15:16 29 Marzec 2017
Na żywo
    Stacja kompresyjna gazu

    Niemiecki skok na rosyjski gaz

    © Sputnik. Ivan Rudnev
    Gospodarka
    Krótki link
    Jakub Korejba
    11183416118

    Energetyczne uzależnienie Polski od Niemiec to wielki krok w stronę hegemonii Berlina i przekształcenia Europy Środkowej w niemiecką strefę wpływów.

    Na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza, polityka zagraniczna Niemiec sprowadza się w istocie do żmudnej realizacji jednego naczelnego celu: wyjścia z izolacji, w której kraj znalazł się w wyniku Drugiej Wojny Światowej, a następnie uzyskania w Europie pozycji niekwestionowanego lidera. Z punktu widzenia Niemiec, optymalną dla ich interesu narodowego jest sytuacja, w której żadna kluczowa decyzja na kontynencie, nie może być podjęta bez konsultacji z Berlinem. I trzeba powiedzieć, iż w realizacji tej strategii Angela Merkel okazuje się graczem na miarę swoich wielkich poprzedników: Bismarcka i Stresemanna. A ponieważ w dzisiejszych czasach, pozycja geopolityczna w prostej linii zależy od posiadanych wpływów geoekonomicznych, kluczowym instrumentem realizacji strategii „wielkiego powrotu” Niemiec jest gospodarka, w tym zwłaszcza krytycznie ważna dla funkcjonowania współczesnych państw energetyka. Dyplomatyczne wyrafinowanie i polityczny spryt niemieckiej kanclerz budzą tym większy podziw, iż cel ten osiąga z użyciem cudzych kart: do podporządkowania Polski i innych sąsiadów służy jej bowiem rosyjski gaz.

    Media, z nieskrywanym entuzjazmem donoszą, iż w styczniu – lutym bieżącego roku, Polska kupiła od „zachodnich partnerów” (za tym eufemizmem skrywa się po prostu RFN) więcej gazu niż od Rosji. Co ważne, informacja ta podawana jest w kontekście wywołanej ukraińskim kryzysem medialnej nagonki na Rosję, co pozwala przedstawić jej znaczenie w zmanipulowanym świetle: pozbawienie Polski dostępu do ważnego partnera i zwiększenie zależności od i tak już silnego patrona przedstawiane jest jako sukces i powód do dumy. To, co nie udało się ani Prusakom z Imperium Niemieckiego, ani nazistom Hitlera, okazuje się w zasięgu ręki pierwszej kobiety na stanowisku kanclerza: kraje Europy Środkowej jeden po drugim przekształcają się w niemieckie protektoraty, i co najbardziej zaskakujące, robią to z własnej woli i z entuzjazmem.

    Niemiecka strategia energetycznego podporządkowania Europy Środkowej zakłada realizację dwu równoległych celów: Z jednej strony należy odciąć Rosję od możliwości samodzielnego bezpośredniego zawierania kontraktów z partnerami z regionu, przekierowując potok surowca na Niemcy, co uczyni ich niezbędnym pośrednikiem w handlu rosyjskim gazem w regionie. W dużym skrócie chodzi o to, aby żadne państwo wchodzące w skład niemieckiej strefy wpływów nie było w stanie kupić od Rosji surowca bez zgody Berlina, a także o to, aby Rosja nie mogła go sprzedać. Drugim celem jest sparaliżowanie posiadanych przez państwa regionu własnych możliwości produkcji energii i stymulowanie tym samym popytu na „niemiecki” (a w istocie rosyjski sprzedawany przez Niemcy) gaz, co na wiele lat zapewni niemieckim firmom kolosalne zyski a rządowi w Berlinie spokój na Wschodzie i posłuszeństwo regionalnych wasali.

    Do realizacji pierwszego celu służy Niemcom przekierowanie coraz większych ilości rosyjskiego gazu na swoje terytorium, przy pomocy Gazociągu Północnego oraz zawartych na preferencyjnych warunkach kontraktów na dostawy innymi rurociągami. W pierwszym wypadku, Niemcy przepompowują gaz z powrotem na Wschód czyli dokonują fizycznego rewersu, w przypadku drugim ma miejsce rewers wirtualny, a więc Polska kupuje formalnie niemiecki gaz bezpośrednio z rosyjskiej rury na swojej wschodniej granicy. W tym kontekście, ważnym instrumentem jest także ograniczanie możliwości negocjacyjnych Rosji w kształtowaniu umów z partnerami: służą temu zapisy Trzeciego Pakietu Energetycznego UE, zgodnie z którym Gazprom i inne rosyjskie podmioty nie mogą zawierać umów bezpośrednio z odbiorcami: ich działalność podlega kontroli Komisji Europejskiej, co w praktyce oznacza po prostu kuratelę Berlina.

    Realizacja celu drugiego odbywa się z użyciem całej palety politycznych, gospodarczych i prawnych nacisków, zarówno bezpośrednio z Berlina, jak i z użyciem „wspólnotowych” instytucji w ramach UE. Zarówno przed przystąpieniem Polski i innych krajów regionu, jak i po, nakładane są na nie zobowiązania, których rezultatem jest pozbawienie samodzielności energetycznej, takie jak na przykład: zamknięcie istniejących kopalń, elektrowni atomowych (Litwa, Bułgaria), torpedowanie wydobycia własnych surowców, arbitralnie zaniżone kwoty na emisję CO2, wyśrubowane normy ekologiczne. I choć przestrzeganie tych zobowiązań jest w oczywisty sposób sprzeczne z interesem narodowym, ich łamanie skutkuje nie tylko werbalną krytyką Polski, ale także wymiernymi karami finansowymi.

    Lukrowane komentarze o „przełomie” nie osłodzą gorzkiego faktu, iż niemiecki rewers stanowi dla Polski nie tylko ekonomiczny kaganiec i polityczny bat, ale jest także źródłem ogromnych zysków dla niemieckich koncernów. Jest oczywiste, iż Berlin stosuje obecnie taktykę oswajania rynku: dostarcza surowiec taniej niż Rosja, aby doprowadzić do zerwania przez Polskę długoterminowych kontraktów z Gazpromem, co pozwoli w przyszłości dyktować wschodnim sąsiadom dowolną cenę. W tym kontekście należy także rozpatrywać kwestię sankcji (a być może także i całego konfliktu na Ukrainie), które izolując Europę Środkową od Rosji, zdają kraje regionu na łaskę i niełaskę Berlina.

    Wychodzi więc na to, iż nie pierwszy raz w swojej historii, Warszawa sama, do tego z uśmiechem wiąże pętlę na której zawiśnie nie tylko dobrobyt kraju, ale także i jego suwerenność. Decyzja o jej zaciśnięciu lub poluzowaniu leżeć będzie bowiem w gestii Berlina.

    Zobacz również:

    Dostawy rosyjskiego gazu do Donbasu nie przeszkodzą tranzytowi do UE
    Słowacja znowu zwiększy rewersowe dostawy gazu na Ukrainę
    Rosja gotowa jest rozpatrzeć przyznanie Ukrainie zniżki na gaz
    Tagi:
    rewers gazu, gaz łupkowy, gaz, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz