący, i uciekało się do pobliskiego lasu na morenowych wzgórzach. Regularnie paliliśmy legitymacje TPPR, smażąc na nich biwakowe kiełbasy. Rosyjski, pomimo kilku lat nauki — delikatnie mówiąc — nie był moim priorytetem… Została znajomość bukw i pewien koszmar, który mnie nawiedział przez wiele lat. W moim koszmarze otrzymałem wspaniałą ofertę, taką z gatunku niewiarygodnych, ale okazuje się, że anulowano mój dyplom magisterski, ponieważ…. nie mam zaliczonego języka rosyjskiego w liceum. W związku z tym w moim śnie lądowałem zawsze w ławce w ogólniaku, wysłuchując kompletnie niezrozumiałego miauczenia, i zawsze budziłem się zlany zimnym potem…

    Ten sen miał wielki wpływ na mnie, kiedy szykowałem się mentalnie na rosyjską przygodę w moim życiu. Przez większość życia nawet by mi do głowy nie przyszedł taki kierunek jak Rosja, przecież my zawsze jeździliśmy na Zachód, ale mimo to nastawienie miałem w miarę pozytywne. Przez dwa lata latałem czasami na Ukrainę, więc specyfikę regionu trochę znałem, ale o Moskwie i Rosji nie wiedziałem wiele poza sporą wiedzą historyczną, a ta — jak wiadomo — optymistyczna nie jest.

    Będąc w Rosji, ani razu nie odczułem negatywnego nastawienia spowodowanego faktem, że pochodzę z Polski.
    © Zdjęcie : J.S.
    Będąc w Rosji, ani razu nie odczułem negatywnego nastawienia spowodowanego faktem, że pochodzę z Polski.

    — Jakie były pierwsze wrażenia z pobytu w Rosji?

    Przyjechaliśmy na przedkontraktową objazdówkę na początku września dwa lata temu. Pierwsze wrażenia były raczej smętne — zimno, zimno, straszne korki, wielkie przestrzenie, dużo zdewastowanych budynków, no i oczywiście zimno, oj zimno… Przylecieliśmy z trzydziestu stopni w kilkanaście… Trochę pozwiedzaliśmy, pooglądaliśmy mieszkania na możliwości naszego budżetu, no i miałem rozmowę kwalifikacyjną. Taka śmieszna była, chyba najdziwniejsza w moim życiu. Wróciłem do hotelu i powiedziałem — fajnie, że mieliśmy wycieczkę, ale raczej z tego nic nie wyjdzie.

    Komiczne były sytuacje w metro. Jako architekt i twardy fan fantastyki, a „Metro 2033" w szczególności, przyjechałem z planem zwiedzenia co ładniejszych i znanych mi z książek stacji. Lata spędzone na Zachodzie przyzwyczaiły mnie do tego, że przed odjazdem słychać sygnał, a tutaj wchodzimy sobie pewnego razu do wagonu na okrężnej linii, moja żona wsiadła, mały też, a mnie przed nosem trzasnęły drzwi! Pociąg odjechał z moją przerażoną rodziną. To było moje pierwsze starcie z rosyjską ergonomią…

    Tydzień po naszym powrocie przyszła oferta. Bardzo się zdziwiłem. Uniki robiłem przez dwa miesiące, w końcu trzeba było się jednak zadeklarować. Usiadłem z żoną i podjęliśmy decyzję — ja mam jechać. Jak będzie ok, to może dojadą latem. Zacząłem więc załatwiać wszystkie niezbędne papiery, co samo w sobie też było ciekawe. Pierwsze zderzenie z rosyjską biurokracją z jednej strony, a z drugiej przemiłe panie z centrum wizowego, Rosjanki i Ukrainki, które były bardzo pomocne, miłe i zachwycały się zdjęciami mojego synka.

    I tak, po okresie świątecznym, dnia 13 stycznia, stawiłem się w nowej pracy… Data fatalna, kilka miesięcy po załamaniu się rubla. Ludzie smętni dookoła. Początki były ciężkie, bardzo ciężkie.

    Pierwszym brutalnym doświadczeniem była jazda samochodem po Moskwie. Na początku gubiłem się regularnie na zjazdach, uczyłem się logiki jazdy, która w sumie jest bardzo autostradowa — często, by pojechać w lewo, trzeba najpierw pojechać na prawo. Moskwa to wymagające miasto, tutaj trzeba jeździć, mając dużo czasu i… pusty pęcherz. Każdy błąd w godzinach szczytu oznaczał kolejne kilka kilometrów w wolno posuwającym się do przodu morzu aut. Przerażała mnie też wzmiankowana ergonomia, zwłaszcza gdy zahaczyłem nogą o dziwną rurę na parkingu, służącą za stoper…

    Osobnym doświadczeniem była pogoda. Dwumetrowe zaspy śniegu, raz mroźno, raz mokro, no i szaro. Szarość w szarości, nisko toczące się chmury, jak z jakiegoś postapokaliptycznego filmu. W takich warunkach zaliczyłem pierwsze choróbsko w czasie pierwszych dwóch tygodni, które mnie wytrzepało strasznie, a gorączka podskoczyła do czterdzieściu stopni. Byłem sam, mieszkałem w hotelu, i nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Było strasznie

    Jak mawiała Katarzyna Wielka — w Rosji są dwie pory roku, czyli biała i zielona. Biała stopniowo zaczynała się kończyć. Latałem do domu co 2-3 tygodnie, stęskniony i szczęśliwy, ale moje otoczenie w Rosji też zaczęło się zmieniać. Po pierwsze — poznałem nowego przyjaciela. Jestem bardzo ostrożny z doborem tego słowa, dlatego używam go z namysłem. W mojej pracy był drugi Polak. Mój wiek, to samo miasto pochodzenia, wspólni gdzieś tam znajomi z tej samej branży. Nie mogliśmy się nie polubić. Spędzaliśmy dużo czasu wolnego razem, korzystając z miasta i snując plany na temat tego, co będzie, jak zjadą się nasze rodziny, bo okazało się, że u niego był plan ten sam co i u mnie — najpierw solo do wakacji, a potem razem. Tutaj jednak zadziałała złośliwość losu — on musiał zakończyć kontrakt wcześniej. Zostałem sam… Dookoła zaczęło się lato, gorące i suche, a ja odwoziłem przyjaciela na lotnisko i szykowałem się na ostateczne negocjacje z rodziną, koniec końców zakończone sukcesem… Rodzina przyjechała wraz z końcem lata rok temu, no i oczywiście od razu zrobiło się zimno!

    Jak to często bywa, gdy się chwilowo nie ma pomysłu, życie samo zaczyna pisać scenariusz
    © Zdjęcie : J.S.
    Jak to często bywa, gdy się chwilowo nie ma pomysłu, życie samo zaczyna pisać scenariusz
    Komiczne były sytuacje w metro. Jako architekt i twardy fan fantastyki, a „Metro 2033” w szczególności, przyjechałem z planem zwiedzenia co ładniejszych i znanych mi z książek stacji.
    © Zdjęcie : J.S.
    Komiczne były sytuacje w metro. Jako architekt i twardy fan fantastyki, a „Metro 2033” w szczególności, przyjechałem z planem zwiedzenia co ładniejszych i znanych mi z książek stacji.

    — Czy aklimatyzacja długo zajęła Tobie, rodzinie? Co się zmieniło w Waszym życiu po przeprowadzce do Rosji?

    W sumie trwała rok, bo miała dwa etapy — mój samotny, a potem drugi, może nawet trudniejszy, bo rodzinny. Nie jestem w stanie odpowiedzieć, czy nasze życie tutaj jest lepsze, czy gorsze od życia w kraju. Jest po prostu inne. Z jednej strony rozwija, z drugiej uwstecznia. Jako człowiek przećwiczony w bardzo efektywnym i brutalnym w sumie środowisku pracy wylądowałem w otoczeniu, gdzie moje zwyczajowe zadania zostały rozdzielone pomiędzy kilka osób, a efektywność nie zachwyca. Jest więc o wiele spokojniej… Finansowo też nie odczuwam aż tak znaczącej różnicy, co niestety jest specyfiką mojej branży, mocno uśrednionej po kryzysie finansowym.

    Co mi dała Rosja i czas tutaj spędzony? To przede wszystkim czas dla rodziny. W Polsce przez kilka lat miałem łącznie może z 10 weekendów pozbawionych dodatkowych zajęć związanych z zawodem. Tutaj niby dzień za dniem mijają powoli i niewiele się różnią od siebie, ale dla mnie radością jest czas spędzany z rodziną. To jest najlepszy element tej tak radykalnej zmiany. Musiałem wyjechać z kraju, by móc spędzać więcej czasu z najbliższymi.

    W Polsce mieszkaliśmy w kilkumieszkaniowej willi, a tutaj na 18. piętrze. Niby strasznie, ale wieczorem siadamy sobie na stole w kuchni i patrzymy na to ogromne miasto, które się ciągnie aż po horyzont. To też lubię…

    Co mi dała Rosja i czas tutaj spędzony? To przede wszystkim czas dla rodziny.
    © Zdjęcie : J.S.
    Co mi dała Rosja i czas tutaj spędzony? To przede wszystkim czas dla rodziny.

    — Czy kiedykolwiek spotkała Cię jakaś nieprzyjemność, czy niechęć ze strony Rosjan, wiążąca się z Twoim pochodzeniem?

    Będąc w Rosji, ani razu nie odczułem negatywnego nastawienia spowodowanego faktem, że pochodzę z Polski. W moim otoczeniu jest dużo młodych i sympatycznych ludzi, bardzo otwartych mentalnie i szanujących innych. Bardzo mi jednak brakuje tak polskich dyskusji o mojej wielkiej pasji, czyli historii. My mamy wypaczone podejście do historii — skutek stuleci klęsk i hekatomby ostatniej wojny. Rosjanie mają podobnie, tylko mechanizm jest inny — my myślimy o historii, podważamy wciąż dużo rzeczy, a oni po prostu akceptują każdą kolejną wizję przeszłości serwowaną przez nowy kurs. Swoje zrobiły też dziesięciolecia propagandy.

    — A co z polityką? Jak byś skomentował tę kwestię w paru słowach?

    Rozmowy o polityce to wielka bariera. Generalnie unikam. Myślę, że ścierają się w sumie dwie strony tego samego rozczarowania. Rosyjskiego rozczarowania oczekiwaniem na lepsze życie, które miała przynieść demokracja, co jednak się nie wydarzyło, i nasze rozczarowanie, że jednak w Rosji nie nastała demokracja w naszym rozumieniu. Rosjanie i Polacy zbliżyli się kiedyś do siebie, ale po upadku Związku Radzieckiego bardzo się od siebie oddaliliśmy i dzisiaj po prostu się nie znamy. Rozmowy o rosyjskim prezydencie też nie mają sensu. On jest po prostu na innym poziomie niż jakikolwiek zachodni polityk, który z założenia naznaczony jest tymczasowością. Nie wiem, czy jest aż tak dobry, ale oddał Rosjanom dumę z bycia sobą. Nawet jeżeli nam ona nie wydaje się do końca uzasadniona, należy ją szanować.

    Liczę, że mój syn także pozna język rosyjski. Może mu się przydać w życiu, bo jest ono bardzo przewrotne. Moje okazało się takim...
    © Zdjęcie : J.S.
    Liczę, że mój syn także pozna język rosyjski. Może mu się przydać w życiu, bo jest ono bardzo przewrotne. Moje okazało się takim...

    — Planujecie zostać tu na dłużej? Są myśli o powrocie do kraju?

    Rosja jest dla nas etapem. Nie zostaniemy tutaj długo, ale nasze życie bardzo się zmieniło. Żyjemy w niesamowicie dynamicznym i fascynującym mieście. Poznaliśmy wielu fantastycznych ludzi, z którymi często spędzamy czas. Ja spotkałem nowego przyjaciela. Dla mojej żony jest to okres rozwoju artystycznego. Mój synek opanował niesamowicie szybko angielski. To wszystko to jest wielka wartość dodana. Liczę, że mój syn także pozna język rosyjski. Może mu się przydać w życiu, bo jest ono bardzo przewrotne. Moje okazało się takim… Patrząc wstecz, to wydaje mi się, że ostatnie półtora roku było po prostu ciekawsze, niż mogłoby być w kraju. Mocno zmieniło nas, naszą percepcję świata, i pomaga mi kształtować jedyne dziecko na obywatela świata, a nie tylko jednego kraju. Świat jest wielki, i może poznamy jeszcze więcej jego zakątków, bardzo tego pragnę. Jak mi powiedział ostatnio jeden head hunter: „jak poradziłeś sobie w Rosji, to znaczy, że poradzisz sobie wszędzie".

    I to też jest przewrotnie zasługa Rosji. Tak samo jak fakt, że nie męczy mnie już koszmar o lekcji rosyjskiego w gdańskim ogólniaku…

    Tematy:
    Polacy w Rosji (13)

    Zobacz również:

    Polacy w Rosji. Część pierwsza: Ania
    Polacy w Rosji. Część druga: Eleonora
    Polacy w Rosji. Część trzecia: Ola
    Polacy w Rosji. Część czwarta: Polak na Bajkale
    Polacy w Rosji. Część piąta: Krzysztof
    Tagi:
    PolacyWRosji, blog, emigracja, Gdańsk, Rosja, Moskwa
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz