13:11 23 Marzec 2017
Na żywo
    „Przełom! Więcej gazu kupujemy z Zachodu niż z Rosji”

    „Przełom! Więcej gazu kupujemy z Zachodu niż z Rosji”

    © Sputnik. Igor Ageyenko
    Gospodarka
    Krótki link
    Wiktor Bezeka
    0 22365414

    Na temat rewersu gazu redaktor radia „Sputnik” Wiktor Bezeka rozmawiał z niezależnym ekspertem Andrzejem Szczęśniakiem.

    Ostatnio „Dzienniku” ukazał się artykuł pod tytułem „Przełom! Więcej gazu kupujemy z Zachodu niż z Rosji. Autor artykułu Grzegorz Osiecki ogłasza, że „W pierwszych dwóch miesiącach tego roku było aż 29 dni, gdy dostawy przewidziane kontraktem jamalskim były niższe niż wynikające z umów z firmami z państw Unii Europejskiej”.

    Następnie czytamy: „Duża część gazu oferowanego przez unijnych przedsiębiorców to paliwo z Rosji”. I dalej: „Lutowy wynik to przełom: pokazuje radykalny wzrost bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju.”

    Redaktor radia „Sputnik” Wiktor Bezeka rozmawiał na temat rewersu z niezależnym ekspertem Andrzejem Szczęśniakiem.

    Stacja kompresyjna gazu
    © Sputnik. Ivan Rudnev
    - Ta sytuacja jest konsekwencją polskiej polityki, która ostatnimi laty przebiegała pod hasłem „dywersyfikacji”, — mówi Andrzej Szczęśniak. — Dywersyfikacja w realności oznacza jakby odwrócenie się, czy nawet odcięcie w dużym stopniu od dostawcy, czyli od Rosji i połączenie do rynków europejskich. Sytuacja, kiedy formalnie więcej gazu płynie z Europy niż z Rosji pokazuje, że na tej drodze Polska postąpiła znacząco, że przełamała pewną barierę, gdy zawsze płynął gaz z Rosji, a teraz wirtualnie, formalnie, czy powiedzmy fakturowo gaz płynie z Zachodu.

    Ta informacja ma też poważne znaczenie dla naszego głównego operatora gazowego — dla PGNiG, ponieważ PGNiG ma zobowiązania kontraktowe z Gazpromem i kontraktowo jest zobligowane do importu pewnej ilości gazu z Rosji pod warunkami „albo bierzesz, albo płacisz”, czyli jeśli nawet nie zaimportuje, to musi za ten gaz zapłacić. I taka informacja jest bardzo niebezpieczna i bardzo trudna dla PGNiG, ponieważ oznacza ona, że przy dzisiejszej pojemności polskiego rynku PGNiG nie da rady zakupić tyle gazu, do jakiej ilości jest kontraktowo zobowiązana. Czyli oznacza to dla PGNiG płacenie za gaz nawet nieodebrany. Czyli jeżeli tak się dzieje, jak mamy sytuację dzisiaj, gdy więcej gazu płynie formalnie z Europy, to oznacza, że PGNiG nie wywiązuje się ze swoich obowiązków kontraktowych. Są wstępne informacje, że podobna sytuacja niezakupienia wystarczającej ilości gazu od Gazpromu miała miejsce w tamtym roku, ale one nie są jeszcze formalnie potwierdzone.

    — Jaki jest Pana zdaniem interes firm Unii Europejskiej sprzedawać gaz ziemny powiedzmy w cenach niższych od cen zakupu z Rosji?

    Dzisiaj w Europie mamy sytuację takiego „przejściowego momentu” na rynku gazu, gdy istnieją rozmaite ceny, kontrakty, wręcz formuły cen. Istnieją kontrakty długoterminowe i na przykład giełda gazu. Każdy z tych małych rynków na dużym rynku europejskim ma swoje ceny. Część tej ceny europejskiego spotu, czyli tego rynku gazowego, jest niższa od tych cen kontraktowych i dzięki temu tacy operatorzy, którzy nie posiadają własnego gazu, ale są tylko traderami, mogą czasami oferować gaz po niższych cenach, niż gaz zakupywany od dostawcy, od producenta takiego jak Gazprom. W związku z tym takie sytuacje są wykorzystywane do tego, gdy rynek jest otwarty, dostępny, tak jak to się powoli dzieje z polskim rynkiem, do po prostu wykorzystywania tej przewagi. Traderzy zachodni działają w dobrze rozumowanym swoim interesie, oni na tym zarabiają dzięki operacjom właśnie na rynku gazu.

    — Proszę Pana, wejdę w słowo i przypomnę, że znane są warunki kontraktowe dostaw gazu, z których wynika, że na przykład firmy, czy państwa, które odbierają gaz rosyjski, nie mają prawa odsprzedaży. Na jakich zasadach takie sytuacje są rozstrzygane?

    Dzisiaj klauzula przeznaczenia, bo tak się nazywa ta formuła kontraktowa, jest raczej usuwana z kontraktów i na przykład z polskiego kontraktu została usunięta przy negocjacjach w 2010 roku. Rynek między sobą się łączył w rynki krajowe, w większy rynek europejski, a klauzula przeznaczenia była ograniczona do rynków krajowych. Ona była taką anachronicznością.

    —  Czy rewersyjne dostawy rosyjskiego gazu mogą być powodem do ogłaszania przez Polskę uniezależnienia się w dziedzinie energetyki?

    Niezależność energetyczna to hasło, które jest obce biznesowi. Biznes kieruje się zyskiem i jeżeli coś jest nieopłacalne, to choćby było od najmilszego przyjaciela tego się nie kupuje i nie handluje tym. Natomiast operowanie tutaj takim hasłem pokazuje raczej jedno. Polska traci swoją pozycję tranzytową, przesyłową i traci dobre kontakty z dostawcą — z Rosją i Gazpromem. I to jest dla polskiej gospodarki, na przykład dla przedsiębiorstwa PGNiG, dość poważna strata. Natomiast zwiększenie dostaw z zachodu, choćby one były tylko fakturowe, formalne, wirtualne, pokazuje, że Polska staje się takim rynkiem europejskim i to rynkiem bardziej marginalnym. Rynkiem, który nie odgrywa specjalnej roli, ale jest takim rynkiem, który większe centra gazowe, takie jak na przykład Niemcy, będą zaopatrywały w gaz. Ponieważ gaz, który jest sprzedawany pod hasłem „zachodniego gazu”, „europejskiego gazu”, to jest rosyjski gaz i nie ma innego gazu w Polsce. Może jakieś niewielkie ilości gdzieś płyną z Niemiec czy z Czech gazu norweskiego, czy jakiegoś innego. Natomiast multum tego gazu to jest gaz rosyjski tylko nie sprzedawany przez polską firmę PGNiG w ramach kontraktu czy handlu, ale sprzedawany przez innych graczy.

     

    Tagi:
    gaz, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz