05:29 16 Październik 2018
Na żywo
    Prezydent Rosji Władimir Putin obserwuje przebieg manewrów Floty Północnej w pokładu ciężkiego rakietowego krążownika podwodnego o znaczeniu strategicznym „Archangielsk”.

    I znów kłania się „Gazociąg Północny-2"!

    © Sputnik . Alexey Panov
    Gospodarka
    Krótki link
    20973

    Niemcy znów wyminęły Polskę na gazowym zakręcie. Niemcy podkopują unię energetyczną, uciekając od wspólnego z Polską regionalnego planu na wypadek kryzysu gazowego - narzeka dzisiejsze wydanie Rzeczpospolitej.

    W swoim czasie Polska, kraje bałtyckie i Bułgaria poparły inicjatywę Tuska i Komisji Europejskiej dotyczącą utworzenia unii energetycznej. Ale Niemcy — jako jeden z głównych graczy na europejskim rynku gazu — umiejętnie wymigują się od wszelkich rozmów na temat utworzenia nowych sojuszów regionalnych czy też opracowania planów awaryjnych na wypadek gazowego kryzysu. O tym też pisze dzisiejsze wydanie "Rzeczpospolitej".

    Pisaliśmy już o decyzji PGNiG, które postanowiło nie wiązać się długoterminowym kontraktem z Gazpromem po 2022 roku. Ale, jak zauważa szereg rosyjskich mediów, decyzja Polski tylko na pierwszy rzut oka jest dla Rosji złą nowiną.

    Zdaniem szeregu ekspertów, Niemcy pieczołowicie wypracowują własny schemat bezpieczeństwa energetycznego w Europie, w którym to one same miałyby odgrywać rolę kluczowego węzła energetycznego. Na niemieckim planie skorzystałyby w równej mierze Moskwa i Berlin: zamiast długoterminowych kontraktów, czerpałyby korzyści z intratnych schematów dostaw niemarkowanego rosyjskiego gazu, którego rosyjskim nikt już nie nazwie. Jednocześnie odszedłby w niepamięć komponent polityczny i wszystkie związane z nim problemy.

    Kontrakt podpisany w 1996 roku między polską stroną i rosyjskim "Gazpromem" upływa w 2022 roku. Zgodnie z nim Polska może kupować do 10, 2 mld m3 gazu rocznie. Natomiast zapotrzebowanie kraju wynosi ok. 15 mld m3 gazu rocznie. W ubiegłym roku Polska kupiła od "Gazpromu" 8 mld m3 gazu. Brakujący gaz Warszawa kupiła od Berlina. A skąd gaz u Berlina? Z Gazociągu Północnego!

    Mateusz Piskorski, lider partii Zmiana.
    © Photo courtesy of Zmiana political party/Tomasz Gzell
    W czerwca 2016 roku Polska powinna otrzymać pierwsze dostawy LNG z Kataru — gazu dwukrotnie, a nawet trzykrotnie droższego od tego, który płynie rurą. Kontrakt przewiduje dostawy w rozmiarze 1,5 m3 rocznie. W planach Warszawy jest też projekt Baltic Pipe, z którego sami Polacy zrezygnowali w 2009 roku. Wówczas to ani jedno przedsiębiorstwo nie zechciało kupować drogiego norweskiego gazu. Najwyraźniej polskie władze liczą na to, że znajdą klientów gotowych oddać każde pieniądze, byleby „uniezależnić Polskę od gazu z Rosji", i zakupywać 3 mld m3 gazu od Norwegów.

    Tj. Polska jest gotowa kupować 1,5 mld i 3 mld m3 bardzo drogiego gazu rocznie. A skąd weźmie pozostałe 10 mld m3? Od Niemców. A skąd u Niemców gaz? Z Gazociągu Północnego-2!

    Dlaczego dla „Gazpromu" ten projekt jest taki korzystny? Długoterminowe kontrakty tylko na pierwszy rzut oka przynoszą korzyść obydwu stronom. Sprzedawcy — z racji stałego rynku zbytu, a klientowi — z racji niezmiennej ceny gazu (minimalnej na moment zawarcia kontraktu). Ale kiedy dochodzi do wahania cen, nerwy ponoszą obie strony. Jak ceny idą w górę, sprzedawcy liczą, ile mogliby zarobić, a jeśli w dół, pieniądze liczy klient. Tylko w odróżnieniu od swoich europejskich klientów, którzy przy wahaniach cen od razu biegną do sądu, „Gazprom" zachowuje się kulturalnie i przy wzroście cen nie pili ich, by płacili więcej.

    Pięciu europejskich klientów „Gazpromu" postanowiło drogą sądową domagać się obniżki cen gazu: duńska DONS Naturgaz A/S, polska PGNiG, turecka BOTAŞ, Petroleum Pipeline Corporation, holenderska Gas Terra B.V. i Shell Energy Europe. Wszystkie one podały „Gazprom" da sądu na początku 2015 roku, i ich sprawy będą rozpatrywane w 2018 roku. Ponadto sądy oznaczają niepotrzebne nerwy, pieniądze, uszczerbek na wizerunku spółki. Po co to wszystko „Gazpromowi"?

    Rezygnując z długoterminowych kontraktów, „Gazprom" będzie mógł spokojnie dostarczać gaz Berlinowi, który będzie go odsprzedawać kolejnym nabywcom w Europie. I Europa będzie mniej histeryzować z powodu zależności od rosyjskiego gazu. I Polska nie będzie raczej atakować Berlin pytaniami o pochodzenie sprzedawanego przez niego gazu. Dostawców raczej mało interesuje, z jakiego konkretnie gazu bierze się gaz płynący w ich rurociągach, czy nie tak?

    Zobacz również:

    Gazociąg Transadriatycki próbą UE pozbawienia Rosji samodzielnych projektów gazowych
    USA proponują UE, by „zrobiła sobie przerwę” w budowie Gazociągu Północnego-2
    Obawy Waszyngtonu przed Gazociągiem Północnym-2
    Tagi:
    Gazociąg Północny - 2, Gazprom, Rzeczpospolita", PGNiG, Rosja, Niemcy
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz