14:12 19 Sierpień 2018
Na żywo
    Szkolenia żołnierzy pod Mińskiem Mazowieckim

    Rząd na front

    © REUTERS / Kacper Pempel
    Krótki link
    Tomasz Dworczak
    7830

    Polskie rządy ostatnich dekad notorycznie szukają okazji nie tylko do psucia relacji dyplomatycznych z Rosją, ale wykazują wręcz monopol na mówienie tego, co Rosja myśli i zrobi. Rosja nawet nie ma prawa odpowiadać, bo jakiekolwiek rosyjskie medium jest z miejsca nazywane rosyjską propagandą i dyskryminowane.

    Już Platforma Obywatelska ustami premiera Donalda Tuska straszyła, że nasze dzieci pierwszego września nie pójdą do szkoły z przyczyn rosyjskiej agresji. Prezes Jarosław Kaczyński wypowiadał się, że Rosja nas rozgrywa i że leżymy w strefie, którą Rosja uważa za utraconą przejściowo. Minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski mówił, że "relacje z Rosją są trudne ze względu na militarne groźby i prowokacje". Obecny szef MSZ Jacek Czaputowicz również powiedział "Telewizji Republika", że "Rosja jest państwem agresywnym i prowadzi rewizjonistyczną politykę".

    Zresztą tytuły w polskojęzycznych mediach o rosyjskiej agresji na Polskę pojawiają się non stop, od amerykańskiego TVN-u, przez niemieckie Newsweeki, gazetę Fakt itd. TVP nawet poszła dalej i kręci filmy dokumentalne, że Rosjanie są omamieni wojną, wojna jest dla nich święta, nie boją się śmierci, walczą w Donbasie, wysyłają zielone ludziki na Krym, a jedyne huczne święto w Rosji to dzień zwycięstwa nad faszyzmem 9 maja i właściwie poza tym już mało co w Rosji się świętuje w ogóle. Mówienie zaś, że Ukrainą rządzą banderowcy, to rosyjska propaganda według TVP.

    Ustawa gloryfikująca Stepana Banderę na Ukrainie jest faktem, podobnie jak to, że każdy Polak, który na terenie Ukrainy powie lub napisze, że banderowcy i UPA mordowali Polaków na terenie Kresów dawnej Rzeczpospolitej, może trafić pod sąd i do więzienia. Palenie Rosjan żywcem w budynku w Odessie, zakazywanie języka rosyjskiego, zakazywanie Rosjanom praw wyborczych na Ukrainie, prześladowania — to wszystko wynik umowy, którą zawarły z Ukrainą Stany Zjednoczone po zmianie władzy i obaleniu Janukowycza, do czego w CNN przyznał się w 2015 roku prezydent Obama i którą potwierdziła Wiktoria Nuland, że przekazano miliardy na transfer władzy na Ukrainie. Doskonale obrazował to film dla Canal + Paula Moreiry "Maski rewolucji". Czy dziwi, że Krym, który zanim jeszcze na Ukrainie nastał konflikt, chciał powrotu do Rosji, w końcu się w takich antyrosyjskich warunkach przyłączył?

    Ostatnie wydarzenia w Wielkiej Brytanii, jak otrucie byłego oficera GRU Sergieja Skripala, które natychmiast stało się pretekstem do wydalenia rosyjskich dyplomatów, bez zbierania dowodów i śledztwa, a przecież Skripal nie był w Rosji od 2003 roku, a wcześniej siedział w rosyjskim areszcie i został wymieniony w programie wymiany szpiegów. W Rosji 2018 roku jego osoba wzbudzała już tyle zainteresowania co "zeszłoroczny śnieg". Na dodatek zachodnie media zaczęły pokazywać wywiad również z byłym zdrajcą tajemnic ZSRR Wiłem Mirzajanowem, który pracował nad trucizną typu A-234, użytą prawdopodobnie do zabójstwa Skripala, zdradził tę tajemnicę zachodowi i z Nowego Jorku udzielił wywiadu po angielsku, że to jest rosyjska trucizna i tylko Rosja nią dysponuje. Przecież to tak marna szopka medialna, że można tylko wyśmiać, gdyby nie tak poważne konsekwencje jak zamykanie kanałów dyplomatycznych.

    Paranoja lęku wobec Rosji rośnie w polskim społeczeństwie każdego dnia za sprawą mediów i polityków. Doświadczam tego na własnej skórze, epitety typu "nazwisko polskie, ale umysł sowiecki", "ruski troll", "agenci są wśród nas", "pan Dworczak jest na liście płac sowieckiej agentury", "Sputnik lub raczej Putin", "pozdrowienia dla twojego szefa Dimitrija Kisielowa", "sowiecki prowokator", "czcisz największego wroga naszego kraju", "won z Polski".

    Osoby znajdujące się w paranoi lęku przed Rosją są jak beton, głuche i odporne na argumenty logiczne. Rosja jest dla nich jak egzystencjalna choroba, która póki istnieje, nie pozwala zasnąć. Zachód szkaluje Rosję za Osetię, ale przemilcza, że to Saakaszwili chciał zdobyć Moskwę i chwalił się, że w 2 tygodnie Rosja upadnie po gruzińskim ataku i mimo tego Gruzja jest wolnym krajem. Szkaluje za Krym i Donbas, ale przemilcza, że banderyzm stanowi zagrożenie dla życia Rosjan i Polaków na Ukrainie i to pchnęło mniejszość rosyjską do referendów lub przejmowania fabryk broni w Donbasie i wojny domowej. O rosyjskiej agresji na Polskę nie mówi w Rosji żaden polityk, gdy u nas Rosją się straszy na każdym kroku i każdego dnia po kilka razy. W Rosji zaś paranoiczny lęk przed tym krajem, czyli rusofobię, odmienia się w mediach przez wszystkie przypadki.

    Jak rząd chce nas straszyć, zbroić, napędzać wyścig zbrojeń przy naszych granicach, z szeroko otwartymi oczami powtarzać do zachodnich polityków, że Rosjanie już idą, wydalać rosyjskich dyplomatów i wrabiać nas w konflikty, a samemu snuć plany o ewakuacji. To mam lepszy pomysł.

    Rząd na front.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    W Czeczenii odkryto skład broni
    Pentagon bezsilny w obliczu rosyjskiej broni naddźwiękowej
    Deputowana Rady: „Rosja jest psychicznie chora"
    Tagi:
    wojna, rusofobia, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz