16:04 10 Grudzień 2018
Na żywo
    Marsz w Warszawie na 100-lecie odzyskania niepodległości

    „Nasza klasa” przy pomniku Daszyńskiego

    © AFP 2018 / Janek Skarzynski
    Krótki link
    Aleksander Kwaśniewski
    1225

    Leszek Miller przypomniał niedawno, że cała jedność lewicy zaczęła się sypać z powodu wrogich i rozłamowych działań kolegi - byłego - Marszałka Sejmu i byłego Prezydenta.

    Przyglądałem się ludziom, którzy zebrali się przy odsłonięciu pomnika Ignacego Daszyńskiego. Odniosłem wrażenie, że zebrani zeszli się w umówionym miejscu, aby wspominać stare dobre czasy, kiedy sami byli młodymi, pełnymi energii ludźmi. Wyglądało cokolwiek tak jakby to miał być jeden rocznik/jedna grupa, a wyszło, że przyszli przedstawiciele różnych roczników/różnych grup i spotkanie przypominało zebranie byłych uczniów „jakiejś” szkoły. Gdyby z głośników  zabrzmiała piosenka Kaczmarskiego „Nasza klasa”, to dopełniałaby obrazu i opisała rzeczywistą treść tego spotkania. Piosenki nie było, ale atmosfera spotkania była bliska tej, do jakiej przyzwyczailiśmy się na przestrzeni ostatnich kilku lat pchani popularnością projektu „NK”

    Mozaikowatość zebranych osób wyrażająca się różnego rodzaju atrybutami pozwalała sądzić, że różnie potoczyły się ich losy. Przybyłych „coś” popchnęło do uczestnictwa, a tych, co nie pojawili się, „coś” w domu zatrzymało. Można — z dużą dozą prawdopodobieństwa — podejrzewać, że absencja wielu była spowodowana obecnością tych niewielu, którzy się pojawili. Lewica jest podzielona i to tak głęboko, że horyzont porozumienia oddala się w równym stopniu co horyzont prawdziwy. Mówcy swoimi tezami dopełnili obrazu podziału i nie pozostawili wątpliwości, że idea porozumienia to werbalne, nic nie znaczące zaklinanie rzeczywistości, w które nie wierzą nawet przemawiający. 

    Były premier, wywodzący się z tej klasy/szkoły, przypomniał niedawno, że cała jedność klasowo-szkolna zaczęła się sypać z powodu wrogich i rozłamowych działań kolegi — byłego — Marszałka Sejmu i byłego Prezydenta. Spotkali się więc ludzie, których niestety niewiele lub nic nie łączy. Tradycja szkoły, wspólne młodzieńcze lata, okazały się mało znaczącymi epizodami, a proza życia popchnęła wielu w tak różne kierunki, że wspólne spotkanie okazało się progiem nie do przejścia.

    Marsz w Warszawie na 100-lecie odzyskania niepodległości
    © Sputnik . Алексей Витвицкий
    Były „lewicowy” Prezydent bardziej chciał „uświetnić” uroczystość, niż czuł potrzebę bycia razem.

    Oprawa ceremonii to przejaw i obraz aktualnego stanu tej klasowo/szkolnej grupy. Powinno być podniośle — to było wojsko, powinno być państwowo — to był hymn, powinno być uroczyście, więc pomnik okrywała tkanina, którą trzeba było zerwać, aby odsłonięcie było czymś rzeczywistym, a nie domyślnym, były przemówienia i byli także nierozpoznawalni członkowie klasy/szkoły, którzy niczym w życiu szkolnym się nie wyróżniali, sukcesów pozaszkolnych także nie odnieśli. Przyszli poogrzewać się w schłodzonych promieniach swoich bardziej znanych kolegów, ale okazało się, że nikt nikomu nie jest potrzebny. Nadzieja, która wiodła ich pod pomnik, opadła równie szybko i niezgrabnie jak tkanina zasłaniająca pomnik.

    Wojskowych przysłano, ale nie był to „ich” pomnik. Podkład muzyczny uratował odśpiewanie hymnu. I dobrze. Reszta, czyli przemówienia, wybrzmiały jak okolicznościowe „wkoło Macieju”

    „Nic dwa razy się nie zdarza

    Marsz z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości w Warszawie
    © Sputnik . Алексей Витвицкий
    i nie zdarzy…” pisze w wierszu Szymborska

    dalej czytamy:

    „Wczoraj, kiedy twoje imię

    ktoś wymówił przy mnie głośno,

    tak mi było, jakby róża

    przez otwarte wpadła okno.

     

    Dziś, kiedy jesteśmy razem,

    odwróciłam twarz ku ścianie.

    Róża? Jak wygląda róża?

    Czy to kwiat? A może kamień?”

    Pozostając w poetyckiej konwencji można dośpiewać Kaczmarkiem:

    "Odnalazłem klasę całą —

    Na wygnaniu, w kraju, w grobie,

    Ale coś się pozmieniało,

    Każdy sobie żywot skrobie —

    Odnalazłem całą klasę

    Wyrośniętą i dojrzałą,

    Rozdrapałem młodość naszą,

    Lecz za bardzo nie bolało…

    Na stracenie, w prawo — w lewo…

    Kto pamięta, że to w końcu

    Jedno i — to samo drzewo…"

    Lewica w Polsce nie ma szczęścia, brak ideowych ludzi, przynajmniej wśród tych, którzy chcieliby być na czele. Każdy skrobie tylko dla siebie i wcale się z tym nie kryje. Nie tworzy to atmosfery i nie daje nadziei. Serce po „lewej stronie” ma w Polsce wielu ludzi, ale zjednoczyć ich i dać poczucie wspólnoty nie ma kto.

    Chwile triumfu przyciągnęły do partii mnóstwo szumowin, które to szumowiny szybko odpłynęły na nowe wody, zostawiając po sobie tylko smród, który trudno zneutralizować.

    Jeśli popatrzymy, gdzie zacumowali ludzie lewicy z czasów chwały w III RP, to nie trudno wyciągnąć wniosek, że posądzić ich można dosłownie o wszystko, tylko nie o ideowość lewicową.

    Mieczysław Rakowski, kończąc XI zjazd PZPR wygłosił formułę: "Ogłaszam zakończenie obrad XI Zjazdu Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Proszę o powstanie Towarzyszek i Towarzyszy. Sztandar Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej wyprowadzić".

    Czas na odgwizdanie końca projektu pod nazwą SLD, bowiem nie ma w nim żadnego spoiwa i pora się do tego przyznać. Nie daje to też gwarancji, że narodzi się coś innego, ale potencjalni wyborcy pozbędą się złudzeń.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Kreml komentuje słowa Morawieckiego o Nord Stream 2
    Trump: Dobrze mi się mieszka w Białym Domu
    Niedosypiasz? To może się źle skończyć
    Tagi:
    polityka, lewica, 100. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz