Widgets Magazine
11:11 26 Sierpień 2019
Budowa gazociągu Nord Stream

37 dni - tyle potrwa niezależność Europy od rosyjskiego gazu

© Sputnik . Igor Zarembo
Gospodarka
Krótki link
13540

Europa od dawna chce wyzwolić się spod zależności od rosyjskiego gazu. Polska wierzy, że to możliwe, w przeciwieństwie do ekspertów Europejskiej Sieci Operatorów Systemów Przesyłowych Gazu Ziemnego (ENTSOG) - pisze komentator portalu informacyjnego Life.ru.

Umowa między Polską i Gazpromem obowiązuje do 2022 roku. A potem? Potem pełna niezależność od rosyjskiego błękitnego paliwa. Na to liczy Warszawa. Ale marzenie Polski i wielu innych krajów nie spełni się raczej w najbliższym czasie. Z tekstu nowego dziesięcioletniego planu rozwoju infrastruktury gazowej w Europie Środkowo-Wschodniej, przygotowanego przez ENTSOG, wynika, że wiele krajów regionu zdoła utrzymać się bez dostaw Gazpromu co najwyżej 37 dni.

Plan zawiera trzy podstawowe scenariusze: Blue Transition (przejściowy, zakładający umiarkowane zmniejszenie udziału błękitnego paliwa z Rosji), Green Evolution (przewidujący większą dywersyfikację drogą zwiększenia udziału odnawialnych źródeł energii) i EU Green Revolution (czyli scenariusz ekstremalny zakładający pełną rezygnację z usług Gazpromu). W ocenie ekspertów ENTSOG, ten ostatni scenariusz jest wielce mało prawdopodobny.

Rosyjski gaz skroplony
© Sputnik . Mikhail Voskresenskiy
Swoje stanowisko eksperci podpierają statystyką. Otóż zwiększenie dostępu krajów regionu Europy Środkowo-Wschodniej do ciekłego gazu ziemnego, dostaw Południowym Korytarzem Gazowym i dostaw z Norwegii tylko załagodzi skutki rezygnacji z dostaw Gazpromu, ale nie rozwiąże problemu deficytu paliwa, który stanie się jeszcze dotkliwszy z nadejściem zimy.

Co się tyczy bezpieczeństwa energetycznego, to najbardziej zagrożone okazały się Węgry. W przypadku przerwania dostaw rosyjskiego gazu, który Węgry otrzymują przez terytorium Ukrainy, kraj zdoła utrzymać się bez dotkliwych skutków zaledwie 37, co najwyżej 45 dni. Eksperci prognozują, że najcięższy będzie dla Budapesztu 2020 rok. Boleśnie odczują ten czas wszystkie kraje regionu. W najbezpieczniejszym położeniu znajduje się Polska.

Ale też dla niej okres zimowy niesie ze sobą niebezpieczeństwo deficytu gazowego. Wszystkie te problemy mogłaby rozwiązać realizacja planu budowy niezbędnej infrastruktury. Ale, sądząc po obecnym tempie prac, prędko to nie nastąpi" — zauważa autor artykułu.

Niedawno wiceprezes PGNiG Maciek Woźniak donosił o postępach w realizacji projektu rozbudowy terminala LNG w Świnoujściu. Według jego słów, cena dostarczanego tą drogą ciekłego gazu ziemnego ma być korzystniejsza niż cena rosyjskiego surowca przesyłanego rurociągiem. Ale, jak pisze Life.ru, mając na uwadze cenę dostarczanego do Świnoujścia LNG z Kataru, takie oświadczenia brzmią nieprzekonująco.

„Dosłownie niedawno Polska zaczęła się wycofywać, mówiąc, że nie jest już tak pewna rezygnacji z długoterminowych kontraktów gazowych z Gazpromem" — powiedział w rozmowie z portalem wykładowca Uniwersytetu Finansowego przy Rządzie Federacji Rosyjskiej Igor Juszkow. „Pożyjemy, zobaczymy" — takie jest dzisiaj ich stanowisko. Znane są parametry kontraktu z Katargazem, jedynym jak na razie dostawcą LNG do terminala w Świnoujściu. W momencie zawierania umowy cena za tysiąc metrów sześciennych wynosiła 800 dolarów. W tym samym okresie, Gazprom dostarczał Polsce gaz po cenie 400-450 dolarów. Nawet teraz, w warunkach spadku cen ropy, katarski gaz kosztuje drożej. Rozwój tego projektu traktowany jest przez Polaków jak forma dywersyfikacji źródeł dostaw. Tego wymaga od nich UE. Rozwijając swój projekt, Polska zaczyna rywalizować nie tylko z rosyjskim gazem, ale też z terminalem LNG na Litwie".

Dążenie Polski do uwolnienia się od dostaw rosyjskiego gazu podyktowane jest nie względami gospodarczymi, lecz politycznym PR. Słysząc to wyrażenie, nie sposób nie pomyśleć o Ukrainie — kolejnego bojownika o niezależność gazową od Moskwy. Swoją pomoc Kijowowi w tym „pożytecznym dziele" zaoferowała Polska.

„Dostawy LNG z Polski do Ukrainy wydają się fantastyką" — powiedział Juszkow. „Dla podtrzymania antyrosyjskiej retoryki Ukraińcy są oczywiści gotowi na wiele. Widzimy jak zakupują droższy od rosyjskiego gaz rewersowy z Europy. Ale LNG jest już zbyt nazbyt drogi. Ukraińskim elitom opłaca się zakupywać gaz od traderów, tym bardziej, że oni sami mogą być współwłaścicielami firm, które ich zatrudniają. Pieniądze państwowe przekazywane są do struktur prywatnych. A z Polakami i ich LNG nie do końca wiadomo, kto na tym skorzysta. Wychodzi na to, że Ukraina ma kupować od polskiej spółki gaz po trzykrotnie wyższej cenie. To niewątpliwie dobre PR-owskie posunięcie, ale Kijów nie zdoła już tak łatwo oddać polskiej spółce pieniędzy. Tylko przez jakiegoś pośrednika. Ukraina wszystko to zawoaluje wymogami KE, która chce by każdy kraj posiadał co najmniej trzy źródła gazu. W przypadku Ukrainy miałyby to być: Gazprom, traderzy i LNG.    

Zobacz również:

Amerykański gaz lepszy niż rosyjski?
Demontaż ukraińskiego systemu przesyłowego gazu jest tylko kwestią czasu
Rosja nie widzi perspektyw dla rozmów z Polską ws. Nord Stream 2
Tagi:
gaz, LNG, Komisja Europejska, Gazprom, PGNiG, Stany Zjednoczone, Ukraina, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz