06:14 22 Sierpień 2018
Na żywo
    Mieszkańcy Nowego Jorku protestują przeciwko bombardowaniu Syrii

    Komu Nobla, komu...?

    © AFP 2018 / Jewel Samad
    Krótki link
    Piotr Listkiewicz
    6372

    Pamiętam czasy, gdy naród polski podzielił się nie wiadomo który raz w historii, kiedy do Polaków dotarła wiadomość, że Wałęsa za swoje zasługi w obaleniu „komuny" otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla.

    Prezydent USA Donald Trump w Waszyngtonie
    © REUTERS / Yuri Gripas
    Jedni pod niebiosa wychwalali norweską komisję za tak — ze wszech miar słuszną — decyzję, inni twierdzili, że nagroda dla kogoś takiego jak Wałęsa jest wprost świętokradztwem i zaniża jej wartość w oczach świata.

    O ile jednak Wałęsa, jako szef Solidarności, był sprawcą pokojowego przewrotu w Polsce i jakby na to nie patrzeć, zgodnie z „polskim mesjanizmem" pociągnął za Polską inne kraje „demoludu" i Związek Radziecki, i za to, czego dokonał, należało mu się coś więcej niż nagroda Nobla, to żadnej większej i bardziej prestiżowej nagrody wtedy nie było i nie ma do dziś. Jednakże patrząc na to wydarzenie z punktu widzenia obecnej sytuacji na świecie oraz tego, co zrobiono z Polską niedługo potem, wydaje się, że Wałęsa był jedynie pionkiem na szachownicy, który choć niezbędny, paradoksalnie nie odgrywa żadnej ważnej roli. To tuzy toczą istotną batalię, zaś pionki muszą się ograniczać do roli pomocniczej lub wręcz do roli mięsa armatniego, przeznaczonego na straty w pierwszej części rozgrywki.

    Przewrót w Polsce niewątpliwie przyczynił się do upadku Związku Radzieckiego, likwidacji muru berlińskiego oraz stworzenia podwalin dla zjednoczenia Europy wraz ze wszystkimi późniejszymi konsekwencjami. Pośrednio przyczynił się też do liczebnego wzmocnienia NATO i przesunięcia granic militarnych Zachodu w jego próbach podboju Rosji. Wśród zasług przewrotu jest również powstanie dwóch nowych państw, którymi Polska odgrodziła się od Rosji: ukraińskiego i białoruskiego. Przede wszystkim jednak wrzucił Polskę w objęcia Zachodu, spełniając wieloletnie marzenia Polaków.

    Biorąc pod uwagę wszystkie pro, a nawet niektóre contra, Wałęsie Nobel się należał i kropka. Natomiast przydzielając Nobla Obamie kilkanaście lat później, Wysoka Komisja popełniła okropną gafę, wzbudzając uzasadnione podejrzenia, że jej decyzja była stronnicza i nieprzemyślana, bazując na pokojowych zapewnieniach podczas amerykańskiej kampanii wyborczej afrykańsko-amerykańskiego, ciemnoskórego prezydenta. Świat odetchnął z ulgą, mniemając, że teraz już nastąpi pokój w Iraku i Afganistanie, zostaną zlikwidowane miejsca tortur, w tym Guantanamo, oraz że skończy się amerykański Drang nach Osten i kraje przestaną się obawiać nagłej „kolorowej rewolucji" i „zmiany reżimu".

    Wojna domowa w Syrii
    © AP Photo /
    Choć każda zmiana prezydenta w USA wiązała się z niedotrzymywaniem przyrzeczeń z kampanii wyborczej — do czego Amerykanie zdążyli się przyzwyczaić — to tym razem uwierzono ciemnoskóremu elektowi, obdarzono go niemal totalnym zaufaniem i poparciem. Niestety! Kampania wyborcza okazała się jednym, wielkim kłamstwem i od tamtej pory Amerykanie musieli się przestawić na inny tok myślenia i przyzwyczaić, że prezydentowi Stanów Zjednoczonych nie można wierzyć i ufać, bo na każdą obietnicę administracja waszyngtońska znajdowała tyle wykrętów, do tego stopnia odwracała kota ogonem, że wychodziło na to, że to nie prezydent jest oszustem, lecz naród jest naiwny i głupi, wierząc w obietnice.

    A naród, jaki by nie był, nie lubi być oszukiwany i nie lubi, jak się z niego robi naiwnego głupka. Nikt tego nie lubi, a zwłaszcza kiedy, przy innej okazji, wmawia się mu, że jest „wyjątkowy" (exceptional).

    Nobel dla Obamy był wielką kompromitacją Komisji. Nagroda Nobla została wręcz sprostytuowana. Nobel przypadł komuś, kto nie tylko kłamał jak z nut w czasie kampanii wyborczej, nie tylko nie dotrzymał ani jednej obietnicy, ale pogłębił kryzysy we wszystkich krajach, gdzie Ameryka porozpoczynała wojny i jakby tego było mało, rozpętał nowe. Jak się okazało, Obama kłamał zupełnie świadomie i absolutnie nie miał zamiaru czegokolwiek dotrzymywać.

    Theresa May i Donald Trump
    © AP Photo / Matt Dunham
    Libia zawdzięcza laureatowi „pokojowej" nagrody Nobla kompletną destrukcję demokratycznego, kwitnącego państwa afrykańskiego, zagładę infrastruktury, bestialskie zabójstwo Kadafiego, grabież jedynego bogactwa, czyli nafty, eksterminację ludności i totalny chaos. Obiecane wycofanie wojsk USA z Afganistanu zastąpiono zwiększeniem kontyngentu koalicji zachodniej i eskalację wojny, która już była na ukończeniu. Wprawdzie wycofano wojska z Iraku, ale pozostawiono niewielki początkowo kontyngent, który bardzo szybko spuchł z powrotem do wcześniejszych rozmiarów. Guantanamo jak było, tak nadal jest i nadal słynie z podtapiania ludzi i sprawiania im innych przyjemności. Obama rozpętał wojnę w Syrii, zostawiając ją jako spuściznę Trumpowi. Po cichu popierał al-Kaidę i pomógł arabskim ekstremistom zorganizować się i stworzyć tzw. Państwo Islamskie. Obecna Ukraina to też genialne dzieło Obamy w celu usadowienia się na zachodniej granicy „rosyjskiego agresora". Ciągłe prowokacje związane z wielkim pragnieniem USA zdobycia i zagarnięcia dawnych republik kaukaskich. Rozbudowa istniejących baz amerykańskich i tworzenie nowych wokół Chin i Rosji. Pakowanie dolarów w NATO. I tak dalej.

    Jedyne, co Obama zrobił dobrego, to odsunięcie wizji wojny z Iranem poprzez zorganizowanie porozumienia tego kraju w sprawie zamrożenia na 15 lat rozwoju irańskiego programu nuklearnego, które jest od pierwszej chwili solą w oku Trumpa i prawdopodobnie zostanie wkrótce zerwane. Prawdę mówiąc, więcej w tym zasług Johna Kerry'ego i Siergieja Ławrowa oraz ministrów spraw zagranicznych Francji, W. Brytanii, Chin i Niemiec niż Obamy, ale liczy się na jego konto, bo odbyło się to w ramach jego prezydentury. Za jego czasów Izrael był trochę osierocony, zaś Arabię Saudyjską poproszono, żeby zapłaciła odszkodowanie amerykańskim ofiarom 9/11. Jednak parę dni temu karta się odwróciła — Arabia Saudyjska jest teraz „w łaskach" Trumpa, więc amerykański sąd wydał wyrok i roszczenia przeniosły się do Iranu. Ponad 6 miliardów! Nawiasem mówiąc, co ma amerykański sąd do innego, niezawisłego kraju?

    Koniec kadencji Obamy to rozpoczęcie przez Arabię Saudyjską wojny w Jemenie. Królestwo saudyjskie wyręcza tu Stany Zjednoczone, robiąc „padgatowkę" pod „zmianę reżimu", którą zamierza zrobić administracja waszyngtońska na spółkę z Pentagonem. Za to wszystko już mu grozi muzułmańskie piekło, a tu jeszcze dochodzi taki mały drobiazg jak osobiste decydowanie, kto ma być zamordowany przy pomocy dronów. Ta pożyteczna zabawka weszła na stałe do i tak już wystarczająco śmiercionośnego arsenału narzędzi do zabijania amerykańskiej armii. Obama dodał jej swoistego „lukru" i dobrowolnie zapisał się na listę zbrodniarzy wojennych, która nie po to istnieje, żeby dobrać się ludobójcom do skóry, lecz po to, aby mogli chodzić dumnie w glorii i chwale. Tak w wielkim skrócie można podsumować pełne sukcesów panowanie Obamy.

    Czy Wysoka Komisja Nagrody Nobla ma zamiar popełnić następną gafę i przyznać pokojową nagrodę obecnemu prezydentowi Stanów Zjednoczonych? Chodzą takie słuchy, że grupa jastrzębi amerykańskiego establishmentu zamierza go wystawić do tej nagrody. Cóż takiego popełnił Trump dla pokoju na świecie? Jak się okazuje — wbrew namacalnym faktom — Trump wyplenił ISIS i wygrał wojnę w Syrii. Wygrana już jest, ale do pokoju jeszcze daleko, bo przeszkadza w jego ustanowieniu „agresywna postawa Rosji, Chin i Iranu oraz libańskiego Hezbollahu". W tym celu w Syrii i Iraku powstają amerykańskie bazy. Wróciła też porzucona kilka miesięcy temu śpiewka, że „Asad musi odejść", a w amerykańskiej koalicji uaktywniły się kontyngenty Francji, W. Brytanii i Niemiec. Oto jak mocno pachnie rządom tych krajów syryjsko-iracka ropa. Firmy budowlane tych państw czyhają w kolejce w nadziei otrzymania kontraktów na odbudowę Syrii i przy okazji na zakotwiczenie się tam na stałe. Oczywiście nie za darmo.

    Drugim wielkim, pokojowym wyczynem było doprowadzenie do pokojowego rozwiązania kryzysu koreańskiego. To przecież nikt inny tylko Trump, swoją nieustępliwą i twardą postawą, przy pomocy drakońskich sankcji zmusił Kima do ustępstw. Wziął głodem naród koreański, aby złamać nieustępliwego „rakietnika". Jak przebiegną rozmowy dwóch leaderów nuklearnych mocarstw (koreańskie „mocarstwo" jest dopiero w trakcie rozwoju), jeszcze nie wiemy, bo mają się odbyć w maju, gdy obaj postawią swoje warunki, ale samo ściągnięcie Kima do stołu obrad jest już niemałym sukcesem. Ten sukces utwierdził Trumpa, Halley i całą resztę jastrzębi, że jednak pokój można osiągnąć tylko przy pomocy siły i potęgi imperialistycznego mocarstwa nuklearnego. Czy Kim odda Koreę Północną bez jednego wystrzału, wątpię (Trump obiecał, że „wyjdzie", jeśli rozmowy nie będą po jego myśli), ale wierzę w Południową Koreę, która powinna dać sobie radę z okupantem i przedłożyć interesy wewnątrz koreańskie nad wysługiwanie się obcemu mocarstwu. Gdyby do tego doszło, Japonia byłaby następnym krajem, który pokazałby dwa palce okupantowi, a potem otrząsnąłby się Wietnam i Filipiny, a Amerykanom pozostałyby tylko Guam, Nowa Zelandia (która się woli nie mieszać) i Australia. Wtedy dopiero zapanowałby pokój w tamtym rejonie, ale to już nastąpi nie za tego prezydenta.

    Prezydent Korei Południowej Moon Jae-ina i lider KRLD Kim Dzong Un
    © REUTERS / Korea Summit Press Pool
    Myślę zatem, że mrzonki o Noblu dla Trumpa są bardzo przedwczesne, i sądząc po tym co piszą jego przeciwnicy, jeśli Komisja znowu nie zostanie „przekonana" przez amerykańskie lobby i podejdzie do jego kandydatury poważnie i uczciwie, to Trump nie powinien robić sobie zbytnich nadziei, zwłaszcza, że „nadzieja matką głupich" oraz jak powiedział pewien mędrzec: „jedna nadzieja spełniona jest matką dziesięciu nadziei poronionych".

    Zapomniałem o jeszcze jednym, tym razem grupowym kandydacie. „Białe Hełmy"! Gdzie nie spojrzeć w Syrii, Białe Hełmy zarabiają sobie na najwyższe uznanie. A ponieważ ich szerzenie pokoju zostało już nagrodzone Oskarem, mogłyby się ubiegać o Nobla w dziedzinie chemii stosowanej w kraju, który właśnie wygrał wojnę.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji. 

    Zobacz również:

    Na Krymie znaleziono wiadomość od neandertalczyków
    „Kinżały”przeleciały nad Moskwą
    Prezes w szpitalu. PiS się chwieje
    Tagi:
    Nagroda Nobla, Białe Hełmy, Baszar al-Asad, Donald Trump, Barack Obama, Libia, Syria, USA
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz