07:35 16 Grudzień 2018
Na żywo
    JabłkaPolskie jabłka

    Cztery lata z życia polskich jabłek

    © Fotolia / Nikonite © AFP 2018 / JANEK SKARZYNSKI
    1 / 2
    Gospodarka
    Krótki link
    Anna Sanina
    8499

    Rozmaite odmiany polskich jabłek, które cieszyły się wśród Rosjan niesłabnącym popytem, już od czterech lat nie pojawiają się oficjalnie na rosyjskich półkach sklepowych.

    Jabłka na targu rolniczym na centralnym placu Władywostoku
    © Sputnik . Vitaliy Ankov
    Tym niemniej, razem z innymi owocami z Polski, które także objęte zostały zakazem importu w ramach wprowadzonego przez Moskwę embarga żywnościowego będącego odpowiedzią na unijne sankcje, jabłka podejmują od czasu do czasu próby przejścia rosyjskiej granicy, udając na przykład słodycze.

    W takich przypadkach rosyjscy celnicy nie dają im żadnych szans. Nieco lepiej wiedzie się czasem sankcyjnym jabłkom, które mkną do Rosji, udając białoruskie owoce.

    O furtce związanej z reeksportem polskich owoców i warzyw z Białorusi można było usłyszeć niemalże od początku wprowadzenia przez Rosję sankcji odwetowych w 2014 roku, kiedy to eksport polskich jabłek w dosłownym tego słowa znaczeniu legł w gruzach. Wystarczy przypomnieć, że według danych Międzynarodowego Centrum Handlu (ITC) ONZ jeszcze w 2013 roku 55% jabłek importowanych do Rosji pochodziło z Polski, która dostarczyła ich do Rosji według danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi 676 tysięcy ton.

    Jeszcze na początku okresu sankcyjnego nielegalny eksport omawiany był w kuluarach z zachowaniem jako takiej ostrożności, teraz natomiast polskie media mówią o tym zupełnie otwarcie, nie zważając na sformułowania („Każdy wie na przykład, że jabłka na „białoruskich papierach" są polskie. Handel po prostu wyprzedził politykę" wnp.pl — portal gospodarczy; „Wkrótce zamknąć się może też ostatnia furtka — eksport do Rosji przez Białoruś" wyborcza.pl).

    Powód braku jakichkolwiek zahamowań łatwo wytłumaczyć. Rynki zbytu polskich jabłek są przesycone (do 55 rynków zbytu dołączyło prawie 30 nowych, ale 280 tysięcy ton jabłek tak czy inaczej nie znalazło nabywców), ponadto plony od czasu do czasu padają ofiarą przymrozków. A to oznacza, że polscy producenci, którym do tej pory nie udaje się zarobić, nie chcą tracić sprawdzonych rynków zbytu. Białoruś w tej kwestii odgrywa kluczową rolę.

    Wystawa Kalendarz Pirelli 2012 w Multimedia Art Museum, Moskwa
    © Sputnik . Walerij Melnikow
    Skłamie ten, kto powie, że przed 2014 roku Białoruś w ogóle nie interesowała się polskimi jabłkami. Ich import z Polski istniał od dawna, fakt, że importowane były dość skromne partie w porównaniu z rosyjskimi. Według danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi w 2013 roku import jabłek do Białorusi wyniósł około 145 tysięcy ton. Sytuacja zaczęła się zmieniać już w 2014 roku, kiedy to eksport jabłek z Polski do Białorusi przekroczył 260 tysięcy ton, czyli zwiększył się o 1,8 raza. A w 2016 roku w ogóle zdumiał swą ilością — wyniósł aż 513 tysięcy ton. Nawet nieostateczne dane z 2017 roku — 435 tysięcy ton mówią o tym, że zainteresowanie importem jabłek z Polskie pozostaje wysokie.

    Służby statystyczne Białorusi nie podają dokładnych danych związanych ze spożyciem jabłek, ale można się domyślać, że jakichś ważkich powodów, by go zwiększać, przez cały ten czas nie było. Miłość Białorusinów do polskich jabłek niby łatwo wyjaśnić. Lokalne jabłka, które przez brak specjalnych magazynów nie mogą długo leżeć, do pięt nie dorastają polskim jabłkom, charakteryzującym się różnorodnością odmian, bogatym wachlarzem smaków i atrakcyjnym wyglądem.

    Tym niemniej sytuacja z polskimi jabłkami jest zjawiskowa, tak bardzo, że od czasu do czasu interesuje się nimi rosyjska Służba Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego (Rossielchoznadzor). Inspektorzy z rosyjskiego resortu nie tylko współpracują razem z celnikami, którzy od czasu do czasu zatrzymują na rosyjskich granicach partie owoców z Białorusi objętych sankcjami, ale też wprowadzili praktykę przeprowadzenia inspekcji wśród białoruskich producentów jabłek z powodu wątpliwości co do pochodzenia owoców przeznaczonych na eksport.

    W sumie na początku tego roku rosyjscy inspektorzy przeprowadzili kontrolę w 84 białoruskich firmach. 31 z nich nie potrafiło udowodnić pochodzenia owoców, a 22 firmy eksportowały jabłka, choć w magazynach nie miały żadnych zapasów. Na tej podstawie Rossielchoznadzor nałożył embargo na dostawy jabłek z 31 białoruskich zakładów.

    Działania Rossielchoznadzoru są uzasadnione. Podwójna certyfikacja to kolejny problem związany z reeksportem jabłek. Towary podlegające sankcjom zmieniają „obywatelstwo" zgodnie z nowymi dokumentami (na jeden i ten sam towar wydawane są certyfikaty potwierdzające różne kraje pochodzenia) i prawie nie budzą podejrzeń celników. Według informacji rosyjskiej gazety „Wiedomosti", która przywołuje słowa szefa Rossielchoznadzoru Siergieja Dankwerta, tylko w 2016 roku Białoruś zalegalizowała celem reeksportu do Rosji co najmniej 250 tysięcy ton jabłek i grusz objętych rosyjskim embargiem. Dankwert natomiast wyjaśnił, że 24 kraje Afryki figurujące jako dostawcy tej ilości jabłek i grusz na Białoruś potwierdziły, że w ogóle nie wysyłały owoców do tego kraju.

    Sama Białoruś także odnotowuje przypadki nielegalnego eksportu, a przy tym odpowiedzialnością za nie obarcza bynajmniej nie białoruskich przedsiębiorców. W ubiegłym roku do takiego samego wniosku doszli przedstawiciele białoruskiego Komitetu Kontroli Państwowej. Według informacji Polskiego Radia, które powołuje się na gazetę „Sowietskaja Biełorussija", w Breście resortowi specjaliści zidentyfikowali ponad 20 firm, które zajmowały się reeksportem polskich jabłek do Rosji. Firmy jednodniówki — jak twierdzi białoruska gazeta — rejestrowali na swoje nazwisko obywatele Rosji. Jeśli założyć, że polskie jabłka rzeczywiście stawały się przedmiotem działalności nieuczciwych rosyjskich przedsiębiorców, to w najgorszym przypadku chodziło o jakieś dziesięć ciężarówek, a nie o ten reeksport, z którego dochody liczone były w milionach euro.

    Jabłka
    © Sputnik . Maksim Bogodvid
    Polscy producenci jabłek, którzy jak nikt inny mogliby rzucić światło na sytuację z białoruskim importem, powstrzymują się od komentarzy. Maksimum, co można osiągnąć w odpowiedzi na prośbę o komentarz od szefa firmy producenckiej WorldTrade Tomasza Biernackiego, to następujące słowa: „Nie udzielamy żadnych wywiadów rosyjskiej telewizji (Sputnik nie jest kanałem telewizyjnym — red.) propagandowej. Nie robimy żadnych eksportów do Białorusi"…

    Rosja nie traci zainteresowania importem jabłek i z roku na rok zwiększa jego wolumen. Pod względem ilościowym jabłka pewnie trzymają palmę pierwszeństwa wśród wszystkich importowanych przez państwo owoców. Za okres pierwszych ośmiu miesięcy bieżącego roku import jabłek wyniósł 596 tysięcy ton — to o 41% więcej w porównaniu z danym z 2017 roku. Jednocześnie absolutnym liderem na rosyjskim rynku „jabłkowym" zostały w tym roku mołdawskie owoce, które Rosja sprowadziła w ilości 166 tys. ton. I nawet jeśli ustępują one miejsca polskim pod względem różnorodności odmian, to przynajmniej trafiają one do kraju legalnie.

    Zobacz również:

    Na Białorusi zapobieżono wwozowi ponad 17,5 tony polskich jabłek do Rosji
    Na polskich jabłkach zarobią Chińczycy?
    Kiedy polskie jabłka powrócą na rosyjskie stoły?
    Opony z polskimi jabłkami, boczkiem i ostrygami z Białorusi
    Tagi:
    jabłka, sankcje, import, eksport, Białoruś, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz