04:53 18 Lipiec 2018
Na żywo
    Protesty w Stambule

    NATO to najwyraźniej fikcja

    © AFP 2018 / Ozan Kose
    Krótki link
    Tomasz Dworczak
    12682

    Turcja jest drugą co wielkości armią NATO obecną w sojuszu od ponad pół wieku. Pomimo tego padła ofiarą bardzo wielu prowokacji ze strony Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego, który przecież powinien ją chronić, a nie szkodzić.

    Zgodnie z artykułem 6 napaść na Turcję stanowi napaść na cały sojusz.

    W 2016 roku w nocy z piątku na sobotę na godzinę 3 rano zaplanowano próbę puczu, jednak dzięki czujności służb specjalnych Turcji udało się uprzedzić oddziały wojsk i wydać rozkazy walki z owym zjawiskiem, przez co puczyści zmuszeni byli do wcześniejszej akcji, którą rozpoczęli o 15, a która jak wiadomo skończyła się wielką farsą i aresztowaniami. Prezydent Recep Tayyip Erdogan oskarżył o całe zamieszanie USA, które zaraz po zaaranżowanym przez siebie fiasku postanowiły przenieść amerykańską broń jądrową z Turcji do Rumunii.

    Dogryzanie na tym się nie skończyło. Zaledwie rok później na ćwiczeniach NATO w Norwegii z udziałem tureckich wojsk wywieszone zostało zdjęcie Erdogana wraz z założycielem tureckiej republiki Kemalem Ataturkiem przedstawionymi jako zdrajcy, co spowodowało natychmiastowe przerwanie wspólnych ćwiczeń przez turecka armię. Najgorsze jednak dzieje się obecnie. NATO rękami Stanów Zjednoczonych wspiera i dozbraja mniejszość kurdyjską, by podtrzymywać trwającą w Syrii destabilizację oraz mieć możliwość ulokowania swoich sił militarnych w regionie. Problem w tym, że Kurdowie zamieszkują zarówno tereny Turcji, jak i Syrii, co w konsekwencji może grozić rozpadem integralności terytorialnej obydwu krajów.

    Zdaniem politologa i niezależnego analityka Dana Glazenbrooka USA zmuszają Turcję do wysunięcia się w Syrii na pierwszy plan i ponoszenia dużych kosztów wojennych i obrony terytorialnej, a Kurdów dozbrajają i wspomagają swoimi działaniami militarnymi, a po wykryciu tego przez Erdogana i jego protestach zostawiają Kurdów Turkom na rozstrzelanie. Według tureckiego prezydenta USA finansują w Syrii armię terroru, a Trump w odpowiedzi przestrzega, by nie doszło do otwartego konfliktu na linii dwóch krajów, oraz zapowiada, że z powodu napięcia na Bliskim Wschodzie tureckie wizy w Stanach Zjednoczonych będą ignorowane.

    Pojawia się i znika, tak znowuż członkostwo w NATO traktuje Francja. Już w początkowych latach istnienia organizacji Francja zdecydowała się opuścić pakt ze względu na dominującą rolę Stanów Zjednoczonych i ich relacje na uprzywilejowanych zasadach z Wielką Brytanią. Francja wolała też podtrzymywać relacje z Układem Warszawskim i blokiem wschodnim na własnych umowach i nie być zdaną na wrogość NATO wobec bloku wschodniego w razie kryzysu. Kolejnym argumentem za wystąpieniem była chęć europeizacji sojuszu i skupienia jego działalności na europejskich potrzebach. Dopiero prezydent Chirac w 1995 roku postanowił, że Francja wróci do Komitetu Militarnego NATO, jednak znów z misją wzmocnienia w nim roli Europy, a w 2008 roku ponownie została pełnoprawnym członkiem, za czasów prezydentury Sarkozy'ego. Jednak Francja wciąż działa w pakcie na zasadzie swoich korzyści, prestiżu na arenie międzynarodowej i wielkości narodowej, a gdy bilans znów okaże się niekorzystny, najprawdopodobniej ponownie swoje członkostwo wypowie.

    Japońskie modelki
    © AP Photo / Luca Bruno
    Niemcy również mają swoje pretensje do NATO. Polityczna decyzja o wycofaniu broni atomowej USA z Niemiec i bazy Buchel 65 właściwie już zapadła z powodu ustawy rządu koalicyjnego partii chadeckich CDU/CSU i FDP uchwalonej w 2010 roku większością Bundestagu. W rezultacie powstały bazy „tarczy antyrakietowej", a składowane w Niemczech bomby atomowe B-61 zaczęły być przerabiane i modernizowane do głowic bojowych (tak podaje Deutsche Welle), które mogą z powodzeniem być przenoszone również przez „antyrakiety".

    Wreszcie same USA wydają się nie do końca zadowolone z paktu, z racji tego, że muszą ponosić największe koszta w celu finansowania swoich geopolitycznych zapędów, co na początku swojej kadencji oznajmił Donald Trump, mówiąc, że USA mogą odmówić pomocy krajom, które przeznaczają niedostateczne środki na zapewnienie sobie bezpieczeństwa.

    Skoro w taki sposób można grać na nosie większej i silniejszej od nas Turcji w ramach NATO, i z taką łatwością można lawirować między byciem i niebyciem w sojuszu, a najwięksi członkowie NATO mogą zrzucać ciężar kontraktu za posiadanie strategicznych systemów wojskowych na mniejszych członków, to ciekawe jak na swojej beztrosce i całkowitym pokładaniu wiary w organizację wyjdzie Warszawa, bo coś mi się wydaje, że gorzej niż Zabłocki. „Jeszcze nam do pełnej ochrony Bundeswery brakuje." Wtedy staniemy się już tak „bezpieczni", że we własnym kraju stracimy prawo do decydującego głosu. A najgorzej ucierpi jak zwykle szary człowiek.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Erdogan: „Jeśli Allach pozwoli, dojdziemy do Idlibu”
    Media o kolejnym tankowcu z rosyjskim gazem dla USA
    Niżny Nowogród czeka na kibiców
    Ostra reakcja Izraela na polską nowelizację ustawy o IPN
    Tagi:
    Kurdowie, NATO, Syria, Turcja, Niemcy, USA, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz