Widgets Magazine
16:07 15 Wrzesień 2019
Dolar

Gryźć trawę, czyli gitowcy i frajerzy

© Sputnik . Konstantin Chalabov
Krótki link
Autor
Piotr Listkiewicz
8292
Subskrybuj nas na

We współczesnym, zmaterializowanym świecie, gdzie prawie każdy dba tylko o zawartość swojego portfela, idealizm stał się przeżytkiem dawnych czasów i ulega powolnemu zanikowi.

Weźmy na przykład patriotyzm, który jest jednym z uzewnętrznień idealizmu. Słowo nadal istnieje i w pewnych kołach jest nawet bezczelnie nadużywane, ale ponieważ nie stoją za nim motywacje idealistyczne, „patriotyzm" staje się pustym, papierowym sloganem. Podobnie jak słowo „bohater", które z bohaterstwem niewiele ma wspólnego, ponieważ tzw. „bohater" dostaje zapłatę za swoją odwagę.

Kim jest idealista? Jest to ktoś, kto szuka i dąży do ideału — na poziomie czysto fizycznym może to być idol jakiegoś rodzaju, np. wybitny leader jakiegoś narodu, wybitna jednostka w dziedzinie politycznej, społecznej lub kulturowej. Jest to ktoś, kogo naśladujemy w życiu codziennym bez jakiegokolwiek przymusu, kogo uważamy za autorytet i dobrowolnie, bez nacisku jesteśmy mu posłuszni. W krajach azjatyckich idealizm przybiera często formę „kultu jednostki" wybudowanego na bazie specyficznej wschodniej mentalności i tradycji, który w oczach Zachodu jest dyktaturą i tyranią będącą punktem zaczepienia dla amerykańskiego interwencjonizmu.

Idealizm może występować w formie bezosobowej, np. jako idealistyczna, bezinteresowna miłość do ojczystego kawałka ziemi, czyli swojego domu, miasta, wioski i kraju. Brak w niej materialistycznych ciągotek i motywacji.

Doprawdy trudno wytłumaczyć przeciętnemu Amerykaninowi lub Australijczykowi, że po upadku Europy i rozwiązaniu oficjalnych armii zdemobilizowani żołnierze w większości krajów europejskich natychmiast tworzyli oddziały partyzanckiego ruchu oporu. Jak to? Bez zaopatrzenia, umundurowania — bez żołdu?! Bez namiotów, kuchni polowej i kuloodpornej kamizelki? Narażać życie, poniewierać się po leśnych ziemiankach, ukrywać się w kanałach ściekowych?

Idealizmu nie można się nauczyć, nie można kupić ani nabyć w jakiś inny sposób. Idealizm ma się we krwi, w genach, w materiale umysłowym, w duszy. Nawet niektórzy materialiści go mają, ale jest to na ogół śladowa obecność, ograniczająca się do grona rodzinnego. Zwykle bowiem idealizm jest odwrotnością materializmu — materialista nie może być idealistą i vice versa.

Idealizm jest siłą motoryczną ludzkich bezinteresownych, nieegoistycznych poczynań idących zawsze w stronę pozytywu, a działania idealisty zawsze wychodzą na korzyść. Nastawienie materialistyczne zawsze zmierza w stronę negatywu, ponieważ rodzi się z chciwości — żądzy posiadania pieniędzy i przedmiotów materialnych, z wyzysku. Jak wiemy bowiem, żeby jeden miał więcej, wielu innych musi mieć mniej.

Choć mienimy się „cywilizacją" religijną, chrześcijańską, od dłuższego czasu paradoksalnie zupełnie zatraciliśmy pojęcie „duchowego poziomu". Istniejemy w horyzontalnym spectrum fizycznego ciała jako — jak to określił Uspienski — dwuwymiarowe „pełzaki", które tylko od czasu do czasu poznają na moment trzeci wymiar, gdy trzeba pokonać jakąś przeszkodę lub o czymś głęboko pomyśleć.

Pozbawieni pionowego spectrum, czyli możliwości korzystania z wyższych poziomów świadomości, nie mamy żadnych szans bycia idealistami. A nawet doszło do tego, że idealistami być nie chcemy.

Przeciwieństwem idealizmu jest materializm — trend powszechny w zachodniej cywilizacji. Pieniądz i żądza jego posiadania spowodowały, że idealizm został odstawiony na bocznicę. Jeśli nawet ktoś kiedyś o nim słyszał, to reakcja jest negatywna. Według terminologii niższych klas polskiego społeczeństwa każdy idealista jest „frajerem", który jest sam sobie winien, że mu się marnie powodzi.

Przypomnijmy sobie czasy szkolne i tzw. „bullying", gdzie jedne dzieci — nazwijmy je „gitowcami" — przezywały i wyszydzały inne, uważane za „frajerów", tylko dlatego, że były to dzieci ciche, kulturalne, grzeczne, dobre i pokojowo nastawione. „Gitowcy" będący na ogół w mniejszości potrafili terroryzować całą klasę, odbierać śniadania i kieszonkowe, zawsze gotowi do bójki, zaczepni i agresywni, zazdrośni i zawistni o lepsze wyniki w nauce „frajerów", ich lepsze ubranie, status rodziców i tak dalej.

Widzimy analogię? Przez taki pryzmat USA, jeden z „silniejszych" krajów zachodnich, postrzega „słabsze" kraje zaliczone do grupy politycznych i ekonomicznych „frajerów", na których można się wyżywać poprzez np. straszenie wojną atomową, obkładanie sankcjami, organizowanie kolorowych rewolucji, ingerencję w wewnętrzną i zewnętrzną politykę, tworzenie i skłócanie opozycji, organizowanie puczów, zamachów, morderstw i powoływanie takich marionetek, jakie będą służalczo spełniać wszelkie zachcianki „gitowca". Jego nieziszczalnym marzeniem jest rzucenie na kolana takich krajów jak przede wszystkim Rosja i Chiny, a w dalszej kolejności Iran i Korea Północna.

Materialistyczny „gitowiec" mydli oczy światu, głosząc hasła pokojowe, których nie ma zamiaru zrealizować, ponieważ według doktryny Brzezińskiego „pokój" (na amerykańskich warunkach) można ustanowić jedynie poprzez demonstrowanie siły, podboje, a następnie tworzenie podziałów w zdestabilizowanych narodach.

Socjalistyczna Rosja, czyli Związek Radziecki, nigdy nie pogrążył się całkowicie w materializmie, a w każdym razie nie takim, jaki reprezentuje zachód Europy i jej sponsor i mentor zza oceanu. Idealizm przetrwał w dużej mierze dzięki specyficznej, wschodniej mentalności Rosjan i twardej postawie rosyjskiego Kościoła Prawosławnego.

Rosyjski idealizm jest bardzo zbliżony do koreańskiego. Z jednej strony idea komunistyczna zaszczepiona w porewolucyjnej Rosji spowodowała, że ludzie wiele rzeczy robili za darmo lub półdarmo — jak to się mówiło „w czynie społecznym", dla idei. Z drugiej strony Rosjanie mają wyssaną z mlekiem matki-Rosjanki miłość i przywiązanie do rosyjskiej ziemi. Mówiąc o realnym zagrożeniu z Zachodu, rosyjscy propagandyści opierali się na zupełnie prawdziwych zapędach Ameryki, aby rozbić Związek Radziecki. Postawiona przed ewentualnością wojny atomowej, po której ZSRR zgodnie z tą samą doktryną Brzezińskiego miał przejść w niewolę neokolonialnych państw zachodnich, ludność Związku Radzieckiego dosłownie „gryzła trawę", aby do tego nie dopuścić. Podobnie było w Chinach, gdzie szereg reform wprowadzonych przez Mao miał na celu stworzenie potężnego i suwerennego państwa.

Metafora Putina jednych zszokowała, a innych doprowadziła do pustego, głupawego śmiechu. Lecz mówiąc, że Korea będzie „gryźć trawę", aby nie dopuścić do sytuacji, jaka miała miejsce w Iraku i Libii, Putin wiedział, co mówi. Putin zna to określenie z czasów swojego dzieciństwa i młodości, gdy idealistyczny ZSRR faktycznie „gryzł trawę", aby dogonić Zachód i zarobić sobie na szacunek, który w zachodniej materialistycznej mentalności można osiągnąć tylko poprzez demonstrację siły pieniądza i armii. To tak jakby „gitowcowi" w końcu podsunąć pod nos zaciśniętą pięść i powiedzieć „ty, uważaj"!

Ludzie w Ameryce nie przeżyli wojny, nie zaznali głodu i zimna, nie jedli spleśniałego chleba popijanego rozwodnionym mlekiem i nie grzali zgrabiałych rąk przy ulicznym koksowniku. Myśmy to przeżyli, Rosjanie to przeżyli.

Niemcy też nie mieli słodko po zakończeniu wojny. Każdy normalny, rozsądny człowiek wie, do czego doprowadza wojna i docenia znaczenie pokoju. Lecz ktoś, kto tego nie przeszedł, nie jest w stanie zrozumieć Koreańczyków i ich zdecydowanej postawy. Koreańczycy przeżyli wojnę z Ameryką i swoją wygraną okupili milionami zabitych i kompletnym zniszczeniem kraju. Obecny upór Korei co do zbrojeń nuklearnych jest tą zaciśniętą pięścią podsuniętą pod nos amerykańskiemu „gitowcowi".

Wybuch jądrowy
© Fotolia / Twindesigner
Dlatego Koreańczycy śmieją się z zachodnich sankcji. Dlatego są zdecydowani na wszystko — nawet na narażenie półwyspu na zniszczenia.

Korea Północna, podobnie jak Rosja, Chiny i reszta bloku „frajerów", nigdy nie napadła nikogo. Chce żyć swoim życiem i po swojemu, a nie na obraz i podobieństwo agresorów i okupantów. Spójrzmy na inne kraje „frajerskie", które dobrowolnie oddały się w niewolę zachodnim „gitowcom" za iluzoryczne poczucie luksusu będące rezultatem tandetnej „demokracji" a la USA. Ich rządy zgięte w ukłonie przed amerykańskim hegemonem zadłużone są dosłownie po uszy w zachodnich, amerykańskich, brytyjskich i europejskich bankach, a w ich krajach panuje rabunkowa gospodarka, społeczny chaos i korupcja. Hegemon wtrąca się do każdej sprawy, każdej decyzji, przed której podjęciem trzeba pokornie pytać o zgodę amerykańskiego kongresu.

Innymi słowy kraje te są ubezwłasnowolnione, w pełni zależne od widzi mi się „gitowców" zza oceanu. Spójrzmy, co w ciągu kilku lat zrobiono z Ukrainą. Taki los — obym się mylił! — czeka również Polskę.

Szkolenia z zakresu obrony przed atakiem jądrowym
© Sputnik . Siergiej Krivosheev
Rosja i Chiny kilka miesięcy temu wystąpiły z programem „zamrożenia" konfliktu koreańskiego poprzez ugodę pomiędzy Koreą Północną a USA. Gdyby nastąpiło prawdziwe zawieszenie obustronnych prowokacji, stworzyłaby się platforma do rokowań i negocjacji bez udziału USA, bo nikt za wyjątkiem USA nie chce wojny w tamtym regionie, a obie Koree o niczym innym nie marzą jak o zjednoczeniu. Chiny i Rosja obiecały pomóc w rozwiązaniu sytuacji, skłaniając Koreę do zamrożenia zbrojeń nuklearnych w zamian za wycofanie amerykańskiej armii i floty z Korei Południowej i Japonii oraz zaprzestania prowokacji w postaci ciągłych manewrów amerykańsko-południowokoreańsko-japońskich u brzegów Półwyspu Koreańskiego. O ile Kim zrobi to, co mu doradzą te dwa kraje — w końcu w dużej mierze egzystuje dzięki nim — o tyle USA nikt nie jest w stanie ani przekonać, ani zmusić. Gra idzie bowiem o wielką stawkę: USA straciłyby strategiczny punkt w tamtym rejonie i musiałyby zapomnieć o założeniu baz z wyrzutniami skierowanymi na Chiny i Rosję. Straciłyby również rynek zbytu dla swoich wątpliwej jakości urządzeń antyrakietowych. Dlatego Ameryka powiedziała NIE. To „frajerska" Korea ma się dostosować do planów amerykańskiego „gitowca", a nie odwrotnie. Dla Ameryki dobre rady Rosji, Chin i reszty „frajerskich" krajów sprzymierzonych, są dokładnie o d… rozbić. Żadnych ustępstw! To prezydent, jastrzębie kongresu i senatu stawiają ultimata i dyktują warunki. „Gitowiec" musi być zawsze na wierzchu.

Czy na pewno?

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

„Zerwanie stosunków dyplomatycznych z Rosją to pierwszy krok w stronę wojny"
USA rozmieściły na Alasce ostatnią antyrakietę
W Korei Północnej zaczęły rodzić się mutanty
Tagi:
przemysł zbrojeniowy, pieniądze, wojna, Donald Trump, Władimir Putin, Korea, USA, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz