07:26 06 Grudzień 2019
Jesienna wizyta w Petersburgu (zaznaczam, że futerko jest sztuczne).

Polacy w Rosji: Z Londynu do Moskwy

© Zdjęcie : K.R.
Krótki link
Autor
Polacy w Rosji (13)
3587
Subskrybuj nas na

Klaudynę można nazwać światową kobietą. Młoda, zdolna, pełna energii, ciekawa świata. Studia za granicą, najpierw w Szkocji, potem w znamienitym Oksfordzie. W tle zawsze przewijał się rosyjski, jak sama mówi - jej zainteresowanie Rosją sięgało czasów uniwersyteckich. Co ją popchnęło do tego, żeby zamienić prestiżową posadę w Londynie na Moskwę?

— Kiedy studiowałam stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie St. Andrews w Szkocji, zdecydowałam się na specjalizację z polityki rosyjskiej, którą kontunuowałam na studiach magisterskich w Oksfordzie. Tam też zaczęłam uczyć się języka rosyjskiego, który udoskonaliłam podczas pobytu w Kirgistanie w 2013 roku. Po powrocie dostałam pracę jako analityk polityczny i do spraw bezpieczeństwa w jednym z banków w Londynie. Ponieważ przypadło to w czasie wojny na Ukrainie, to głównie zajmowałam się śledzeniem konfliktu w Donbasie i sankcjami wobec Rosji. Choć praca sprawiała mi dużo satysfakcji, zdawałam sobie sprawę, że do pracy analityka niezbędne jest paroletnie doświadczenie życia w kraju, w którym się specjalizuje. Zaczął chodzić mi po głowie niejasny plan wyjazdu do Moskwy. Na szczęście nie musiałam długo czekać na okazję, ponieważ niespodziewanie pojawiła się propozycja przeniesienia do Moskwy w obrębie tej samej firmy. Było to bardzo ciekawe wyzwanie zawodowe, więc nie wahałam się ani chwili. 

—  A co na to Twoi bliscy?

— Nie nazwałabym mojej przeprowadzki tutaj „emigracją", a raczej pobytem tymczasowym. Wydaje mi się, że w dzisiejszym świecie stajemy się coraz bardziej mobilni, a termin „emigracja" powoli przejdzie w zapomnienie.

Rodzina i najbliżsi znajomi wiedzieli, czym się zajmuję, i jakie mam zainteresowania zawodowe, więc nie było to dla nich ogromnym zaskoczeniem. Większość moich przyjaciół w Londynie mieszkała, studiowała czy pracowała w różnych miejscach na całym świecie, więc mobilność zawodowa i geograficzna ich nie zaskakuje. Jeśli już spotkałam się ze zdziwieniem na temat mojego wyboru, to było ono motywowane recesją w Rosji i trudnym klimatem. Myślę, że gdybym przeprowadzała się do Rosji z Polski, to reakcja mojego otoczenia byłaby ostrzejsza, a moja decyzja dużo bardziej kontrowersyjna. Polacy patrzą na Rosję przez pryzmat stereotypów i poczucia zagrożenia, na Zachodzie punkt widzenia jest podyktowany pragmatyzmem. Rosja to ważny gracz na arenie międzynarodowej i ogromny rynek zbytu, doświadczenie zawodowe w Moskwie to wyróżniający punkt w CV.

 

Znane z Mistrza i Malgorzaty Patriarszyje Prudy
© Zdjęcie : K.R.
Znane z "Mistrza i Malgorzaty" Patriarszyje Prudy

—  Czy miałaś jakieś obawy w związku z wyjazdem?

— W ciągu ostatnich 10 lat mieszkałam w wielu miejscach, przede wszystkim w Wielkiej Brytanii, więc do przeprowadzek jestem przyzwyczajona, a odkrywanie nowych miejsc sprawia mi dużą satysfakcję. Oczywiście to doświadczenie nie było zupełnie pozbawione stresu, ale był on związany przede wszystkim z kwestiami praktycznymi dotyczącymi znalezienia mieszkania, odnalezienia się w nowych obowiązkach i pracy w języku rosyjskim. Sama Rosja mnie nie przerażała

— A na miejscu okazało się, że naprawdę nie ma się czego bać, czy przeciwnie?

— Rosja to kraj pełen paradoksów i przeciwieństw, więc można tutaj odczuwać pewną huśtawkę emocjonalną. Na pewno Moskwa jest jednym z najbardziej przyjaznych miast dla tzw. expatów, ponieważ Rosjanie są bardzo gościnni, serdeczni i otwarci na kontakty z obcokrajowcami. Bogate i ciekawe życie kulturalne nie odbiega poziomem od tego w stolicach europejskich. Miasto ma apetyt na zachodnie trendy, a hipsterów wydaje się więcej niż w Londynie. Wbrew stereotypom Moskwa, a zwłaszcza centrum, jest aktualnie jedną z najbezpieczniejszych stolic. Mile zaskoczył mnie również bardzo wysoki poziom restauracji i ich przystępność cenowa. To miasto naprawdę nigdy nie śpi, supermarkety są otwarte 24 godziny na dobę i każdy możliwy serwis jest dostępny o każdej porze dnia i nocy: od zakupów w IKEI o 2 w nocy po wizytę w salonie piękności o 4 nad ranem.

W samej Rosji natomiast zachwycająca jest również natura, miejsca takie jak Bajkał, Ałtaj czy Kamczatka są niepowtarzalne.

W Kirgistanie nauczyłam się dobrze rosyjskiego.
© Zdjęcie : K.R.
W Kirgistanie nauczyłam się dobrze rosyjskiego.

— Jak w każdym kraju i mieście, zapewne i tutaj dostrzegasz jakieś minusy?

— Wciąż brakuje mi tu czegoś, co nazwałabym „europejską ogładą" w kontaktach międzyludzkich i w obsłudze klienta. Podczas gdy w Polsce sytuacje rodem z filmu „Miś" przytrafiają mi się rzadko, to w Rosji wciąż kolekcjonuję anegdoty, które świadczą o tym, że pamięć o socjaliźmie jest wciąż świeża. W wielu miejscach klient wciąż traktowany jest jak natręt. Natomiast w pracy podejście często bywa takie jak w szkole: „po dzwonku" następuje wyścig po płaszcze do szatni.  

Rosja jest również wciąż bardzo konserwatywnym krajem, jeśli chodzi o podział ról męskich i żeńskich, a uwidocznia to się we wszystkich sferach życia: począwszy od ubioru, po stosunki w pracy. Osobiście męczy mnie trochę moskiewski snobizm. Niespotykana nigdzie indziej w Europie jest waga, jaką przywiązuje się do wyglądu i luksusu. Rosjanki gotowe są zainwestować nieprawdopodną ilość czasu, wysiłku i pieniędzy w wygląd i ubiór. Bardzo lukratywnymi biznesami są salony piękności i medycyny estetycznej. Brakuje tutaj trochę europejskiego, a nawet powiedziałabym polskiego, luzu, choć nie powinno to zaskakiwać, bo często słyszę wśród Rosjan opinię, że Europejki są „mało kobiece".
— Twój normalny dzień w Moskwie — jak wygląda?

— Szczelnie wypełniają go praca, sport, siłownia. Mam pracę związaną z researchem, więc czytam bardzo dużo rosyjskiej prasy i piszę raporty o biznesie w Rosji, temat, który często zahacza o politykę. Mieszkam w centrum, więc na szczęście nie tracę czasu na transport i do pracy chodzę na piechotę. Jeśli chodzi o normalny dzień weekendowy, to zwykle spotykam się z przyjaciółmi w naszych ulubionych lokalach lub uczestniczymy w różnych wydarzeniach kulturalnych, których w Moskwie nie brakuje.

Moskiewskie City, czyli główny obszar biznesowy stolicy.
© Zdjęcie : K.R.
Moskiewskie City, czyli główny obszar biznesowy stolicy.
 
— A jak przyjęło Cię moskiewskie towarzystwo? Jak oceniasz Rosjan w kwestii kontaktów międzyludzkich?

— Moi najbliżsi w Moskwie to zgrana grupa obcokrajowców i Rosjan. Zostałam przyjęta ciepło przez cudzoziemców, ponieważ poczucie wspólnoty wśród expatów w Rosji jest silne. Zarówno znajomi, jak i nieznajomi podchodzą do mojego stylu życia z pewnym podziwem, ponieważ w Moskwie jest bardzo niewiele młodych cudzoziemek.

Jak wspominałam wcześniej, nieznajomi potrafią być nieuprzejmi, słowo „przepraszam" jest w Rosji bardzo rzadko używane. Jednocześnie często spotykam się ze szczerymi, nieoczekiwanymi pomocnymi gestami, dlatego tłumaczę rosyjskie „nieokrzesanie" słowiańską spontanicznością, która ma wymiar bardziej ludzki niż uprzejma angielska obojętność. 
— Jak długo przyzwyczajałaś się do nowego środowiska?

— Mieszkam w Moskwie od roku i wydaje mi się, że tyle zajęła mi aklimatyzacja. Przeżyłam wszystkie pory roku, przede wszystkim zimę, więc wiem już, czego oczekiwać od pogody. Zauważyłam, że ten stereotypowy obraz Rosjan w futrzanych czapach, walonkach i chustach, z którego chętnie pokpiwamy w Polsce, wynika bardziej z ekstremalnych warunków klimatycznych niż gustu! Płynnie mówię po rosyjsku, więc nie ogranicza mnie już język. Na początku pobytu starałam się uczestniczyć w jak największej liczbie wydarzeń i spotkań, żeby poszerzyć grono znajomych. W tej chwili już poznałam dobrze miasto i skupiam się raczej na swoich ulubionych miejscach: Sad Ermitaż oraz znane z „Mistrza i Małgorzaty" Patriarszyje Prudy, to tam najczęściej spędzam czas. 
— Nie żałujesz tej zmiany w Twoim życiu, która nastąpiła wraz z przeprowadzką do Rosji?

— Choć zdarza mi się narzekać i porównywać Londyn, Warszawę i Moskwę, na niekorzyść tej ostatniej, to uważam, że decyzja o przeprowadzce wyszła mi na dobre. Takie miasta jak Londyn potrafią rozleniwić, natomiast Moskwa to nieustanna szkoła charakteru, jest to bardzo rozwijające doświadczenie w młodym wieku.

Wyjechałam z Polski po maturze, więc moje życie w Rosji częściej porównuję z moim etapem w Wielkiej Brytanii. Londyn jest bardziej zatłoczonym i pozornie bardziej rozległym miastem, więc po przeprowadzce do Moskwy trochę odetchnęłam od tłoku i pędu, nie tracąc przy tym poczucia wielkomiejskości. Mam też zdecydowanie więcej czasu dla siebie i dla przyjaciół, ponieważ mieszkając w centrum, nie traci się go aż tyle na dojazdy, jak ma to miejsce w Londynie, który nie posiada ścisłego centrum, a różnorodne, odległe od siebie dzielnice. Mam bardzo rozwijającą pracę i unikatowe doświadczenie, więc odczuwam dużą satysfakcję zawodową.  Nie wykluczam powrotu do Polski, gdyby pojawiła się interesująca propozycja zawodowa, choć myślę, że mogłoby mi brakować międzynarodowego towarzystwa.

Pięknie oświetlony nocą dom towarowy GUM na Placu Czerwonym.
© Zdjęcie : K.R.
Pięknie oświetlony nocą dom towarowy "GUM" na Placu Czerwonym.

— A co jeśli chodzi o poziom życia w Rosji? Masz porównanie z innymi wielkimi miastami świata, więc na pewno powiesz coś ciekawego na ten temat.

— Z mojego punktu widzenia również w tej kwestii zmiana jest na plus. Choć Moskwa jest drogim miastem, to podstawowe potrzeby, takie jak mieszkanie, metro, taksówki, są zdecydowanie tańsze niż w Londynie. To ma dla mnie duże znaczenie, choć podejrzewam, że poziom życia nie różni się tak bardzo, ponieważ drogie jest z kolei jedzenie. Warzywa i owoce są np. o wiele tańsze w Polsce. Z kolei na korzyść Moskwy przemawiają niższe ceny rozrywek: restauracji, teatrów i wystaw, co oczywiście przekłada się na jakość spędzania wolnego czasu. Stały 13%-procentowy podatek od dochodów jest również czynnikiem, który przyciąga tu obcokrajowców.

— Sankcje nałożone na Rosję — czy w jakiś sposób je odczułaś?

— Ta niewielka ilość produktów, która zniknęła z półek, np. francuski camembert, i tak nieczęsto gościła na przeciętnym rosyjskim stole. Od znajomych słyszałam, że był pewien krótki moment „dezorientacji" tuż po wprowadzeniu sankcji, kiedy rzeczywiście opustoszały niektóre półki, ale w tej chwili nie przychodzi mi do głowy żaden produkt, którego by mi brakowało. Oczywiście tęsknię za polskimi wędlinami, ale te i tak nie są szeroko dostępne w większości krajów. Natomiast jakość owoców i warzyw w Rosji jest dosyć niska, a rolnictwo nie dorównuje polskiemu.
— Pytanie z innej beczki, które pojawia się w tym cyklu jako fakultatywne. Na zwieńczenie — co sądzisz o prezydencie Rosji?

— Z pewnością jest politykiem dużego formatu i cieszy się dużym poparciem społeczeństwa. Choć żywo interesuję się polityką międzynarodową, poglądowo najbliżej mi do Szwajcarii.

Tematy:
Polacy w Rosji (13)

Zobacz również:

Polacy w Rosji. Część pierwsza: Ania
Polacy w Rosji. Część druga: Eleonora
Polacy w Rosji. Część trzecia: Ola
Polacy w Rosji. Część czwarta: Polak na Bajkale
Polacy w Rosji. Część piąta: Krzysztof
Polacy w Rosji: Koszmary o lekcjach rosyjskiego zaprowadziły mnie do Moskwy...
Tagi:
PolacyWRosji, blog, emigracja, Londyn, Moskwa
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz