Widgets Magazine
18:30 15 Październik 2019
Wystawa Banksy w Niemczech

I ciągle sobie zadaję pytanie...

© AP Photo / DPA/Uli Deck
Krótki link
Autor
0 30
Subskrybuj nas na

... czy to jest miłość, czy to pożądanie? Oto odwieczny dylemat: jak rozpoznać miłość?!

Niejeden w tym miejscu wzruszy ramionami i uśmiechnie się kpiąco. Co ten facet gada? Dwoje się umawia, spotyka, idzie w plener, do kawiarni, na chatę, gdzie raz-dwa „robi miłość” i po krzyku. Co tu jest do rozpoznawania? „Czego się boisz głupia?” - śpiewano w jednym z wrocławskich (o ile dobrze pamiętam) kabaretów wiele lat temu. No właśnie – czego tu się bać? Miłości? Jeśli partnerka/partner chce, to przecież w myśl zasady, że największy jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz, nie istnieje żaden problem i nie ma się nad czym rozwodzić.

My jednak porozmawiamy dzisiaj o innej miłości, o tej przez duże „M”, o której mówi się często wstydliwie i przyciszonym głosem; o tej wewnętrznej, intymnej, najbardziej prywatnej ze wszystkiego, co się nam przydarza w życiu; o tej, której nie oddalibyśmy za żadne skarby świata; o tej, co czyni w naszym życiu cuda, o jakich nie śniło się żadnym fizjologom, socjologom, psychologom, filozofom i różnym innym mądralom. O tej mocy, która jest najpotężniejszą siłą w uniwersum – o twórczej i życiodajnej potędze miłości.

Jak to jest – pisze Brian Hines w książce „Życie jest sprawiedliwe”, że jednego dnia świat wydaje nam się mroczny i przygnębiający, zaś nazajutrz nasze życie wypełnia się blaskiem i lekkością? Cóż się zmieniło? Naturalnie nie świat, lecz nasze nań spojrzenie. Coś się nagle stało, co w ułamku sekundy odwróciło nam życie o 180o. Przypływ miłości rozjaśnił naszą świadomość o wiele skuteczniej i lepiej niż słońce wychylające się spoza obłoku, które zalewa światłem ponury krajobraz. Nie ma znaczenia jaki jest obiekt naszego uczucia – kobieta, mężczyzna, pies lub kot, nowonarodzone dziecko, może nawet uwierzenie w coś lub pomysł – miłość w jakiś przedziwny sposób odmienia nasze wewnętrzne widzenie, nawet i wtedy, gdy większość naszych zewnętrznych warunków pozostaje niezmieniona.

Mój samochód nadal nie chce odpalić. Jestem w takich długach jak nigdy dotąd. Mój szef ciągle mówi, że wywali mnie z pracy, jeżeli w najbliższych dniach sprawy nie zaczną iść lepiej. Chociaż dotąd bardzo przejmowałem się tymi problemami, teraz ledwo mnie one obchodzą – ponieważ dziś jestem zakochany i ze światem jest wszystko w porządku. Czyż to nie zadziwiające, że coś tak niematerialnego, czego nawet nie potrafimy z grubsza zdefiniować – a co dopiero mówić o możliwości dotknięcia palcem lub ujrzenia pod mikroskopem – posiada tak niesamowitą siłę? A mimo to, ziemska miłość uwalnia nas tylko częściowo z więzienia egzystencji napędzanej obawą i egotyzmem – tą miłością, która uwalnia nas kompletnie, jest zjednoczenie z duchem.

Kabir (XV-wieczny mistyk) nawołuje, abyśmy kultywowali miłość i oddanie w swoich sercach, bo bez miłości życie jest jak sucha skorupa. Inni mistycy od zarania dziejów aż do dziś mówią, że miłość roztapia wszelkie granice i restrykcje, które nakładamy na życie. Miłość jest najpotężniejszą mocą w Stworzeniu. Bez miłości życie jest jałowe, bezwartościowe i bez żadnego sensu. Człowiekowi pozbawionemu miłości pałac będzie wydawał się ponury i straszny jak grób, zaś kurna chata będzie piękna jak pałac, gdy rozświetli ją miłość. Miłość jest najcenniejszym ze wszystkich skarbów. Bez niej nie ma niczego, a gdy jest ona, jest wszystko.

Seks
© Depositphotos / Konradbak
Zakochując się w kimś, nieustannie za tym kimś biegasz. Któż z nas nie wystawał godzinami pod oknem ukochanej, nie bacząc na mróz, śnieżną zadymkę lub deszcz lejący się za kołnierz, z czego w dawnych czasach zrodziła się piosenka: „Ja pod twoim oknem trzy godziny mokłem, z góry na mnie padał deszcz; i buty przemoknięte i ubranie zmięte – czy ty miła o tym wiesz?” – jedynie po to, żeby od czasu do czasu zobaczyć przelotnie JEJ cień na zasłonie? Jak to się dzieje, że się zakochujesz? Ludzie mówią: "Ja nie wiem, po prostu się zakochałem" – nigdy nie wiemy, dlaczego zakochaliśmy się; jak się to stało, mimo że tego ani nie planowaliśmy, ani nie przewidywaliśmy. Dla zakochanego zupełnie naturalną sprawą jest bieganie, uganianie się za obiektem miłości i nie ma w tym żadnych starań z jego strony; przychodzi mu bez wysiłku, bez jego udziału zarówno sam fakt zakochania się, jak i ciągłe pragnienie bycia z osobą kochaną. Jest w nim coś, co popycha go, skłania, zmusza do kochania tej osoby. Zakochany stwierdza, że jest ubezwłasnowolniony w miłości i przez miłość, i to „coś” w nim gna, pędzi go w stronę obiektu miłości. Czy zatem to „my” to robimy? Jeśli sobie przypisujesz uganianie się za obiektem miłości, to jesteś w wielkim błędzie. Gdyby nie miłość w tobie, to nigdy byś się za tym obiektem nie uganiał.

Według ogólnie panującej koncepcji miłości, to ta druga osoba powinna utracić swą tożsamość i stać się nami. Zazwyczaj chcemy, aby to właśnie ta druga osoba pozbyła się swojego „ja”, zaczęła tańczyć po naszemu i dążyła do zjednoczenia. Coś takiego absolutnie nie jest miłością. Miłość to zatracenie swojej tożsamości i zjednoczenie się z drugą istotą. W miłości nie ma instynktu brania i posiadania, lecz instynkt dawania i poddania. Miłość jest utratą swojej indywidualności i stawaniem się drugim człowiekiem. To jest miłość. Z ego nie pozostaje nic. Podczas utraty ego, pozbywania się swojej tożsamości i stawania się drugą istotą, „ja” przestaje istnieć, a tylko ta druga istota istnieje. Pragnienie pozbycia się „siebie” i zjednoczenia się, stania się drugą istotą – oto jest miłość. W miłości nie ma takich słów jak „powinno być”, „musi być”, „trzeba”. Miłość jest czymś nieodpartym, co po prostu jest, a nie czymś, co można by kalkulować, nad czym można by się zastanawiać lub próbować zdobywać. Jest czymś, co czyni cię pokornym i bezradnym, a ta pokora i bezradność pomagają w pozbywaniu się swojego „ja”.

Seks
© Depositphotos / Konradbak
Kochać kogoś oznacza dawać siebie bez oczekiwania czegokolwiek w zamian. Dawanie siebie, poddawanie siebie, rezygnacja z siebie na rzecz drugiej istoty, to utrata swojej tożsamości i indywidualności po to, aby włączyć się w drugą istotę na poziomie duchowym. Nie mamy żadnych oczekiwań. Oczekiwania zjawiają się tylko wtedy, gdy jest poczucie siebie, tzn., że „ja” istnieje i „ja” chce czegoś. Lecz jeśli „ja” nie istnieje, jeśli „mnie” nie ma, czegóż „ja” mogę chcieć?! W miłości „mnie” nie ma, nie istnieję. Tracę po prostu siebie, poddaję siebie, wyrzekam się siebie na rzecz woli tej drugiej istoty. Nie ma więc mowy o oczekiwaniach i poczuciu zawodu. Im więcej dajemy, tym bardziej rośnie miłość – im bardziej zatracamy siebie, tym bardziej stajemy się drugą istotą. „Dwa jednym się stają” – mówi Mirdad.

Mamy wyrwać, wykorzenić ego za pomocą miłości. Tam, gdzie jest ego, nie ma miłości, a tam, gdzie jest miłość nie może być ego. Tylko ten, kto może zatracić i zapomnieć „siebie” jest prawdziwym kochającym. Dlatego powinniśmy mieć otwartą duszę, otwarty umysł i otwarte serce. Szeroko i dla każdego, bo każdy potrzebuje miłości, a niektórzy potrzebują jej więcej. Im więcej jej dajemy, tym bardziej ona rośnie. Jeżeli nie będziemy promieniować miłością z wewnątrz siebie, to nie będziemy w stanie przyciągnąć żadnej miłości z zewnątrz, od kogoś drugiego – nie będziemy mogli jej wchłonąć i strawić. Bo tam, gdzie jest ego i egoizm, tam nie ma miejsca dla miłości.

Złoto oczyszcza się w ogniu. Podobnie miłość, która jest niczym innym jak darem od Boga – jest boskim ogniem, który wypala wszystkie nasze nieczystości, czyniąc z nas szczere złoto, klejnot pierwszej wody i wtedy wszystko co w nas najlepsze, samo wypływa na wierzch jak śmietanka na mleku. „Miłość jest ślepa, bo żadnych nie widzi błędów u osoby kochanej. Ten rodzaj ślepoty najwyższym jest widzeniem. Bądźmy więc zawsze tak ślepi, aby nie dostrzegać błędów w niczym. Czyste i świdrujące jest oko miłości, dlatego żadnego błędu nie widzi. Gdy miłość oczyści nasz wzrok, nie dostrzegamy niczego, co nie byłoby godne miłości. Jedynie odarte z miłości, pełne błędów oko, zawsze jest zajęte wyszukiwaniem błędów. Jakich by błędów nie znalazło, są one zawsze jego własnymi błędami” – powiada Mirdad. I dalej mówi: „Miłość nie zna granic, ni krat. Miłość, której bieg powstrzymuje jakakolwiek przeszkoda, nie jest jeszcze godna imienia Miłości”.

Miłość jest czystym sentymentem, szlachetnym i wzniosłym. Legalny związek pomiędzy mężczyzną a kobietą, w którym nade wszystko królować powinna ta prawdziwa miłość przez duże „M”, ma również na celu rozmnażanie gatunku i istnieją w nim odpowiednie warunki do zaspokajania naturalnego instynktu w rozsądnych granicach. Inaczej mówiąc, są w nim szanse na pogodzenie, na harmonijne połączenie miłości z pożądaniem. Nie jest po to, aby w niepohamowany sposób folgować zwierzęcym chuciom, odrzucając wszelkie zasady zdrowotne, moralne i całą przyzwoitość. Czym jest i jak się zazwyczaj kończy związek oparty nie na miłości, lecz na pożądaniu, posiadaniu i przywiązaniu, wszyscy dobrze wiemy.

Miłość a pożądanie to dwie bardzo różne rzeczy. Miłość wynosi człowieka, zaś pożądanie ciągnie go w dół. Miłość jest lekka, żądza jest ciężka. W miłości jest zjednoczenie i radość, w pożądaniu kryje się cierpienie i żal. Miłość jest ekspresją duszy, żądza jest niskim nienasyceniem zmysłów. W miłości jest spokój i jasność, w żądzy jest podniecenie i oszołomienie. Miłość jest darem od Boga, pożądanie jest narzędziem niskich i mrocznych sił, które pomagają człowiekowi upadać ciągle i ciągle od nowa. Miłość prowadzi do wolności, żądza niewoli i wikła. Miłość jest boska, żądza jest diabelska.

Zbytnie folgowanie sobie, jedynie gwoli zaspokojenia zmysłowych pragnień lub sportowego „zaliczania sztuk”, jest wynikiem żądzy i grzeszeniem przeciwko samemu/samej sobie – jest działaniem na swoją szkodę, bo nieustannie dolewając oliwy do ognia, wpadamy w końcu w seksualną obsesję i krzywdzimy siebie, swoje ciało, umysł i psychikę, a nade wszystko duszę. Miłość jest zjednoczeniem umysłu i duszy, a nie gratyfikacją potrzeb ciała. Żądza ściąga nas w dół, skupiając nasze myśli w niższych centrach, a przecież nam powinno zależeć, aby cała nasza uwaga przeszła do wyższych, a zwłaszcza, żeby wróciła do centrum między oczami. To miejsce jest prawdziwym siedliskiem świadomości i jak najczęstsze przebywanie uwagi właśnie w tym centrum czyni nas CZŁOWIEKIEM – myślącym człowiekiem, który ma nawet szanse, aby stać się uduchowionym człowiekiem. Im częściej i dłużej przebywa ona w niższych centrach, a zwłaszcza w centrum prokreacyjnym, niewiele się różnimy od naszych zwierzęcych współbraci.

Miłości trzeba doświadczać. Jeden z mistyków podał kiedyś za przykład niemowę jedzącego chałwę. Gdy go zapytasz: "Jaki jest smak chałwy", niemowa uśmiechnie się tylko, bo nic nie będzie w stanie powiedzieć. Słowa nie mogą wyrazić miłości. Miłości trzeba doznawać, doświadczać, przechodzić przez nią – nie ma języka, który by mógł opisać miłość. Co to jest zatem ta inna Miłość przez duże „M”, o której mówią wielcy filozofowie i mistycy; którą często z politowaniem nazywa się „platoniczną? Mirdad podaje swoją, jakże trafną definicję: „Miłość jest Prawem Boga. Żyjecie, abyście mogli nauczyć się kochać. Kochacie, abyście mogli nauczyć się żyć. Żadnej innej lekcji nie wymaga się od Człowieka.”

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tagi:
miłość
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz