05:52 22 Wrzesień 2018
Na żywo
    Wojna domowa w Syrii

    Kto zacznie?

    © AP Photo /
    Krótki link
    Piotr Listkiewicz
    8977

    W ostatnich niepewnych czasach większość z nas zastanawia się, kto zacznie?

    Siły militarne zostały mniej więcej równo rozłożone i już nie jest tak jak za czasów zimnej wojny, gdzie wygrażały sobie pięściami dwa atomowe mocarstwa, zaś reszta świata patrzyła z niepokojem oraz z cichą nadzieją, że do atomowej wojny nie dojdzie. Mało kto wiedział bowiem o różnych wypadkach i „przypadkach" z gorącą linią, przewożeniem trefnych, atomowych bomb i materiałów, gdy prawdziwa, „gorąca" wojna była tuż, tuż.

    Mimo wszystko do globalnej wojny nie doszło, a mocarstwa przebijały się nawzajem asami wyciągniętymi z rękawa. Na Bliskim Wschodzie, w Korei, Wietnamie, Kambodży, w Laosie i gdzie indziej, te lokalne wojny o zasięg wpływów miały posłużyć Ameryce jako wentyl dla amerykańskiej agresywności oraz rura spustowa dla, cały czas rozbudowującego się, przemysłu zbrojeniowego, który narzędzia do zabijania produkuje non-stop 24 godziny na dobę.

    Nie doszło do globalnej wojny pomimo usilnych starań naszego niesławnego rodaka-marzyciela, Zbiga Brzezińskiego, doradcy amerykańskich prezydentów, twórcy „Doktryny Brzezińskiego", która kreśliła sposoby zniszczenia bloku wschodniego, obalenia ZSRR i zapanowania USA nad światem. Choć większość jego drapieżnych projektów na szczęście nigdy nie weszła w stadium realizacji albo po prostu kończyła się fiaskiem z jakiegoś powodu, trudno sobie wyobrazić, ile dusz zostało posłane do nieba za jego sprawą.

    Jak się okazuje nie trzeba być żołnierzem i nie trzeba wąchać prochu — wystarczy w głębinach skórzanej kanapy tworzyć plany, w których miliony ofiar nie zajmowały nawet jednej linijki tekstu. No, ale na koniec miał chyba szczęście, bo podobno „odszedł spokojnie" w zaświaty. Czy jeśli nie dopadła go sprawiedliwość ziemska, otrzyma swoją zapłatę tam, gdzie podobno nie da się ani składać fałszywych zeznań, ani uchylać się od wyroku?

    Teraz jest inaczej.USA nadal pretenduje do roli właściciela i władcy świata, ale im dalej, tym ma mniejsze szanse. Wiele krajów, którym kiedyś USA „pomagały", dziś po cichu pozbywają się amerykańskiej uprzejmości i dobroci. Inne, te, które nigdy nie doświadczyły czułej opieki, ostrzeżone przykładem sąsiadów, nie tęsknią za amerykańską demokracją symbolizowaną BigMackiem i CocaColą, ani za amerykańskim kontyngentem wojskowym.

    Wiceminister obrony Federacji Rosyjskiej Aleksander Fomin. Zdjęcie archiwalne
    © Sputnik . Ministry of Defence of the Russian Federation/Vadim Grishankin
    Teraz mamy inny układ sił. Dzisiejsze NATO robi bokami przy wschodniej granicy europejskiego imperium. Turcja urosła w siłę i bardziej skłania się do słuchania Kremla niż głównej kwatery NATO. Arabia Saudyjska uzbroiła się po zęby. To samo Izrael i Iran. Gdy Syryjczycy uporają się z resztkami ISIS i terrorystycznej opozycji, Rosja uzbroi Assada w ciągu paru miesięcy. Chiny idą ręka w rękę z Rosją, z drugiej strony rozszerzając na cały świat strefy swoich wpływów gospodarczych. Północna Korea nie ma zamiaru zrezygnować z tyleż twardego, co jedynego argumentu, którym jest posiadanie bomby atomowej. Ten układ sił powoduje, że USA nie jest już dla nikogo straszakiem — i to do tego stopnia, że podobno Kim ma zamiar zaproponować Trumpowi denuklearyzację Stanów Zjednoczonych.

    Ludzie są ciekawi przyszłości. Pewnego wschodniego mędrca spytano: „Kto zacznie?" Mędrzec uśmiechnął się i zapytał: „Wierzysz w Boga?" „Nnnno… taaaak, wydaje mi się". Na widowni zaczęły się chichoty, ludzie pospuszczali głowy, ale mędrzec nie zwrócił na to uwagi. „Jeśli wydaje ci się, że wierzysz — powiedział mędrzec — to powinieneś również wierzyć w jego rolę we wszechświecie. Bóg jest twórcą wszystkiego i ponieważ wszystko powstaje zgodnie z jego wolą, to gdy uzna za stosowne, zacznie pierwszy". Pytający nie dawał za wygraną: „A jeśli nie wierzę w Boga?" „To wtedy będziesz podziwiał siły Natury w akcji" — odparł mędrzec.

    Spójrzmy jakie to proste i logiczne. Ale…: „Ha, ha…" — powiecie — „czy ktoś udowodnił, że siły Natury zostają wprowadzone w działanie przy pomocy boskiej woli? Czy był już kiedyś przypadek, że cywilizacja została zmieciona z planety działaniem sił Natury?"

    Trudno odpowiedzieć obiektywnie na to pytanie, bo dla jednego coś jest dowodem, a dla kogoś innego fikcją. W związku z tym mamy zwalczające się obozy kreacjonistów, czyli ludzi skłaniających się w kierunku religijnej wiary w inteligentną moc, która rządzi wszechświatem oraz ewolucjonistów, którzy kurczowo trzymają się Darwinowskiego dogmatu. Mamy ludzi twierdzących, że Ziemia jest płaska i podobno mają na to niezbite dowody. Dla jakiegoś faceta przechodząca kobieta będzie atrakcyjna, zaś dla innego odpychająca. I tak dalej.

    Niemniej jednak odkrywane artefakty świadczą o tym, że co najmniej kilkanaście tysięcy lat temu jakaś cywilizacja przepadła — no, a jeśli przepadła, to musiała wcześniej istnieć. Choć główny nurt ludzi nauki wykrzyknie, że budowle megalityczne powstały w wyniku naturalnej erozji skał, przy bliższym przyjrzeniu się im widzimy, że nie wiadomo jak, ale niewątpliwie zostały zbudowane przez ludzi. I przy całej naszej mądrości naukowej od wielu lat nie możemy sobie poradzić z wyjaśnieniem genezy egipskich piramid, które jak się okazało wcale nie są najstarsze.

    Żołnierze czeskiej armii podczas wspólnych ćwiczeń wojsk NATO The Noble Jump na lotnisku w Pardubicach. Zdjęcie archiwalne
    © AP Photo / Petr David Josek
    Oczywiście cywilizacja mogła się zniszczyć sama, np. przy pomocy dokładnie tych samych narzędzi zabijania, które mamy teraz, a może nawet przy pomocy czegoś jeszcze bardziej wymyślnego. Dowody mamy w prastarych pismach indyjskich i chińskich, gdzie istnieją opisy broni masowego rażenia. Jednakże niewątpliwie zbrodnicze działania ludzi wspomagane były przez rozszalałą przyrodę, której dotychczasowa równowaga została zachwiana. W rezultacie nastąpiła „głasnost'" — wyczyszczenie wszystkiego, aby mogła się zacząć planetarna „pierestrojka", która trwa do dzisiejszego dnia, prowadząc nas nieuchronnie w „czarną dziurę" następnej głasnosti.

    Pomyślmy — dla przyrody nie ma rzeczy niemożliwych. Trzęsienia ziemi zmienią konfigurację terenów, wybuchy superwulkanów zadymią atmosferę, huragany i cyklony spowodują zabójcze tsunami. Z drugiej strony już żyjąc „na wulkanie", robimy wszystko, żeby wysadzić się w powietrze razem z czubkiem góry. Ludzkość wcale nie potrzebuje wojny atomowej, żeby przestać istnieć.

    Przypuśćmy, że Bóg istnieje i jego wola może pomóc nam w tym, do czego sami od dawna dążymy — do zbiorowej eutanazji.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    „To będzie najstraszniejsza wojna w historii”. Podano datę jej wybuchu
    IFeng: Niewypowiedziana wojna przeciwko Rosji
    Wojna handlowa między USA i UE?
    Przypadkowa wojna jądrowa
    Dlaczego grozi nam wojna
    Le Temps: Wojna w Syrii się nie kończy i może się przerodzić w wojnę światową
    Media: Wojna z Rosją to samobójstwo
    Tagi:
    kataklizm, ludzkość, eutanazja, zagłada ludzkości, obrona, przyroda, konflikt, wojna, NATO, Donald Trump, Kim Dzong Un, Zbigniew Brzeziński, Baszar al-Asad, Laos, Kambodża, Wietnam, ZSRR, Chiny, Korea Północna, Europa, Syria, Turcja, USA, Rosja
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz