23:06 26 Kwiecień 2018
Warszawa+ 8°C
Moskwa+ 9°C
Na żywo
    Australijski kardynał George Pell

    Sądny dzień kardynała (część 4)

    © AP Photo / Riccardo De Luca
    Krótki link
    Piotr Listkiewicz
    6250

    No więc stało się. Kardynał George Pell, trzecia figura Watykanu po papieżu, w pierwszych dniach marca stanął przed sądem magistrackim w Melbourne.

    Kościół katolicki
    © Sputnik . Wadim Zhernow
    Procedury toczą się przy drzwiach zamkniętych, dlatego trudno coś konkretnego na razie powiedzieć, warto jednak powtórzyć, że Pell staje przed sądem z oskarżenia policji stanowej australijskiej Wiktorii o poważną liczbę czynów pedofilskich, popełnianych od czasu pobytu w rodzinnym mieście Ballarat w latach 60', do późnych lat 90' ubiegłego stulecia. Drugim oskarżeniem jest permanentne zaniedbywanie obowiązków jako bezpośredni lub pośredni zwierzchnik notorycznych pedofilów, mających na sumieniu dziesiątki, a nawet setki przypadków molestowania i gwałcenia nieletnich. Okres ten obejmuje 40 lat, gdy Pell był początkowo proboszczem i kierownikiem szkoły katolickiej w Ballarat, następnie biskupem Melbourne i na koniec arcybiskupem Melbourne i Sydney.

    Występ uczestniczek talent show Miss Moskwy.
    © Sputnik . Ekaterina Chesnokova
    W dodatku do tego drugiego oskarżenia, policja posiada liczne dowody celowego i świadomego krycia podlegających mu księży pedofilów. Listy nauczycieli i rodziców poszkodowanych dzieci pisane do diecezji, w jakiś tajemniczy sposób trafiały w próżnię, albo odpowiedź była lakoniczna i nie na temat, pisana przez jakiegoś sekretarza, posługującego się katolickimi komunałami. Korespondenci pisali kolejne listy i czekali na odpowiedź, a ksiądz pedofil swobodnie działał w parafii lub najwyżej był przenoszony do parafii w innej stronie stanu. Czasem rodzice odwiedzali prywatne mieszkanie Pella, który zbywał ich paroma słowami u drzwi, nie zapraszając do środka i nie chcąc słuchać skargi. Trzeba powiedzieć, że Pell zawsze był wielki, dobrze zbudowany, z głosem donośnym i groźnym, nieznoszącym sprzeciwu — jednocześnie jego charyzma zjednywała mu ludzi, zapewniając szacunek i autorytet. Taki pozostał do dzisiaj.

    Australijski kardynał George Pell
    © AP Photo / Rick Rycroft
    Australijski kardynał George Pell

    Australijski kardynał George Pell
    © AP Photo / Rick Rycroft
    Zespół adwokacki broniący Pella zapowiedział wcześniej podważanie dowodów, którymi są w tym przypadku zaznania poszkodowanych i świadków, zwracając szczególną uwagę na okres czasu pomiędzy zaistnieniem zdarzenia a odnotowanym zgłoszeniem na policję. Świadkowie oskarżenia i poszkodowani (oraz ich rodziny) mają być poddawani krzyżowemu ogniowi pytań. Chodzi tu o to, aby wychwycić ewentualne niezgodności występujące w zeznaniach złożonych podczas meldunku o przestępstwie, a następnie później, w czasie zeznawania przed Australijską Komisją Królewską, (która jest najwyższą instancją australijskiego wymiaru sprawiedliwości). Obrona wychodzi z założenia, że większość tzw. poszkodowanych liczy na odszkodowanie Kościoła katolickiego, co ich skłania do wymyślania historii, wyolbrzymiania i skrzywiania faktów. Poza tym obrońcy zamierzają wykorzystać emocjonalną naturę ludzi, którzy z mało ważnej sprawy robią wielki problem.

    Linia obrony pójdzie prawdopodobnie w kierunku podważania zeznań dzieci, które dziś są osobami dorosłymi. Ich spontaniczne zeznania w wieku dziecięcym są pełne emocji i obrona liczy na to, że o ile dziecko może pamiętać samo wydarzenie, które na ogół było dla niego szokiem, to zgłoszenie się na policję 10 lub 20 lat później będzie zabarwione życiem w tych latach i oczywiście wersja oskarżenia zostanie zmieniona, tzn. jej forma będzie zatarta i złagodzona lub wprost przeciwnie — wyolbrzymiona. Nawiasem mówiąc psycholodzy śmieją się z tych „antycznych" bzdur adwokatów, którzy nawet nie zbliżają się do znajomości psychicznej natury człowieka. Niektórzy z poszkodowanych przez lata dosłownie żyli obsesją wybudowaną na bazie wydarzenia, stała się ona manią prześladowczą i albo popełniali samobójstwo, albo zgłaszali się na policję, gdzie jednak nie zawsze znajdowali posłuch i zainteresowanie. Tak było prawie do lat 90', kiedy ludziom nie wierzyło się w takie bajki, zwłaszcza gdy policjant był katolikiem.

    Podam przykład. Pell był kierownikiem szkoły przez W do Z lat. Skarżący poszkodowany twierdzi, że był molestowany w roku X albo Y, ale obrona chce wiedzieć, kiedy to dokładnie było. Adwokat podstępnie sugeruje, że może to było w roku V, na co poszkodowany mówi, że być może tak, to mogło być w roku V, (tzn. wtedy, gdy Pell jeszcze nie uczył w tej szkole) ale nie jest pewien. Wychodzi na to, że poszkodowany kręci i kłamie i gdyby nie było prokuratora na sali i dowodów w postaci wcześniejszych zeznań, pozew poszkodowanego zostałby odrzucony.

    Trzeba jednak przyznać, że zarówno w Ballarat, jak w Melbourne, byli detektywi, którym sprawa leżała na sercu, ale mieli związane ręce wobec postawy swoich przełożonych, którzy woleli sprawy tego rodzaju zamiatać pod dywan i nie narażać się czynnikom rządowym, z których wiele popierało czynnie Kościół katolicki. Dzięki tym detektywom sporo meldunków i zeznań przetrwało i pozwoliło Komisji Królewskiej na głębsze wniknięcie w sprawę udziału Pella w aferze molestowania nieletnich.

    Młodzi zakonnicy w buddyjskim klasztorze Thiksey w mieście Ladakh na północy Indii
    © REUTERS / Cathal McNaughton
    Polem działania pedofilów w ówczesnej Australii były katolickie szkoły średnie i podstawowe, nierzadko z internatem, domy dziecka, seminaria duchowne, różne „ochronki" prowadzone przez zakonnice plus różnego rodzaju kółka przykościelne. We wszystkich tych instytucjach i mini-organizacjach był przynajmniej jeden ksiądz, zaś w szkołach podstawowych nauczycielami byli księża. Wiek poszkodowanych wahał się od 9 do 15 lat. Szkoły państwowe dopiero powstawały i nie było ich zbyt wiele, tymczasem czesne w szkole katolickiej było prawie niedostępne dla przeciętnie zarabiającej rodziny. Jednak ambicją wielu pobożnych matek było „odpowiednie", katolickie wykształcenie i wychowanie dziecka, więc dosłownie stawały na głowie, żeby zarobić na szkołę i wszystko co się z nią wiązało. W tej sytuacji usunięcie lub zabranie dziecka ze szkoły było rodzinną tragedią, bo czesne i tak trzeba było zapłacić do końca roku, a poza tym płacić za nową szkołę. Dzieci o tym wiedziały, co powodowało, że wyczyny pedofilskie (często z elementami sadyzmu) ukrywały przed rodzicami.

    Śledztwo w sprawie otrucia Siergieja Skripala
    © REUTERS / Henry Nicholls
    Zróbmy dygresję, cofając się na chwilę do Polski. Miałem wtedy 13 lat i chodziłem do 7 klasy, czyli do ostatniej klasy podstawówki. Po gomułkowskiej odwilży nastała epoka repatriacji zza Buga i wiele dzieci, które wtedy zamieszkały w Nowych Tychach, było wyznania prawosławnego. W związku z tym katolicką lekcję religii przeniesiono na koniec szkolnego dnia, aby umożliwić tym dzieciom wcześniejszy powrót do domu. Skorzystałem z tego i wychodziłem razem z „Ruskimi" przed przybyciem księdza katechety. Nie bez powodu.

    Pewnego popołudnia, gdy na podwórku grałem w piłkę, zauważyłem, że do naszej klatki schodowej wchodzi ten ksiądz. Zniknąłem więc z podwórka i zza węgła obserwowałem co będzie dalej. Najpierw matka wołała mnie przez okno, później ojciec, ale nie reagowałem. Po jakimś czasie katecheta wyszedł, lecz ja nadal nie wiedziałem, co robić. W końcu po iluś tam wołaniach poszedłem do domu.

    Wojna domowa w Syrii
    © AP Photo /
    „Był ksiądz, powiedział, że nie chodzisz na religię i do kościoła" — powiedział ojciec. Kątem oka zauważyłem przygotowany pas i nie powiedziałem ani słowa. „Co nic nie mówisz?" „Bo nie ma o czym mówić" — zaryzykowałem. „Nie ma o czym mówić?" — powiedział i spojrzał na pas. „Ten ksiądz to pedał (nie miałem wtedy pojęcia, że istnieje coś takiego jak pedofilia). Przysuwał się do mnie…" Nie dane mi było skończyć, bo dostałem w twarz tak, że nakryłem się nogami. No, a później normalna procedura: pas, wykręcanie uszu itd.

    Powyższe obrazuje jakie były trendy tamtych czasów. Z zeznań poszkodowanych australijskich dzieci wynika, że w Australii było pod tym względem jeszcze gorzej. Gdy farmer bił dziecko, to dosłownie „na kwaśne jabłko". Dzieci molestowane, zmuszane do oralnego seksu i gwałcone, trzymały język dobrze za zębami.

    Królowa Elżbieta i książę Filip obserwują obrzędy Aborygenów
    © AFP 2018 / Torsten Blackwood
    Osobny rozdział to ministranci, zwani w Australii „altar-boys", różni pomocnicy na plebanii, młodociani członkowie chóru i inni zwani pieszczotliwie przez księży „świętymi młodziankami". Ich związek z proboszczem był dłuższy i bardziej — powiedziałbym — intymny. Jeden z takich opisuje, że kilku ich spało na podłodze w sypialni księdza, a jeden był „zapraszany" do jego łóżka. A potem zmiana — ten pierwszy wracał, a na jego miejsce szedł następny. I tak przez całą noc.

    Pamiętajmy, że mowa o dzieciach pomiędzy 9 a 12 rokiem życia.

    Wśród zeznań przed Komisją Królewską zeznawała kobieta, której brat popełnił samobójstwo. Opowiedziała historię dwóch serdecznych przyjaciół, którzy występowali w chłopięcym chórze przy katedrze w Melbourne. Po pogrzebie przyjaciel — nazwijmy go „X" — poszedł z tą kobietą do jej mieszkania, żeby jeszcze pogadać o zmarłym. Podczas rozmowy mężczyzna rozpłakał się i wyznał jej to, co przyjaciele skrzętnie ukrywali. Otóż w roku 1997, po próbie chóru, zostali w katedrze, aby skosztować mszalnego wina. Nakrył ich Pell, który zamknął drzwi na klucz i zmusił do oralnego seksu. Obaj mieli po 12 lat.

    Prowincja Al-Hasake, kościół zniszczony przez terrorystów PI
    © Sputnik . Valery Melnikov
    Siostra samobójcy — nazwijmy go „Y" — opowiedziała „X-owi", że jej brat z dnia na dzień przestał uczęszczać na próby i występy chóru, choć bardzo to lubił, był dumny ze swojego talentu i dosłownie „żył kościołem". Od tego dnia jego zachowanie zupełnie się zmieniło i stał się tzw. „trudnym dzieckiem". W końcu rzucił katolicką szkołę średnią, za którą nb. płaciła diecezja i całkowicie zszedł na złą drogę. Nikt nie wiedział, co było tego powodem. Jednakże tamto wydarzenie na zapleczu katedry nie dawało mu spokoju i w końcu doprowadziło do chronicznej depresji i samobójstwa.

    Dziś zespół adwokacki chce oczyścić Pella ze wszystkich grzeszków 50-letniej kariery w Kościele katolickim. Kariery, która zawiodła go prawie na sam szczyt tej przestępczej instytucji. Kariery, która niejako uświęca nazywanie go najbardziej prominentnym duchownym katolickim Australii. Nawet i teraz, gdy protokoły z posiedzeń Komisji Królewskiej są dostępne w Internecie (nb. włosy stają dęba!) — mdło się robi od grubo polukrowanych notatek prasowych, gdzie uważa się bardzo, żeby czasem nie urazić boskości Pella — na wszelki wypadek, bo może wyjść z sądu zwycięzcą. A jeśli wina zostanie mu udowodniona i zapadnie wyrok, jedne media będą bezlitośnie mieszać w najbardziej sensacyjnych i pieprznych szczegółach, a inne użalać się nad jego losem i tworzyć teorie spiskowe na temat kto i co kryje się za nagonką na niego. Jakby jednak nie było, nie czarujmy się. Znajdą się ludzie, którzy uwiją Pellowi przytulne gniazdko, a lekarze stwierdzą, że żadną miarą do więzienia iść nie może.

    Niemniej jednak to dobrze, że sprawa została w końcu rozrobiona. Koniec pobożnej hipokryzji i składania buzi w ciup i rączek w małdrzyk. Dosyć słów kapiących od słodkiego jadu. Dosyć wykorzystywania seksualnego naszych dzieci przez „duchownych" i świeckich zwyrodnialców.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    „Haniebny list” Junckera do Putina
    Amerykański system przeciwrakietowy a bezpieczeństwo Rosji
    W Czeczenii odkryto skład broni
    Tagi:
    pedofilia, ksiądz, religia, Australia
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz