12:00 19 Sierpień 2018
Na żywo
    Prezydent Korei Południowej Moon Jae-ina i lider KRLD Kim Dzong UnDonald Trump podczas przemówienia przed Kongresem USA

    Trump słupem ogłoszeniowym Kim Dzong Una

    © REUTERS / Korea Summit Press Pool © AP Photo / Jim Lo Scalzo
    1 / 2
    Krótki link
    Aleksander Kwaśniewski
    4681

    Zamordowali Saddama Husajna, kłamiąc, że ma broń masowego rażenia, zamordowali Kaddafi’ego, bo nie chcieli, aby świat dowiedział się, że brali od niego pieniądze, podtruli Skripalów i zorganizowali prowokację w Dumie, aby jeszcze bardziej zohydzić Asada, a z Rosji uczynić promotora krwawych dyktatorów, a w przyszłości sponsora terroryzmu.

    Potrzeba było rodziny Kimów, aby uświadomić opinii światowej, że Stany Zjednoczone mają potencjał, aby wszystko zniszczyć, i wątpliwy potencjał, aby coś zbudować. Kiedy Kim Dzong Un strzelał rakietami i przeprowadzał testy broni jądrowej, to wszelkiej maści eksperci i politycy wypisywali i wypowiadali tyle bredni, że dzisiaj powinni się czerwienić i chodzić "po opłotkach", aby nie narażać się na drwiny. Nie zrobią tego, bo nie wstydzą się swoich bredni. Nie wstydzą się swoich kłamstw, ponieważ bezkarnie tworzą kolejne kłamstwo w poczuciu, że każde kolejne przykryje poprzednie, a przez to ich udziałem będzie tylko to ostatnie.

    Zamordowali Saddama Husajna, kłamiąc, że ma broń masowego rażenia, zamordowali Kaddafi’ego, bo nie chcieli, aby świat dowiedział się, że brali od niego pieniądze, podtruli Skripalów i zorganizowali prowokację w Dumie, aby jeszcze bardziej zohydzić Asada, a z Rosji uczynić promotora krwawych dyktatorów, a w przyszłości sponsora terroryzmu.

    Trzeba przyznać, że w przypadku Skripalów i Dumy Brytyjczycy – wykonawcy amerykańskich poleceń — okazali się nad wyraz humanitarni. Skripalowie żyją, a w Dumie — 14 kwietnia — od gazu nikt nie zginął.

    Opinia publiczna — ta bierna – została urobiona do takiego stanu, że kupuje każdą bzdurę, jeśli jest firmowana przez tzw. zachodnią demokrację. Choć jest naiwnością sądzić, że pomysłodawcy i wykonawcy tych przestępstw zostaną osądzeni, to należy mieć nadzieję, że tak się stanie. Tony Blair przyznał się do irackiego błędu. Saddam Husajn przez to nie zmartwychwstał, a gruzy Iraku nie zmieniły się w budowle, to jednak jest jakaś satysfakcja i poczucie, że może nie wszystko stracone. Choć Libia krwawi jak nigdy wcześniej, a Sarkozy będzie sądzony za przyjęcie łapówki, a nie za zaplanowanie morderstwa przywódcy suwerennego państwa.

    Prowokacja w Dumie „miała mniej szczęścia”, bowiem osoby zagazowane — żywe — pojawiły się w Europie, ale mała to pociecha, bo nikt, kto powinien, nie chciał ich słuchać. W sprawie Skripalów Rosjanie nie zamierzają odpuścić, bo zagadek jest więcej niż Brytyjczycy byli w stanie przewidzieć i oby nie okazało się, że ofiarą mitycznego „nowiczoka” stanie się polityczna kariera premier May.

    Mało komfortowe jest położenie Rosji, która musi szukać dowodów swojej niewinności, ponieważ oskarżyciele nie czują się w obowiązku przedstawiać dowodów winy.

    Na tym tle działania Kim Dzong Una wyglądają jak przejaw mistrzowskiej dyplomacji. On jeden zaczął rozmawiać z Amerykanami ich językiem, a Amerykanie nie wiedząc, czego się po nim mogą spodziewać, woleli zacząć rozmawiać. Paradoksalnie to Amerykanie/Trump spotkali w pewnym sensie równego sobie partnera.

    Z Putinem można sobie pogrywać, bo jest obliczalny, ale: „Dopóty dzban wodę nosi, dopóki się ucho nie urwie”.

    Wracając jednak do sedna, pragnę zwrócić uwagę na następującą okoliczność, która nad Wisłą pozostaje niezauważona i celowo pomijana. Wyśmiewany, wykpiwany, posądzony o okrucieństwa na niewyobrażalną skalę Kim Dzong Un wszedł na terytorium Korei Południowej, a Prezydent Korei Południowej postawił stopy na ziemi Korei Północnej. Spotkanie odbyło się w stylu i atmosferze, której nikt nie mógłby wymyślić, choć tak wiele wymyślono o Korei Północnej.

    Kiedy Amerykanie planowali prewencyjne strzelanie na Półwyspie Koreańskim z dezynwolturą godną zabijania komarów, liczyli, że zginie ok. 1,5 do 3 milionów Koreańczyków. W Polsce nikt się nawet nie oburzył, nikt się nie zająknął, wszak ginąć będą Koreańczycy, a ubijać będą Amerykanie. Jeśli Amerykanin zabija "Bogu ducha winnego" Koreańczyka, Wietnamczyka to urasta to do rangi chwalebnego czynu.

    Sceny z poszkodowanymi wskutek domniemanego ataku chemicznego w Dumie, Syria
    © REUTERS / White Helmets/Reuters TV
    Koreańczycy z południa, choć mają tyle wolności, na ile pozwalają im Amerykanie, postanowili wziąć sprawy — na ile można — w swoje ręce i zrobić krok w przód. Teraz Amerykanom trudno będzie publicznie dokonywać wyliczeń ofiar w przypadku prewencyjnego ataku, a żeby nie wypaść z gry na Półwyspie Koreańskim, Trump będzie musiał spotkać się z Kim Dzong Unem.

    Amerykanie boją się tylko siły i choć Koreę Północną mogli by zamienić w popiół, to ostatnie wydarzenia stępiły im ostrze. Koreańczycy z południa dają wyraźny sygnał, że nie odrzucają współpracy z USA, ale nie chcą ginąć tylko dlatego, że Amerykanie tak sobie wymyślili.

    Trump ma specyficzne poczucie odpowiedzialności za wypowiadane słowo i zapewne nie będzie miał poczucia zażenowania z powodu wcześniejszych swoich wypowiedzi o przywódcy Korei Północnej, za to Kim Dzong Un będzie miał możliwość pokazać się światu na dobrze eksponowanym słupie ogłoszeniowym w postaci Trumpa.

    Kolejny polityczny celebryta objawił się światu i zrobi wszystko, aby szybko o nim nie zapomniano.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Prezydent Gdańska zaproszony do księcia Karola
    Irak: 19 Rosjanek skazano na dożywocie
    Martwa strefa „pożera” Bliski Wschód
    Tagi:
    propaganda, media, Siergiej Skripal, Donald Trump, Kim Dzong Un, Władimir Putin, Korea Południowa, Korea Północna, Syria, USA
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz