Widgets Magazine
17:57 25 Sierpień 2019
Pekin, Chiny

Pekin zrzuca „podatkową bombę” na USA

© AP Photo / Mark Schiefelbein
Gospodarka
Krótki link
Dmitrij Kosyriew
21011

„Cały świat, wstrzymując oddech, czeka na decyzje” wiosennej sesji chińskiego parlamentu. Ta zwykle dość nieprzekonywująca i utarta teza propagandowa Pekinu w 2019 roku była zaskakująco zbliżona do rzeczywistości.

Cały czy niecały, ale ogólnie świat jest oczywiście zainteresowany tym, jak chińskie kierownictwo zamierza dalej bronić się przed wojną handlową wypowiedzianą przez Amerykę. Czy to wytrzyma.

Faktycznie chodziło jedynie o kilka kluczowych cyfr, z których powinny wynikać jasne perspektywy dla jednej z dwóch pierwszych gospodarek świata w nadchodzącym roku. Szef chińskiego rządu Li Keqiang wymienił te cyfry w swoim długim sprawozdaniu i nie ma wątpliwości, że w ciągu następnych półtora tygodnia sesji wszystkie wymienione wskaźniki zostaną zatwierdzone.

Według prognoz w ciągu roku chińska gospodarka powinna wzrosnąć o 6 – 6,5 proc., pomimo wojowniczych nastrojów na rynkach światowych. Rząd po prostu wpompuje dodatkowe środki w gospodarkę – tyle samo procentowo, a w pieniądzach ponad 150 mld dolarów, przy budżecie w wysokości około 3 bilionów dolarów. W wyniku czego nieco wzrośnie deficyt budżetowy (do 2,8 proc. PKB, co nie wywołuje niepokoju).

Ale to nie wszystko. Pekin nadal używa śmiercionośnej amerykańskiej broni przeciwko samym Stanom Zjednoczonym – obniżkę podatków dla przedsiębiorstw. Podatek od wartości dodanej zostanie zmniejszony z 16 do 13 proc. natomiast w transporcie i budownictwie – do 9 proc.. To nie pierwszy rok takich spadków, właśnie teraz „wstrzymujący oddech” świat powinien był spojrzeć na ogólny bilans wszystkich tych środków i zdecydować: tak, cyfry się zgadzają, Chiny są w stanie to zrobić.

Dlaczego podatki są bronią również w starciu ze Stanami Zjednoczonymi? Bo zwycięży w nim ten, kto ma wystarczająco dużo środków, aby je przetrwać. Oczywiste jest, że wszelkie ograniczenia importu z wrogiego państw zawsze uderzają też we wprowadzających te ograniczenia. Dlatego sedno sprawy polega na tym, jak przetrwać kulminacyjną fazę „działań wojskowych” i nie zniszczyć własnej gospodarki, mając nadzieję, że przeciwnik pierwszy ustąpi.

Tutaj obraz jest dość zagmatwany, głównie w przypadku Ameryki, która zaatakowała Chiny. Niedawno w USA podsumowano rok 2018. Okazało się, że od 2005 roku w kraju nie było tak dobrze. PKB wzrosło o 2,9 – 3,1 proc. (według różnych metod obliczeń), przeganiając Niemcy, Włochy i Wielką Brytanię. W samych Stanach Zjednoczonych, jak zawsze, toczy się dyskusja, czy faktycznie jest tak dobrze i czy wkrótce nie będzie bardzo źle?  Ale jedno jest trudne do podważenia: chodzi o podatki. W obniżeniu przez administrację Donalda Trumpa podatków w 2017 roku. I w zniesieniu krok po kroku setek i tysięcy ograniczeń dla biznesu.

Obniżenie podatków i inne działania gwałtownie ożywiły mały i średni biznes, zmniejszyły bezrobocie, podniosły wynagrodzenia, doprowadziło do zwiększenia aktywności konsumentów. Oczywiście nie rozwiązało to głęboko zakorzenionych problemów, np. chronicznego i beznadziejnego długu. Tak, może tak się stać, że w kraju będzie jeszcze gorzej (choć zapowiadany jest jeszcze większy wzrost), ale jak dotąd margines bezpieczeństwa, m.in. w wojnie handlowej, zwiększył się w USA. A Chiny powtarzają (już nie pierwszy rok) ten sam chwyt podatkowy, doprowadzając tym też do przyrostu muskulatury.

Tutaj pojawia się pytanie: co stanie się z wywołaną przez Trumpa konfrontacją gospodarczą z głównym rywalem Stanów Zjednoczonych? Zwłaszcza uwzględniając to, że pod koniec miesiąca ma się odbyć spotkanie amerykańskiego prezydenta z przywódcą Chin Xi Jinpingiem na Florydzie. Wówczas okaże się,  czy strony osiągną porozumienie, które rozwiąże wszystkie nagromadzone problemy. A mogą też nie porozumieć się – przecież Trump odmówił podpisania dokumentów na spotkaniu z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong Unem.

Chiny (i wiele się mówiło na ten temat na wspomnianej sesji parlamentu kraju) twierdzą, że chcą się porozumieć, ale nie zaprzepaszczą szansy na dalszy rozwój i wzrost. Ameryka… Tutaj, jak zawsze w przypadku USA, wszystko jest bardzo trudne. Istnieją dwie frakcje doradców i członków gabinetu. Jedni mówią: podpiszmy jak najszybciej, zanim będzie gorzej. A drudzy stworzyli taką umowę, której Chiny na pewno nie zaakceptują.

Dlaczego sytuacja Ameryki ma się pogorszyć? Eksperci z Uniwersytetów Columbia i Princeton oraz inni specjaliści przedstawili raport, z którego wynika, że główna broń wojny handlowej – większe koszty chińskiego importu w wyniku podniesienia ceł – miała niewielki wpływ na Chiny, ale kosztowała amerykański biznes i konsumentów 4,4 mld dolarów miesięcznie.

Jak to działa: cła powodują, że importowane z Chin towary są droższe. W takiej sytuacji amerykański producent też podnosi ceny, bo wzrosły one u konkurenta. Czyli cały ciężar wojny handlowej spadł na amerykańskiego konsumenta. I dopóki korzysta on z owoców trumpowskiego obniżenia podatków, jest to do zniesienia. Ale cierpliwość ma swoje granice.

Jakie porozumienie ma być podpisane na spotkaniu? Na ten temat pojawiło się wiele przecieków i sugestii. Wszystkie mogą być właściwe. Miękka opcja prawdopodobnie ma związek z propozycją Pekinu zniesienia ceł odwetowych na amerykańskie towary i zakupem ogromnych ilości soi, ropy naftowej i gazu oraz innych produktów, wyrównując w ten sposób bilans handlowy. Chińska gospodarka bez problemu to udźwignie. Jednak główny cel USA w wojnie handlowej – zablokowanie przewagi technologicznej Chin – raczej nie zostanie osiągnięty.

Grupa „jastrzębi” w otoczeniu Trumpa zawarłaby umowę, która umożliwiałaby Stanom Zjednoczonym przywrócenia w dowolnej chwili anulowanych ceł, jeśli Amerykanie uznają, że Chiny zbyt mocno wtórują swoim producentom, zwłaszcza w sferze technologii. Tymczasem Chiny miałyby zostać pozbawione takiego prawa. Ogólnie rzecz biorąc, istota idei jest jasna.

Pozostało jedynie, aby obie strony dokładnie przeanalizowały przed kolejnym starciem następującą kwestię: kto ma więcej środków, aby przetrzymać wszystkie trudności, wynikające z dalszej walki.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Naukowcy uspokajają: fani ciężkiej muzyki są normalni
Trump skomentował pogłoski o „fałszywej” żonie
Co pomaga rozwijać się nowotworom?
Tagi:
wojna handlowa, Donald Trump, Xi Jinping, Chiny, USA
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz