Widgets Magazine
15:02 17 Lipiec 2019
Linie wysokiego napięcia wzdłuż trasy Symferopol-Sewastopol na Krymie

Energetyka jest powolnym okrętem i bardzo długo zmienia kurs

© Sputnik . Siergiej Małgawko
Gospodarka
Krótki link
587

Energia elektryczna to najbardziej pożądany zasób z obecnie istniejących i zapotrzebowanie na niego wzrasta z każdym rokiem. Wraz z wzrostem zużycia prądu również wzrasta cena na energię elektryczną. I z roku na rok wzrost jest coraz bardziej drastyczny i odczuwalny...

Jeśli wcześniej typowy wzrost się mieścił w zakresie 3-5% rocznie, to przewidywany wzrost ceny w najbliższe dwa lata, to ponad 15% i najgorszym w tej sytuacji jest fakt, że nikt nie przewiduje nawet najmniejszego prawdopodobieństwa spadków cen w najbliższej przyszłości.

W lipcu ceny energii elektrycznej zamawianej na przyszły rok Towarowej Giełdy Energii dobiły do 224 zł/MWh. Tyle nie płacono za przyszłoroczne kontrakty jeszcze nigdy. Za dostawy prądu na dwa kolejne lata trzeba zapłacić jeszcze więcej — odpowiednio 230 i 235 zł.

Elektrownia wiatrowa
© Sputnik . Władimir Astapkowicz
O stanie obecnym i perspektywach kształtowania cen na rynku światowym i w Polsce Sputnik porozmawiał z redaktorem naczelnym portalu wysokienapięcie.pl Rafałem Zasuniem.

 — W listopadzie ceny prądu na rynku hurtowym w Polsce osiągnęły najwyższy poziom w Europie. Trzeba było zapłacić 303 złotych za megawatogodzinę. Tymczasem na przeważającej części europejskiego rynku — 280 złotych, — donosi to Pański serwis „Wysokie napięcie". Dlaczego tak duży skok i jak wygląda sytuacja teraz?

— Jest to związane z dwoma czy trzema czynnikami. Pierwszy czynnik to jest wzrost cen do uprawnień do emisji CO2 na rynku europejskim. To z kolei spowodowane nowymi regulacjami unijnymi, które weszły w życie, a także zmniejszeniem liczby uprawnień.

Drugi powód jest to wzrost cen węgla: średnio o 20 procent. No, i trzeci powód to jest czysta spekulacja — obawy, że ten wzrost w kolejnych latach, czy kolejnych miesiącach będzie jeszcze wyższy i część firm próbuje zabezpieczyć się i zawrzeć kontrakty już teraz, żeby uniknąć podwyżek w przyszłości. To są te trzy fundamentalne powody.

Słońce widoczne przez mgłę i smog
© AP Photo / Virginia Mayo
Teraz te ceny są trochę niższe, ale cały czas ten trend wysokich cen — dużo wyższych, niż w poprzednich latach, się utrzymuje. No, i też wpływa nadchodząca zima, bo zimą ceny zawsze są odrobinę wyższe.

 — Dlaczego polski odbiorca płaci średnio 14 eurocentów na kilowatogodzinę, tym czasem niemiecki — 29, zaś średnia cena prądu w Unii Europejskiej to 20 eurocentów na kilowatogodzinę. Jak wygląda sytuacja w innych krajach?

— No, polski odbiorca… Przede wszystkim siła nabywcza Polaków jest drobniejsza. Więc, po prostu mniej zarabiamy. Trudno, żebyśmy płacili za prąd tyle, co przeciętny Niemiec czy Duńczyk. Poza tym, w Niemczech, i nie tylko w Niemczech — również w Danii czy w Hiszpanii — ceny prądu są obciążane różnego rodzaju podatkami i kosztami mechanizmu wsparcia OZE. W Niemczech ten mechanizm wsparcia jest bardzo drogi.

W Polsce gospodarstwa domowe płacą dużo mniej, do kosztów nie są wliczane różnego rodzaju dodatkowe opłaty, które funkcjonują w innych krajach. Jeżeli przeliczymy to na siłę nabywczą, to jednak, okazuje się, że łączny udział w budżecie cen prądu przeciętnego Polaka a przeciętnego Niemca — jest porównywalny, dlatego że Polacy po prostu zarabiają mniej

 — Według ekspertów, jedną z przyczyn tak wysokich cen jest to, że kiedy zachodni sąsiedzi Polski ujednolicają rynek energii, Polska stawia na niezależność. Czyli płaci za samowystarczalność. Czy Pan podziela taką opinię?

 — Nie, to nie jest prawda. W tej chwili szybkie podłączanie Polski znaczy większy import po prostu energii elektrycznej, która jest tańsza u sąsiadów w hurtowych cenach. Szybkie podłączanie Polski jest niemożliwe z uwagi na strukturę sieci. Zwłaszcza na to, co się dzieje w Niemczech. Bardzo dużo generacji wiatrowej jest na północy. A odbiór — czyli przemysł — jest na południu. Ta energia nie może tam sobie popłynąć. W związku z tym ona płynie przez Polskę, Czechy, Słowację, Węgry, to są tak zwane przepływy kołowe, zresztą, zupełnie nie skoordynowane, tej energii nie da się zaplanować, po prostu, jak wieje, to ona płynie. Planowana jest budowa kolejnych interkonektorów Polska — Niemcy, Polska — Dania i Polska — Litwa, ale zajmuje to dużo czasu — do roku 2030.

— Proszę powiedzieć o perspektywach cenowych na 2019 rok.

— W hurcie te ceny, ja myślę, się utrzymają, nie będą wysokie. Natomiast w dłuższej perspektywie — w miarę zwiększania się liczby OZE w Polsce, a w ciągu najbliższych kilku lat ma jeszcze przybyć 2 tysiące megawatów w wietrze, no i rząd planuje kilka tysięcy megawatów w fotowoltaice — i te OZE o zerowym koszcie zmiennym będą wpływać na zmniejszenie się cen hurtowych.

To będzie też wpływało na ceny detaliczne, no, i jeżeli ceny detaliczne dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw będą rosnąć, to przedsiębiorstwa natychmiast na to zareagują i uruchomią różnego rodzaju mechanizmy efektywnościowe, zmniejszą zużycie energii. Polska ma w tym duży potencjał, bo energochłonność gospodarki jest wciąż wyższa, niż na Zachodzie.

Także gospodarstwa domowe, tam, gdzie jest to możliwe, zaczną się wyposażać w fotowoltaikę, po prostu będą same dla siebie produkować energię. Natomiast na przyszły rok, oczywiście, sytuacja się nie zmieni, będzie mniej więcej to samo, co teraz, bo energetyka jest powolnym okrętem i bardzo długo zmienia kurs. To nie są proste procesy.

 

— Wiadomo, że prąd polityki energetycznej Polski do 2030 roku przewiduje spadek udziału węgla w miksie energetycznym do 60 procent. Czym zastąpiony będzie ten węgiel?

— Znaczy, że rząd zakłada, że głównym źródłem zastępującym węgiel, będzie energetyka jądrowa, energetyka wiatru morza i fotowoltaika. Natomiast ja w tę energetykę jądrową nie wierzę, bo ona się po prostu kończy w rozwiniętych krajach zachodnich czy w Stanach Zjednoczonych, więc nie sądzę, żeby w Polsce były warunki dla tego.

 — Czyli Pan uważa, że ten projekt — chodzi o zbudowanie elektrowni atomowej przy udziale USA nie jest realny?

— Nie, przecież USA nie mają już firm, które chciałyby budować, potrzebowałyby pieniędzy przede wszystkim i wiarygodności finansowe, żeby tak elektrownię zbudować.

Nikt w Polsce nie wyrazi zgody, żeby budować elektrownię atomową z braku zaufania do Rosji, nie mamy modelu finansowego, no, nikt nie zbuduje elektrowni atomowej, nie mając pieniędzy, a modelu finansowego nie udało się rządowi skonstruować przez ostatnie trzy lata, mimo usilnych prób.

Znany specjalista w tej dziedzinie doktor Myślecki nazwał projekt polityki energetycznej, o ile dobrze pamiętam, powiedział, że to wynik chaosu panującego w resorcie, ta polityka energetyczna będzie jeszcze długo uzgadniana w rządzie, będzie jeszcze przedmiotem konsultacji i korekt.

 — I pytanie na zakończenie. Czy, Pana zdaniem, polska energetyka może się obejść bez rosyjskiego gazu?

— Czy polska energetyka może się obejść bez rosyjskiego gazu? No, to zależy… Bez kontraktu długoterminowego z Gazpromem, takiego, jak do tej pory, międzyrządowy, to się może obejść, na pewno! Zresztą, ja uważam w ogóle, że kontrakty długoterminowe, międzypaństwowe, to jest przeżytek. Natomiast, jeżeli cena gazu będzie konkurencyjna i gaz będzie łatwo dostępny, to ja nie widzę powodu, żeby się miała bez niego obywać. On po prostu na pewno do Polski dotrze, czy to nie z samej Rosji dotrze… czy z Niemiec, czy jako LNG, przecież Rosjanie też budują terminale LNG, on po prostu dotrze, żeby tylko był konkurencyjny cenowo.

Zobacz również:

Jak uzyskać energię z ludzkich odchodów?
„Za coś takiego, jak bezpieczeństwo energetyczne państwa, warto czasami zapłacić więcej"
„Zawierzenie polskiej energetyki Matce Boskiej to akt wiary, a nie przejaw rozpaczy”
Tagi:
ceny, gospodarka, elektrownia cieplna, prąd, węgiel, Rafał Zasuń, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz