03:57 21 Luty 2018
Warszawa-4°C
Moskwa-11°C
Na żywo
    Barack Obama z żoną przed inauguracją Trumpa

    Drugi gatunek

    © REUTERS/ Jonathan Ernst
    Krótki link
    Piotr Listkiewicz
    9251

    Motto: Wszystkie zwierzęta są równe. Ale niektóre są bardziej równe od pozostałych (George Orwell w „The Animal Farm").

    Tym, którzy nie czytali tej książki, wyjaśniam, że jest ona aluzyjną opowieścią o farmie, gdzie zwierzęta gospodarskie zbuntowały się przeciwko drakońskim rządom farmera, wszczęły rewolucję, obaliły i wygnały oboje gospodarzy i utworzyły własny rząd składający się głównie ze świń jako najinteligentniejszych istot żywych poniżej człowieka. W tym kontekście motto niniejszego artykułu należy odczytywać zgodnie z alegorią jako tyczące się nas, ludzi. A także zgodnie z hasłami wołającymi o należącą się ludziom równość, jakie jeszcze od czasu do czasu pokutują wśród ulicznych demonstracji. Powołują się na nie skrajnie lewicowe obozy w parlamentach prawie wszystkich krajów na świecie. Jesteśmy wszyscy równi, ale niektórzy z nas są równiejsi niż pozostali. Przynajmniej we własnym mniemaniu.

    Prawda, że ten pozorny paradoks ma sens?

    A zatem tzw. „równość" wszystkich ludzi jest iluzją niezmiernie daleką od rzeczywistości, ponieważ jeżeli jakaś grupa społeczna uważa się (i jest uważana) za elitę „równiejszą" od reszty populacji, mowy nie ma o równości w ogóle.

    Orwell nie bez powodu napisał, że to właśnie świnie objęły rządy. Czy to się nie sprawdza w praktyce? Który rząd nie postępuje po świńsku w stosunku do własnego narodu?

    Akcja książki toczy się powoli, co pozwala czytelnikowi śledzić rozwój wypadków na farmie. Początkowa równość, gdy wszystkie decyzje podejmowane były kolektywnie, w duchu prawdziwego komunizmu, stopniowo zaczyna się przekształcać w kapitalizm, z całym jego wyzyskiem, klasowością, nierównością i niesprawiedliwością. Do wywieszonej konstytucji coraz częściej dopisywane są klauzule i poprawki, a w końcu znika ona z tablicy ogłoszeń, zastąpiona notatkami, co kto ma robić. O ile na samym początku konstytucja w większości skupiała się na prawach zwierząt gospodarskich, na końcu prawie wszystkie prawa zostały zniesione albo zmanipulowane na korzyść elity rządzącej, czyli białych świń.

    Plakat w Jerozolimie, reakcja na decyzję Trumpa
    © Sputnik. Valeriy Melnikov
    W ten sposób w naszej „zachodniej" cywilizacji powstały „gatunki", będące tematem dzisiejszych rozważań. Ludność świata podzielono na szereg kategorii, co początkowo nie miało zbyt wiele wspólnego z rasizmem. Wszelako, gdy tylko „białe świnie" doszły do władzy, wszystkie inne kolory ludzkiej skóry stały się podstawą do drobiazgowej kategoryzacji. Tak powstał rasizm.

    Czy zdajesz sobie sprawę, Polaku, że zaklasyfikowano cię do drugiego, a nawet trzeciego gatunku? Bez twojej wiedzy? Nie, nie — nie oburzaj się na mnie, bo to nie ja wymyśliłem tę klasyfikację.

    Donald Trump w Warszawie
    © AP Photo/ Alik Keplicz
    Klasyfikacja istnieje od dawna, ale dopiero w 2015, w jednym ze swoich przemówień, były prezydent USA, Barack Obama, wyartykułował tezę o „wyjątkowości" (exeptionalizmie) amerykańskiego narodu. Oznacza to, że ludność Stanów Zjednoczonych jest najlepsza, najbogatsza, najinteligentniejsza i naj…, naj…, najlepiej rozwinięta na wszystkich płaszczyznach życia i najbardziej wartościowa na całym świecie, a kto wie, być może w całym bezkresnym kosmosie. Trump oczywiście natychmiast podłapał tę tezę i popędził w tym samym kierunku pod dumnym hasłem Ameryka First. Czyż te wszystkie superlatywy nie dowodzą, że Amerykanie są jedynym narodem upoważnionym do panowania nad światem? I nie tylko panowania, bo również bycia strażnikiem pokoju i demokracji, egzekutorem praw człowieka, praw kobiet i dzieci. Czerwonokarkowy Amerykanin może legalnie palić zioło i nosić przy boku colta — jak za starych, dobrych czasów. Gdy kogoś zastrzeli, śledztwo wykaże, że to było w obronie własnej. Jeśli to będzie czarny trzeciogatunkowiec, prawdopodobnie śledztwa w ogóle nie będzie. Oto przywileje białego, pierwszego gatunku homo sapiens.

    Głosząc tę tezę, Obama trochę się zapędził i poplątał, zaliczając siebie samego do wyjątkowych, czyli skacząc w klasyfikacji o dwa stopnie w górę, co mu zresztą od razu wytknięto. Bowiem Obama jako Afrykański-Amerykanin, powinien zaliczać się do gatunku trzeciego lub niżej, czyli być zrównany z całą bandą kolorowych obywateli USA.

    Do klasy wyjątkowych, czyli ludzi pierwszego gatunku, zaliczają się również obywatele wiodących krajów Unii Europejskiej: Anglicy przede wszystkim, a dalej Francuzi, Belgowie, Holendrzy, Szwajcarzy, Niemcy i Skandynawowie. A także tylko ci Australijczycy i Nowozelandczycy, którzy mogą udowodnić swoje brytyjskie pochodzenie. Kanadyjczycy oscylują pomiędzy gatunkami pierwszym a drugim. Włosi, Grecy, Jugosłowianie, Turcy i Hiszpanie, to europejscy „kolorowi" drugiego gatunku, do którego zalicza się również wszystkie białe kraje byłego ZSRR, z Polską, Czechami i Słowacją, tzw. krajami bałtyckimi i oczywiście Rosją aż po Ural. Na wschód od Uralu oraz populacja reszty świata tzn. Afryki i Azji to gatunek trzeci i czwarty, czyli dzicz i motłoch.

    O ile Polacy zamieszkali w Polsce i w innych krajach europejskich mogą zaliczać się do drugiego gatunku, o tyle polscy emigranci w Stanach Zjednoczonych, W. Brytanii i w Australii zaliczają się do gatunku trzeciego. Dotyczy to również emigrantów z różnych krajów Europy, Azji i Afryki.

    Pozycja w niniejszej klasyfikacji zależy od różnych czynników. Generalnie rzecz biorąc, żaden emigrant nie jest mile widziany w kraju osiedlenia, chyba że jest wybitnym fachowcem w jakiejś dziedzinie i nie wytyka nosa ze środowiska swojego miejsca pracy. Jeżeli jest ceniony w tym środowisku i koniecznie biały, może się nawet chwilowo zaliczać do pierwszego gatunku, ale gdy tylko wyjdzie na ulicę, do baru, supermarketu lub jakiejś instytucji, wraca do statusu emigranta i natychmiast spada do gatunku trzeciego. Na przykład jest trzecim gatunkiem dla policji.

    Klasyfikacja prawdopodobnie nigdy i nigdzie nie została spisana czarno na białym. Jest to jedynie kwestia traktowania danego człowieka przez gatunek naczelny, pierwszy. Biały Amerykanin z pogardą patrzy na kolorowego lub na drugiego białego, który ma jakiś obcy akcent lub w ogóle kaleczy język angielski. To samo jest w Australii. Lepiej się nie odzywać, jeśli mówi się z akcentem polskim, niemieckim lub którymś z azjatyckich, ponieważ od razu spada się do któregoś z niższych gatunków. Nie jest to jednak powszechne zjawisko, bo pierwszy gatunek jest na tyle grzeczny i kulturalny, że nie daje rozmówcy odczuć, do jakiego stopnia gardzi niższymi gatunkowo. Tyczy się to na ogół krajów europejskich, gdzie jest stosunkowo większy procent pierwszego gatunku.

    Istnieje jeszcze jedna klasyfikacja. Żydowska. Środowisko żydowskie uważa, że ortodoksyjni, praktykujący Żydzi są narodem wybranym, klasą nadludzi. Ludźmi są ci Żydzi rozsiani po całym świecie, którzy są Żydami tylko z metryki — nie praktykują i prowadzą życie na sposób tych krajów, w których żyją, czyli wtopieni są w taką społeczność, jaka jest w ich miejscu zamieszkania — jak wiadomo bowiem, Żydzi są na całym świecie i chyba nie ma kraju, gdzie by ich nie było. Są traktowani przez praktykujących nadludzi jako „ludzie", którzy mogą się kiedyś przydać. Natomiast cała reszta świata, czyli goje, to podludzie, których Jehowa stworzył po to, żeby niewolniczo służyli nadludziom i ludziom.

    Nie, to nie jest żadna teoria spiskowa. Te zasady zostały spisane we wszystkich księgach żydowskich, z Biblią, Zoharem, talmudem na czele parę tysięcy lat temu. Klasyfikacja żydowska wiąże się z biblijnym określeniem „narodu wybranego", który został przez Jehowę naznaczony do zbawienia i wybawiony z „domu niewoli", czyli Egiptu, gdzie Żydzi byli niewolnikami faraona. Koncepcja „narodu wybranego" jest błędną interpretacją Starego Testamentu. Jehowa jakoby potwierdził swoją obietnicę i w wielu opisanych tam wojnach żydowskich mających na celu podbijanie innych narodów i plemion występuje jako obrońca Izraelitów, a nawet podpuszcza ich do krwawego rozprawiania się z narodami palestyńskim, irańskim i arabskim. Zwycięstwa w tych wojnach następowały dzięki interwencji Jehowy i za jego zgodą. Biblia z dumą opisuje, jak Żydzi dokonywali masakr ludności podbitych miast i terenów, na co oczywiście Jehowa im w pełni pozwalał.

    Donald Trump w Polsce
    © AP Photo/ Evan Vucci
    Co gorsza, ta obłędna ideologia dotrwała do dzisiaj wśród ortodoksyjnych Żydów. Jednym z najgorętszych propagatorów tego systemu jest Netanyahu, obecny premier Izraela. Oraz, jak się okazało, prezydent Stanów Zjednoczonych, Trump, który popiera Izrael we wszystkim, co zostanie wymyślone pod wpływem żydowskich doradców. Na przykład Żydzi chcą mieć Jerozolimę wyłącznie dla siebie. No ale się nie udało pomimo poparcia tak wielkiego autorytetu, jakim jest potęga militarna USA, Trump osobiście i jego przyboczna jastrzębica w ONZ-cie, Niki Haley. Jerozolima zostanie podzielona pomiędzy Izrael i Palestynę, co prawdopodobnie doprowadzi do nowej wojny w tamtym rejonie.

    A Jehowa zaciera ręce: będzie draka! — dostanę parę milionów dusz z powrotem. I oczywiście pomoże Izraelitom w kolejnej eksterminacji gojów.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Komu przeszkadza krzyż na świątecznej choince
    MSZ Rosji komentuje dostawy broni na Ukrainę
    Rosja skonstruuje szybkościowy dron
    Tagi:
    migranci, rasizm, Barack Obama, Donald Trump, Afryka, Europa, USA, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz