09:57 23 Kwiecień 2018
Warszawa+ 11°C
Moskwa+ 2°C
Na żywo
    Występ uczestniczek talent show Miss Moskwy.

    Sądny dzień kardynała (część 2)

    © Sputnik . Ekaterina Chesnokova
    Krótki link
    Piotr Listkiewicz
    7212

    Po opublikowaniu części pierwszej niniejszego cyklu doszły do mnie głosy, jakobym „kopał leżącego", w odniesieniu tak do Kościoła Katolickiego jako instytucji, jak kardynała Georga Pella osobiście. Oczywiście nie poczuwam się do żadnej winy.

    Kościół katolicki
    © Sputnik . Wadim Zhernow
    Nihil novi. Kościół Katolicki od lat znany jest z afer pedofilskich, o których my, zwykli czytelnicy prasy, wiemy tylko z nielicznych przecieków.

    Kurie w rozmaitych krajach i w Watykanie zamiatają je pod dywan, najczęściej zamykając usta skarżącym przy pomocy pewnych sum pieniężnych lub podważania ich zeznań jako niewiarygodnych. Przez dekady uchodziło im to na sucho, ale w obliczu istnej epidemii pedofilii w tzw. „cywilizowanym świecie" organy ścigania w kilku krajach wreszcie wzięły się serio za zjawisko pedofilii w Kościele Katolickim, przede wszystkim dlatego, że w tej instytucji religijnej jest ono najbardziej masowe i częste. Według nich kapłan jakiejkolwiek religii w żadnym wypadku nie może posiadać immunitetu i jeżeli popełnia przestępstwo kryminalne, powinien być traktowany jak każdy inny obywatel. Choć w przeszłości prawo niezmiernie delikatnie podchodziło do kwestii pedofilii wśród księży, obecnie istnieją tendencje do zaostrzania praw, za czym idzie zrównanie ich z cywilnymi przestępcami tego typu. Nie ma i nie może być taryfy ulgowej!

    Czy jeśli będziemy kontynuować zmowę milczenia, pozbędziemy się problemu?

    Jednym z głównych czynników, które wzbudziły zainteresowanie organów ścigania, jest większa otwartość ofiar czynów pedofilskich, które zaczęły mówić i domagać się zadośćuczynienia, do niedawna bowiem był to temat wstydliwy, a nawet niebezpieczny. Obecnie mamy coraz więcej przychodni psychologicznych i psychiatrycznych, zaś wzrastająca popularność portali społecznościowych Internetu coraz bardziej ośmiela skrzywdzonych ludzi do wnoszenia oskarżeń. Internet stał się platformą, gdzie wielu ludzi może się wygadać, zwierzyć i wypłakać bez zdradzania swojej prawdziwej tożsamości. W ramach tych portali, w porozumieniu z policją, powstają „pułapki" mające wyłapywać pedofili i doprowadzać ich przed oblicze sądu. Kilka wiodących programów telewizyjnych, jak „60-minutes", „Four Corners" i inne, wyemitowały po kilkanaście audycji poświęconych zjawisku pedofilii. Są również publiczne telewizyjne dyskusje działaczy społecznych, dziennikarzy, prawników i przedstawicieli policji. Rozgłos powoduje, że ludzie, którzy mają coś w zanadrzu, ośmielają się mówić. Jednakże, jak twierdzi policja i dziennikarze śledczy, jest to jedynie skrobanie czubka góry lodowej.

    Miasto Stachanow w ŁRL, które znalazło się pod ostrzałem ukraińskich żołnierzy
    © Sputnik . OLesya Potapova
    Również kardynał Pell nie może być traktowany ulgowo tylko dlatego, że został wyniesiony na wyżyny hierarchii kościelnej przez kolejnych trzech papieży. Nie można traktować oskarżeń pod jego adresem jako „historycznych", czyli przedawnionych. Nie wolno zrzucać lub łagodzić win, spisując je na karb „błędów młodości", ponieważ George Pell robił to samo gdy miał dwadzieścia lat i kiedy był arcybiskupem, czyli stosunkowo niedawno, w 1997 roku.

    Głosy, o których mowa powyżej, oparły się na skądinąd słusznej wypowiedzi Pella, że „nieudowodnione oskarżenie jest zwykłą plotką". Jeśli jednak te „plotki" powtarza kilkadziesiąt skarżących go osób, mają one swój wspólny mianownik oraz zgadzają się w szczegółach, oskarżenia są najprawdopodobniej oparte na prawdzie. To oczywiście zostanie udowodnione lub obalone podczas przewodu sądowego.

    Któż jest winien Pellowi, że stał się bohaterem pedofilskiego skandalu? Z racji swojego stanowiska i tego, co mu się zarzuca, stał się swego rodzaju „własnością publiczną" — żerem murdochowskiej szmatławej prasy, we wszystkim szukającej trującej sensacji. Myślę, że żaden adwokat nie podjąłby się bronić „dobrego imienia" Pella przed sądem w sprawie o zniesławienie, w sytuacji gdy policja zgromadziła olbrzymi materiał dowodowy przeciwko niemu, w tym miażdżące zeznania świadków i poszkodowanych. Zaprzeczanie temu, co zapewne zostanie udowodnione, robi z niego kłamcę i tym samym podważa jego dotychczasowy autorytet. Tymczasem wystarczy mu udowodnić jeden przypadek pedofilii, żeby podważyć wszystkie jego wersje. Dla policji Pell jest od dawna ściganym przestępcą-pedofilem i ile konkretnych przypadków zostanie mu udowodnione, nie ma większego znaczenia. Jeśli będzie ich dużo, otrzyma miano „seryjnego pedofila" i kara zostanie zwiększona. Doprowadzenie go przed sąd jest już samo w sobie sukcesem australijskiej policji.

    Z moralnego punktu widzenia pedofilia jest obrzydliwym przestępstwem i kara powinna być bardzo surowa. Tym bardziej, gdy mamy do czynienia z „seryjnym pedofilem" — tym bardziej, gdy mamy do czynienia z kapłanem religii. Kapłan jest kimś, kto na co dzień ma do czynienia z dziećmi, które widzą w nim kogoś na kształt idola. A nawet coś więcej niż idola — widzą w nim świętego. To nastawienie przyszłych ofiar ułatwia duchownemu zyskanie sobie zaufania, a nawet czegoś w rodzaju uwielbienia. Na podobnej zasadzie duchowni islamscy rekrutują terrorystów od dziecka. Te uczucia całkowitego poddania powodują, że hamulce umysłowe ofiary są osłabione i nie potrafi odróżnić złego od dobrego. Dopiero po fakcie zaczyna się zastanawiać i jest to na ogół moment rozwodu z religią. Są jednak przypadki, gdy relacje księży z dziećmi ciągną się latami.

    Spójrzmy na ten czyn. Dziecko nie tylko wierzy i ufa, ale na ogół uwielbia „swojego" księdza. Przypisuje mu same dobre i szlachetne cechy. To, co mówi „jego ksiądz", jest najprawdziwszą prawdą. I nagle następuje coś, czego dziecko nie może zrozumieć. Ten idol do maksimum wykorzystał pokładane w nim zaufanie. Zrobił coś tak okropnego, że dziecko latami boi się i wstydzi powiedzieć rodzicom. Przez całe lata jest w szoku i nie może sobie z tym dać rady. Niektóre z tych czynów są obrzydliwe do ostatnich granic, w dodatku towarzyszy im agresja i brutalność. Na przykład gwałty na dzieciach.

    Z duchowego punktu widzenia czyn pedofila rujnuje duchowe tendencje dziecka. Zapisanie dziecka do przykościelnego chóru lub oddanie go na służbę kościelną w charakterze ministranta odbywa się na ogół za sprawą rodziców, których rozpiera duma, widząc swoje dziecko przed ołtarzem, ale dziecko ze swej strony musi mieć duchowe inklinacje, w przeciwnym przypadku będzie wolało kopać piłkę z kolegami. Te przykościelne kółka i zespoły są polem do działania dla księży pedofilów, którzy duchowość dzieci zabijają w zarodku.

    Ważnym czynnikiem bywa sytuacja rodzinna. Jeśli dziecko czuje się niekochane w rodzinie, jeśli w domu panuje atmosfera napięcia i agresji, gdy rodzice kłócą się i kłamią sobie nawzajem i w swoje sprawy wciągają dzieci, są duże szanse, że takie dziecko znajduje cichą przystań w kościele, gdzie wkrótce okazuje się, że jest kochane nieziemską miłością przez idola. Czy można się zatem dziwić, że buduje w sobie nieograniczone zaufanie i zgadza się na to, czego chce ksiądz? Na szczęście w większości przypadków dziecko od razu czuje niechęć do pedofila i jest to tylko jeden raz, po którym ksiądz musi szukać następnej ofiary, ale w międzyczasie, gdy jedni odchodzą, na ich miejsce przychodzą następni i pedofilski biznes toczy się swobodnie dalej.

    Z ostrożnych doniesień prasy lokalnej wynika, że stawiając Pella w stan oskarżenia, policja dała ciężki orzech do zgryzienia australijskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Stosunkowo łatwo mu udowodnić lub obalić zaniedbanie obowiązków w stosunku do księży pedofilów, którzy byli jego podwładnymi, ponieważ kardynał albo twierdzi, że w daną sprawę nie był służbowo zaangażowany (chociaż był), dokumenty „gdzieś się zapodziały" albo przenoszenie tych księży do innej parafii miało na celu ratowanie dobrego imienia Kościoła, mając nadzieję, że „błądzący kapłan" w ten sposób się poprawi. To nastawienie wynika z „dobrej woli" Kościoła, który nigdy nie odwraca się od swoich braci, lecz zawsze daje im szansę do przemyślenia swoich grzechów i niepopełniania ich więcej. Zasada utrzymania w sekrecie i niedenuncjowania do policji jest przestrzegana tak samo rygorystycznie jak tajemnica spowiedzi. Jeśli zaś chodzi o poszkodowanych, to początkowo się im niedowierza, następnie daje się pierwszeństwo interesowi Kościoła, zaś w ostateczności, gdy dowody są przekonywujące, Kościół może pójść na rękę i wynegocjować z ofiarą wysokość odszkodowania finansowego. Należy rozumieć, że w takim przypadku poszkodowany ma wziąć i po prostu się zamknąć.

    Pell wynajął słynną w Australii kancelarię adwokacką Boba Richtera, specjalizującą się w obronie szczególnie trudnych spraw. Już teraz wiadomo, że Richter chce przeprowadzić wstępną selekcję świadków i poszkodowanych, wykluczając te przypadki, które według niego są „fizycznie niemożliwe" i „historyczne", czyli przedawnione. W tym ostatnim przypadku Richter zamierza podważać prawdziwość zeznań, opierając się na zwodniczej pamięci ludzkiej. Poza tym dokładnie bada życiorysy poszkodowanych i świadków, próbując znaleźć w nich coś, co mogłoby świadczyć na niekorzyść skarżącego — np. późniejszy alkoholizm, narkomania, kolizje z prawem itp. Ma to na celu zrobienie ze świadka oskarżonego, co jest nagminne w reżyserowanych procesach pro forma. Oczywiście Richter uważa, że potrafi obalić wszelkie oskarżenia.

    Australijski Kościół Katolicki jest podzielony: część przyjaciół Pella nie wierzy w pomówienia, druga część chciałaby nie wierzyć, ale nie może, bo dowody są zbyt przekonywujące. Kościół wprawdzie zapewnił Pellowi darmowe zakwaterowanie, ale wyżywienie i transport musi sobie załatwiać we własnym zakresie. Koszty adwokatów i opłaty sądowe musi uiszczać sam — są to olbrzymie sumy, bo Richter bierze 500 A$ za godzinę konsultacji, zaś za każdą godzinę procesu zapewne kilkanaście razy więcej. Moherówki mają okazję pomóc. Powstała specjalna fundacja, która już zbiera pieniądze na ten cel.

    Należy przypuszczać, że obrona będzie chciała odrzucić wszystkie przypadki samobójstw, które nastąpiły jakiś czas po zdarzeniu. Wszyscy samobójcy męczyli się psychicznie, aby następnie wpaść w alkoholizm, narkomanię lub zwariować w bardzo młodym wieku. Niektórzy nadal żyją, ale nie są zdolni występować w swojej sprawie. Ich ojcowie, matki, siostry i bracia będą walczyć, jeśli zostaną dopuszczeni przed oblicze sądu, a jeśli nie, i tak będą walczyć w mediach. Czy obronie uda się odrzucić ich wnioski? Oni chcą, żeby Pell zapłacił za swoje pedofilskie wyczyny i za wyczyny podległych mu księży. Za zniszczone dzieciństwo swoje i innych ofiar. Nie w dolarach, lecz w naturze, swoim ciałem, swoim umysłem, swoją psychiką, które mają ponieść sprawiedliwą karę.

    Udzielając mu urlopu na czas nieokreślony, papież Franciszek powiedział Pellowi, żeby wracał do Australii w celu oczyszczenia swojego imienia. To samo głosił Pell przed powrotem do Melbourne i po powrocie. Jego pewność siebie i cynizm są zadziwiające. Czy ktoś taki wierzy w Boga, jego wszechwiedzę i wszechobecność? Czy gdyby kardynał wierzył w Boga, ośmieliłby się popełniać tak horrendalne grzechy? Mamy tu namacalny dowód, jaką wartość ma wiara hierarchii kościelnej. Ten dowód świadczy, że organizacja zwana Kościołem Katolickim od dwóch tysiącleci bezczelnie oszukuje swoich wyznawców.

    Tym razem jedno z tych oszustw wyszło na jaw. W samej tylko Australii skarżących jest 4444 osoby. W Stanach Zjednoczonych, w Irlandii, w Europie, sprawców — seryjnych pedofilów — ukarano i nadal toczą się procesy. W Watykanie, pod samym nosem kolejnych papieży, pedofilia kwitnie bez przeszkód. Czy nie przyszedł czas skończyć z tym szatańskim procederem?

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    W Rosji zaproponowano zrównanie ślubu kościelnego z cywilnym
    Czy masoni przeniknęli do Kościoła Prawosławnego i Katolickiego?
    W USA otwarto kościół konopi
    Tagi:
    dzieci, pedofilia, kościół katolicki, Australia
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz