09:38 21 Lipiec 2018
Na żywo
    Bagdad. Samobójca zdetonował ładunek w samochodzie, zabijając i raniąc kilkanaście osób. Na fotografii mężczyzna, który był świadkiem tragedii

    „Okazja do wojny” lub casus belli

    © AP Photo / Hadi Mizban
    Krótki link
    Aleksander Kwaśniewski
    13831

    „Arabska (?) wiosna”: zamordowała Mu’ammar’a al-Kaddafiego, walczy z Baszszarem al-Asadem, usunęła od władzy Husni Mubaraka, ale Muhammad Mursi okazał się złym rozwiązaniem, więc wróciła do sprawdzonych rozwiązań w postaci generała Abd al-Fattah as-Sisi, próbowała usunąć Recepa Tayyipa Erdoğana, ale coś poszło nie tak.

    Żołnierze armii Stanów Zjednoczonych wcinają polskie jabłka
    © Zdjęcie : Twitter/@USNATO
    Kto chce uderzyć psa, ten kij zawsze znajdzie — mówi polskie przysłowie. Kto chce wywołać wojnę/awanturę/bójkę, bez problemu znajdzie pretekst. A im bardziej ten pretekst jest odległy od prawdy, od faktów, tym lepiej. Zasada wydaje się prosta. Zero prawdy. Zero faktów. Wszystko ma być „bujdą na resorach”. Ludzie przyzwyczajeni do myślenia typu „coś jest na rzeczy”  —  „kupią” każdą bzdurę. Lenistwo w wymiarze intelektualnym nie pozwala przeciętnemu czytelnikowi poddać krytycznej ocenie to, o czym czyta, czego słucha i co widzi.

    Rzeczywistość zobrazowana nowoczesnym pismem piktograficznym w postaci fotografii cyfrowej — której umiejętność „obróbki” posiadł nawet niewprawny użytkownik komputera — wydaje się tak nierzeczywista, że aż realna.

    Paweł Kukiz
    © AFP 2018 / Janek Skarzynski
    W takich oto warunkach w 2003 roku fantasmagorie dwóch ludzi — Rafida Ahmeda Alwana al-Dżanabiego, inżyniera chemika o miernych umiejętnościach, i Madż Mohameda Harith’a, byłego oficera irackiego wywiadu — dały okazję do wojny. Obaj byli równie niewiarygodni dla: BND, MI6 i CIA – bo szaleństwem byłoby twierdzić, że w tych instytucjach pracują sami głupcy, którzy dali się oszukać niewydarzonemu chemikowi i cudownie nawróconemu żołnierzowi Saddama Husajna —  ale odpowiednio „urobieni” stali się dla społeczności międzynarodowej usprawiedliwieniem dla wojny z Irakiem i zamordowania Saddama Husajna.

    Demokracje zachodnie uczyniły ze Slobodana Miloševića wroga nr 1 na przełomie wieków. Serbski prezydent miał być wcieleniem zła i zagrożeniem dla całego "wolnego świata". W 1999 roku NATO przystąpiło do bombardowań Jugosławii, za pretekst podając “obronę ludności albańskiej w Kosowie” przed  “Rzeźnikiem Bałkanów”. Slobodan Milošević został oskarżony przez Trybunał w Hadze. Postawiono mu 66 zarzutów. Zmarł w dość  dziwnych okolicznościach — jak na standardy „wolnego świata” — w haskim więzieniu. Dziesięć lat po śmierci Miloševicia – 24 marca 2016 roku, w oficjalnej dokumentacji trybunału napisano:

    “Trybunał nie uzyskał przekonania, jakoby Slobodan Milošević miał uzgodnić i wykonać plan czystki etnicznej na społeczności chorwackiej i muzułmańskiej na terytorium Serbii (…) Podobnych zamiarów nie poświadczają żadne dowody”.

    „Arabska (?) wiosna”: zamordowała Mu’ammar’a al-Kaddafiego i doprowadziła do wojny domowej w Libii, najchętniej uczyniłaby to samo z Baszszarem al-Asadem, ale — na dziś — musi zadowolić się okrutną wojną domową, usunęła od władzy Husni Mubaraka, ale po „popisach” Muhammada Mursi’ego wróciła do sprawdzonych rozwiązań w postaci generała Abd al-Fattah as-Sisi, próbowała usunąć prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana, ale coś poszło nie tak.

    Od  ponad roku, kiedy efekty „arabskiej wiosny” sprawiły, że w Syrii pojawili się rosyjscy żołnierze, mamy do czynienia z innym zjawiskiem. Już nie robi wrażenia „pomyłkowe” obcięcie głowy małemu Palestyńczykowi przez „bojowników” umiarkowanej opozycji, wspieranej przez Stany Zjednoczone.

    Dziś należy mówić o zbrodniach wojennych – na wielką skalę —  i to nie własnych, a cudzych. Nie o „zbombardowaniu przez lotnictwo Stanów Zjednoczonych szpitala w Kunduzie na północy Afganistanu, które to Organizacja Lekarze bez Granic (MSF) uznała „za zbrodnię wojenną”, nie o zbombardowanych przez lotnictwo koalicji pod wodzą Stanów Zjednoczonych żołnierzach armii syryjskiej, nie o zbombardowanych przez ową koalicję przyjęciach weselnych i konduktach pogrzebowych, ale o zbrodniach wojennych wojsk syryjskich i rosyjskich, na które to zbrodnie ma dowody Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka z siedzibą w Londynie, a prowadzone przez Rami Abdulrahmana naprzemiennie: raz ze swojego domu w Coventry, a raz ze sklepu odzieżowego, którego Rami Abdulrahman jest właścicielem.

    Zastanawiające jest jednak to, że na temat tego, co dzieje się w Syrii, więcej wie sprzedawca w londyńskim sklepie odzieżowym niż czołowe agencje wywiadowcze świata.

    Jeśli okaże się, że Rami Abdulrahman to syryjska kopia Rafida Ahmeda Alwana al-Dżanabiego, wszystko będzie już „pozamiatane” i wolny świat przejdzie do następnej „kreacji”.

    A wszystko w imię wartości i zasad, które „wolny świat” uznaje za ważne, ale nie chce zrozumieć, że dla innych wcale nie stanowią fundamentu istnienia.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Naukowcy wypuszczą miliony komarów mutantów
    Patruszew dla Sputnika: „Terroryzm nigdy nie uznawał granic państwowych”
    Papugi na Syberii
    Ukraina chce użyć gazu przeciwko Rosji
    Kerry: rosyjskie naloty w Syrii nie pozwalają odseparować opozycji od an-Nusry
    Tagi:
    terroryzm, wojna w Syrii, wojna w Iraku, Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka w Londynie, Lekarze bez Granic, Baszar al-Asad, Recep Tayyip Erdogan, Slobodan Milosevic, Saddam Husajn, Muammar Kaddafi, Rosja, USA, Palestyna, Libia, Kosowo, Chorwacja, Serbia, Jugosławia, Irak, Syria
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz