06:28 19 Styczeń 2018
Warszawa+ 1°C
Moskwa-5°C
Na żywo
    Plakat w Jerozolimie, reakcja na decyzję Trumpa

    Nóż sam się otwiera...

    © Sputnik. Valeriy Melnikov
    Krótki link
    Piotr Listkiewicz
    4773

    "Cyyyyysorz to ma klawe życie" wydzierał się swego czasu Tadeusz Chyła w "nieboszczyku" Bim-Bomie". Tamte czasy zasnuły się mgłą, upadały państwa, ustroje się zmieniały, ludzie rodzili się i umierali, jedni prezydenci szli do nieba, inni spadali z nieba, aż pewnego razu gwiazda rozbłysła i na drugiej półkuli pojawił się nowożytny Cysorz.

    USA zaatakowały w nocy bazę lotniczą w pobliżu miasta Homs w Syrii.
    © REUTERS/ Ford Williams/Courtesy U.S. Navy
    Samozwańczy Cysorz, egotysta-imperialista-narcysta, Jaśnie Oświecony Prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki, nie tylko nie wierzy nikomu — przede wszystkim nie wierzy sobie, dlatego ciągle musi sam sobie udowadniać swoją wielkość, nieomylność i wszechwiedzę, popełniając przy okazji fatalne gafy i pomyłki. W międzyczasie zajmuje się golfem i przed lustrem poprawia włosy oraz ćwiczy odpowiednie do sytuacji grymasy twarzy i gesty. Ma prywatną kosmetyczkę, manikiurzystkę i czyścibuta. Być może się maluje, a może nawet wzmacnia się czymś zabronionym. Albowiem niezależnie od piastowanego urzędu, egotysta musi być — według swojego mniemania — lśniącą gwiazdą, której pojawienie się na podium i na ekranie telewizora ma zawsze doprowadzać widzów do bałwochwalczego orgazmu.

    AMERYKA FIRST! — nie łudź się Ameryko, bo to hasło należy rozumieć jako „TRUMP FIRST!". Już parę dni po spektakularnym zwycięstwie okazało się, że Prezydent Stanów Zjednoczonych ma gdzieś amerykański naród, który go wybrał w mniej więcej demokratycznych wyborach, przy rzekomo tyleż dyskretnej, co wydatnej pomocy Putina. Trump poświęcił nie tylko naród, ale również własne najbliższe otoczenie, które, jak się okazało, od samego początku było jedynie tandetną dekoracją z tektury, farby i gipsu — inaczej mówiąc, pic na wodę — ładne kobiety, tysiące goryli, rodzinka w komplecie, czyli wielki jubel, po którym ludzie, którzy mu pomogli, musieli odejść — żadnej wdzięczności — „biznes jak zwykle". Lecz jego los wyniósł na sam szczyt — Trump nie tylko został prezydentem USA, lecz przede wszystkim WŁADCĄ ŚWIATA! Oczywiście we własnym mniemaniu.

    Prezydent Rosji Władimir Putin i prezydent Egiptu Abd al-Fattah as-Sisi
    © Sputnik. Aleksey Nikolskyi
    Co za cholerna karma!

    Lecz gdy otworzy usta, dowiadujemy się, kim jest — w każdym razie na pewno nie krasomówcą. Sklecenie paru zdań na żywo to wielki problem, często powtarza się i mówi głupstwa, zaś śmiechy widowni bierze za składane sobie hołdy. Po jego wpisach na Twitterze widać, co zgodnie z jego mentalnością podpowiadają mu korporacyjni doradcy. Zaś ta mentalność jest chwiejna i podzielna, jak u małego chłopca. Jest nieobliczalna, dlatego ci, którzy potrafią nim manipulować, mają zawsze w zanadrzu kilka alternatyw. Czy Trump widzi kpiące uśmieszki dookoła? Czy zakochany w sobie ma swoje zdanie? Deal na prawie czterysta miliardów z Arabią Saudyjską to przecież nie jego pomysł. Jego miłość do Izraela to przecież rezultat prożydowskiej działalności Kushnera, niezmiernie obrotnego zięcia. Wycofanie się Ameryki z porozumienia paryskiego w sprawie klimatu to pomysł tych sił, które zdalnie kierują światowym przemysłem. Nawet jego zamaszysty podpis ukazuje, kim jest.

    Palestyńczycy palą amerykańską flagę podczas starć z izraelską policją w związku z protestami przeciwko decyzji Donalda Trumpa o uznaniu Jerozolimy za stolicę Izraela
    © REUTERS/ Mohamad Torokman
    Jako samozwańczy Władca Świata Trump ustawia się ponad wszelkimi prawami ludzkimi i boskimi. Rezolucje ONZ, choć tworzone niejednokrotnie za cichym przyzwoleniem lub na polecenie USA, są dla niego niczym — może je modyfikować, zmieniać i anulować, podobnie jak robić poprawki i dopiski do konstytucji, zrywać i obchodzić umowy, traktaty i porozumienia międzynarodowe. Może nakazywać sankcje. Może podejmować decyzje, omijając kongres. Może wysyłać tomahawki i drony. Może dzielić istoty ludzkie na gatunki i może zabijać trzeci gatunek w krajach arabskich, w Azji i Afryce. Może dyktować, zabraniać i nakazywać większości krajów świata. Nielegalnie. Może nawet zmieniać stolice nie u siebie.

    Traktowanie Korei Północnej jako nieposłusznego bękarta to twitterowa zabawa Trumpa. Niechaj cały świat czyta jego zakazy, nakazy, obelgi, intrygi, groźby i plotki. Niech dowiaduje się, jakimi sankcjami Trump w tym tygodniu obłożył ten nieszczęsny kraj. Niechaj międzynarodowa społeczność wie, czego od tej chwili Korei nie wolno i czego nie dostanie z zagranicy. Co go obchodzi, że koreańskie dzieci nie jadły dzisiaj śniadania. Ważne, że on, miliarder, opływa we wszystko, a jego dzieci nigdy nie zaznały głodu.

    Zresztą polityka Stanów Zjednoczonych i krajów sojuszniczych, w tym krajów członkowskich NATO, dziećmi przejmuje się tylko wtedy, gdy taki jest trend. Świat obiega wtedy fotografia zakrwawionego dziecka i „cywilizowany" świat lituje się nie nad jego głodnym i chłodnym losem, lecz nad sobą, że musi te okropieństwa oglądać. Jeden propagandowy wpis na portalu społecznościowym i internauci dzielą się na dwa obozy: na takich, którzy współczując, jednocześnie pałają żądzą zemsty do tych, których podpowiedziała im zachodnia propaganda; oraz takich, którzy leją krokodyle łzy, ale nic nie robią. Najwyżej pobiją jakiegoś muzułmanina na amerykańskiej ulicy. Czasami za łzami idą czyny, ale to się zdarza rzadko. Właściwie i jedni, i drudzy dalecy są, żeby jakoś pomóc. Poza tym zależy, kto płacze. Gdy Iwanka popłakała nad wyreżyserowanym zdjęciem w CNN, efekt był wiadomy: na Syrię poleciało stado tomahawków.

    Dziwna jest postawa międzynarodowych organizacji charytatywnych. Czy te organizacje muszą małpować politykę swoich rządów, które boją się amerykańskich sankcji. Mają swoje pieniądze. Dlaczego pomoc jest ciągle wstrzymywana pod byle pretekstem? Czyżby Cysorz hołdował zasadzie „jeśli nie mają chleba, to przecież mogą żywić się tortem"?

    Trump chwali się na Twitterze, jakoby cała „międzynarodowa społeczność" (czyt. cały świat) surowo potępiała koreańskie zbrojenia nuklearne. Kto to jest ów „cały świat", co to jest ta „społeczność"? Prawdopodobnie te państwa, które są wasalami Stanów Zjednoczonych i ich polityka jest zbieżna z polityką USA. Ile ich jest? Zbyt dużo jest krajów, które uzależniły się od Wielkiego Brata.

    Komu zagraża Korea? Inne kraje też mają broń atomową, ale Trump woli im nie narzucać swojej woli, przynajmniej na razie. Są za silne dla zakochanego w sobie narcyza. Ameryka przyzwyczaiła się, że nikt się jej nie opiera, a jeśli jakiś opór się zdarzy, tłumi go przy użyciu wszystkich sił i środków, najpierw rozsiewając plotki o rzekomym zagrożeniu dla bezpieczeństwa amerykańskich granic. Te silniejsze kraje próbuje skłócić ze sobą, popsuć sojusze, osłabić gospodarczo i militarnie. Narcyz musi mieć słabszego, żeby jego zwycięstwo było tym bardziej miażdżące.

    Co będzie po Korei? Iran? 

    Polityka nakładania sankcji jest dowodem na to, jak większość krajów świata została zaplątana i zastraszona. Ta polityka polega na zubożaniu krajów, które i bez amerykańskich sankcji są biedne i te sankcje tylko je dobijają. Jemen, Syria, Afganistan, Irak i Libia zniszczone wojnami zainicjowanymi przez USA, dodatkowo cierpią z powodu różnego rodzaju blokad, w tym humanitarnych. Na szpitale, szkoły, ujęcia wody i elektrownie lecą bomby amerykańskiej i saudyjskiej koalicji. Do szkół dzieci strach posyłać, bo nie wiadomo, czy nie staną się celem nalotu. Brakuje wody pitnej, elektryczności, paliw i przede wszystkim jedzenia. Rury kanalizacyjne są ciągle uszkadzane podczas bombardowania, odchody płyną ulicami, wydzielając zarazki chorobotwórcze. W rezultacie Jemen jest sceną miliona chorych na cholerę, w tym oczywiście dzieci, którym brakuje żywności, lekarstw i opieki medycznej. Nad ich losem jakoś Iwanka nie płacze

    W niezależnych mediach (których jest niestety coraz mniej) od wielu miesięcy jest wałkowana sprawa obecności USA w Syrii. Co Amerykanie tam jeszcze robią? Daesh jest w rozsypce — pozostały jeszcze resztki tu i ówdzie skutecznie niszczone przez armię syryjską, irańską, libański Hezbollah, Kurdów i Turcję oraz naloty rosyjskie. Tymczasem czytamy, że USA zwiększa swój kontyngent w Syrii i zakłada bazy wojskowe na jej terytorium. Przypuszczam, że ten, co stawia się ponad prawem, nikogo nie pytał o pozwolenie. Czytamy również, że Ameryka uzurpuje sobie prawa do nienaruszalności przestrzeni powietrznej ponad tymi bazami. Wynika z tego, że USA chcą się utrzymać w tamtym rejonie za wszelką cenę. Według Trumpa i Mattisa Ameryka będzie tam do końca świata. Co na to Asad? Czy nie ma nic do gadania? Czy Syria zupełnie się nie liczy w ONZ, nawet przy poparciu Rosji, Chin i innych państw? A może po prostu Syria nie ma z kim gadać w ONZcie, bo tam są sami lokaje Cysorza?

    Parę dni temu Cysorz Trump ogłosił „swoją wolę". Jerozolima ma być żydowska i kropka. On kazał! Cały świat — za wyjątkiem Izraela — jest przeciwko niemu, ale on jest dumny, że rzucił wyzwanie światu. Nietrudno przewidzieć, jaki będzie dalszy ciąg — następna wojna w Palestynie, która może się rozszerzyć na sąsiednie kraje. Jak długo będziemy tolerować kaprysy amerykańskich „cysorzy"?

    Tylko patrzeć, jak Trump rozkaże przenieść naszą stolicę z Warszawy do Wąchocka i sługusy polecą szybko spełnić żądanie. Właśnie do Wąchocka. Przynajmniej będzie się z czego pośmiać…

    Na razie jednak… nóż się sam otwiera w kieszeni.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Ile ofiar pochłonął konflikt w Donbasie
    Rozszyfrowano kolejne przepowiednie Wangi
    Sławomir Dębski w Moskwie: „Śnieg pada"
    Tagi:
    Twitter, Donald Trump, Kim Dzong Un, Władimir Putin, Jerozolima, Palestyna, Korea Północna, Izrael, Syria, USA, Rosja
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz