Widgets Magazine
01:49 20 Wrzesień 2019
Wielka parada z okazji Dnia Dziękczynienia w Nowym Jorku

Woltyżerka naczelnika

© AP Photo / Andres Kudacki
Krótki link
Autor
4161
Subskrybuj nas na

Mao Tse — Tung rzekomo Jangcy przepłynął, a w miejscu swojego wiekopomnego wyczynu zaplanował wybudowanie Tamy Trzech Przełomów. Co prawda projekt budowy zrealizowano dużo później, ale idea nie okazała się jedynie mrzonką, a sztuczne jezioro powstałe przy realizacji projektu swoją powierzchnią przekracza powierzchnię terytorium Polski.*

* Poniższy tekst jest subiektywną opinią jego autora. Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Nasz naczelnik, który udziela nam lekcji woltyżerki, niejako doścignął Chińczyków, budując obiekt, który powierzchnią w niczym nie ustępuje powierzchni akwenu powstałego przy Tamie Trzech Przełomów, bo cyrk, po arenie którego mknie w rozkroku na dwóch rumakach, to ni mniej, ni więcej jak powierzchnia naszego kraju. Także rekord, prawda?

Oba narowiste. Pierwszy, piękny, biały, ten sam, na którym miał wrócić Tusk do Polski, prosto do Pałacu Prezydenckiego, a drugi dziki, wyrwany amerykańskiej prerii z rozpoznaniem mniejszego stopnia demencji niźli ten pierwszy (uwaga nie dotyczy jeźdzca). O ile łatwo jest mi określić maść pierwszego, o tyle maść mustanga (vide pochodzenie)  pozostawię ocenie potencjalnego czytelnika mojego tekstu, zastanawiając się przy tym, czy widział ktoś konia o maści biało — niebieskiej i do tego w gwiazdki i czy aby było to w Argentynie, dajmy na to? Czy wspomniałem, że biały rumak jest w żółtej kamizelce? Może jeździec uznał, że żółta kamizelka w wystarczającym stopniu maskuje żółte gwiazdki, którymi się pobrudził jego konik? No i finalne pytanie, czy oba konie galopują w tym samym kierunku? Tego chyba nikt nie wie, ale pan Orban na wszelki wypadek, stojąc na dwóch koniach, ma też trzeciego, na którym bezpiecznie wyląduje, gdyby te boczne się rozbiegły w popłochu. No i arena; pan Orban ograniczyl się do parlamentu, pięknego skądinąd, żeby nie przemęczać koni.

Flaga Polski i Unii Europejskiej
© REUTERS / Kacper Pempel
Pan Soros nie szczędzi swoich "oszczędności" na wspieranie ruchów demolujących stary porządek świata, jednak zawsze znajdzie sie jakaś przeciwwaga w przyrodzie i za taką postrzegam pana Steve'a Banonna, który sam siebie nazywa "Sorosem prawicy". Oficjalnie mówi się o nim, że jest autorem sukcesu wyborczego Donalda Trumpa. Również oficjalnie wiadomo, że będąc jedną z najbardziej wpływowych postaci gabinetu prezydenta Trumpa, popada on w niełaskę prezydenta, co skutkuje wykluczeniem pana Banonna ze ścisłego grona polityków i doradców wypromowanego przez niego, nowego lokatora Białego Domu. 

Zasobność portfela pana Sorosa jest powszechnie znana i zasób tej kwoty, przeznaczonej na likwidację Europy, jawi się niemałym, ale… Ale pan Banonn z pewnością pozostaje świadom potęgi tego portfela, chcąc mierzyć się z Panem Sorosem na europejskiej arenie, nie zawsze cyrkowej, bo w dużej mierze politycznej. Czy zatem tracąc łaskę Białego Domu, pozostaje on w swojej walce sam? Wcześniej, czyli podczas kampanii wyborczej prezydenta Trumpa, pan Banonn byl sponsorowany przez innych miliarderów, których środki finansowe także mogą przyprawić o zawrót głowy przeciętnego zjadacza chleba. Czy wraz z utratą łask pana Trumpa pan Banonn traci również zaplecze finansowe? Jakoś trudno jest mi uwierzyć, że postać formatu pana Banonna porywa się na "uzdrowienie" Europy z zasobami, których jest dysponentem, czyli bazując jedynie na własnych środkach, co przekładałoby sie na gażę nawet dobrze opłacanego dziennikarza i tu należy zadać pytanie — czy "żółte kamizelki" we Francji są li tylko odwetem pana Trumpa za niefrasobliwe tezy pana Macrona, że należy stworzyć armię Unii Europejskiej, aby ta broniła Stary Kontynent między innymi przed USA, czy też do pojawienia się owych kamizelek przyczynił się już dużo wcześniej pan Banonn?

Pawilon firmy Huawei
© Sputnik . Kirill Kallinikov
W mojej opinii pan Banonn jest nieoficjalnym emisariuszem Białego Domu, wysłanym do Europy, aby tę Europę "ratować", a wówczas budżet ratunkowy może śmiało konkurować z budżetem pana Sorosa, który pomimo swoich niewątpliwie dużych zasobów finansowych będzie jedynie pionkiem na europejskiej szachownicy. Nie wiem, ale odnoszę wrażenie, że naczelnik doskonale orientuje się w polityce pana Trumpa i że wie, iż pan Soros może polec na europejskim placu boju, gdyby się okazało, że za panem Banonnem stoi siła w postaci USA. Pojawia się pytanie, dlaczego więc naczelnik nie mknie tylko na jednym koniu? Odpowiedź jest banalnie prosta, otóż biały (czyt. unijny) koń przysparza Polsce wiele korzyści finansowych, bez których państwo polskie nie podoła na obecnym etapie jego istnienia i oczywiście mam tu na myśli dotacje płynące z UE, a że UE w obecnej postaci powstała jedynie w celu utrwalenia hegemonii Niemiec na naszym kontynencie, to stąd też znalazł sie on na arenie cyrku, którego zarządcą (oficjalnie) pozostaje naczelnik. Taka retoryka naczelnika mogłaby okzać się słuszną, gdyby nie numer mustanga widniejący na jego łbie i łatwo jest chyba odgadnąć, że ten numer to zaledwie trzy cyfry — 447, które gwarantują zwierzchnictwo nad cyrkiem komuś, kto chyba doczekał się w końcu swojej Ziemi Obiecanej w postaci Polin, czego gwarantem zdaje się być nasz mistrz woltyżerki.

Niezależnie od tego, który wycinek koła okrągłostołowej "transformacji" zarządza Polską, to wyrazistą ideą działania onego jest przysporzenie Polsce maksymalnej ilości wrogów i jeżeli w początkowej fazie pookrągłostołowego dobrobytu skupiono się na pozyskiwaniu wrogów z grona sąsiadów, to z biegiem czasu postarano się o to, aby Polska znalazła się na liście wrogów już nie tylko Rosji, której jesteśmy bezpośrednim sąsiadem, ale także na listach tuzów polityki globalnej, a do takich z pewnością należą Chiny i Iran. Doprawdy trudno jest mi wskazać choćby jedno państwo, które mógłbym uznać za przyjaciela Polski. Węgry? Owszem, ale tylko na poziomie relacji pomiędzy narodami, a z pewnością nie w strefie polityki. Wszystko to wiąże się z tym, aby Polskę pozbawić partnerów do współpracy na jakiejkolwiek płaszczyźnie, a uściślając, aby nasz kraj wyizolować ze współczesnego świata, bo czymże jest pozbawienie Polski możliwości stworzenia na jej terytorium strategicznego odcinka nowego, jedwabnego szlaku, dającego nam możliwość pozyskania przez rodzime porty morskie i lotnicze statusu międzynarodowych potęg transportowych, a o dochodach płynących z przepływu tranzytowego towarów przez nasze terytorium nie wspomnę. Węgiel, gaz łupkowy, wody termalne, metale kolorowe — tak, posiadamy to wszystko, ale eksploracją tych bogactw zajmie się ktoś inny, nie Polacy.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Damian Szymański zawodnikiem czeczeńskiego „Achmatu”
Poroszenko przywiózł tomos do Winnicy
Lidera PiS zawodzi zdrowie. Jarosław Kaczyński nieobecny na konwencji Gowina
Tagi:
Unia Europejska, Prawo i Sprawiedliwość, Stephen Bannon, George Soros, Donald Trump, Jarosław Kaczyński, Rosja, Węgry, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz