21:43 14 Grudzień 2017
Warszawa+ 3°C
Moskwa+ 1°C
Na żywo
    Kolejny problem związany z gazem skroplonym, zwłaszcza amerykańskim polega na tym, że jest on znacznie droższy od rosyjskiego

    Polskie dylematy gazowe. Pozdrowienia z Rosji

    © Sputnik. Maksim Bogodvid
    Gospodarka
    Krótki link
    425116

    Warszawa nie zamierza przedłużać kontraktu z Gazpromem na dostawy gazu po 2022 roku i radzi krajom UE, aby postąpiły tak samo. Zdaniem szefa polskiego MSZ Witolda Waszczykowskiego tylko tak można zapewnić bezpieczeństwo energetyczne Europie. Eksperci RT twierdzą, że całkowita rezygnacja z gazu z Rosji będzie zbyt drogo kosztować Polskę.

    W poszukiwaniu alternatywy

    —  Chcemy zakończyć rosyjski kontrakt w 2022 roku – powiedział w piątkowym wywiadzie dla Polskiego Radia minister spraw zagranicznych Polski, mając na myśli umowę z Gazpromem na dostawy gazu ziemnego. 

    Polscy politycy twierdzą, że błękitne paliwo z Rosji może zamienić gaz skroplony, np. ze Stanów Zjednoczonych lub Kataru, a także gaz wydobywany na szelfie Morza Północnego, głównie w Holandii i Norwegii. Polska negocjuje budowę gazociągu bałtyckiego, którym popłynie gaz z Norwegii. Jednak na razie to tylko plany.

    Aleksander Frołow, analityk z Instytutu Energetyki Narodowej, powiedział w rozmowie z RT, że nie uda się zamienić rosyjskiego gazu europejskim. W tym celu należałoby zwiększyć wydobycie na szelfie Morza Północnego, ale ani Norwegia, ani Holandia fizycznie nie są w stanie tego zrobić.

    Pozostaje więc liczyć na gaz skroplony. W Polsce działa tylko jeden terminal LNG w Świnoujściu na wybrzeżu Morza Bałtyckiego. Może przyjąć 5 mld metrów sześciennych gazu rocznie, a Polska potrzebuje około 15 mld. W kwietniu polskie władze ogłosiły, że zwiększą jego wydajność do 7,5 mld metrów sześciennych, co i tak nie pokryje zapotrzebowania. Biorąc pod uwagę politykę UE zmierzającą do ograniczenia zużycia węgla kamiennego, który do tej pory jest wykorzystywany w większości polskich elektrowni cieplnych, popyt na gaz będzie rosnąć.

    Polacy widzą wyjście w projekcie korytarza gazowego Północ-Południe, który połączy terminal LNG w Świnoujściu oraz Gazociąg Bałtycki/Baltic Pipe, przez południową Polskę, Republikę Czeską, Słowację i Węgry z proponowanym terminalem Adria LNG w Chorwacji. Zostanie oddany do eksploatacji w latach 2019-2020, a jego regazyfikacja wyniesie 10 mld metrów sześciennych rocznie. Terminal dotychczas nie zostanie zbudowany, a sieć rurociągów, która połączy Bałtyk z Adriatykiem, jest w powijakach.

    — Co więcej, zachęcamy inne państwa, np. Chorwację, do budowy terminala gazowego na Adriatyku, który mógłby zaopatrywać tę część Europy w gaz z innych państw na świecie. Zatwierdziliśmy również program współpracy technicznej ze Stanami Zjednoczonymi – powiedział szef polskiej dyplomacji.

    Kwestia ceny

    Kolejny problem związany z gazem skroplonym, zwłaszcza amerykańskim polega na tym, że jest on znacznie droższy od rosyjskiego. Właśnie dlatego – zdaniem Frołowa – choć funkcjonujące europejskie terminale mogą przyjąć do 230 mld metrów sześciennych gazu rocznie, tak naprawdę ich moce przerobowe są wykorzystane w 20-25% (50-55 mld).

    Polskie władze też to przyznają. Właśnie z powodu wysokiej ceny amerykańskiego LNG, jak powiedział w sierpniu 2017 Waszczykowski, Polska dotychczas nie zawarła kontraktu z USA.

    — My będziemy, my chcemy, my zamierzamy importować gaz z USA pod warunkiem, że cena będzie konkurencyjna w stosunku do oferty od innych dostawców, jak Katar czy Rosja. Obecnie gaz z USA jest znacznie droższy – podkreślił szef polskiego MSZ.

    Polska jedynie z Katarem zawarła umowę na dostawy LNG (2,5 mld metrów sześciennych rocznie) po cenie dwukrotnie wyższej niż gaz z Rosji. Kontrakt, podpisany w 2009 roku, ma obowiązywać przez 20 lat. W marcu tego roku Doha zgodziła się zwiększyć wolumen dostaw do 3 mld, co i tak nie zastąpi rosyjskiego gazu.

    — Polska chce zająć pozycję głównego sojusznika USA w regionie i głównego przewodnika amerykańskiej ekspansji gazu skroplonego w Europie – powiedział politolog Aleksander Asafow.

    Tym samym Polacy chcieliby odebrać Niemcom pozycję głównego europejskiego węzła gazowego. – Podstawowy problem, który powinni wyjaśnić z Amerykanami, to cena. Jednak Stany Zjednoczone na razie nic nie mówią na temat ceny gazu skroplonego – stwierdził ekspert.

    Jak dodał, świadczy to o tym, że Waszyngton wykorzysta presję polityczną, aby narzucić swój gaz Warszawie i całej Europie.

    Napoleoński plan

    Oświadczenia o rychłej rezygnacji z rosyjskiego gazu nie są nowym zjawiskiem w polskiej polityce. W 2015 roku, gdy otwarto terminal w Świnoujściu, premier Ewa Kopacz twierdziła, że za rok Polska „na 100% uniezależni się od dostaw gazu ze wschodu”. Z kolei w 2011 roku, gdy w tym kraju znaleziono gaz łupkowy, ówczesny premier Donald Tusk zapewniał, że już niedługo Polska będzie zaopatrywać całą Europę w błękitne paliwo i stawiać warunki Rosji.

    Wkrótce okazało się, że ani jedna zachodnia firma nie zamierza wydobywać gazu łupkowego w Polsce. Z tych planów zrezygnowały Exxon, Chevron, Royal Dutch Shell i Cuadrilla Resources. Powód – spadek cen węglowodorów na rynkach światowych i zaleganie złóż na zbyt dużej głębokości.

    Asafow twierdzi, że zagospodarowanie złóż gazu łupkowego wymaga kolosalnych nakładów, na które nie może sobie pozwolić ani Polska, ani prywatni inwestorzy, w tym ze Stanów Zjednoczonych. 

    Prezydent Łotwy Raimonds Vējonis
    © Sputnik. Oksana Dżadan
    Manewr okrążający

    Choć Polska zamierza zrezygnować z przedłużenia kontraktu z Gazpromem, nie oznacza to, że w 2022 roku rurociągiem na terytorium tego kraju przestanie płynąc rosyjski gaz. Obowiązuje jeszcze umowa tranzytowa na dostawy gazu za pośrednictwem gazociągu Jamal-Europa. Zostanie automatycznie przedłużona, jeśli żadna ze stron do 2019 roku nie wyrazi chęci jej rewizji.

    Polska nie ma nic przeciwko jej przedłużeniu. Co więcej, zarzuca Gazpromowi, że chce on połączyć te umowy, aby zmusić Warszawę do zakupu swego gazu pod groźbą przerwania dostaw do Niemiec. Polacy chcą utrzymać tranzyt.

    Zdanie ekspertów Polska, rezygnując z przedłużenia długoterminowego kontraktu z Gazpromem, może pójść drogą Ukrainy, czyli albo zawrzeć krótkoterminową umowę z rosyjskim koncernem, albo rozpocząć dostawy rewersowa. Wówczas Warszawa będzie kupować ten sam rosyjski gaz, ale od Niemiec.

    Z jednej strony Warszawa musi pokazać, że aktywnie wspiera interesy USA, w tym gazowe, a z drugiej – dopóki nie dostanie amerykańskiego gazu po mniej lub bardziej akceptowalnej cenie, będzie musiała kupować go od Rosji.

    Aby zachować twarz, trzeba będzie wykazać się pomysłowością, m.in. spróbować zawrzeć umowę krótkoterminową lub obniżyć cenę. W sierpniu tego roku Waszczykowski powiedział, że „może nadal kupować gaz z Rosji, ale po niższej cenie”.

    Istnieje też możliwość przesunięcia terminu wynikającego z umowy. Maciej Bando, prezes Urzędu Regulacji Energetyki w maju tego roku powiedział, że jest to możliwe, jeśli pojawią się trudności w realizacji projektu gazociągu bałtyckiego. Asafow przypomniał, że w Polsce w 2019 roku odbędą się wybory parlamentarne, w których rządząca partia Prawo i Sprawiedliwość może ponieść klęskę. Wówczas decydować o tym, czy przedłużać i na jakich warunkach, będzie zupełnie kto inny.

    Zobacz również:

    Prezydent Czech jedzie do Rosji
    Rosja modernizuje „Sołncepioki”
    Wkrótce będzie straszyć wilkołakami: Puszkow o oświadczeniu szefa MO Polski o KRLD
    Tagi:
    LNG, gaz, Witold Waszczykowski, Russia, USA, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz