00:18 18 Listopad 2018
Na żywo
    Flaga USA

    Kłamstwo na kłamstwie jedzie i kłamstwem pogania

    CC0 / Pixabay
    Krótki link
    Piotr Listkiewicz
    201184

    No i mamy następną intrygę na skalę - powiedziałbym - „przemysłową". Jak każda intryga made in USA, jest tak grubymi nićmi szyta, że dziecko z podstawówki nie dałoby się oszukać. A mimo to na te różne intrygi, plotki i fejki dają się nabierać poważni, zdawałoby się, politycy.

    A może nie? Może żaden z nich nie jest tak naiwny i głupi, ale ponieważ wie, co rzeczywiście w trawie piszczy, oraz wie, że jeśli nie zamknie oczu i nie włączy się w intrygę, to nie dość, że jego państwo może stracić cennych „sojuszników", ale on sam, osobiście, zostanie odstawiony od koryta? Nie chce mi się bowiem wierzyć, że politycy, którzy mają do dyspozycji wywiady, kontrwywiady oraz dostęp do najbardziej tajnych dokumentów i faktów, bezwolnie idą jak w dym za tym, co USA wymyśli. Oni znają prawdę i choć ta prawda bywa bardzo zniekształcona osobistymi i narodowymi uprzedzeniami, mają o wiele lepszy ogląd sytuacji niż na przykład zwykły człowiek z ulicy.

    Na łamach Sputnika są fora na koniec każdego artykułu, gdzie wypowiada się grupa ludzi zainteresowanych sytuacją na świecie i w Polsce. Gdy się czyta niektóre komentarze ludzi próbujących dobrze radzić Putinowi, Ławrowowi, Merkelowej, Makronowi, a nawet Trumpowi, zaiste śmiech pusty człowieka napada. Putin dobrze wie, co się święci na świecie, i nikt tu nie może konkurować z najlepszym z najlepszych wywiadów tej planety. Dlatego Putin dobrze wie, co robi i co ma robić w dalszej kolejności. Dla nas sytuacja na świecie jest równaniem z wieloma niewiadomymi i doprawdy niektóre posunięcia Putina mogą nas irytować. Dlaczego wycofał wojska z Syrii i ogłosił zwycięstwo, skoro dzisiaj dostajemy informacje z różnych źródeł, że walki nadal trwają prawie w całym kraju? Dlaczego terrorystów wywozi się klimatyzowanymi autokarami w inne miejsca, gdzie dokonują przegrupowania, otrzymują broń od Zachodu i dalej przeszkadzają w ustanawianiu pokoju? Czy mało jest tam miejsca, żeby ich internować i zapędzić do roboty przy odbudowie kraju, który sami zniszczyli?

    Prezydent Rosji Władimir Putin i prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan w czasie spotkania w Stambule
    © Sputnik . Sergey Guneev
    Są to pytania na razie bez odpowiedzi. Polityka Putina polega na nieujawnianiu zawczasu atutów w garści i dodatkowych asów w rękawie. Cóż to byłby za strateg, który roztrąbiłby swoje plany i posunięcia ułatwiając w ten sposób działania przeciwnikowi?

    Trump dopiero od niedawna stara się trzymać język za zębami — jego wcześniejsze przemówienia i wpisy na Twitterze pełne były zapowiedzi, co ma zamiar zrobić lub jak zareagować w odpowiedzi na sytuację na świecie. Posuwał się nawet do twitterowej pyskówki z koreańskim Kimem, posługując się niewybrednymi epitetami. Poza tym były same kłamstwa próbujące usprawiedliwić niedotrzymanie tej lub owej obietnicy z czasów kampanii wyborczej. Gdyby nie powstrzymująca go polityka doradców, sekretarza stanu i nawet Pentagonu, przynajmniej od roku mielibyśmy trzecią wojnę światową. Wszelako dwie z obietnic zostały dotrzymane: Trump wyprowadził Amerykę z porozumienia paryskiego w sprawie klimatu oraz doprowadził do wycofania USA z porozumienia w sprawie zahamowania irańskiego postępu w badaniach nuklearnych, podpisanego przez tzw. „5+1" (USA, Rosję, Chiny, UK i Francję + Niemcy). Tę ostatnią decyzję, zapowiadaną od miesięcy, Trump ogłosił cztery dni przed terminem (12.05.2018), pomimo protestów i prób łagodnej perswazji europejskich sygnatariuszy układu oraz protestów Chin, Rosji i Iranu.

    Tak więc Trump postawił na swoim. Ale nie sam. Żeby usprawiedliwić przed opinią publiczną wszystkie oskarżenia i kłamstwa: np. że Iran popiera terrorystów (czyt. wspomaga libański Hezbollah, uważany w Izraelu za organizację terrorystyczną) i Houti (organizację partyzancką Jemenu, uważaną przez Arabię Saudyjską za organizację terrorystyczną); Iran stopniowo przechodzi na transakcje handlowe w swojej walucie państwowej, w juan lub w euro, tym samym lekceważąc amerykańskiego dolara, co już jest wystarczającym świętokradztwem, żeby rozpętać wojnę — vide Libia, Irak; Iran niewątpliwie będzie walczył, jeśli Ameryka posunie się dalej w swoich zamiarach „zmiany reżimu" w tym kraju, a przede wszystkim zechce obalić „dyktatora religijnego" ajatollaha Khamenei. I, jak się zdaje, będzie to bardzo długa wojna, podobnie jak w Iraku i Afganistanie. Oczywiście jeśli do niej dojdzie.

    Aby usprawiedliwić posunięcie Trumpa, tydzień temu izraelski premier wymyślił plotkę, że jego Mossad przechwycił ściśle tajne irańskie archiwum zawierające pół tony dokumentów na temat irańskiego, potajemnego programu mającego na celu dalsze prace przy produkcji bomby atomowej. Kto uwierzy w prezentację (kilkadziesiąt slajdów) Netanyahu? Kto da się nabrać na tak dziecinnie prymitywne kłamstwo? Mossad wykradł dokumentację papierową i komputerową akurat na niecałe dwa tygodnie przed anonsem Trumpa, za którym poszło podpisanie zerwania porozumienia z Iranem ze strony USA. Oczywiście na życzenie, a może nawet na rozkaz Izraela.

    Jest to intryga o kluczowym znaczeniu dla wszystkich zainteresowanych — być może za wyjątkiem Izraela, który jako jej architekt będzie się śmiał ostatni, bo to właśnie Żydom dostaną się wszystkie „pozytywne" owoce światowej zawieruchy. Tak im się przynajmniej wydaje. Iran stanie się przedmiotem dywanowych nalotów z kilku stron na raz. Od strony Arabii Saudyjskiej, od strony Izraela oraz od strony Syrii i Iraku koalicja Francji, UK (być może Niemiec) pod wodzą USA. Przydałoby się mieć bombę atomową, aby przyhamować zapędy, ale Iran przestrzegał skrupulatnie wszystkich punktów porozumienia i bomby atomowej nie ma.

    Natomiast USA nie tylko nie zniosły wszystkich sankcji — jak było powiedziane w porozumieniu — lecz w okresie od 2015 roku do dzisiaj dołożyły następnych. Iran jest prawie tak zduszony sankcjami Zachodu jak Korea Północna.

    Intryga zrobiła ogromną krzywdę Stanom Zjednoczonym. Mówi się u nas, że „raz Cygan przejdzie przez wieś…" — inaczej mówiąc, gdy ktoś raz zostanie przyłapany na kłamstwie, nikt już mu potem nie wierzy. Prezydenci i politycy USA tysiące razy zostali złapani na kłamstwie i jedynie naiwne rządy krajów Trzeciego Świata jeszcze liczą na resztki uczciwości hegemona, od którego spodziewają się poparcia i sowitych apanaży za sprzedaż swoich krajów za drobne pieniądze.

    Wojna domowa w Syrii
    © AP Photo /
    Nawet skorumpowane zachodnie media nie poparły Trumpa, twierdząc, że wbił ostatni gwóźdź do trumny amerykańskiego prestiżu. Jedynie Bolton i Pompeo oraz wierna Nikki Haley, są za. Establishment zaciera ręce — „szykuje się nowa wojenka". A co Kim powie? Czy nadal będzie chciał wykazywać dobrą wolę? Czy zechce słuchać gangstera i kłamcy — jego żądań, ultimatów i fałszywych obietnic? Nawet gdyby tym razem doszło do jakiegoś porozumienia, wiadomo z góry, że czy to będzie ten prezydent, czy jakiś jego następca, po Stanach Zjednoczonych można się spodziewać tylko oszustwa. Kto zatem będzie chciał cokolwiek negocjować, układać się, porozumiewać ze stroną, która notorycznie łamie swoją własną konstytucję, ustalone przez samych siebie prawa — która łamie wszystkie prawa międzynarodowe i która zrobiła z ONZ wygodnego i posłusznego lokaja. Każdy układ z takim państwem jest niebezpiecznym ryzykiem.

    Putin podchodzi do Stanów Zjednoczonych jak do dzikiego, rozbrykanego konia, który nie miał zbyt częstych kontaktów z ludźmi. Ostrożnie, ale śmiało i bez lęku. Dlatego USA tak się go boi. Dla USA każdy, kto jest grzeczny, słaby, idzie na ustępstwa, na kompromisy, udowadnia, że się boi. Tylko nieustępliwa postawa, taka jaką prezentuje Północna Korea, Rosja, Chiny, Syria i Iran, ma szansę oprzeć się amerykańskiej agresji. Putin doskonale sobie z tego zdaje sprawę i ani przez moment nie wierzy i nie ufa Zachodowi. Ta jego wiedza pochodzi z osobistych doświadczeń. Rosja była o moment od największego kataklizmu od czasów Rewolucji Październikowej, gdy Zachód zaczął bardzo szybko wchodzić młodej Federacji na głowę za czasów Gorbaczowa i Jelcyna. Gdyby nie Putin, Rosja dzisiaj byłaby podobna obecnej Ukrainie.

    Mówi się, że kłamstwo ma krótkie nogi. Oznacza to, że na kłamstwie nie zajedzie się daleko. Kłamstwo wyłazi na wierzch bardzo szybko i jak kij, który ma dwa końce, uderza dotkliwie tego, który się nim posłużył — często zanim uderzy drugi koniec kija, który był wymierzony w kogoś innego.

    Ameryka tonie w kłamstwach. God save America!

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Izrael ocenił rezultaty nocnego ataku na Syrię
    MO Rosji: Syryjskie systemy obrony powietrznej odbiły atak Izraela
    Dlaczego we Włoszech nie uczą się i nie pracują
    Tagi:
    Donald Trump, Władimir Putin, Korea Północna, Iran, Syria, USA, Rosja, Ukraina
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz