06:19 14 Listopad 2018
Na żywo
    Nowożeńcy

    Ślub pod płotem, a wesele potem

    © Fotolia / Pressmaster
    Krótki link
    Piotr Listkiewicz
    3263

    Za tzw. „komuny" wpajano nam, że rodzina jest „podstawową komórką społeczną". Nie był to bynajmniej pusty slogan. Bowiem, gdy rodzina jest spójna, żyje zgodnie z prawami ludzkimi i boskimi, tak samo jest społeczeństwo.

    Względna zgoda pomiędzy rodzicami nawzajem, pomiędzy rodzicami i dziećmi oraz dbałość o starsze pokolenie, zapewnia harmonię, współpracę i jednomyślność.

    W PRL nie było łatwo. Czasami nawet podstawowe dobra materialne trzeba było „zdobywać" wystając w kolejkach lub kupując na czarno. Pamiętamy, dlaczego tak było. Niemal cały kraj był zmasakrowany wojną i wyludniony. Polska była na końcu długiej listy krajów, które miały szanse otrzymać zapomogi od reszty świata — zresztą europejskie kraje rozwinięte też były zniszczone i miały swoje problemy. Amerykańska „UNRA z wujem USem" była kroplą w morzu bieżących potrzeb. Musieliśmy zakasać rękawy i radzić sobie sami przy wydatnej pomocy ze strony ZSRR, którego zachodnia część była przecież też zrównana z ziemią.

    Warszawa Śródmieście. Warszawa.
    © Sputnik . Krzysztof Żurek
    Mój ojciec, podobnie jak wielu innych, odgruzowywał Warszawę, aby móc przystąpić do odbudowy, która w tamtych czasach wydawała się zadaniem ponad siły. W przerwach pomiędzy zajęciami w podreperowanej Politechnice bez okien, „dorabiał" sobie kilofem i łopatą za menażkę cienkiej zupy z kromką spleśniałego chleba. Później odgruzowywał Starówkę, jednocześnie inwentaryzując każdy detal zrujnowanej architektury. Dzisiejszy turysta przemierzający ze smartfonem Plac Zamkowy i chrupiący bajgle, nie wyobraża sobie, że tego wszystkiego kiedyś nie było. Kupa gruzu i tyle.

    A potem przyszedł czas odbudowy. Pod koniec „rządów" Gomułki i za Gierka, Polska była jednym wielkim placem budowy. Budowano nowe miasta, osiedla mieszkaniowe, szkoły, restaurowano rolnictwo, modernizowano stary i budowano nowy przemysł. Polska zaczęła się liczyć w Europie i na świecie. Z przemysłem wychodziliśmy na rynki zagraniczne, z roku na rok pęczniał eksport, coraz mniej było importu. Krytykowany Gierek pożyczał od Zachodu, ale były to pożyczki na dalsze inwestycje, a nie po to, żeby naród mógł przeżyć. Zanim Polacy mogli przestać zaciskać pasa, wszystko runęło i mamy teraz to, co mamy.

    Nic tak nie konsoliduje ludzi jak bieda. Jak się mówi na Wschodzie, „bieda jest błogosławieństwem w przebraniu". Na wierzch wychodzą w większości dobre cechy, takie jak współczucie, czyli współodczuwanie z bliźnimi, altruizm, dobroć i miłość. Choć oczywiście konkurują ze sobą, to jednak ludzie pomagają sobie w biedzie, trzymają się razem, współpracują, są jednomyślni, dążą do tych samych celów. Mieszkańcy miast uprawiali ogródki działkowe, jeździli na „majówki" nad wodę, wysyłali dzieci na kolonie i obozy. Rozkwitała kultura i sztuka sponsorowane przez państwo.

    Zamożność wprowadza podziały, bo w ludziach budzą się tak brzydkie cechy jak zazdrość, zawiść, pożądanie dóbr, chciwość, a zwłaszcza egotyzm. Popatrzmy na (dosłownie) „zgniły" Zachód. Pęd za pieniądzem zabija altruizm, zgodę i miłość. Na każdym kroku obserwuje się upadek rodziny. Pieniądz utwardza serca i zakłóca racjonalne myślenie. Rodziców urządza się w drugim kącie kraju, dzieci oddawane są obcym (do różnych instytucji, w tym całodobowych szkół), w nieposkromionym szale kupowania ciągle czegoś nowego, zaciąga się wielotysięczne pożyczki bankowe. Matka i ojciec prawie się nie spotykają, bo cały ich czas upływa w gonitwie za dodatkowym dolarem. Rodzina, taka jaką znamy z przeszłości, nie istnieje.

    Choć w Polsce jest nadal wiele rodzin z prawdziwego zdarzenia, jednak dwa ostatnie pokolenia mają tendencje wzorowania się na Zachodzie. Nauka? Po co? Pojedzie się na Zachód i zarobi na winogronach więcej niż jakiś inżynieryna. Ożenić się, czyli związać, mieć jakieś zobowiązania? Po co? „Ślub pod płotem, a wesele potem". Młody człowiek chce być wolny na wszystkich frontach swojej egzystencji, ale nie wie, że prawdziwej wolności próżno szukać w tym świecie. Jest to więc pogoń za chimerą, mirażem, złudnym celem. Człowiek jest tu po to, aby żyć realnie, naprawdę, ale to wymaga przyjęcia i spełniania obowiązków wobec siebie, swojej rodziny, społeczeństwa i swojego kraju. Coś za coś. Innej drogi nie ma.

    Tak zwane „związki partnerskie", czyli jak się to kiedyś mówiło, „na kartę rowerową" lub „kocią łapę", nie zakładają nawet możliwości utworzenia rodziny. Żona lub mąż są zawadą w robieniu kariery jaka by ona nie była. Czy nie lepiej naprędce, z doskoku, byle jak spotkać się w łóżku, w trakcie myśląc o następnym biznesie? A gdy się znudzi jeden partner/partnerka, ileż to roboty poszukać kogoś innego?

    Wszelako idylla trwa tak długo, dopóki nie pojawi się dziecko, które zamiast być otaczane miłością i troską, będzie kością niezgody i źródłem problemów. Wtedy się dopiero zaczyna! Dziecko jest przedmiotem przetargów, a w końcu zostaje na lodzie lub jest podrzucane dziadkom. Stąd walka i contr-walka o prawo do własnej (za przeproszeniem) d…, czyli aborcji. Chcemy zabijać w zarodku życie nowej ludzkiej istoty, zupełnie jakbyśmy byli tego życia twórcami. Czy nie jest to taki sam czyn kryminalny jak zabicie dorosłego? Seks jest do prokreacji, a nie do zabawy.

    Prawa tego świata są mocno nadgniłe. Jeszcze tylko tzw. „kraje nierozwinięte" lub „niedorozwinięte" oczekujące na rozwinięcie przy pomocy amerykańskiej armii, która stworzy im demokrację a la USA, mają prawa jako tako normalne i odwieczny, prawdziwy model rodziny można tam spotkać na każdym kroku. Dlaczego, swoją drogą, coś co zostało wypracowane i praktycznie sprawdzone przez niezliczone tysiąclecia, koniecznie musi być dzisiaj przeżytkiem? Nikt nikomu nie każe orać sochą lub ubierać dzieci w siermięgi.

    Jednak prawa, społeczne zasady etycznego i moralnego współżycia, powinny być takie same jak przed wiekami, ponieważ oparte są na prawach boskich. Jeśli jednak niektóre grupy społeczne, jak różne polityczne „elity", establishmenty, lobby, przemysłowe korporacje i „wybitne" jednostki (vide mój poprzedni tekst o amerykańskim zbrodniarzu wojennym) zaczynają stawać ponad prawem, w takim kraju zaczyna się szerzyć bezprawie.

    Dowodem na to, co wyżej napisałem są wypadki „rozstrzeliwania" kolegów i koleżanek przez nastolatków, którzy mają łatwy dostęp do broni palnej rozmaitego rodzaju. Dałby tradycyjny ojciec takiemu popalić! Nietrudno zgadnąć jaka atmosfera jest w domu takiego zabójcy, jak rodzina jest podzielona, skłócona i jak niewiele poświęca się czasu dziecku od kołyski. Każdy sobie rzepkę skrobie i nie dba o resztę. Młodzież chodzi do szkoły (na ogół tylko do dziesiątej klasy) tak długo, dopóki nie zacznie mu przysługiwać bezrobocie. A potem idzie się na swoje, robi jakieś dorywcze prace, wpada w złe towarzystwo, zaczyna się alkohol i narkotyki. Rodzice od czasu do czasu „pomagają" finansowo, aby uspokoić nieczyste sumienie.

    Ten obraz pochodzi akurat z Australii, z Ameryki, z Europy Zachodniej, ale obecnie szerzy się wszędzie jak zaraza. Jaką rodzinę stworzy już zepsuty młody człowiek — o ile w ogóle jakąś stworzy? Co zatem czeka społeczeństwo, gdy jego „podstawowe komórki" powstaną według takiego modelu?

    Jednakże istnieje pozytywny aspekt. Polska nie jest zupełnie zepsuta. Być może jest jeszcze czas, żeby pewne społeczne procesy odwrócić lub zaokrąglić im kanty. Z racji mojej działalności internetowej otrzymuję sporo listów od polskiej młodzieży — zarówno od uczniów różnych szkół, jak tych pracujących zagranicą. Myślą normalnie. Żyją według zasad etyczno-moralnych i praw. Ich zainteresowania to nie tylko kasa. Jest nadzieja. Pomóżmy im jako społeczeństwo, a opłaci to nam się z nawiązką.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Rodzina do poprawki
    Kupił 150 nabojów: dlaczego „kerczeński zabójca” nie wzbudził podejrzeń
    USA: Strzelanina w kościele mormonów
    Strzelanina na Florydzie: trzy osoby nie żyją
    Niedziela jest dla rodzin
    Maryland: Strzelanina w szkole
    Wojna w rodzinie: Duda skarży się na TVP
    Te rodziny rządzą światem
    Tagi:
    moralność, przemoc, rodzina, Europa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz