03:40 22 Wrzesień 2018
Na żywo
    Prezydent Rosji Władimir Putin daje kwiaty minister spraw zagranicznych Austrii Karin Kneissl na jej ślubie z finansistą Wolfgangiem MeilingeremWładimir Putin na weselu szefowej austriackiego MSZ Karin Kniceil

    Kindersztuba

    © Sputnik . Aleksey Druzhinin © Sputnik . Alexey Druzhinin
    1 / 2
    Krótki link
    Piotr Listkiewicz
    7560

    Podobnie jak w poprzednich felietonach, znowu słowo zapomniane, które warto przypomnieć chociażby dlatego, że zarówno w Polsce, jak i na Dzikim Zachodzie kindersztuby szukać z przysłowiową świecą. Za to nie potrzeba szukać pospolitego chamstwa. Jest bowiem wszędzie.

    Prezydent Rosji Władimir Putin po tańcu z szefową austriackiej dyplomacji Karin Kneissl
    © Sputnik . Aleksey Druzhinin
    Zachodnie media rozszalały się po ślubie austriackiej minister spraw zagranicznych, który odbył się w małej miejscowości w okolicach Grazu. Prawdopodobnie nikt nie zwróciłby uwagi na to skromne, prywatne wydarzenie, gdyby nie równie prywatna obecność rosyjskiego prezydenta. Szok dla mediów i rządów państw zachodnich, bo ślub był skromny, bez pompy, picu i świcu. Rozpętał się prawie skandal, bo wizyta Putina była dla mediów zaskoczeniem. Zresztą nie tylko dla mediów — wprawdzie nowożeńcy go proforma zaprosili, ale tak naprawdę nikt nie oczekiwał, że przyjedzie.

    Putin z bukietem kwiatów
    © Sputnik . Sergei Guneyev
    A tu niespodzianka! Medialne krasnale, gnomy i trolle jak zwykle miały za złe. Jak można nie wiedzieć o tym, co się dzieje w prywatnym życiu Putina! Aby umniejszyć znaczenie faktu, media na poczekaniu zmyśliły, że Putin wcale nie miał zamiaru uczestniczyć w weselu, ale po drodze mu było na spotkanie z Angelą Merkel w Berlinie. Media, które zawsze muszą wiedzieć najpierw, aby zrobić szum i skandal dokoła tak niezwykłej, zakulisowej sprawy nie wiedziały, że ta „niespodziewana" wizyta w Austrii była planowana, a Putin jako dobry znajomy obojga nowożeńców, był oficjalnie wcześniej zaproszony, o czym oczywiście nie musiał informować zachodnich szczekaczek.

    Niemniej tajemnicza była podróż do Merkel: O czym oni ze sobą gadali?— obgryzają paznokcie specjaliści od polityki międzynarodowej. Rozmowa — o zgrozo! — odbyła się przy drzwiach zamkniętych, bez tłumaczy, po niemiecku. Nie było nikogo, kto by mógł podsłuchać i później sprzedać mediom. A więc następne pole do spekulacji i teorii spiskowych. Na pewno rozmowa dotyczyła „północnej rury" — domyślają się media — ale co jeszcze? Rura to nie wszystko! Co jeszcze?

    Spotkanie Władimira Putina i Angeli Merkel w Berlinie
    © Sputnik . Aleksey Druzhinin
    Spotkanie Władimira Putina i Angeli Merkel w Berlinie

    Kwaśno skrytykowano prezenty ślubne dla młodej (no, nie tak znów młodej) pary. Putin przywiózł ze sobą kozacki zespół folklorystyczny z Kubania, jakiś tam landszaft, starą drewnianą masielnicę (na cholerę pani minister masielnica — nie może kupić masła w supermarkecie?) oraz tradycyjnie samowar (po co, skoro są torebki do maczania?). Przecież Putina stać na brylantową biżuterię, a tu masielnica i samowar! Ale skąpy chytrus!

    Władimir Putin i Angela Merkel
    © Sputnik . Aleksey Druzhinin
    Putin zatańczył z Karin walca do wtóru dawnej piosenki ludowej, aby na koniec pocałować ją w rękę i podwójnie ukłonić się „szurając nogami" w pozycji „na baczność". To zostało odwzajemnione głębokim dygiem panny młodej. Normalna rzecz u tych z nas, którzy znają kindersztubę, ale zjawisko szokujące dla prasy zachodniej. Nawiasem mówiąc głęboki dyg Teresy May przed królową, również został ostatnio obśmiany przez zachodnią prasę, choć przynajmniej angielskie gazety powinny być obeznane z dworską etykietą przestrzeganą przez dwór angielski podczas wszystkich uroczystości i oficjalnych spotkań.

    Jakiś murdochowski gryzipiór zadał sobie trud przeczesania życiorysu Karin, aby następnie postawić tezę, że jej dyg został wyuczony na lekcjach tańca w dzieciństwie. No i co z tego? Pewnie z artykułu o dygu May, dowiedział się, że według dworskiej etykiety dyg oznacza symboliczne poddanie się komuś ważnemu (Teresa May jest oficjalnie poddaną królowej), więc wykonanie dygu przed Putinem musiało być aluzją do poddania siebie jako austriackiego polityka, a co za tym idzie ukazanie, że oto cała Austria korzy się przed Putinem, czyli składa hołd przed Federacją Rosyjską. Tymczasem Karin po prostu zademonstrowała elegancki gest nabyty w dzieciństwie i nie ma tu żadnych podtekstów ani sensacji.

    Prezydent Rosji Władimir Putin po tańcu z szefową austriackiej dyplomacji Karin Kneissl
    © Sputnik . Aleksey Druzhinin
    Prezydent Rosji Władimir Putin po tańcu z szefową austriackiej dyplomacji Karin Kneissl

    Reszty ceremoniału gryzipiór nie zauważył. Całowanie kobiety w rękę, będące zwyczajem niemieckim i austrowęgierskim przechowało się jeszcze tylko w Polsce i Rosji. Ukłon mężczyzny przed poproszeniem do tańca oraz po jego zakończeniu został dawno zapomniany. Gdy tylko ucichnie muzyka współczesny partner najczęściej porzuca partnerkę na środku sali odchodząc do baru lub do innej partnerki. Dziękowanie za taniec? Całowanie w rękę? Co za przeżytek! Teraz nie całuje się w rękę, lecz bezwstydnie migdali podczas tańca przypominającego uprawianie seksu na stojąco.

    Po powrocie z parodniowego wypoczynku, Karin wróciła do pracy, gdzie od razu została napadnięta przez prasę. Jedna z austriackich gazet, Kronen Zeitung, męczyła ją kilka godzin podczas wywiadu przypominającego policyjne przesłuchanie, które zakończyło się zemdleniem Karin. Prawie wszystkie pytania dotyczyły dygu po zakończeniu tańca i roli jaką ten dyg odegrał w stosunkach międzynarodowych Austrii i Rosji. Co się kryło za tak niespodziewaną wizytą Putina? Co oznaczał dyg, który według interpretacji medialnych trolli oznacza gest poddania się drugiemu człowiekowi? Dlaczego Putin pocałował ją w rękę? Czy to jakiś szyfr?

    Spotkanie Putin-Merkel w Soczi
    © Sputnik . Aleksey Nikolskyi
    Inne media rozwodzą się nad nietaktem Putina, który rzekomo „ukradł" uroczystość panu młodemu, skierowując swoim przyjazdem na siebie uwagę publiczności. Jedne mówią o godzinie, inne o 70 lub 80 minutach tego „ukradzionego" czasu, gdy panna młoda była cały czas zajęta dostojnym gościem. Jeszcze inne zastanawiają się nad politycznym znaczeniem wymienionych ukłonów, pocałunków i gestów, a być może nawet szeptem wypowiedzianych słów.

    Zachowanie Putina kiedyś nazywało się galanterią, a teraz, bardziej współcześnie, elegancją. Elegancja wbrew pozorom nie polega na dobrze skrojonym garniturze, wyczyszczonych butach i paznokciach bez „żałoby", ale przede wszystkim na eleganckim zachowaniu, czyli na obyciu towarzyskim i znajomości zasad.

    Prezydent Rosji Władimir Putin
    © Sputnik . Aleksey Nikolskyi
    Tę znajomość zasad nabywa się podczas wychowania w „dobrym domu", w „dobrej szkole" i w „dobrym towarzystwie". Co te słowa znaczą? Dobry dom to taki, w którym panuje wytworna atmosfera, a dziecko naśladuje „eleganckich" rodziców i resztę rodziny. Dobra szkoła za te bajońskie sumy, jakie się za nią płaci, ma uczyć eleganckich zwyczajów i zasad eleganckiego współżycia w dobrym towarzystwie. To jest kindersztuba — w dosłownym tłumaczeniu „dziecięca szkoła" — która polega na kształtowaniu dziecka od kołyski do dorosłego pójścia na swoje. Kształtowania na najwyższym poziomie.

    Kindersztuba wywodzi się z arystokracji i burżuazji. W dobrych domach, na ogół niemieckie i francuskie guwernantki, uczyły dzieci przede wszystkim właściwego zachowania, języków obcych, podstaw matematyki, fizyki, chemii oraz historii i geografii państwa i świata. Guwernantki, nauczyciele i rodzice wiedzieli, że to właśnie eleganckie zachowanie utoruje młodzieńcowi drogę do kariery, a niekoniecznie znajomość wyższej matematyki. Z tych elitarnych środowisk rozchodziła się wiedza i kultura dalej, stanowiąc klasę burżuazji. Mowa tu o ludziach tak zwanej wyższej sfery, z której przykład brały sfery niższe wszystkich społeczeństw europejskich.

    Ameryka Północna to kraje emigrantów — są zlepkami różnego rodzaju europejskiej hołoty. Czy można w Ameryce oczekiwać jakiejś kindersztuby? W Ameryce multi-kulti składa się z różnorodności wszystkich możliwych ras i kultur. Obok klasy biznesowej są potomkowie sprowadzonych kiedyś z Afryki niewolników, potomkowie miejscowych Indian, osadników, poszukiwaczy złota, emigrantów najprzeróżniejszego sortu i klasy robotniczej, która ulega pomału metamorfozie z najbiedniejszych robotników do klasy średniej zajmującej się rzemiosłem, usługami i drobnym biznesem. Przez trzy wieki przyjeżdżali tu ludzie „za chlebem", a panowała kultura pięści i colta.

    Dlatego ogół ludności Ameryki nie ma zielonego pojęcia o jakiejś tam kindersztubie. W większości nawet nie wie co ten termin znaczy. Do dzisiejszego dnia szkoły państwowe nie zadają sobie trudu, aby wychowywać amerykańskie młode pokolenia, ograniczając się do nauczania kilku przedmiotów ogólnokształcących na najniższym światowym poziomie. Twierdzi się, że cały świat powinien mówić po angielsku, więc nauka języków innych niż angielski nie jest nikomu potrzebna.

    Jednakże „dobre", prywatne szkoły podstawowe i średnie, do których chodzą dzieci z „dobrych" domów, tzn. z tych, których stać na astronomicznie drogie czesne, dbały i nadal dbają o to, żeby dzieci opuszczały te szkoły dobrze „ułożone", wychowane, zdyscyplinowane — tak, aby nie przynosić wstydu rodzinie i psuć dobrej opinii szkole.

    Bez cienia wątpliwości obecny, 45-ty amerykański prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump, w dzieciństwie syn multimilionowej rodziny, uczęszczał do takich właśnie szkół. Jak to się zatem stało, że nie umie się właściwie zachować? Pewnie trenował golfa w tym czasie? Zapina się marynarkę nie wtedy, gdy jest zimno, lecz dlatego, że rozpięta marynarka świadczy o braku szacunku dla osoby, z którą przychodzi się witać i czyni garnitur niekompletnym strojem. Dokładnie tak samo jak rozpięty rozporek. Trump dokładnie zlekceważył królową, witając się z nią z garniturem w nieładzie i pogardliwie odrzuconą w tył głową, nie wspominając o takiej dyplomatycznej i kurtuazyjnej gafie jak wpakowanie się przed nią podczas ceremonialnej odprawy gwardii królewskiej.

    Prezydent USA Donald Trump
    © AFP 2018 / Brendan Smialowski
    Widzimy zatem różnicę pomiędzy wodzem super wyjątkowego, cywilizowanego, super demokratycznego, bogatego i oświeconego super narodu a wodzem nadal jeszcze „dzikiego", biednego i dyktatorskiego, euroazjatyckiego plemienia. Pierwszy chce zawładnąć światem przy pomocy wojen, zaś drugi chce ich uniknąć i zaprowadzić ogólnoświatowy, trwały pokój. Jednakże to czego chce Trump niekoniecznie musi się spełnić. Jak dotąd żaden Drang nach Osten nikomu się nie udał.

    Odwrotnością pychy i samozadufania jest pokora. Putin jest zewnętrznie — swoim zachowaniem — i wewnętrznie, mentalnie i duchowo, skromny i pokorny. Na dłuższą metę tylko pokorni wygrywają. Zaś Trumpowi można tylko doradzić, aby spakował tornister i wrócił do tej „dobrej szkoły" — tam, gdzie nauczają kindersztuby.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

     

    Zobacz również:

    Trump o „chemii" w kontaktach z Putinem i Kim Dzong Unem
    Trump napisał list do Putina
    Na Kapitolu podmieniono portret Trumpa na Putina
    Czym Trump imponuje Putinowi
    Tagi:
    polityka, wesele, dyplomacja, Karin Kneissl, Donald Trump, Władimir Putin, Angela Merkel, Wielka Brytania, USA, Rosja
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz