06:10 22 Listopad 2017
Warszawa+ 1°C
Moskwa0°C
Na żywo
    Uchodźcy z Ukrainy

    Ukraińscy emigranci rzucają wyzwanie polskiej gospodarce

    © AFP 2017/ SERGEY BOBOK
    Gospodarka
    Krótki link
    272682888

    Dzisiaj Polska może stanąć przed wyborem: albo utrzymać dobre relacje z sąsiednią Ukrainą i nadal wpuszczać do kraju migrantów zarobkowych i uchodźców, narażając na niebezpieczeństwo swoją gospodarkę, albo wprowadzić ostre ograniczenia w swojej polityce migracyjnej - pisze portal ukraina.ru.

    Dwa lata temu Ukraińcy zaczęli masowa emigrować do sąsiedniej Polski, przy czym jak wynika z danych organów samorządowych sama tylko oficjalna liczba złożonych przez Ukraińców wniosków o pobyt czasowy zwiększyła się o 400%, a co dopiero mówić o nielegalnych przesiedleńcach?

    Powstała sytuacja nie powinna dziwić. Ukraińcy są już zmęczeni obietnicami lepszego życia składanymi przez ukraińskie władze i postanawiają szukać to lepsze życie na własną rękę w sąsiednim kraju. Jeśli z początku Polska ochoczo przyjmowała nowych przesiedleńców, obsadzając w ten sposób zupełnie nieatrakcyjne dla Polaków miejsca pracy, w zakładach utylizacyjnych i innych szkodliwych dla zdrowia sferach przemysłu, to dziś sytuacja przyjmuje inny obrót. Rynek pracy jest przesycony, a oficjalnych miejsc pracy praktycznie już praktycznie nie ma — czytamy w materiale.

    W związku z powyższym Polska zabrała się za obostrzenie polityki migracyjnej i kontroli własnych granic. Ogromne kolejki na wszystkich punktach granicznych między Ukrainą i Polską stały się zwyczajnym zjawiskiem, który poskutkował drobną korupcją ze sprzedażą „bliższych miejsc" i przyśpieszeniem procedury kontroli. Strona ukraińska wyjaśnia, że cały problem tkwi w dawno nieunowocześnianych punktach granicznych i przestarzałym systemie, polskie służby graniczne niespiesznie wypełniają swoją powinność, dokładnie sprawdzając każdy samochód i jego pasażerów, a ludzie nie przestaje jechać. Można by to było złożyć na karb niedoskonałości ukraińskiego ustawodawstwa, które nie jest w stanie ujarzmić potoku samochodów na polskich numerach zakupywanych masowo przez Ukraińców zobowiązujących się do przekraczania co pięć dni polskiej granicy. Sytuacja na lotniskach wcale nie przedstawia się lepiej.

    4 godziny w kolejce do kontroli paszportowej to normalna sytuacja. Dokładnej kontroli poddawany jest przy tym nie tylko każdy dokument i cel wizyty, ale też przewożony bagaż. Doszło nawet do podziału w takich kolejkach na Ukraińców, którym udało się uzyskać kartę pobytu, a co za tym idzie, szybciej przechodzić na polskie ziemie, i na tych, którzy tego magicznego kawałka plastyku nie posiadają. Obserwując napływający kontyngent, widać, że turystów w nim staje się coraz mniej.

    Nieufność i podejrzliwość polskich celników to zaledwie pierwsze jaskółki nadchodzących ograniczeń praw Ukraińców.

    W ostatnich dniach Witold Waszczykowski oświadczył, że w kraju przebywa obecnie „1,25 mln ukraińskich i 500 tys. białoruskich imigrantów".

    Jeśli w 2013 roku kurs złotego do hrywny wynosił 2,3, to dzisiaj, w związku z totalną deprecjacją hrywny i ukraińskiej gospodarki, kurs konwersji hrywny do złotego wzrósł trzykrotnie i obecnie jeden złoty kosztuje siedem hrywien. Przy takiej deprecjacji waluty krajowej, jest zupełnie oczywiste, że ilość migrantów zarobkowych i uchodźców będzie tylko rosnąć. Jeśli w 2013 roku Polska nie była jeszcze tak atrakcyjna jak teraz (wysokość średniego wynagrodzenia była praktycznie taka sama i utrzymywał się stabilny kurs hrywny wobec dolara), to teraz ludzie wyjeżdżają do Polski zwyczajnie po to, żeby wyżyć.

    W całym okresie istnienia Ukrainy jako niezależnego państwa żadnej władzy nie udało się pokonać pracy „na czarno", co doprowadziło do braku regularnych wpływów do skarbu państwa i budżetów lokalnych i podkopania gospodarki. A jeśli przyjąć, że średnie wynagrodzenie ukraińskiego imigranta zarobkowego w Polsce wynosi około 3 tys. złotych (czyli ok. 21 tys. hrywien) to polski rynek staje się dla nich rzecz jasna łakomym kąskiem. Jednocześnie polscy pracodawcy ochoczo wykorzystują fakt, że Ukraińcy nie troszczą się o warunki zatrudnienia, zatrudniając ich na czarno, zaniżając godzinową stawkę bez odprowadzania składek do skarbu państwa, albo w ogóle zostawiając na lodzie zdesperowanych poszukiwaczy lepszego życia, wykorzystując ich bezbronność i sytuację bez wyjścia.

    Wszystko to pogrąża polski biznes w strefę cienia, i polskie władze są bardzo zaniepokojone, że przyczyną rozwoju tego fenomenu jest masowa imigracja Ukraińców. Wszystkim wiadomo, że po otrzymaniu ogromnej ilości dotacji z unijnego funduszu i innych międzynarodowych organizacji Polska walczyła przez ostatnie dziesięciolecia o przejrzystość prowadzenia wszystkich form biznesu. Dzisiejsza sytuacja zmniejszy wpływy do budżetu państwa o co najmniej 15%.

    Dzisiaj Polska może stanąć przed wyborem: albo utrzymać dobre relacje z sąsiednią Ukrainą i nadal wpuszczać do kraju migrantów zarobkowych i uchodźców, narażając na niebezpieczeństwo swoją gospodarkę, albo wprowadzić ostre ograniczenia w swojej polityce migracyjnej.    

    Zobacz również:

    Ukraińców brakuje, więc wołamy Uzbeków
    Polska skrytykowana za niechęć przyznawania azylu imigrantom
    Rozbój nielegalnych migrantów na włoskim promie
    Tagi:
    migranci zarobkowi, polityka migracyjna, Ukraina, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz