06:15 23 Wrzesień 2018
Na żywo
    Zniszczony most w mieście Huế, Wietnam

    Źle o zmarłych bohaterach

    © AP Photo / Eddie Adams
    Krótki link
    Piotr Listkiewicz
    6421

    Zwykliśmy o zmarłych mówić dobrze i choć ten zwyczaj jest zwyczajną hipokryzją, w różnych krajach - w tym w Polsce - urósł do miary obowiązków, którym hołdujemy przez lata zupełnie nie wiadomo dlaczego.

    Bowiem ten nasz krewniak lub bohater narodowy mógł być w istocie rzeczy superdraniem, ale ponieważ zrobił raz coś „wielkiego", albo nie zrobił w ogóle niczego, poza tym, że urodził się, żył i umarł, sam jego status zimnego trupa zwyczajowo nakazuje nam wynosić jego zalety pod niebiosa. Żeby zaś nie podpaść i nie wyjść na odmieńca, w najlepszym wypadku możemy milczeć, aby nie być w niezgodzie z własnym sumieniem, które nakazuje nam powiedzieć bez ogródek, że „król jest nagi".

    A zatem o zmarłym „bohaterze" wolno mówić tylko dobrze, nawet gdyby ów osobnik był pospolitym przestępcą kryminalnym lub wojennym albo nawet po prostu świnią. Mówimy o nim dobrze, aby paradoksalnie dalej pompować jego ego, którego już nie ma, bo wraz z ciałem spoczywa w mniej lub bardziej okazałym grobie.

    John McCain
    © AP Photo / Gerry Broome
    Urabiamy mu fejkową, pozytywną opinię, aby czasami nie zranić jego uczuć, które dawno temu lub przed chwilą odeszły wraz z ciałem. W tym celu tak obracamy prawdą, aby uwypuklić jego dobre cechy, których większość nie istniała do czasu wygłoszenia pogrzebowego epitafium. Nie były ukryte bynajmniej — po prostu nigdy wcześniej nie istniały. Natomiast istniejące złe i nikczemne cechy chowane są w najciemniejsze kąty jego osobowości. Mówca daje im umrzeć wraz z ciałem, nad którym z patosem artykułuje subiektywną mowę pogrzebową.

    Można wybaczyć Megan, córce McCaina, wychwalanie ojca do ostatnich granic przyzwoitości. Można jej wybaczyć robienie z ojca bohatera, jakiego jeszcze Ameryka nie miała. Jak się zdaje córka senatora nie mogła inaczej postąpić. Jednak Megan — jabłko, które upadło niedaleko od jabłoni — posunęła się za daleko w swoich, ze wszech miar subiektywnych, opiniach na temat wojny wietnamskiej, która według jej mniemania i mniemania reszty ogłupionych Amerykanów, miała uchronić wietnamskich podludzi i amerykańskich nadludzi od komunizmu czyhającego ze strony Maoistowskich Chin i Chruszczewskiego Związku Radzieckiego i umocnić swoje wpływy na wschodnim wybrzeżu Pacyfiku. 

    Senator John McCain, 2017
    © REUTERS / Aaron P. Bernstein
    Jak wiemy nic z tego nie wyszło pomimo dywanowych nalotów, w których uczestniczył jej ojciec, amerykański bohater, John McCain, ton napalmu oraz wszelkiego rodzaju broni chemicznej i biologicznej, której skutki są widoczne i odczuwalne do dzisiaj.

    McCain został amerykańskim bohaterem, bo walczył w „dobrej sprawie", czyli uzyskania hegemonii USA nad światem. Podczas jednego z nalotów został zestrzelony i na pięć lat dostał się do wietnamsko-radzieckiej niewoli, aby na własne oczy zobaczyć tych, na których zrzucał bomby. Oprócz znienawidzonych „małych człowieczków" z Wietkongu zobaczył dzieci, kobiety i starców, których nędza i ciągły strach odwodziły od zmysłów.

    Amerykański A-1E zrzuca bombę fosforową. Wietnam, 1966 r.
    CC0 / USAF
    Amerykański A-1E zrzuca bombę fosforową. Wietnam, 1966 r.

    Jednak jego sumienie nadal było najzupełniej czyste. Taka jest oto siła nienawiści, która zabija cały pozytyw w człowieku. Nienawiści irracjonalnej, bo przecież John był wtedy dwudziestoparoletnim człowiekiem i niewiele w swoim życiu widział i przeżył. Człowiekiem?— zapytamy. Czy może bestią w ludzkim ciele?

    Tę nienawiść John McCain kultywował i hołubił przez te wszystkie lata aż do swojej śmierci, będąc niezmiernie aktywny w gronie takich samych jak on podżegaczy wojennych. Nie mogąc (a może bojąc się) stanąć w szeregu z odkrytą piersią (sorry za patos w tym miejscu) naprzeciw stworzonych przez siebie wrogów, oddał się karierze politycznej jako gubernator Arizony, gdzie gorąco popierał ideę posiadania broni i jej noszenia przy sobie jak za dawnych czasów Dzikiego Zachodu.

    Co się zaś tyczy uczestnictwa w polityce zagranicznej USA, wsławił się jako kongresman i senator w Amerykańskim parlamencie. Tam jako jeden z prawodawców był zwolennikiem twardej polityki militarnej w stosunku do krajów, gdzie „american boys" bombami niszczyli lokalne demokracje, aby zaprowadzić demokrację na amerykańską modłę. I rozgrabić te państwa w zamian.

    Niemal żadna z wojen prowadzonych przez Amerykę w ciągu ostatnich 50 lat nie odbyła się bez takiej lub owakiej roli przesiąkniętego nienawiścią McCaina. Był zwolennikiem i reżyserem prawie wszystkich tych wojen. Stał za doktryną likwidacji Rosji i Chin wymyśloną przez naszego niechlubnej pamięci marzyciela wojennego, Zbiga Brzezińskiego i wszelkimi sposobami starał się urzeczywistnić jego obłąkane wizje.

    Nie od dziś wiadomo, że przemysł zbrojeniowy utrzymuje polityków, którzy następnie tak kierują państwem, aby wojen było jak najwięcej. W USA tak zwany establishment, to grupa koncernów zbrojeniowych jak Boening, Lockhead Martin, Sikorski, banków takich jak Rotschild, Goldman Sachs i City of London i wiele innych. Banki pożyczają rządowi na wysoki procent na poczet podatków, rząd daje dotacje Pentagonowi na zbrojenia, za te pieniądze Pentagon „kupuje" broń, sprzęt i amunicję od przemysłu zbrojeniowego, zaś koncerny zbrojeniowe dzień i noc produkują rakiety, samoloty, amunicję i sprzęt. Oraz płacą krociowe podatki, które następnie rząd przydziela Pentagonowi na dalszą produkcję broni. Kółko się zamyka — diabelski młyn się kręci.

    McCain był jednym z „nich", z amerykańskiego imperialistyczno-militarnego establishmentu. Był jednym z „jastrzębi", z podżegaczy wojennych, w każdym przypadku opowiadającym się za wojną. Był jednym z tych, których ręce unurzane były we krwi bezbronnych i niewinnych ludzi w Korei, Wietnamie, Kambodży, Laosie, Jugosławii, Ameryce Południowej, Iraku, Iranie, Syrii, Libii i w krajach afrykańskich. Wystarczy?

    Stał zawsze u boku agresorów, a nigdy po stronie napadniętych, zniewolonych, skrzywdzonych. To „dzięki" takim jak on amerykańskim „patriotom", płonęły miliony hektarów dżungli, pól uprawnych, wioski i miasta. To tacy jak on na co dzień stosowali broń chemiczną i biologiczną, aby z bezpiecznej odległości wytruć więcej i więcej milionów ludzi. Taką samą broń, jaką mają do dziś w swoich arsenałach, do których dopisano drony i amunicję nuklearną.

    John McCain
    © AP Photo / J. Scott Applewhite
    McCain był zaciekłym wrogiem pokoju. Jest to wiodący punkt w jego CV, który można podsumować: „Robił wszystko dla Stanów Zjednoczonych, aby zasłużyły sobie na miano światowego policjanta, prokuratora, sędziego i egzekutora wyroku." Aby po wsze czasy przylgnęło do Ameryki piętno światowego mordercy. Tuż po jego śmierci pod wieloma artykułami, komentatorzy pisali: „Go to hell, for there you belong" („Idź do piekła, bo tam przynależysz").

    Parę dni temu portale społecznościowe, z siedzibą w USA, zlikwidowały kanały kontrowersyjnego Alexa Jonesa, InfoWars, pod pozorem, że jego wystąpienia zaliczają się do kategorii „hate speech" (termin powstał ostatnio i oznacza twarde i ostre, czasami nawet obraźliwe i bez ogródek przekazywanie prawdy, tzn. prawdy obiektywnej, niezgodnej ze standardami oficjalnych massmediów), opowiadają teorie spiskowe i namawiają do agresji. Pogwałcono w ten sposób większość punktów amerykańskiej konstytucji dotyczących wolności słowa i przekonań oraz wiele praw i rezolucji międzynarodowych, w tym ogranego ONZu. Jonesa oskarżono o podżeganie do amerykańskiej rewolucji i — podobnie jak Sokratesa — o mącenie w głowach młodemu pokoleniu.

    Tymczasem, jak dotąd, nikt jeszcze nie wywołał wojny i nikt jeszcze nie zginął z powodu słuchania Jonesa, za to miliony ludzi zginęło (niektórzy w okropnych męczarniach) pod wpływem płomiennych przemówień Johna McCaina w amerykańskim parlamencie. Na retoryczne pytanie w kongresie, co trzeba zrobić, McCain wraz z grupą podobnych mu „bohaterów", dawali jedną, jedyną odpowiedź: „Bombardować!" I jakże często decyzja była przeforsowywana i już na drugi dzień leciały bomby na głowy bezbronnych, najczęściej biednych ludzi.

    Czy to nie była „hate speech"? Była. Bo jakże inaczej nazwać presję na opinię kongresmanów i senatorów, wśród których są niemający pojęcia, gdzie i na kogo te bomby mają upaść i jaką korzyść z tego będą miały Stany Zjednoczone?

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    USA przerzuciły dodatkowe wojska do Syrii
    Pentagon: To jest prawdziwe zagrożenie dla USA
    „Terroryzm morski": kto ma rację na Morzu Azowskim i co USA do tego
    USA vs. Rosja - Turcja wybrała
    „USA nie ukryją się przed rosyjską bronią”
    Kosmiczne wojska USA: ogromna siła czy nieprzewidywalne zagrożenie?
    Tagi:
    śmierć, wojna, historia, John McCain, Libia, Irak, Kambodża, Wietnam, USA
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz