Warszawa+ 17°C
Moskwa+ 15°C
Na żywo
    Nasz ślub w Moskwie, 2009 rok.

    Polacy w Rosji: 15 lat minęło...

    © Zdjęcie : I.S.-W.
    Krótki link
    Iwona Vinnik
    Polacy w Rosji (13)
    1656

    15 lat to kawał życia. Iza przeprowadziła się do Moskwy w 2001 roku, więc można powiedzieć, że zna ją jak własną kieszeń. Jej historia to jeden z tych nielicznych przypadków, kiedy Polacy wyruszyli „za chlebem" nie na Zachód, lecz na Wschód. To miała być przygoda na rok, dwa... Nikt nie podejrzewał, że Rosja wciągnie ją na dobre.

    — Dawno, dawno temu, w roku 2001, ja i mój ówczesny chłopak byliśmy świeżo upieczonymi magistrami katowickiej Akademii Ekonomicznej — zaczyna swoją opowieść Iza. — W tamtym czasie bezrobocie w Polsce sięgało 20%, i ku naszemu początkowo zdziwieniu, a następnie rozczarowaniu, aż do późniejszej rozpaczy, nikt się naszymi dyplomami nie ekscytował. W efekcie żmudnych poszukiwań ja rozpoczęłam pracę w dziale eksportu w jednej ze spółek Skarbu Państwa, co oznaczało wejście w zawodową rzeczywistość rodem z filmu Barei. Otaczały mnie aromaty gęsto sypanej kawy, papierosowego dymu w każdym biurze i marazm nieefektywnego, dużego państwowego przedsiębiorstwa. Mój chłopak w tym czasie sprzedawał powierzchnie reklamowe w firmie produkującej mapy. Nasza frustracja osiągała już niepokojące rozmiary, kiedy on otrzymał propozycję pracy w Rosji.

    — Czy długo nad nią myśleliście, zanim się zdecydowaliście na wyjazd?

    Decyzja zapadła w ciągu jednego wieczoru. Jedziemy! Kiedy ma się dwadzieścia kilka lat i nic do stracenia, łatwo podejmuje się takie decyzje. Wyglądało to mniej więcej jak w starej piosence „Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda" i już w maju 2002 r. razem przyjechaliśmy do Moskwy. Niedługo po przyjeździe ja także znalazłam pracę, którą do dzisiaj bardzo dobrze wspominam, chociaż zetknięcie się ze specyficznym rosyjskim podejściem do pracy było nieco zaskakujące. W tamtym czasie, kiedy w Moskwie o pracowników było trudno, często potencjalny kandydat po rozmowie kwalifikacyjnej mówił coś w rodzaju: „To ja nie mam więcej pytań i się zastanowię", a pierwszym pytaniem kandydata było: „Ile będę zarabiać", a dopiero potem: „Co będzie należeć do moich obowiązków". Nasz pobyt w Rosji miał być przygodą na rok, może dwa, a tymczasem po trzech latach pobytu przestaliśmy planować powrót do kraju.

    Plac budowy naszego osiedla.
    © Zdjęcie : I.S.-W.
    Plac budowy naszego osiedla.

    — Jak zareagowała Wasza rodzina i znajomi na wieść, że emigrujecie do… Rosji?

    Właściwie można wymienić dwie reakcje: albo stukali się wymownie w czoło, albo malowali na nim kółka. Najbardziej martwiła sie moja Mama i myślę, że bardzo stresował ją mój wyjazd, chociaż starała się nie podcinać mi skrzydeł.

    — Czy miałaś jakieś obawy przed nadchodzącymi zmianami?

    Obawy? Nie miałam żadnych, w tamtych czasach wszystko było proste. Ja i mój chłopak myśleliśmy, że jak się coś nie uda, to po prostu wrócimy do Polski. Ale właściwie co by się miało nie udać? Byliśmy młodzi, zakochani, pełni optymizmu i podekscytowani nowymi wyzwaniami.

    — Jak wspominasz Wasze początki w Rosji? Plusy, minusy, braki…

    Pamiętam, że na początku najbardziej brakowało mi polskiego chleba. Do dzisiaj przywożę z wypraw do Polski wędliny, które robią też furorę wśród moich rosyjskich znajomych. Należy zaznaczyć, że Moskwa od czasu mojego przyjazdu, w ciągu piętnastu lat, mocno się zmieniła, podobnie jak ja sama, i trudno wskazać rzeczy, które jednakowo wtedy mi się podobały i podobają do tej pory. Kiedy przyjechałam, nie było hipermarketów, obwodnica „trzecie kolco" była jeszcze w budowie, a Władimir Władimirowicz rządził od zaledwie dwóch lat. Inne były potrzeby bezdzietnej pary robiącej karierę, a inne rodziny z dziećmi, którą jesteśmy w tej chwili. Jednak gdybym miała podsumować pozytywy tak ponadczasowo, to uwielbiam rosyjską umiejętność bawienia się i świętowania. Ponadto Rosja dała mi duże możliwości rozwoju zawodowego i zmierzenia się z wyzwaniami, z którymi w Polsce nie miałabym szansy się spotkać, choćby ze względu na skalę kraju. Męczy mnie natomiast, z każdym rokiem coraz bardziej, klimat i to nie tyle mroźne zimy, co szarobura jesień i wiosna, i ciągły brak słońca w okresie od września do maja. Oczywiście zmorą jest biurokracja, a szczególnie nieprzychylność służb imigracyjnych, no i niestety powszechnie obecne i wciąż akceptowane łapówkarstwo, niestety często przepisy prawa są tak skonstruowane, że sprzyjają temu procederowi. Natomiast życie w Moskwie na pewno nie jest nudne, a wszystko, naprawdę wszystko (fryzjer, adwokat, fitness club) jest dostępne 24 godziny na dobę, bo przecież „Moscow never sleeps"…

    Na Arbacie, 2002 rok.
    © Zdjęcie : I.S.-W.
    Na Arbacie, 2002 rok.

    — Jak wygląda Twój zwyczajny dzień w Moskwie?

    Obecnie jestem pełnoetatową mamą 4-latka i 5-miesięcznych bliźniaków. I jest to wyzwanie większe niż budowa sieci dystrybucji w skali Rosji! Czas, który dzieci spędzają z nianiami, staram się zagospodarować wedle własnych potrzeb, i tutaj pewnie mój obecny grafik jest podobny do planu dnia wielu mam. Natomiast w czasach, kiedy pracowałam zawodowo, większość czasu w tygodniu spędzałam w pracy w biurze w Moskwie lub na delegacjach po Rosji. Tutaj pracuje się w innych godzinach niż w Polsce, większość firm zaczyna od 9:00 lub 10:00 i kończy pracę o godzinie 18:00, ponadto dojazd do i z pracy także zajmuje sporo czasu. Zazwyczaj wracałam z pracy około godziny 20:00. Weekendy natomiast dedykowane były rozrywce, zwiedzaniu miasta, spotkaniom ze znajomymi i zabawie w klubach, których w Moskwie jest bardzo dużo.

    — Polka w Rosji — jak reagują na Ciebie Rosjanie?

    Nigdy nie miałam problemów ze względu na to, że pochodzę z Polski. Myślę, że w świadomości Rosjan Polacy wzbudzają znacznie mniejsze emocje niż odwrotnie. W Moskwie jest tak wielu cudzoziemców, że fakt bycia Polakiem, Czechem czy Niemcem na nikim nie robi wrażenia.

    — Jak długo zajęło Ci przyzwyczajenie się do życia w nowych warunkach?

    Początkowo wykańczała mnie wszechobecna gburowatość, potem chyba przestałam zwracać na to uwagę. Często zdarza się, że w codziennym życiu, obcowaniu na ulicy z ludźmi brakuje takich elementarnych słów jak „proszę, dziękuję, przepraszam", chociaż mam wrażenie, że i to powoli zmienia się na lepsze. Na szczęście już przyjeżdżając tutaj, bardzo dobrze znałam język, dzięki temu rozpoczęcie życia tutaj było po prostu łatwiejsze. Chociaż zdarzały mi się językowe wpadki. Kiedyś bardzo chciałam kupić kawałek żółtego sera i pamiętam mega zdziwioną minę sprzedawczyni, kiedy poprosiłam o „żołtyj syr", i dopiero potem uświadomiono mi, że żółty ser zwie się w Rosji „twierdyj syr". Natomiast w korespondencji z partnerami handlowymi zdarzało mi się podpisywać: „Z privietom, Iza", co miało być odpowiednikiem polskiego „Z pozdrowieniami, Iza" — tyle tylko, że jak się nieco później dowiedziałam, „z privetom" oznacza tyle co „stuknięty/a", więc jak się okazało, podpisywałam się „stuknięta Iza"…

    — Czy gdybyś mogła cofnąć czas, zmieniłabyś decyzję o przeprowadzce?

    Zdecydowanie nie, myślę, że kiedyś podjęłam dobrą decyzję. Chociaż nie ukrywam, że podczas pobytu tutaj zdarzały mi się kryzysy i miewałam dosyć mieszkania tutaj, to jeżeli oceniać całokształt, to wychodzi na plus. Tutaj spędziłam duży kawał życia, miałam wiele wzlotów i, jak to w życiu, także porażek, tutaj wzięliśmy ślub z tym chłopakiem, z którym tu przyjechałam, tutaj urodziły się nasze dzieci. Rosja po prostu od jakiegoś czasu już jest naszym drugim domem, może nie Ojczyzną, bo ta, uważam, że jest jedyna, ale na pewno domem.

    W Rosji spędziłam większość mojego dorosłego życia, właściwie tutaj swoje samodzielne życie zbudowałam. Natomiast zdecydowanym minusem tej przeprowadzki jest to, że moja Mama jest daleko i w wielu momentach życia bardzo mi jej brakowało. Jednak brak najbliższych to problem wszystkich emigrantów i koszt życia w innym kraju. Nie wiem, czy chcę mieszkać w Rosji do końca swoich dni, chyba nie. Marzę, by kiedyś zamieszkać w miejscu, gdzie jest przez cały rok ciepło i słonecznie, więc Polska to też nie jest. Ponadto mnie osobiście do powrotu do Polski zniechęcają zmiany polityczne, jakie ostatnio tam zachodzą. A póki co moja przygoda z Rosją wciąż trwa.

    Metro, 2015 rok.
    © Zdjęcie : I.S.-W.
    Metro, 2015 rok.

    — Jak oceniłabyś poziom życia w Moskwie — np. zarobki w stosunku do wydatków?

    Oczywiście praca w Rosji była bardziej korzystna finansowo do czasu znacznego spadku kursu rubla w 2014 r. Jednak wydaje mi się, że mimo wszystko nie straciła na atrakcyjności.

    — Skoro zahaczyłyśmy o rubla, to zapytam o sankcje — czy Ty albo ktoś z Twojego otoczenia ucierpiał po wprowadzeniu embargo?

    Na pewno sankcje, spadek kursu rubla dotknęły wszystkich, którzy są w tej walucie wynagradzani bądź mieli jakieś oszczędności. Więc jeśli chodzi o tę kwestię, to można powiedzieć, że sankcje rzeczywiście wpłynęły na moją codzienność.

    — Mieszkasz w Moskwie już 15 lat, pewnie masz już wyrobione zdanie na temat prezydenta Rosji, który przez większość tego czasu sprawował władzę w kraju?

    Myślę, że to sprawny, a nawet bardzo przebiegły polityk, z którym świat po prostu musi się liczyć. Nie należę do jego fanów i to pozostawiam dla siebie, bo już jakiś czas temu stwierdziłam, że z większością Rosjan dyskusja o polityce mija się z celem. Czasem wydaje mi się, że rosyjskie społeczeństwo żyje „po drugiej stronie lustra". Nie widzę natomiast sensu, by udowadniać komukolwiek swoje racje. Jak mówi ładne rosyjskie przysłowie: „So swoim ustawom w czużuju cerkow nie chodyat", czyli dosłownie: „Nie chodzi się ze swoimi zasadami do cudzej cerkwi".

    Tematy:
    Polacy w Rosji (13)
    Tagi:
    PolacyWRosji, blog, emigracja, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz